„Czasami w nocy przychodzi mężczyzna w garniturze. Mama nazywa go doktorem Wilsonem. W zeszłym tygodniu był jeszcze inny mężczyzna. Straszny facet. Tata się przez niego zdenerwował. Miał rysunki na szyi i mówił bardzo cicho, ale w złośliwy sposób. Po jego wyjściu tata się trząsł”.
Windykator.
Albo gorzej.
Pomyślałem o Brianie – zawsze elokwentnym, zawsze z nowym planem, zawsze gotowym zarobić duże pieniądze, co nigdy się nie udawało.
W co on ich wpakował?
Drzwi kuchenne otworzyły się bez ostrzeżenia.
Sandra stała tam, jej twarz wyrażała gniew, ale ukrywała go za uśmiechem.
„Emma, wszędzie cię szukałem. Chodź, musimy cię zawieźć do szkoły”.
„Za mocno pada śnieg” – powiedziałem. „Drogi są niebezpieczne”.
„Sama zdecyduję, co jest bezpieczne dla mojej córki” – głos Sandry był lodowaty.
Spojrzała na Emmę.
„O czym rozmawialiście?”
„Nic” – odpowiedziała szybko Emma. „Tylko prezenty świąteczne”.
„Idź i poczekaj w samochodzie.”
Kiedy Emma wybiegła, Sandra zwróciła się do mnie.
„Byłabym wdzięczna, gdybyś nie podsuwał pomysłów mojej córce. Jest za mała, żeby zrozumieć, co się dzieje z twoim zdrowiem”.
„Z moim zdrowiem nic się nie dzieje.”
„Margaret, brak akceptacji rzeczywistości jest częścią choroby. Dr Wilson mi to wyjaśnił. Pacjent często jako ostatni dostrzega swoje problemy”.
Podeszła bliżej i wtedy dostrzegłem coś nowego w jej oczach.
Nie tylko planowanie.
Pewien rodzaj rozpaczliwej twardości.
„Test w piątek jest dla twojego dobra. Zrozumiesz to później. A jeśli odmówisz, będziemy musieli wystąpić z wnioskiem o pilną pomoc, co byłoby trudniejsze dla wszystkich – a zwłaszcza dla ciebie”.
Poprawiła pasek swojej torebki.
„To nie musi oznaczać walki. Możesz dobrowolnie pójść do Pinewood Manor. To piękne miejsce. Naprawdę miłe. I będziesz tam bezpieczny. Zaopiekują się tobą.”
„Masz na myśli, że zamknięty?”
Na sekundę jej maska opadła.
„To jest to, czego potrzeba.”
Po jej wyjściu stałem przy oknie i obserwowałem, jak lód gromadzi się na drzewach.
Dwór Pinewood.
Słyszałem o tym.
Miejsce opieki nad pamięcią na skraju Riverside. Drzwi zamknięte na klucz. Pacjenci otrzymują mnóstwo leków. Ludzie wchodzili i rzadko wychodzili.
Miałem mniej niż czterdzieści osiem godzin.
Resztę środy spędziłem na zbieraniu dowodów. Zrobiłem zdjęcia buteleczek z lekarstwami, obok których leżała dzisiejsza gazeta, pokazując, że miałem wszystko, co powinienem. Spisałem szczegółowy harmonogram twierdzeń Sandry w zestawieniu z tym, co się naprawdę wydarzyło. Wyciągnąłem dokumenty bankowe i zaznaczyłem, że pieniądze wypłacone bez pozwolenia były niewielkie, ale regularne.
Wszystko zaczęło się pięć miesięcy temu, kiedy Sandra nalegała, żeby dodać ją do mojego konta „tylko na wypadek nagłych wypadków”.
Potem zrobiłem coś, co sprawiło, że zadrżały mi ręce.
Ustawiłem w salonie mały rejestrator. Robert używał go lata temu na spotkaniach służbowych. Aktywowany dźwiękiem. Znalazłem go w jego biurze i uruchomiłem w sklepie z elektroniką w mieście, mówiąc młodemu pracownikowi, że chcę nagrywać własne myśli.
Proste. Ukryte. Idealne.
O godzinie 15:00 Brian zapukał do moich drzwi.
Sam.
