„Jak?” – zapytała. „Skąd masz takie pieniądze?”
No i stało się. Prawdziwe pytanie. Nie o Briannę. Nie o etykę. O dostęp.
„Zbudowałem to” – powiedziałem.
Kendra prychnęła.
„Ty?” zapytała. „Zbudowałeś…”
Howard wszedł wtedy, z precyzyjnym wyczuciem czasu, ze skórzanym portfolio w ręku. Nawet nie spojrzał na Kendrę jak na człowieka. Patrzył na nią jak na problem z uległością.
„Pani Holloway” – powiedział.
„Wreszcie” – powiedziała Kendra. „Naprawicie to”.
Howard położył portfolio na moim biurku.
„Nie” – powiedział.
Kendra patrzyła.
“Przepraszam?”
Howard otworzył teczkę i przesunął dokument po biurku w jej stronę, nie dotykając jej.
„To jest umowa powiernicza” – powiedział. „Sekcja 4. Przepadek. Decyzja powiernika. Pisemne upoważnienie podpisane. Rozwiązanie zakończone”.
Ręce Kendry trzęsły się podczas czytania. Jej oczy poruszały się szybko, szukając luk, tak jak ludzie szukają wyjść.
„To jest…” – zaczęła łamiącym się głosem. „To szaleństwo”.
„Można to wyegzekwować” – powiedział Howard.
Kendra spojrzała w górę.
„Możemy pozwać” – powiedziała.
Wyraz twarzy Howarda się nie zmienił.
„Możesz złożyć, co chcesz” – powiedział. „Przegrasz”.
Twarz Kendry poczerwieniała.
„Te pieniądze były na jej edukację” – warknęła.
„Brianna chodziła do szkoły przygotowawczej” – powiedziałem. „Brianna miała korepetytorów. Briannie nigdy nie brakowało możliwości. Brakuje jej charakteru, a tego nie da się kupić za pieniądze”.
Oczy Kendry zabłysły.
„Myślisz, że jesteś lepszy od nas” – syknęła.
Uśmiechnąłem się lekko. Nie dlatego, że mnie to bawiło. Bo miałem już dość.
„Nie” – powiedziałem. „Myślę, że jestem cichszy od ciebie. A ty mylisz to ze słabością”.
Kendra wyglądała, jakby chciała mnie uderzyć.
„Moja córka jest zdruzgotana” – powiedziała drżącym głosem. „Jest atakowana w internecie. Ona…”
„Zbudowała tę markę” – powiedział Howard. „Potrafi radzić sobie z konsekwencjami”.
Kendra zwróciła się do niego.
„Jak śmiesz tak mówić o moim dziecku” – warknęła.
Głos Howarda pozostał beznamiętny.
„Twoje dziecko tak mówiło o moim kliencie” – odpowiedział. „Publicznie. Dla zysku”.
Kendrze zaparło dech w piersiach.
„Czego chcesz?” – zapytała, odwracając się do mnie. „Co będzie potrzebne?”
Znów to samo. Wiara, że wszystko da się wynegocjować, jeśli się zapłaci.
„Nic” – powiedziałem.
Kendra patrzyła.
“Nic?”
„Nic” – powtórzyłem. „Zaufanie wygasło. Fundusze zostały przydzielone. Decyzja jest ważna”.
Oczy Kendry napełniły się łzami. Nie tymi łagodnymi. Łzami pełnymi gniewu.
„Niszczysz jej życie” – wyszeptała.
Pochyliłem się do przodu.
„Nie” – powiedziałem. „Usuwam poduszkę, która mogłaby ją uchronić przed nauką tego, czego nigdy jej nie nauczyłeś”.
Twarz Kendry się skrzywiła.
„Jesteś okrutny” – warknęła.
Howard zamknął swoje portfolio.
„To spotkanie jest zakończone” – powiedział.
Kendra gwałtownie wstała, szurając krzesłem. Wskazała na mnie.
„To jeszcze nie koniec” – powiedziała.
„Tak” – odpowiedziałem.
Wyszła jak burza.
W chwili, gdy drzwi się zamknęły, Marisol wsunęła głowę do środka.
„Chcesz, żeby ochrona ją wyprowadziła?” zapytała.
„Nie” – powiedziałem. „Pozwól jej odejść”.
Howard spojrzał na mnie.
