„Nie na długo.”
Wskazał na sofę. „Usiądź. I nie waż się ruszyć, dopóki moi rodzice nie poczują się komfortowo w moim łóżku”.
Jessica opadła na poplamioną winem sofę i zaczęła histerycznie szlochać.
Ale Liam już odchodził, kierując się w stronę drzwi wejściowych, by powitać jedyne osoby na świecie, które naprawdę go kochały.
Rozdział 3: As w rękawie
Cisza w salonie była cięższa niż szalejąca na zewnątrz burza. To była cisza, jaka zazwyczaj zapada po strzale.
Jessica siedziała na skraju poplamionej winem sofy, z dłońmi splecionymi między kolanami, z pobielałymi kostkami palców. Drżała, ale nie potrafiłem stwierdzić, czy to ze strachu, czy od zimnego przeciągu wpadającego przez szeroko otwarte drzwi Liama.
„Marcus” – powiedział Liam, odwracając się do niej plecami. „Wprowadź ich”.
Patrzyłem, jak Marcus, rosły, stoicki kierowca, pomagał moim rodzicom przejść przez drzwi wejściowe. Wyglądali jak rozbitkowie z katastrofy statku. Henry był szary, jego usta zabarwiły się przerażającym, sinym odcieniem, a on sam mocno opierał się na ramieniu Marcusa. Martha drżała tak mocno, że jej zęby dzwoniły głośno, a dźwięk odbijał się echem od marmurowego holu.
Kapiąc błotnistą wodą na nieskazitelnie czyste podłogi – podłogi, które Jessica krzyczała zaledwie godzinę wcześniej.
Liam nawet nie drgnął. Podszedł do nich, a jego twarz natychmiast złagodniała.
„Mamo, tato” – powiedział łamiącym się głosem. „Jestem z wami”.
„Liam” – płakała Martha, wyciągając zimną, mokrą dłoń, by objąć jego twarz. „Nie chcieliśmy sprawiać kłopotów. Po prostu szukaliśmy motelu”.
„Nie jedziecie do motelu” – powiedział stanowczo Liam. Spojrzał na Marcusa. „Zabierzcie ich do apartamentu gościnnego na pierwszym piętrze. Podkręćcie ogrzewanie do osiemdziesięciu stopni. Proszę o ciepłe koce, gorącą herbatę i lekarza dyżurnego w ciągu dziesięciu minut. W razie potrzeby skorzystajcie z helikoptera”.
„Tak, proszę pana” – odpowiedział Marcus, delikatnie prowadząc ich przez salon.
Gdy przejeżdżali obok, Henry podniósł wzrok. Jego oczy spotkały się ze wzrokiem Jessiki.
Jessica instynktownie wstała. Maska pogrążonej w żałobie, niezrozumianej żony zsunęła się z powrotem na jej twarz. Zrobiła krok w ich stronę, a w jej oczach pojawiły się łzy – idealne, filmowe łzy.
„Och, Henry! Marto!” krzyknęła, a jej głos drżał z udawanej troski. „O mój Boże, spójrz na siebie! Biedactwa! Po prostu… tak się martwiłam, kiedy odeszłaś! Miałam zamiar zadzwonić na policję, żeby cię znaleźli!”
Wyciągnęła rękę, żeby dotknąć ramienia Henry’ego.
„Nie dotykaj go” – powiedział Liam.
Nie krzyczał. Nie musiał. Rozkaz przeciął powietrze jak bicz.
Jessica zamarła, a jej ręka zawisła w powietrzu. „Liam, kochanie, po prostu próbuję pomóc. To rodzina”.
„Godzinę temu były śmieciami” – powiedział Liam, wchodząc między żonę a rodziców. „Teraz nie możesz udawać pielęgniarki”.
Henry spojrzał na Jessicę. Po raz pierwszy od dziesięciu lat, odkąd znałem mojego ojca jako pacyfistę, człowieka, który muchy by nie skrzywdził, zobaczyłem w jego oczach obrzydzenie. Nie powiedział ani słowa. Po prostu odwrócił głowę, kaszląc wilgotnym, rzężącym kaszlem, który brzmiał, jakby jego płuca były pełne płynu.
„Idź” – Liam skinął głową w stronę Marcusa.
Zniknęli na korytarzu.
Liam odwrócił się z powrotem do Jessiki. Ciepło zniknęło z jego oczu. Spojrzał na nią jak na nieznajomego, którego przyłapał na włamaniu do domu.
„Usiądź” – rozkazał.
„Przestań mi rozkazywać!” – warknęła Jessica, a jej strach na chwilę ustąpił miejsca wrodzonej arogancji. „To też mój dom, Liam! Popełniłam błąd. Byłam zestresowana. Mam kiepski tydzień! Nie możesz traktować mnie jak pracownika tylko dlatego, że straciłam panowanie nad sobą na twoich rodziców!”
„Straciłaś panowanie nad sobą?” Liam podszedł do kominka i wziął pogrzebacz. Jessica na sekundę drgnęła, przerażona. Ale Liam po prostu dorzucił do dogasającego ognia, obserwując żarzące się węgle. „Naraziłaś jego życie, Jessico. To nie huśtawka nastrojów. To złośliwość”.
