Wbrew rozsądkowi wpuściłem ją – ale zostaliśmy w holu. Nie zapraszałem jej dalej do domu.
„Słuchaj” – powiedziała Vanessa opanowanym głosem – „wiem, że uważasz mnie za jakąś naciągaczkę, która manipulowała twoim synem, ale kocham Rileya. Naprawdę”.
„Masz ciekawy sposób pokazywania tego.”
„Próbuję go ratować”. Jej opanowanie lekko się załamało. „Czy rozumiesz, co mu zrobią zarzuty karne? Z jego karierą, z naszą przyszłością?”
„Tak” – powiedziałem. „Właśnie dlatego trzeba je złożyć”.
„Jesteś gotowy zniszczyć życie swojego syna dla pieniędzy”.
„Jestem gotów pozwolić, aby mój syn poniósł konsekwencje swoich czynów”.
Vanessa popatrzyła na mnie, a potem wybuchnęła śmiechem — ostrym, gorzkim.
„Wiesz, co Riley miał w tobie rację? Jesteś samolubną staruszką, która nie znosi widoku szczęśliwego syna”.
„Jestem kobietą, która nie pozwoli, by okradła mnie” – powiedziałam – „nawet rodzina”.
„Pożałujesz tego” – syknęła Vanessa. „Kiedy Riley trafi do więzienia, a ty będziesz sama – umierając w jakimś domu opieki, bez nikogo, kto by się o ciebie troszczył – zdasz sobie sprawę, że wybrałaś pieniądze ponad własnego syna”.
„Wybrałam siebie” – powiedziałam cicho. „Coś, co powinnam była zrobić lata temu”.
Twarz Vanessy wykrzywiła się ze złości.
„Jesteś żałosna. Zgorzkniała staruszka, która kurczowo trzyma się pieniędzy, prawdopodobnie umrzesz, zanim zdążysz je wydać. Przynajmniej Riley i ja mamy życie. Przyszłość.”
„Co masz? Ten smutny mały domek i swoje smutne małe życie.”
Otworzyłem drzwi.
„Żegnaj, Vanesso.”
„Będziemy z tym walczyć” – powiedziała, wchodząc na werandę. „Załatwimy prawników. Udowodnimy, że jesteś niedołężny i niekompetentny. Zabierzemy ci wszystko”.
„Już tego próbowałeś” – powiedziałem. „Nie zadziałało”.
Zamknąłem drzwi przed jej gniewem.
Dwa tygodnie później wydano nakaz aresztowania.
Dawid zadzwonił, żeby mi powiedzieć.
„Prokurator okręgowy wniósł dziś rano oskarżenie. Oszustwo elektroniczne, nadużycia finansowe wobec osób starszych, kradzież tożsamości, fałszerstwo, oszustwo na rynku nieruchomości”.
„Kiedy go aresztują?”
„Prawdopodobnie jeszcze dziś. Zajmą się jego sprawą, ustalą kaucję, wyznaczą termin rozprawy.”
„Co się wtedy stanie?”
„Prawnik Rileya spróbuje wynegocjować ugodę. Biorąc pod uwagę dowody, prokurator okręgowy prawdopodobnie zaoferuje od pięciu do ośmiu lat więzienia w zamian za przyznanie się do winy. A jeśli nie przyjmie ugody, pójdziemy do sądu. A dzięki tym SMS-om prawdopodobnie dostanie więcej czasu”.
Podziękowałem Davidowi i się rozłączyłem.
Siedziałem przy kuchennym stole i wpatrywałem się w swoje dłonie.
Mój syn został właśnie aresztowany — założono mu kajdanki, odczytano mu prawa i potraktowano jak zwykłego przestępcę.
Bo taki właśnie był.
Tego wieczoru Patricia przyszła z winem i kolacją.
„Słyszałam” – powiedziała po prostu, przyciągając mnie do siebie. „Przepraszam, kochanie”.
Siedzieliśmy na mojej kanapie, jedliśmy przyniesiony przez nią makaron i w milczeniu popijaliśmy wino.
Na koniec Patricia powiedziała: „Postąpiłaś słusznie”.
„Naprawdę? Bo czuję się źle. Mam wrażenie, że właśnie zniszczyłam życie mojemu synowi”.
„Zniszczył sobie życie” – powiedziała Patricia. „Właśnie przestałeś pozwalać mu niszczyć również swoje”.
„Jaka matka tak robi?”