„Ona spróbuje czegoś”, powiedział.
„Wiem” – odpowiedziałem.
I tak zrobiła.
Dwa dni później bloger opublikował artykuł, w którym twierdził, że kłamię na temat swojego majątku. Dowodem autora była moja Honda Accord i sweter. Przedstawili to jako mistyfikację, „chwyt PR-owy”, „próbę zwrócenia na siebie uwagi”. Spekulowali, że Howard jest aktorem. Pytali, czy „nadużywam finansowo” mojej siostrzenicy, kontrolując jej zaufanie.
Moją ulubioną częścią była sekcja komentarzy.
Ludzie spierali się, czy firmy private equity są tak samo realne jak Wielka Stopa.
Howard do mnie zadzwonił.
„Został pan oskarżony o nadużycia finansowe” – powiedział.
„Widziałem” – odpowiedziałem.
„Wysłałem wezwanie do zaprzestania działalności” – powiedział. „Zignorują je”.
„Więc je ignorujemy” – powiedziałem.
Howard zrobił pauzę.
„Nie do końca” – powiedział. „Dokumentujemy. Przygotowujemy. I Vivian, musisz wiedzieć: Kendra skontaktowała się z tabloidem. Oferuje ekskluzywny wywiad”.
Wydech.
„Oczywiście” – powiedziałem.
Głos Howarda stał się bardziej napięty.
„Ona chce cię przedstawić jako złoczyńcę” – powiedział. „Wykorzysta każdą informację, jaką uda jej się znaleźć”.
„W takim razie nie damy jej nic” – odpowiedziałem.
Howard przez chwilę milczał.
„Twoja siostrzenica poprosiła o spotkanie” – powiedział.
To był pierwszy raz, kiedy mój puls się zmienił.
„Brianno?” zapytałem.
„Tak” – odpowiedział Howard. „Zadzwoniła do mojego biura. Płakała. Pytała, czy da się to jakoś odwrócić”.
„Nie ma” – powiedziałem.
„Powiedziałem jej to” – odparł Howard. „I tak poprosiła o rozmowę z tobą”.
Wpatrywałem się w miasto przez okno mojego biura. Linia horyzontu wyglądała obojętnie. Zawsze tak jest.
„Co jej powiedziałeś?” zapytałem.
„Powiedziałem jej, że rozważasz to” – rzekł Howard.
„Howard” – powiedziałem.
„Ona nie przestanie” – odpowiedział. „Lepiej kontrolować sytuację”.
Nie mylił się. Nie podobało mi się to, ale on się nie mylił.
„Zaplanuj to” – powiedziałem. „Neutralna lokalizacja. Moje warunki”.
Howard wypuścił raz powietrze.
„Zrozumiałem” – powiedział.
Spotkanie odbyło się w cichej restauracji w Bellevue, z białymi obrusami i delikatnym oświetleniem – w miejscu, gdzie ludzie szepczą o pieniądzach jak o modlitwie. Przybyłem pierwszy. Brianna spóźniła się dziesięć minut, co było normalne dla starej Brianny, która traktowała czas jak dodatek.
Ta Brianna wyglądała inaczej.
Żadnej markowej sukienki. Żadnych sztucznych rzęs. Żadnej błyszczącej pewności siebie. Miała na sobie czarny sweter i dżinsy. Jej włosy były związane z tyłu, jakby nie miała siły ich ułożyć. Jej oczy były zaczerwienione. Wyglądała jak ktoś, kto odkrył, że internet nie odwzajemnia uczuć.
Zatrzymała się, gdy mnie zobaczyła.
„Ciociu Vivien” – powiedziała cichym głosem.
„Brianno” – odpowiedziałem.
Wślizgnęła się do kabiny naprzeciwko mnie, jakby przygotowywała się na uderzenie.
„Dziękuję za spotkanie” – powiedziała szybko.
Nie odpowiedziałem. Nie dlatego, że ją karałem. Bo chciałem zobaczyć, co zrobi z milczeniem.
Brianna przełknęła ślinę.
„Wiem, że nic mi nie jesteś winien” – powiedziała. „Wiem, że…” – Jej głos się załamał. „Wiem, że zawaliłam sprawę”.
„To jest jedno słowo” – powiedziałem.
Wzdrygnęła się.
„Nie myślałam” – szepnęła.