Zanim Jessica zdążyła odpowiedzieć, zadzwonił dzwonek do drzwi wejściowych.
To nie był lekarz. Było na to za wcześnie.
Liam spojrzał na zegarek. „To musi być Michael.”
„Michael?” Twarz Jessiki zwiotczała. „Twój prawnik? Liam, oszalałeś? Jest sobota wieczór!”
Liam podszedł do drzwi i je otworzył. Michael, patriarcha rodziny, od dawna reprezentujący jej prawa, stał tam, potrząsając mokrym parasolem. Był niskim, łysym mężczyzną po sześćdziesiątce, z oczami jak u jastrzębia. Niósł skórzaną teczkę, która wyglądała na ciężką.
„Panie Sterling” – powiedział Michael, wchodząc do środka. „Przyjechałem tu tak szybko, jak mogłem. Drogi to koszmar”.
„Dziękuję, Michaelu” – powiedział Liam. „Wejdź. Mamy sprawę”.
Weszli do salonu. Jessica stała teraz ze skrzyżowanymi ramionami, w postawie obronnej.
„To niedorzeczne” – warknęła. „Dzwonisz do swojego prawnika, bo wyrzuciłam twoich rodziców? Możemy iść na terapię, Liam! Nie potrzebujemy prawników!”
Liam skinął głową do Michaela. „Przeczytaj”.
Michael położył teczkę na stoliku kawowym – tuż obok rozlanego wina. Otworzył zatrzaski. Dźwięk był ogłuszająco głośny w cichym pokoju. Wyciągnął gruby dokument oprawiony w niebieski papier.
„Pani Sterling” – zaczął Michael suchym i profesjonalnym głosem. „To jest umowa przedmałżeńska, którą podpisali państwo trzy lata temu. Konkretnie mam na myśli klauzulę 14, podpunkt B: Klauzula dotycząca „niewierności i złośliwego postępowania”.
Jessica zaśmiała się nerwowo. „Zdrada? Nie zdradziłam cię, Liam! Wiesz o tym!”
„Czytaj dalej, Michaelu” – powiedział Liam, nalewając sobie szklankę wody, trzymając rękę pewnie.
„Podsekcja B definiuje „złośliwe postępowanie” jako każde działanie, które umyślnie zagraża życiu, reputacji lub zdrowiu psychicznemu partnera lub jego najbliższej rodziny” – przeczytał Michael. „Udowodnione złośliwe postępowanie unieważnia podział majątku. Przywraca małżeństwo do stanu „rozdzielności majątkowej”.
Jessica wpatrywała się w niego. „Co… co to znaczy po angielsku?”
Liam odwrócił się do niej twarzą. „To znaczy, że nic nie dostaniesz, Jess.”
Podszedł o krok bliżej. „To znaczy, że dom jest mój. Samochody są moje. Konta są moje. Wychodzisz z tym, z czym przyszedłeś: długiem na karcie kredytowej i garderobą”.
„Nie możesz tego zrobić” – wyszeptała Jessica. „Jestem twoją żoną”.
„Już niedługo” – powiedział Liam. „Chcę, żebyś dziś wieczorem opuścił ten dom. Możesz pojechać G-Wagonem do hotelu. Zapłacę za pokój za trzy noce. Potem będziesz zdany na siebie”.
„Dziś w nocy?” wrzasnęła Jessica. „Leje jak z cebra! Wyrzucasz mnie w burzę? Właśnie za to jesteś na mnie wściekła!”
„Różnica” – powiedział chłodno Liam – „polega na tym, że ty masz samochód za 100 000 dolarów i kartę kredytową. Moi rodzice mieli worki na śmieci i problemy z sercem. Wynoś się stąd”.
Jessica gorączkowo rozejrzała się po pokoju. Spojrzała na drogie dzieła sztuki na ścianach, żyrandole, życie, do którego się wdrapała. Zobaczyła, jak to wszystko ucieka. Zobaczyła pracę w domu towarowym, która na nią czekała. Zobaczyła maleńkie mieszkanie w Queens, do którego przysięgła sobie nigdy nie wrócić.
Spojrzała na Liama. Był jak granitowa ściana. Nie było w nim już miłości. Zabiła ją.
Ale Jessica przeżyła. A ci, którzy przeżyli, mają broń, której uczciwi ludzie, tacy jak Liam, nie widzą.
Jej oddech się zmienił. Przestała płakać. Wyprostowała się. Wygładziła jedwabną sukienkę.
„Nie wyjdę, Liam” – powiedziała cicho.
Liam westchnął, pocierając skronie. „Nie zmuszaj mnie, żeby ochrona cię wyprowadziła, Jessico. Nie rób z tego jeszcze brzydszego widoku”.
„Nie możesz mnie usunąć” – powiedziała, a na jej ustach pojawił się delikatny, triumfalny uśmiech. „A twoja intercyza? Ten paragraf 14? Zawiera wyjątek”.