„Silna. Odważna”. Patricia ścisnęła moją dłoń. „Obroniłaś się. To nie jest złe, Chloe. To przetrwanie”.
Mój telefon zadzwonił około ósmej.
Nieznany numer.
Odpowiedziałem.
“Cześć?”
„Mamo”. Głos Rileya, łamiący się i przestraszony. „Mamo, proszę. Jestem w więzieniu okręgowym. Aresztowali mnie. Proszę, musisz wycofać zarzuty. Proszę”.
Zamknąłem oczy.
„Riley…”
„Mamo, tak mi przykro. Tak bardzo, bardzo przepraszam. Myliłam się. Wszystko, co powiedziałaś, było prawdą. Byłam samolubna i chciwa i skrzywdziłam cię”.
Teraz płakał.
„Proszę, daj mi jeszcze jedną szansę. Proszę, nie pozwól im mi tego zrobić”.
Każdy instynkt macierzyński w moim ciele krzyczał, żeby go uratować, chronić, żeby to wszystko odeszło.
„Riley” – powiedziałem cicho – „nie mogę wycofać zarzutów. To już nie zależy ode mnie”.
„Prokurator okręgowy prowadzi postępowanie karne”.
„Powiedz im, że nie chcesz wnosić oskarżenia. Posłuchają cię.”
„Nie, nie zrobią tego. Nie z dowodami. Nie z innymi ofiarami.”
„Jakie inne ofiary?”
„Hendersonowie. Nabywcy domów. Twoja firma”. Przełknęłam ślinę. „Ilu ludziom okradłeś, Riley?”
Cisza.
„Muszę iść” – powiedziałem. „Przykro mi, że przez to przechodzisz, ale podjąłeś takie decyzje”.
„Mamo, poczekaj…”
Rozłączyłem się i siedziałem w milczeniu, podczas gdy Patricia trzymała mnie za rękę.
Rozprawa wstępna miała się odbyć trzy dni później. Nie stawiłem się. Nie mogłem. Myśl o siedzeniu na sali sądowej i patrzeniu na mojego syna w kajdankach była zbyt przytłaczająca.
Dawid poszedł i zdał relację.
„Riley nie przyznał się do winy. Powiedział, że jego prawnik – Richard Baxter – argumentuje, że jego zdolności do czynności prawnych są ograniczone, twierdząc, że Riley znajdował się w skrajnej sytuacji finansowej i nie myślał jasno”.
„Czy to zadziała?”
„Nie. Nie z zaplanowanymi wiadomościami tekstowymi, które pokazują planowanie.”
Dawid zrobił pauzę.
„Prokurator okręgowy zaproponował ugodę. Sześć lat więzienia stanowego. Pełne odszkodowanie. Riley rozważa tę propozycję”.
Sześć lat.
Riley miałby czterdzieści lat, kiedy wyszedł na wolność. Jego kariera legła w gruzach. Jego małżeństwo prawdopodobnie się rozpadło. Jego życie całkowicie się odmieniło z powodu decyzji, które podjął.
„Jest jeszcze coś” – powiedział David. „Vanessa złożyła wczoraj pozew o rozwód”.
Nie powinno mnie to dziwić.
Ale byłem.
„Już?” zapytałem.
„Już”, potwierdził David, „powołując się na nie dające się pogodzić różnice. Żąda połowy wszystkiego, co jest ich wspólnym majątkiem, wliczając w to wszelkie przyszłe dziedziczenie po tobie”.
Prawie się roześmiałem.
„Ona naprawdę jest niezła.”
„Ona jest ocalała” – powiedział David. „Ogranicza straty i ucieka”.
Tej nocy nie mogłem spać.
Ciągle myślałam o dwunastoletnim Rileyu, szlochającym w moich ramionach po pogrzebie ojca.
„Mamo… a co, jeśli tobie też coś się stanie? A co, jeśli zostanę całkiem sama?”
„Nigdy nie będziesz sam” – obiecałem. „Zawsze będę przy tobie”.
Ale mnie tam teraz nie było.
Byłem u siebie w domu, a on siedział w celi więziennej.
Czy postępowałem właściwie?
Patricia powiedziała „tak”. David powiedział „tak”. Tom i Sarah Henderson powiedzieli „tak”.
Jednak w ciemnych godzinach nocy ogarnęły mnie wątpliwości.
A co jeśli Riley naprawdę żałował?
A co jeśli to było dno i wyciągnął z tego wnioski?