„Margaret, możemy porozmawiać?”
Wpuściłam go, serce waliło mi jak młotem. Dyktafon grał.
Siedział przy moim kuchennym stole, wyglądając na nieswojo w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie widziałam.
„Muszę być z tobą szczery” – powiedział. „Sandra nie wie, że tu jestem”.
“Zacząć robić.”
„Ta sprawa w piątek… Nie czuję się z tym dobrze. Sandra rozmawia z doktorem Wilsonem od tygodni i niektóre z tego, co mu powiedziała, nie do końca pokrywają się z prawdą”.
Przeczesał włosy dłonią.
„Ale jesteśmy w naprawdę złej sytuacji. Zawarłem kilka umów, które nie wyszły, i jesteśmy winni pieniądze ludziom, którzy nie mają cierpliwości do otrzymania zapłaty”.
“Ile?”
„Dwieście tysięcy”.
Zachowałem spokój, chociaż ta liczba mnie zszokowała.
„Do kogo?”
„Firma budowlana. Dali mi pieniądze za dom, który nie doszedł do skutku. Teraz chcą zwrotu pieniędzy – i dopłaty”.
Spojrzał na mnie błagalnie.
„Gdybyśmy mogli pożyczyć pieniądze pod zastaw domku… chociaż na chwilę.”
„Chcesz, żebym ryzykował swoim domem, żeby ukryć twoje błędy?”
„Nie ryzyko – tylko pożyczka. Spłacimy ci ją.”
„A jeśli tego nie zrobisz? Jeśli ci ludzie przyjdą po tę posiadłość…”
Zamilkł.
„Brian”. Zniżyłem głos. „Musisz mnie bardzo uważnie wysłuchać. Wiem, co planuje Sandra. Wiem o prośbie o kontrolę, o teście, który już został rozstrzygnięty, o wszystkim. I mówię ci od razu – będę walczył. Będę walczył z całych sił”.
Jego twarz zbladła.
„Powiedziała, że nie zrozumiesz. Że nie będziesz już mógł jasno myśleć”.
„Czy w tej chwili brzmię dla ciebie niejasno?”
Spojrzał na mnie i zobaczyłem moment, w którym jego pewność siebie zniknęła.
„Nie” – wyszeptał. „Nie zrobisz tego”.
„Więc pomóż mi. Opowiedz mi wszystko. Kim naprawdę jest doktor Wilson? Co Sandra mu obiecała?”
„Nie mogę”. Jego głos drżał. „Margaret, ci ludzie, którym jesteśmy winni pieniądze… to nie są ludzie, którym można odmówić. Jeśli nie spłacimy ich do Nowego Roku, dali jasno do zrozumienia, co się stanie”.
„Sandra jest zdesperowana. Ja jestem zdesperowany. Potrzebujemy chatki, żeby przeżyć”.
„Więc niszczycie mnie, żeby ratować siebie.”
Szybko wstał.
„Przepraszam. Nie powinnam była przychodzić.”
Ruszył w stronę drzwi i zatrzymał się.
„Jeśli to cokolwiek znaczy” – powiedział, unikając mojego wzroku – „nie sądzę, żebyś traciła rozum. I nie sądzę, żebyś powinna ufać doktorowi Wilsonowi. On nie jest tym, za kogo go uważa Sandra”.
“Co masz na myśli?”
Ale jego już nie było, a drzwi cicho zamknęły się za nim.
Odtworzyłem nagranie. Każde słowo – krystalicznie czyste. Przyznanie się Briana do długów. Jego wątpliwości co do twierdzeń Sandry. Jego ostrzeżenie dotyczące Wilsona.
To nie wystarczyło, żeby ich powstrzymać, ale był to początek.
Tej nocy znowu nie mogłem spać.
O 11:00 usłyszałem dźwięki na zewnątrz – kroki chrzęszczące na lodzie, ciche, natarczywe głosy. Podszedłem do okna w sypialni i spojrzałem na podjazd.
Czarna ciężarówka stała zaparkowana w pobliżu małego domku.
Dwóch mężczyzn stało z Brianem w świetle ganku. Nawet z daleka widziałem mowę ciała Briana – strach ustępował.
Jeden z mężczyzn podał mu coś.
