Mój syn zażądał, żebym sprzedał swoją księgarnię, żeby sfinansować jego startup. Odmówiłem, więc mi przerwał. Kilka lat później przyszła do mnie bezdomna dziewczyna i zapytała o pracę, a jej znajoma twarz sprawiła, że ​​zapytałem: „Kim jest twoja matka i ile masz lat?”. Jej odpowiedź obnażyła mroczny sekret mojego syna… – Page 2 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Mój syn zażądał, żebym sprzedał swoją księgarnię, żeby sfinansować jego startup. Odmówiłem, więc mi przerwał. Kilka lat później przyszła do mnie bezdomna dziewczyna i zapytała o pracę, a jej znajoma twarz sprawiła, że ​​zapytałem: „Kim jest twoja matka i ile masz lat?”. Jej odpowiedź obnażyła mroczny sekret mojego syna…

Dotarli trzy dni później.

Jennifer uzupełniała zapasy w dziale dla młodych dorosłych, gdy zniosłam je na dół.

„Hej” – powiedziałem. „Mam coś takiego losowego”.

Odwróciła się.

„Co to jest?”

Podniosłem pudełka.

Zestawy do badania DNA przodków.

„Przeczytałem tę książkę o genetyce kilka tygodni temu. Zaciekawiła mnie moja genealogia.”

„Zamówiłem dwa przez przypadek. Chcesz spróbować ze mną?”

Spojrzała na pudełko.

“Naprawdę?”

„Mogłoby być fajnie. Zobaczyć, skąd pochodzą nasze rodziny”.

„Niewiele wiem o mojej rodzinie. Tylko o mojej mamie.”

„W porządku. Może pokaże ci coś interesującego.”

Wzruszyła ramionami.

„Jasne. Czemu nie?”

Otworzyliśmy zestawy przy ladzie i wspólnie przeczytaliśmy instrukcję.

Procedura jest prosta: pobierz wymaz z policzka, zamknij probówkę i odeślij ją pocztą.

Jennifer zrobiła swoje jako pierwsza.

Patrzyłem, jak napluła do probówki, zakręciła ją i potrząsnęła.

„To wszystko?” – zapytała.

“To wszystko.”

Ja zrobiłem swoje.

Zapakowaliśmy je, poszliśmy razem na pocztę i wrzuciliśmy do skrzynki pocztowej.

„Ile to zajmie?” zapytała Jennifer.

„Trzy tygodnie, może cztery.”

„To długi czas.”

„Dobre rzeczy wymagają czasu.”

Uśmiechnęła się — to był pierwszy prawdziwy uśmiech, jaki u niej widziałem.

Wróciliśmy do księgarni w listopadowym chłodzie. Słońce zachodziło wcześnie.

Latarnie uliczne już były włączone.

Trzy tygodnie, zanim będę mieć pewność.

Trzy tygodnie, zanim będę miał dowód.

A potem musiałbym się zastanowić, co zrobić z Chrisem.

Oczekiwanie rozpoczęło się następnego ranka.

Jennifer pojawiła się o 8:30 z dwiema kawami z Marco’s. Postawiła jedną na blacie przede mną.

„Pomyślałam, że się odwdzięczę” – powiedziała.

Stało się to naszą rutyną.

Poranna kawa.

Ona za kasą, podczas gdy ja rozpakowywałem nowy towar.

Wspólny lunch w zapleczu biura.

Zadawała mi pytania o książki, które lubiłam.

Dowiadywałem się różnych rzeczy o tym, kim ona była.

Pierwszy tydzień minął powoli.

Każdego dnia obserwowałem ją, szukając kolejnych znaków, kolejnych dowodów poza znajomą twarzą i pasującą osią czasu.

Ciężko pracowała.

Nigdy nie narzekałem.

Nigdy się nie spóźniłem.

W czwartek zastałem ją czytającą poezję w przerwie, w tym samym miejscu, w którym była pierwszego dnia.

„Znalazłeś coś dobrego?” zapytałem.

Podniosła książkę.

„Mary Oliver”.

„Moja mama czytała poezję” – powiedziała. „Kiedy byłam mała. Zanim sprawy potoczyły się źle”.

Usiadłem na stołku.

„Jaka ona była wcześniej?”

Twarz Jennifer złagodniała.

„Była dobra. Naprawdę dobra.”

„Kiedy mi czytała, wymyślała głosy dla różnych postaci”.

„Ona kochała książki niemal tak samo jak ja.”

“Prawie.”

Mały uśmiech.

„Może kochałbym je bardziej.”