A co jeśli niszczę jakąkolwiek szansę na pojednanie?
A co jeśli umrę, a on nadal będzie w więzieniu i nigdy nie zawrzemy pokoju?
Wstałam około trzeciej nad ranem, zrobiłam herbatę, usiadłam przy kuchennym stole i pomyślałam o Robercie.
Co by zrobił?
Robert był stanowczy, ale sprawiedliwy. Wierzył w konsekwencje, ale i w odkupienie.
„Ludzie popełniają błędy” – mawiał. „Pytanie brzmi, czy wyciągają z nich wnioski”.
Czy Riley się czegoś uczył, czy też po prostu żałował, że go złapano?
SMS-y sugerowały to drugie. Zimną kalkulację. Wykorzystywanie mojej choroby. To, jak bezceremonialnie kradł i kłamał.
To nie był błąd.
To był charakter — a raczej jego brak.
Dopiłem herbatę i wróciłem do łóżka.
A kiedy w końcu zasnąłem, śniło mi się, że Riley był wtedy małym chłopcem i trzymał mnie za rękę, gdy spacerowaliśmy po parku.
„Mamo” – powiedziała Dream Riley – „dlaczego dobrym ludziom przytrafiają się złe rzeczy?”
„Bo czasami dobrzy ludzie podejmują złe decyzje” – odpowiedziała Dream Chloe.
„Co więc zrobimy?”
Rozprawa miała się odbyć 15 stycznia.
Dwa miesiące czekania.
Dwa miesiące nieprzespanych nocy i wątpliwości. Dwa miesiące Rileya dzwoniącego z więzienia i błagającego mnie o pomoc. Przestałem odbierać po piątym telefonie.
Nadeszły i minęły święta Bożego Narodzenia.
Spędziłem go z Patricią i jej rodziną. Jej córka Emma pytała, gdzie jest Riley.
„Wyjechał” – powiedziałem po prostu. „Ma jakieś problemy prawne”.
Emma — mądra jak na piętnaście lat — po prostu skinęła głową i ścisnęła moją dłoń.
W noc Bożego Narodzenia, będąc sam w domu, przeglądałem albumy ze zdjęciami.
Trzyletni Riley, obsypany czekoladowym tortem w swoje urodziny. Siedmioletni Riley, bez dwóch przednich zębów. Dwunastoletni Riley, uroczyście ubrany w swój pierwszy garnitur na pogrzebie ojca.
Gdzie ja go zgubiłem?
W którym momencie mój słodki chłopiec zmienił się w mężczyznę, który mógł okraść własną matkę?
A może zawsze miał tę zdolność, tylko ja po prostu nie chciałam jej dostrzec?
Na początku stycznia wydarzyło się coś nieoczekiwanego.
Byłem w bibliotece i przekładałem książki w dziale biograficznym, gdy podszedł do mnie młody mężczyzna.
„Pani Morrison…”
Odwróciłem się.
Miał około trzydziestu lat, był ubrany w dżinsy i flanelową koszulę. Emanowała z niego nerwowa energia.
Tak, nazywam się James Tucker. Ja… Pracuję z Rileyem w Westbrook Financial, a przynajmniej kiedyś pracowałem.
Przeniósł ciężar ciała.
„Czy możemy porozmawiać, proszę? To ważne.”
Siedzieliśmy w jednym z prywatnych gabinetów biblioteki. James bawił się filiżanką kawy.
„Nie wiem, czy Riley kiedykolwiek o mnie wspominał” – zaczął. „Byliśmy dość blisko w pracy. Po zmianach chodziliśmy na drinki, rozmawialiśmy o inwestycjach i takich tam.”
„Nigdy o tobie nie wspominał” – odpowiedziałam szczerze.
James skinął głową, patrząc na niego z bólem.
„Tak, to ma sens, bo sześć miesięcy temu pożyczyłem Rileyowi pieniądze. Trzydzieści tysięcy dolarów. Powiedział, że to na okazję biznesową i obiecał mi zwrócić w ciągu trzech miesięcy z odsetkami”.
Ścisnęło mnie w żołądku.
„On ci nigdy nie oddał.”
„Ani centa. A kiedy o to zapytałem, zdenerwował się. Powiedział, że jestem nachalny. Że takie rzeczy wymagają czasu”.
James spojrzał na mnie przerażonym wzrokiem.