„Nie” – powiedziałem. „Myślałeś. Planowałeś. Filmowałeś. Montowałeś. Opublikowałeś. Przypiąłeś najokrutniejszy komentarz”.
Dłonie Brianny splotły się na kolanach.
„Nie myślałam, że tak będzie…” Urwała.
„Co?” zapytałem.
„Nie myślałam, że ci to zaszkodzi” – powiedziała ledwo słyszalnym głosem.
Spojrzałem na nią.
„A więc co twoim zdaniem miałoby to zrobić?” – zapytałem.
Popłynęły łzy.
„Uważałam, że to zabawne” – przyznała. „Myślałam, że wszyscy będą się śmiać. Myślałam, że to będzie… satysfakcjonujące”.
Wypowiedziała to słowo tak, jakby miało gorzki smak.
„Wiesz, dlaczego ludzie się śmiali?” – zapytałem.
Potrząsnęła głową.
„Bo nauczyłeś ich, że to w porządku” – powiedziałem. „Dałeś im pozwolenie. Skierowałeś kamerę na kogoś, kogo uważałeś za członka rodziny, i powiedziałeś obcym, że jest gorsza”.
Ramiona Brianny zadrżały.
„Przepraszam” – wyszeptała. „Przepraszam. Wiem, że samo mówienie niczego nie naprawi. Ja po prostu…”
„Dlaczego to zrobiłeś?” zapytałem.
Zamrugała, złapała.
„Bo…” Spuściła wzrok. „Bo przez całe życie mama mówiła o tobie tak, jakbyś był…”
„Jakbym był kim?” – naciskałem.
Brianna szybko wydobyła z siebie głos.
„Jakbyś był tym smutnym” – powiedziała. „Jakbyś był przestrogą. Jakbyś miał pieniądze, ale nie miał nic więcej, i to sprawiało, że byłeś… słabszy”.
Była Kendra. Dokładnie zgodnie z planem.
„I ty jej uwierzyłeś” – powiedziałem.
Brianna skinęła głową, a łzy kapały na stół.
„Tak” – wyszeptała. „Bo nic innego nie wiedziałam”.
Przyglądałem się jej przez dłuższą chwilę. To był ten moment, kiedy mogłem złagodnieć. Kiedy mogłem powiedzieć: To nie twoja wina. Stworzyła cię twoja matka. I w pewnym sensie to była prawda.
Ale nie do końca.
„Masz dwadzieścia jeden lat” – powiedziałem. „W pewnym momencie głos twojej matki przestaje być wymówką, a zaczyna być wyborem”.
Brianna zaparła dech w piersiach.
„Wiem” – szepnęła.
„Naprawdę?” – zapytałem.
Skinęła głową ponownie, tym razem mocniej, jakby zmuszała się do przyjęcia ciężaru.
„Wszyscy mnie nienawidzą” – powiedziała drżącym głosem. „Straciłam kontrakty z markami. Straciłam przyjaciół. Ja…” Przełknęła ślinę. „Bez internetu nawet nie wiem, kim jestem”.
To była pierwsza szczera rzecz, jaką powiedziała.
„W takim razie to jest okazja” – powiedziałem.
Spojrzała w górę, szeroko otwierając oczy.
„Żeby odzyskać zaufanie?” – zapytała zdesperowana.
„Nie” – powiedziałem.
Jej twarz się zapadła.
„To dlaczego tu jesteś?” – wyszeptała.
Oparłem się.
„Bo chciałem sprawdzić, czy potrafisz mówić o tym, co robisz, nie prosząc przy tym o pieniądze” – powiedziałem.
Policzki Brianny pokryły się rumieńcem.
„Przepraszam” – powiedziała. „Nie miałam na myśli…”
„Tak”, odpowiedziałem. „Właśnie o to chodzi”.
Wpatrywała się w stół.


Yo Make również polubił
Skuteczny trik na usunięcie kamienia kotłowego i kamienia z kotła i rur z ciepłą wodą
„Śmierć zaczyna się w jelitach”: Oczyść jelita naturalnie za pomocą daktyli
100-letnia recepta na piękno: 1 ziemniak na jędrną skórę bez zmarszczek!
Kobieta miała mnóstwo pustych, starych butelek po tabletkach – zamiast je wyrzucać, wpadła na genialne pomysły