„Co się z nią stało?” zapytałem. „To znaczy… co się zmieniło?”

Jennifer zamknęła książkę i przesunęła palcem po grzbiecie.

„Myślę, że była smutna. Pewnie całe moje życie.”

„Jej rodzice wyrzucili ją z domu, kiedy zaszła w ciążę. Miała dwadzieścia lat.”

Dwadzieścia.

Tyle samo lat miała Amanda, kiedy Chris się z nią spotykał.

„Próbowała to naprawić, ale nie sądzę, żeby kiedykolwiek przestało ją to boleć”.

„Zaczęłaś brać narkotyki, kiedy byłaś młoda?”

„Tak. Pamiętam, jak miałem może pięć albo sześć lat i znalazłem igły w łazience, nie wiedząc, co to jest”.

Zatrzymała się.

„Kiedy miałam 10 lat, to ja się nią opiekowałam”.

„To za dużo dla dziecka.”

„Nie miałem wyboru”.

Ponownie otworzyła książkę i patrzyła na strony, nie czytając.

„Ale były dobre dni. Dni, kiedy była czysta przez tydzień, czasem dwa.”

„Zabierała mnie do biblioteki. Wypożyczałyśmy całe stosy książek.”

„Wieczorami czytała mi poezję”.

„Jakiego rodzaju?”

„Wszystkie rodzaje. Neruda, Dickinson, Frost.”

„Miała tę starą kolekcję – podarta okładka, wypadające strony”.

„Dała mi to tuż przed tym, jak sprawy naprawdę się pogorszyły. Powiedziała, żebym to dobrze przechowywał”.

„Masz to jeszcze?”

Skinęła głową, sięgnęła do plecaka i wyjęła małą książeczkę.

Okładka była sklejona taśmą. Strony pożółkłe i pogięte.

„Nosiłam go ze sobą wszędzie – na ulicach i w schroniskach”.

„To jedyne, co po niej mam.”

Podała mi to.

Otworzyłem go ostrożnie.

Na wewnętrznej stronie okładki, wyblakłym atramentem napisano:

„Dla mojej Jennifer miłość znajdzie sposób. Mamo.”

Ścisnęło mnie w gardle.

„To jest piękne.”

Wzięła z powrotem książkę i trzymała ją blisko siebie.

„Napisała to, kiedy miałem jedenaście lat. Kilka miesięcy przed jej śmiercią”.

„Czasami to czytam i próbuję zapamiętać jej głos. Sposób, w jaki akcentowała pewne słowa, sprawiając, że brzmiały jak muzyka”.

„Dlatego piszesz? Żeby ją zapamiętać?”

“Niby.”

Odłożyła książkę.

„Piszę wersję jej życia, jaką chciałbym mieć”.

„Mama, która nie brała narkotyków i która opiekowała się mną, a nie odwrotnie”.

„To głupota.”

„To nie jest głupie” – powiedziałem.

„To przetrwanie”.

Spojrzała na mnie.

„Dokładnie tak jest.”

W drugim tygodniu Jennifer zasugerowała reorganizację sekcji dla młodych dorosłych.

„Teraz jest popularny” – powiedziała. „Jeśli przeniesiemy go do przedniej witryny, może przyjść więcej ludzi”.

Miała rację.

Poświęciliśmy dwa dni na ponowne urządzanie się.

Przygotowała małe, ręcznie pisane tabliczki z zaleceniami dla różnych grup wiekowych.

W ciągu trzech dni sprzedaliśmy więcej książek dla młodych dorosłych niż przez cały miesiąc.

„Jesteś w tym dobra” – powiedziałem jej.

Wzruszyła ramionami.

„Wiem po prostu, czego bym chciał, kiedy byłem młodszy”.

„Miejsce, które wydawało mi się idealne dla mnie”.

W środę tego tygodnia, do nas przyszła starsza para, która szukała polecenia jakiegoś klubu książki.

Jennifer zaproponowała kilka tytułów i wyjaśniła, dlaczego każdy z nich będzie dobrym wyborem.

Kupili trzy książki i zapytali, czy organizujemy kluby książki.

„Nie w tej chwili” – powiedziałem.

Gdy wyszli, Jennifer zwróciła się do mnie.

„Czy moglibyśmy założyć klub książki?”

„Chcesz to uruchomić?”

„Mogłabym spróbować. Raz w miesiącu, może moglibyśmy wykorzystać miejsce z tyłu.”

„Zróbmy to.”

Cała jej twarz się rozjaśniła.

“Naprawdę?”

“Naprawdę.”