„Ale to nie jest najgorsze. W zeszłym miesiącu dowiedziałem się, że użył mojego nazwiska, żeby otworzyć linię kredytową. Podrobił mój podpis. Wyciągnął dwadzieścia tysięcy.”
“O mój Boże…”
„Miałem zamiar iść na policję, ale potem usłyszałem o twojej sprawie – o tym, co ci zrobił.”
Głos Jamesa się załamał.
„Pani Morrison, bardzo mi przykro. Gdybym zgłosiła go wcześniej, może by do pani nie doszedł”.
„To nie twoja wina” – powiedziałem stanowczo. „Nic z tego nie jest twoją winą”.
„Chcę zeznawać na rozprawie” – powiedział. „Chcę, żeby ława przysięgłych wiedziała, że to nie była po prostu jedna zła decyzja. Taki właśnie jest Riley. Taki schemat”.
Przyglądałem się młodemu człowiekowi, który zaufał mojemu synowi, który został zdradzony tak jak ja.
„Czy rozmawiał pan z prokuratorem okręgowym?”
„Jeszcze nie. Chciałem najpierw z tobą porozmawiać. Upewnij się, że się zgadzasz.”
„James, nie potrzebujesz mojego pozwolenia, żeby powiedzieć prawdę.”
Powoli skinął głową.
„Wiem, ale Riley jest twoim synem i nie chciałem ci jeszcze bardziej utrudniać życia.”
Sięgnęłam przez stół i dotknęłam jego dłoni.
„Jesteś dobrym człowiekiem, James. Przykro mi, że mój syn to wykorzystał.”
James wyszedł z danymi kontaktowymi Davida Thornberga, a ja siedziałam sama w gabinecie, uświadamiając sobie, że oszustwo Rileya było o wiele poważniejsze, niż przypuszczałam.
Ilu jeszcze ludziom okradł?
Ile innych istnień zniszczył w swojej pogoni za pieniędzmi?
Dwa tygodnie przed rozprawą rozwód Vanessy został sfinalizowany. Otrzymała połowę mieszkania – które i tak miało zostać zajęte przez komornika – i zrzekła się wszystkiego innego. Dokumenty sądowe opisywały Riley jako osobę niewypłacalną finansowo i zagrożoną znaczną odpowiedzialnością karną.
Patricia przyniosła lokalną gazetę. Był tam krótki artykuł: „Lokalny doradca finansowy oskarżony o liczne oszustwa”.
Wykorzystali zdjęcie służbowe Riley’a.
Wyglądał na człowieka sukcesu. Pewnego siebie. Jak ktoś, komu można powierzyć swoje pieniądze.
„Jak się masz?” zapytała Patricia, patrząc jak czytam.
„Już sama nie wiem” – przyznałam. „Czasami jestem pewna, że postąpiłam słusznie. A innym razem czuję się jak potwór”.
„Nie jesteś potworem. Jesteś ocalałym.”
Ciągle patrzyłem na zdjęcie.
„Ciągle myślę o tym, co powiedziała Vanessa – że umrę sam. Że wybrałem pieniądze zamiast syna”.
„Nie wybrałaś pieniędzy” – powiedziała Patricia. „Wybrałaś siebie. Swoją godność. Swoje prawo do tego, by nie być ofiarą”.
Patricia usiadła obok mnie.
„Chloe, znam cię od piętnastu lat. Jesteś jedną z najżyczliwszych i najhojniejszych osób, jakie kiedykolwiek spotkałem. Ale życzliwość nie oznacza, że pozwalasz ludziom robić ci krzywdę. Nawet rodzinie – a już na pewno nie rodzinie”.
„A co jeśli on mi nigdy nie wybaczy?”
„A co, jeśli nigdy mu nie wybaczysz?” – zapytała cicho Patricia. „To też ma znaczenie”.
Proces rozpoczął się w chłodny styczniowy poranek. Sąd mieścił się w szarym, kamiennym budynku w centrum miasta. Przybyłem o 8:30, ubrany w prosty, szary garnitur. David powitał mnie przy wejściu.
„Gotowa?” zapytał.
„Nie” – powiedziałem. „Ale zróbmy to mimo wszystko”.
Sala sądowa była mniejsza, niż się spodziewałem. Drewniane panele, świetlówki, rzędy ławek dla obserwatorów.
