Wczoraj do mojego biura dotarł list. Nie miał adresu zwrotnego, ale rozpoznałem pismo. Był od mojego taty. Otworzyłem go. Był krótki.
„Tesso, przepraszam. Powinienem był coś powiedzieć przy stole. Powinienem był coś powiedzieć dwadzieścia lat temu. Byłem słaby. Mam nadzieję, że jesteś szczęśliwy, tato.”
Nie było prośby o pieniądze. Tylko przyznanie się do tchórzostwa. Długo patrzyłam na list. Część mnie chciała płakać. Część mnie chciała do niego zadzwonić, ale potem przypomniałam sobie o baloniku. Przypomniałam sobie, jak oglądał telewizję, podczas gdy ja krwawiłam. Przypomniałam sobie jego milczenie, kiedy Derek nazwał mnie nic niewartą.
Przeprosiny bez zmiany zachowania to zwykła manipulacja. Żałował, że stracił swój plan emerytalny, a nie córkę.
Wrzuciłem list do niszczarki. Patrzyłem, jak zmienia się w konfetti.
Potem zawiązałam sznurówki. Założyłam słuchawki i poszłam pobiegać. Biegłam wzdłuż jeziora, słońce świeciło mi w twarz, a powietrze pachniało wodą i polnymi kwiatami. Czułam siłę w nogach. Płuca czyściły mi się. Nie biegłam już, żeby uciec. Biegłam, bo dobrze było żyć. Biegłam, bo byłam wolna.
Nie nienawidzę ich. Nienawiść pochłania zbyt wiele energii. Po prostu… nienawidzę ich. Są rozdziałem w książce, którą skończyłem pisać. A kontynuacja – kontynuacja będzie niesamowita.


Yo Make również polubił
Skuteczne sposoby ponownego wykorzystania słoików na ryby. Staraj się ich nie wyrzucać
Cytrynowe ciasto śliwkowe: przepis na miękki i pachnący deser z szafki
Sałatka z kurczakiem, żurawiną i pekanami
„Wybaczcie mojej krowie, ona nie wie, jak się zachować” – mój mąż naśmiewał się ze mnie w obecności innych