Całą sobą oddała się planowaniu – przygotowała ulotki i rozwieszała je po okolicy.

Do piątku zapisało się sześć osób.

Obserwowałem ją w tym tygodniu, jak rozmawiała z klientami.

Miała dar radzenia sobie z ludźmi, sprawiała, że ​​czuli się zauważeni.

Przyszedł starszy mężczyzna, który chciał poczytać swojemu wnukowi.

Jennifer spędziła z nim dwadzieścia minut, wyciągając książki i tłumacząc mu, dlaczego każda z nich jest ważna.

„Przypominasz mi moją córkę” – powiedział na pożegnanie. „Ona uwielbiała takie książki”.

Jennifer się uśmiechnęła, ale po jego wyjściu ucichła.

„Wszystko w porządku?” zapytałem.

“Tak.”

Uzupełniła zapasy na półce.

„To po prostu dziwne. Ludzie są mili.”

„Nie jesteś do tego przyzwyczajony.”

„Na ulicy szybko uczysz się, komu ufać. Większość ludzi patrzy na ciebie przez palce, jakbyś tam nie istniał”.

Zatrzymała się.

„W schroniskach jest gorzej. Wszyscy są tacy wściekli, tacy zmęczeni.”

„Trzymaj głowę nisko i nie przeszkadzaj.”

„Co było najgorsze?”

Ona o tym pomyślała.

„Chyba strach. Nigdy nie wiesz, czy ktoś zrobi ci krzywdę, zabierze ci rzeczy.”

„Czasami spałem w drzwiach – w toaletach bibliotecznych – wszędzie tam, gdzie czułem się bezpiecznie, przez kilka godzin”.

„Jak przeżyłeś?”

„Byłem ostrożny. W ciągu dnia przebywałem w miejscach publicznych. Nocą unikałem niektórych ulic.”

Spojrzała na mnie.

„Miałem szczęście, głównie. Mogło być o wiele gorzej.”

W trzecim tygodniu Jennifer zadała mi pytanie, którego się nie spodziewałem.

Zamykaliśmy kasę i liczyliśmy kasę.

„Dlaczego to robisz?” zapytała.

„Co robię?”

„Pomagasz mi. Pozwalasz mi tu zostać. Nie znasz mnie.”

„Poznaję cię.”

„Ale dlaczego? Większość ludzi powiedziałaby, że nie. Odesłali mnie z powrotem do schroniska”.

Przestałem liczyć.

Spojrzał na nią.

„Chcesz poznać prawdę?”

“Zawsze.”

„Długo byłam sama, zanim tu wszedłeś.”

„Ten sklep wydawał się pusty. Ja czułem się pusty.”

Złożyłem dwudziestodolarowy banknot i dodałem go do stosu.

„Przypomniałeś mi, czym to miejsce miało być.”

„Miejsce, w którym ludzie kochający książki mogą się odnaleźć.”

Przez chwilę milczała.

„Ciągle czekam, aż zmienisz zdanie. Powiedz mi, żebym odszedł.”

„Nie zamierzam tego robić”.

„Ludzie zawsze odchodzą. Albo ja odchodzę. Tak to działa.”

„Nie tym razem.”

Skinęła głową.

Nie wyglądał na przekonanego.

W ten weekend zacząłem sprawdzać stronę internetową poświęconą DNA kilka razy dziennie.

Odświeżam pocztę co piętnaście minut.

Wyniki opublikowano w poniedziałkowy poranek — trzy tygodnie i dwa dni po wysłaniu próbek.

Zobaczyłem powiadomienie na telefonie, gdy Jennifer uzupełniała zapasy w dziale tajemnic.

Moje ręce trzęsły się, gdy otwierałem laptopa.

I oto było jasne jak słońce:

Wnuczka: Jennifer Carter.

Spojrzałem na ekran i przeczytałem tekst jeszcze raz.

Ponownie.

Była córką Chrisa.

Wydrukowałem wyniki.

Moja drukarka zacięła się dwa razy, zanim zaczęła działać.

„Jennifer.”

Mój głos brzmiał dziwnie.

Wyszła zza rogu.

“Tak?”

„Czy możesz podejść tu na chwilę?”

Podeszła i spojrzała mi w twarz.

„Co się stało?”

„Wyniki badań DNA są już dostępne.”

“Oh!”

Rozjaśniła się.

„Co dostaliśmy?”

Otworzyłem stronę internetową na laptopie i odwróciłem go w jej stronę.

„Spójrz na to.”

Pochyliła się i przeczytała ekran.

Jej twarz się zmieniła — najpierw była zdezorientowana, potem zszokowana.