Dokumenty tożsamości.
Brian pokręcił głową, kłócąc się.
Mężczyzna złapał go za kołnierz koszuli.
Sandra pojawiła się w drzwiach i odciągnęła mężczyznę. Rozmawiali przez kilka minut – dłonie Sandry poruszały się, próbując uspokoić sytuację.
Na koniec mężczyźni wsiedli do ciężarówki i odjechali, a czerwone światła zniknęły w śnieżnej ciemności.
Zrozumiałem.
Nie chodziło tylko o chciwość. Sandra i Brian tonęli i postanowili użyć mnie jako koła ratunkowego – nawet jeśli oznaczało to wepchnięcie mnie pod wodę, żeby uratować siebie.
Ale przetrwałem gorsze rzeczy niż intrygi rodzinne i skorumpowanych lekarzy. Przetrwałem smutek, stratę i dekady ciężkich zim.
Ja też bym to przeżył.
W szufladzie mojej szafki nocnej znalazłem starą książkę adresową Roberta. Tam, pod literą W, widniało nazwisko, którego potrzebowałem: partner dr. Wilsona, James Carter.
Prawdziwy lekarz. Uczciwy. Leczył Roberta przez lata, aż ten zmarł.
Zadzwoniłabym do niego pierwszą rzeczą rano, zrobiłabym sobie test, przygotowała swoją obronę, bo Sandra popełniła jeden duży błąd w swoim planowaniu.
Zapomniała, że uwięzione zwierzę walczy najzacieklej.
A jeszcze nie skończyłem walczyć.
W czwartek rano obudziłem się i stwierdziłem, że samochód nie chce odpalić. Akumulator był rozładowany – albo ktoś przy nim majstrował. Kiedy zajrzałem pod maskę, zobaczyłem, że przewód był na tyle poluzowany, że zerwał połączenie.
Ktoś był w moim garażu w nocy.
Moje spotkanie z Thomasem Greenem w Riverside było o 11:00.
Bez samochodu utknąłem.
Zadzwoniłem po lokalną taksówkę.
„Przykro mi, pani Walsh” – powiedział dyspozytor. „Nasz jedyny samochód jest w szpitalu. Wróci dopiero o 14:00”.
Poniewczasie.
Sprawdziłem rozkład jazdy autobusu. Następny do Riverside odjeżdżał o 15:00.
Również za późno.
Sandra pomyślała o wszystkim.
Stałem w kuchni, zegar wskazywał godzinę 7:00, a moje szanse malały z każdą minutą.
Wtedy przypomniałam sobie, że moja sąsiadka, Helen Martinez, mieszkała pół mili stąd. Przyjaźniłyśmy się od osiemnastu lat.
Otuliłem się płaszczem i ruszyłem w drogę. Droga była śliska od wczorajszego lodu. Poranne powietrze było tak ostre, że aż bolały mnie płuca.
Miałem siedemdziesiąt lat i szedłem w mroźną pogodę, bo moja rodzina zepsuła mi samochód.
Całe to szaleństwo mogłoby być zabawne, gdyby nie było tak straszne.
Helen zapukała po raz drugi, a na jej twarzy malował się niepokój.
„Margaret, na litość boską, co ty robisz na dworze w taką pogodę?”
„Potrzebuję pomocy” – powiedziałem. „Wielka przysługa”.
W jej ciepłej kuchni, przy gorącej czekoladzie, opowiedziałem jej wszystko. Nie w skrócie. Nie w miłej historyjce. Całą prawdę.
Helen słuchała, a na jej twarzy malowało się zdziwienie, gniew, a potem determinacja.
„Ta kobieta” – powiedziała, kiedy skończyłem – „zawsze uważałam, że Sandra ma w sobie coś wyrachowanego. Nawet kiedy się tu przeprowadziła, uśmiechała się do ciebie, zastanawiając się, co może osiągnąć”.
Złapała kluczyki do samochodu.
„Riverside” – powiedziała. „Chodźmy.”
Dotarliśmy do biura Thomasa Greena z ośmiominutowym zapasem.
Był to przystojny, pięćdziesięciokilkuletni mężczyzna o miłym spojrzeniu i poważnym usposobieniu. Pokazałem mu wszystko – moje notatki, chronologię, nagrane wyznanie Briana, dokumenty bankowe z wypłatami Sandry.