Michael, prawnik, podniósł wzrok znad papierów i zmarszczył brwi.
„Wyjątek?” zapytał Liam.
„Klauzula 14 jest nieważna” – powiedziała Jessica, a jej głos nabierał siły – „jeśli małżonek dziedziczy majątek rodziny”.
W pokoju zapadła głucha cisza. Jedynym dźwiękiem był trzask ognia.
Liam zamarł. Szklanka wody w jego dłoni zatrzymała się w połowie drogi do ust. „Co?”
Jessica położyła dłoń na brzuchu. Spojrzała mu prosto w oczy, a w jej niebieskich oczach błyszczało zwycięstwo, które przyprawiło mnie o gęsią skórkę.
„Jestem w ciąży, Liam” – powiedziała. „Szósty tydzień. Dowiedziałam się dziś rano. Chciałam ci zrobić niespodziankę, jak wrócisz z Tokio”.
Zrobiła krok w jego stronę, ośmielona jego szokiem.
„Nie możesz wyrzucić ciężarnej kobiety w burzę, Liam” – mruknęła. „Pomyśl o wyglądzie. Pomyśl o swoim wizerunku „charytatywnym”. Pomyśl o swoim dziecku”.
Liam wpatrywał się w jej brzuch. Jego twarz była polem bitwy emocji. Szok. Radość? Nie, nie radość. Przerażenie. Dezorientacja.
„Kłamiesz” – wyszeptał Liam. „Byłaś antykoncepcją. Mówiłaś, że nie chcesz mieć dzieci przez kolejne pięć lat”.
„Wypadki się zdarzają” – Jessica wzruszyła ramionami. „Albo cuda. Zależy, jak na to spojrzeć”.
Zwróciła się do prawnika. „Michaelu, czy intercyza jest ważna, jeśli jestem w ciąży z jego dzieckiem?”
Michael zdjął okulary i powoli je przetarł. Wyglądał na zakłopotanego. „Zgodnie z prawem stanowym Nowego Jorku i Connecticut… oraz szczegółowymi postanowieniami Sterling Trust… brak spadkobiercy komplikuje eksmisję. Powoduje to wstrzymanie podziału majątku do czasu ustalenia ojcostwa i opieki nad dzieckiem. Ma prawo do domu małżeńskiego w okresie ciąży, aby zapewnić bezpieczeństwo płodu”.
Jessica uśmiechnęła się krzywo. To był ten sam uśmiech, który miała na twarzy, kiedy nas wyrzuciła. „Wygląda na to, że zostaję, kochanie”.
Liam spojrzał na nią. Spojrzał na jej brzuch.
Stałem na korytarzu, właśnie wróciłem z oswajania Henry’ego. Słyszałem to wszystko. Serce mi zamarło. Miała go. Dała mu szacha i mata. Nigdy nie zaryzykowałby zdrowia własnego dziecka, nawet gdyby nienawidził jego matki.
Liam zamknął oczy. Wziął głęboki oddech.
„Masz rację” – powiedział cicho Liam. „Nie mogę cię wyrzucić, jeśli jesteś w ciąży”.
Jessica się rozluźniła. Jej ramiona opadły. Wygrała. „Wiedziałam, że zrozumiesz. Damy radę, Liam. Dla dziecka”.
„Ale” – Liam otworzył oczy. Były twarde. „Potrzebuję dowodu”.
„Dowód?” prychnęła Jessica. „Mam patyk w koszu na śmieci w łazience”.
„Nie patyk” – powiedział Liam. „Badanie krwi. Natychmiast.”
„Nie bądź śmieszny” – warknęła Jessica. „Jest sobota wieczór”.
„Lekarz już jedzie po mojego ojca” – powiedział Liam podniesionym głosem. „Będzie tu za pięć minut. Może pobrać krew. Za godzinę będziemy mieli potwierdzenie”.
Twarz Jessiki drgnęła. Tylko maleńki, mikroskopijny skurcz w lewym policzku.
Liam to widział.
Podszedł bliżej. „Wydajesz się zdenerwowana, Jess.”
„Jestem obrażona” – odparła, krzyżując ramiona na brzuchu w geście obronnym. „To, że kwestionujesz matkę swojego dziecka”.
„Przesłuchuję kobietę, która wypłukała leki na serce mojego ojca” – powiedział Liam. „Jeśli jesteś w ciąży, zostajesz. Masz najlepszych lekarzy, najlepszą opiekę i mieszkamy w oddzielnych skrzydłach tego domu, dopóki nie urodzi się dziecko. Potem się rozwodzimy”.
Pochylił się, jego twarz była kilka centymetrów od jej twarzy.


Yo Make również polubił
BRIOCHEE CYNAMONOWE
Kiedy się ożeniłem, nie wspominałem o firmie o wartości 25,6 mln dolarów, którą odziedziczyłem po dziadku. Dziękuję…
Jak wyczyścić zlew ze stali nierdzewnej
Picie octu jabłkowego przed snem odmieni Twoje życie!