„Babcia pasuje…”

Spojrzała na mnie.

„Nie rozumiem. Jak to możliwe?”

Wziąłem oddech.

„Mam syna. Ma na imię Chris. Ma trzydzieści osiem lat.”

Ona się wpatrywała.

„Siedemnaście lat temu spotykał się z twoją matką, Amandą Carter.”

„Tego lata przyjeżdżała tu, żeby się z nim spotkać. Potem odeszła. Wróciła do rodzinnego miasta”.

„Nigdy więcej jej nie widziałem.”

Usta Jennifer otworzyły się i zamknęła.

„Mówisz, że to mój ojciec… ale moja mama powiedziała, że ​​nie żyje.”

„Skłamała.”

„Prawdopodobnie po to, żeby cię chronić.”

Jennifer usiadła ciężko na krześle przy biurku.

„Mam ojca.”

„Tak. Żyje.”

Spojrzała na mnie ze łzami w oczach.

„Myślisz, że on o mnie wie?”

„Nie wiem” – powiedziałem – „ale zamierzam się dowiedzieć”.

“Gdy?”

„Wkrótce. Najpierw muszę z nim porozmawiać.”

Zatrzymałem się.

„Muszę dać mu szansę, żeby postąpił właściwie”.

„A co jeśli on mnie nie zechce?”

Strach w jej głosie i nadzieja pod nim.

„W takim razie jest głupcem” – powiedziałem – „a ty nadal masz mnie”.

Otarła oczy i znowu spojrzała na ekran.

„Jesteśmy naprawdę rodziną.”

„Jesteśmy naprawdę rodziną.”

Wtedy zaczęła płakać.

Prawdziwy płacz, taki, który pochodzi z głębi.

Objąłem ją ramionami i pozwoliłem jej płakać w moje ramię.

Moja wnuczka.

Miałem wnuczkę.

Po południu poczekałem, aż Jennifer pójdzie na lunch, zanim zadzwoniłem.

Mój telefon leżał na blacie przede mną. Numer Chrisa wciąż był zapisany.

Minęły dwa lata, odkąd go używałem.

Podniosłem go, odłożyłem i znowu podniosłem.

Co miałem powiedzieć?

Twoja córka jest tutaj.

Ten, o którego istnieniu nie wiedziałeś.

Właściwie, może wiedziałeś.

Może wiedziałeś, ale nigdy cię to nie obchodziło.

Zadzwoniłem zanim zdążyłem się od tego odwieść.

Zadzwonił cztery razy.

Prawie się rozłączyłem.

“Mama.”

Jego głos, ten sam co zawsze.

Niecierpliwy.

„Chris, musisz przyjść do księgarni.”

Cisza po drugiej stronie.

“Dlaczego?”

„Muszę z tobą o czymś porozmawiać osobiście.”

„Jestem zajęty.”

„To ważne.”

„Więc powiedz mi teraz.”

Ścisnąłem telefon.

„Pamiętasz Amandę Carter?”

Kolejna cisza.

Tym razem dłużej.

“Co?”

„Amanda Carter. Spotykałeś się z nią siedemnaście lat temu. Dlaczego…”

Zatrzymał się.

„Dlaczego o niej wspominasz?”

„Jeśli możesz, przyjdź dziś do księgarni”.

„Mamo, nie mam czasu na—”

„Znajdź czas.”

Mój głos zabrzmiał głośniej, niż zamierzałem.

„To nie jest coś, co możemy zrobić przez telefon”.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

2 maski na zmarszczki między brwiami

Druga maska: Będziesz potrzebować 1 ziemniaka i 1 łyżki oleju migdałowego. Ugotuj ziemniaka, aż będzie wystarczająco miękki, aby rozgnieść go ...

Ciasto, Które Zachwyca Smakiem – Słodka Pokusa, Której Nie Można Się Oprzeć!

Dodanie suchych składników: W osobnej misce przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia, a następnie stopniowo dodawaj do mokrej masy, miksując ...

6 najlepszych naparów dla zdrowych tętnic

Oprócz ćwiczeń i aktywności fizycznej, niektóre rośliny i naturalne napoje mogą pomóc poprawić krążenie krwi. Ponieważ jego właściwości przyczyniają się ...

8 produktów wyprodukowanych w Chinach, których nie powinieneś już jeść

Światowa Organizacja Zdrowia ujawnia, że produkt ten jest klasyfikowany jako rakotwórczy. Sos sojowy zawiera 4-metyloimidazol (działanie rakotwórcze u myszy i ...

Leave a Comment