Wysłuchał całego nagrania dwa razy i zrobił notatki.
Kiedy skończył, usiadł z powrotem.
„Pani Walsh, powiem pani szczerze. To poważna sprawa. Pani synowa zbudowała historię, która na pierwszy rzut oka wygląda autentycznie – zaniepokojona członkini rodziny, zaniepokojona pogarszającą się sprawnością starzejącej się osoby. Bez niezbitych dowodów na to, że kłamie, sędzia mógłby jej uwierzyć”.
„Ale mam wyznanie Briana.”
„Które zostało nagrane bez jego wiedzy”. Głos Thomasa pozostał spokojny. „Prawo stanu Oregon stanowi, że obie osoby muszą wyrazić zgodę na nagrywanie. Nagrania nie można wykorzystać w sądzie”.
Otworzyłem usta, żeby zaprotestować, ale on uniósł rękę.
„Mówi nam jednak, z czym mamy do czynienia i daje nam władzę”.
„Jaki rodzaj mocy?”
„Brian przyznał, że są winni pieniądze niebezpiecznym ludziom. Przyznał, że wynik testu jest już przesądzony. Przyznał, że wydajesz się być w pełni zdolny do myślenia”.
Thomas pochylił się do przodu.
Oto, co zrobimy. Dziś po południu złożę wniosek o pilne zablokowanie wszelkich wniosków o kontrolę. Będę argumentować, że istnieją dowody na kradzież pieniędzy i że wszelkie badania powinien przeprowadzać lekarz wyznaczony przez sąd, a nie dr Wilson.
„Czy to zadziała?”
„To ich spowolni. Zyskamy na czasie”.
Potem zniżył głos.
„Ale pani Walsh, muszę pani coś zrozumieć. System prawny działa powoli. Nawet w przypadku pilnego wniosku, rozważamy przesłuchania, testy, dochodzenia. Jeśli Sandra i Brian są tak zdesperowani, jak pani mówi, mogą zrobić coś drastycznego, zanim uda nam się zapewnić ochronę sądową”.
Ciężar jego słów opadł na mnie niczym ciężki koc.
„Co powinienem zrobić?”
„Zapisz wszystko. Nie bądź z nimi sam. I cokolwiek zrobisz, nie idź jutro na ten test. Jeśli Wilson już podjął decyzję, wszystko, co powiesz lub zrobisz, zostanie przeinaczone, by poprzeć ich wersję wydarzeń”.
„Jeśli nie pójdę, czy to nie będzie świadczyć o tym, że nie chcę współpracować?”
„Pozwól mi się tym martwić. Powiadomię biuro Wilsona, że odmawiasz testu za radą prawnika i że wnioskujesz o niezależnego, wyznaczonego przez sąd testera”.
Podał mi swoją wizytówkę.
„Zadzwoń do mnie, jeśli coś się stanie – w dzień czy w nocy. I pani Walsh… wymień zamki jeszcze dziś. Zamontuj kamery, jeśli to możliwe. Takie sytuacje mogą szybko się pogorszyć”.
Helen zawiozła mnie do sklepu z narzędziami, gdzie kupiłem nowe zamki i prosty dzwonek do drzwi z kamerą, który łączył się z moim telefonem, tak jak pokazał mi pracownik sklepu.
Następnie odwiozła mnie do domu, obiecując, że będzie mnie odwiedzać co kilka godzin.
„Nie jesteś w tym sama” – powiedziała, ściskając moją dłoń. „Cokolwiek potrzebujesz”.


Yo Make również polubił
Milioner wrócił do domu i zastał swoją ciężarną żonę zalaną łzami – ale to, co odkrył o chłopcu, którego kiedyś zostawił, zmieniło jego życie na zawsze
Pieczone skrzydełka z kurczaka z ziemniakami: smaczne danie
Nigdy nie jedz bananów podczas przyjmowania tego leku. Wiele osób prawdopodobnie o tym nie wie…
Przygotowałam ją z pozostałych mi owoców, bez włączania wagi. Ciasto owocowe stało się moim letnim śniadaniem, mając zaledwie 110 kcal!