Riley siedział przy stole obrony z Richardem Baxterem. Schudł. Garnitur wisiał mu luźno na ciele. Pod oczami miał cienie. Kiedy mnie zobaczył, jego wyraz twarzy się posmutniał. Powiedział bezgłośnie: „Mamo”, ale odwróciłam wzrok.
Nie mogłem. Jeszcze nie.
Ława przysięgłych zasiadła w ławie przysięgłych – siedem kobiet i pięciu mężczyzn. W wieku od dwudziestu do siedemdziesięciu lat. Patrzyli na Riley z ciekawością, na mnie ze współczuciem.
Sędzia wszedł.
Szanowna Helen Morrison — nie jestem spokrewniona — ale ironia sytuacji nie umknęła uwadze nikogo.
„Wszyscy wstańcie!” – zawołał strażnik.
Rozpoczął się proces.
Prokuratorką była Andrea Walsh, czterdziestolatka, o bystrym spojrzeniu i rzeczowym usposobieniu. Jej przemówienie wstępne było druzgocące.
„Panie i panowie, ta sprawa dotyczy zdrady. Zdrady najświętszego zaufania – zaufania między matką a jej dzieckiem”.
Andrea powoli szła przed ławą przysięgłych.
„Chloe Morrison pracowała na dwóch etatach, żeby samotnie wychować syna. Poświęciła wszystko, żeby Riley miał szansę. A kiedy była starsza, bezbronna i chora na zapalenie płuc, Riley Morrison wykorzystała tę bezbronność”.
Kliknęła pilota. Na ekranie pojawiły się obrazy: wyciągi bankowe z przelewami, sfałszowane pełnomocnictwo, wiadomości tekstowe między Rileyem a Vanessą.
„Oskarżony nie popełnił błędu. Planował to oszustwo miesiącami. Zdobył podpis matki podstępem, gdy była w szpitalu. Sfałszował dokumenty notarialne. Sprzedał dom pełen lokatorów niczego niepodejrzewającym kupcom. A kiedy został skonfrontowany, groził własnej matce”.
Andrea zatrzymała się i spojrzała na każdego z jurorów.
„To nie jest zwykła kradzież. To znęcanie się nad osobami starszymi. To syn, który postrzegał swoją starzejącą się matkę nie jako osobę, którą należy szanować, ale jako zasób, który można wykorzystać”.
Pozwoliła, by cisza zapadła.
„Dowody wykażą ponad wszelką wątpliwość, że Riley Morrison jest winny wszystkich stawianych mu zarzutów”.
Usiadła.
Adwokat, Richard Baxter, wstał. Był młodszy, niż się spodziewałem. Drogi garnitur, pewna siebie postawa.
„Członkowie ławy przysięgłych, to, co zaraz usłyszycie, to tragiczna historia. Ale nie jest to historia, w którą oskarżyciel chce, abyście uwierzyli”.
Baxter podszedł do ławy przysięgłych.
„To historia o synu, który martwił się o starzejącą się matkę, chciał pomóc jej w zarządzaniu finansami, z którymi się borykała, i który popełnił błędy. Tak – błędy – ale nigdy nie zamierzał jej skrzywdzić”.
Gestem wskazał na Riley’a.
„Riley Morrison nie jest przestępcą. Jest doradcą finansowym – kimś, kto zawodowo pomaga ludziom zarządzać pieniędzmi. Kiedy zobaczył, że jego matka ma kłopoty, próbował jej pomóc”.
„Czy popełnił błędy w ocenie sytuacji? Tak. Czy źle pokierował sytuacją? Zdecydowanie. Ale czy miał zamiar popełnienia przestępstwa? Nie.”
Głos Baxtera stał się łagodniejszy.
„Musimy rozważyć jeszcze coś. Pani Morrison miała sześćdziesiąt dwa lata, kiedy doszło do tych wydarzeń. Niedawno ciężko chorowała. Czy to możliwe, że jej wspomnienia nie są do końca dokładne? Czy to możliwe, że wyraziła zgodę na rzeczy, których teraz nie pamięta?”
Poczułem narastający gniew w mojej piersi.
Nazywał mnie staruszkiem. Byłem zdezorientowany.
„Oskarżenie chce, żebyście uwierzyli, że Riley Morrison to jakiś potwór, ale to syn, który popełnił błędy, próbując pomóc matce. To nie jest przestępstwo. To tragedia rodzinna – i nie powinna być rozstrzygana w sądzie karnym”.
Baxter usiadł.
Sędzia Morrison spojrzał na Andreę Walsh.
„Wezwij swojego pierwszego świadka.”
Rozprawa prokuratorska trwała trzy dni.
Jessica Torres z banku zeznawała w sprawie nieautoryzowanych przelewów. Była młoda, profesjonalna i jasno wyrażała swoje zdanie.
„Pani Morrison zadzwoniła 12 października, bardzo zdenerwowana. Powiedziała, że nie autoryzowała żadnych przelewów i nie wie, dlaczego jej konta są puste”.
Jessica spojrzała na ławę przysięgłych.
„Kiedy przeprowadziliśmy dochodzenie, odkryliśmy, że wszystkie przelewy zostały wykonane za pośrednictwem bankowości internetowej z użyciem danych logowania pani Morrison, ale adresy IP wskazywały, że pochodziły z adresu Riley Morrison”.
Podczas przesłuchania Baxter próbował zasugerować, że podałem Rileyowi swoje dane logowania.
„Czy możliwe, że pani Morrison udostępniła swoje hasło synowi?”
„To możliwe” – przyznała Jessica. „Ale to nie upoważnia go do transferu wszystkich jej pieniędzy bez jej wiedzy i zgody”.
Następnie zeznawał Michael Brooks z firmy tytułowej.
„Dokument pełnomocnictwa natychmiast wzbudził podejrzenia” – wyjaśnił. „Notariusz, którego pieczęć widniała na dokumencie – jego licencja wygasła sześć miesięcy temu, w momencie rzekomego poświadczenia notarialnego. A kiedy się z nim skontaktowaliśmy, powiedział, że nigdy nie poświadczał notarialnie żadnych dokumentów Riley Morrison”.
„Czyli dokument został sfałszowany?” zapytała Andrea.
„Tak. Zdecydowanie.”
„A co z samą sprzedażą nieruchomości?”
Sprzedaż była oszustwem na wielu poziomach. Nieruchomość miała najemców z aktywną umową najmu, która nie została ujawniona. Pan Morrison nie miał w rzeczywistości uprawnień prawnych do sprzedaży, a kupujący zostali oszukani na 340 000 dolarów.
Tom Henderson zeznawał na temat odebrania mojego telefonu.
„Przepraszała” – powiedział Tom. „Powiedziała, że jej syn sprzedał nasz dom bez pozwolenia i wiedzy. Że sfałszował dokumenty”.
Tom zacisnął szczękę.
„Byliśmy z żoną przerażeni. Mamy trójkę dzieci. Myśleliśmy, że stracimy dom”.
„Jak to wpłynęło na twoją rodzinę?” zapytała Andrea.
„Moje najmłodsze dziecko zaczęło mieć koszmary. Moja żona miała ataki paniki. Szukaliśmy tymczasowego mieszkania, zastanawiając się, gdzie się udać”.
Tom spojrzał na Riley’a z gniewem i niedowierzaniem.
„Wszystko dlatego, że ktoś chciał pieniędzy na wesele”.
Potem pojawił się James Tucker. Podszedł do mównicy, nerwowo unikając wzroku Rileya. James zeznał o pożyczeniu Rileyowi 30 000 dolarów, których nigdy nie spłacił, o sfałszowanym wniosku kredytowym i o tym, jak Riley wpadł w złość, gdy James poprosił o zwrot pieniędzy.
„Czy Riley kiedykolwiek wydawał się skruszony?” zapytała Andrea.
„Nie” – powiedział James. „Wydawał się zirytowany, że go o to nękam. Jakbym był nierozsądny, żądając zwrotu pieniędzy”.
Podczas przesłuchania krzyżowego Baxter próbował przedstawić to jako nieudaną transakcję biznesową.
„To była pożyczka między przyjaciółmi. Czasami to się nie udaje.”
„To nie była pożyczka” – powiedział stanowczo James. „To była kradzież. Podrobił mój podpis. To nie jest umowa biznesowa. To oszustwo”.
Potem nadeszła moja kolej.
Czwartego dnia zeznawałem, położyłem rękę na Biblii i przysiągłem mówić prawdę.
Andrea Walsh podeszła delikatnie.


Yo Make również polubił
Poleciałam bez ostrzeżenia do syna… Spojrzał na mnie i powiedział: „Kto cię zaprosił? Wyjdź…”
Tętniak mózgu – objawy, których nie wolno ignorować
Naturalna babcina rada, jak szybko pozbyć się pieprzyków i pieprzyków
Dobrze wiedzieć!