Część pieniędzy Roberta wykorzystałem na zakup zapasów, kanapek, napojów, przekąsek na podróż, a także na mały plecak, podstawowe przybory toaletowe i kolorowankę z kredkami dla Betany.
Ciężarówka Eduardo okazała się dokładnie taka, jak obiecano: duży pojazd dostawczy przewożący meble do sprzedawców detalicznych w całym Michigan.
Sam kierowca był potężnym mężczyzną z siwo-pieprzową brodą i łagodnymi oczami, które marszczyły się, gdy uśmiechał się do Betany.
„Ra mówi, że musicie dotrzeć do Cedar Lake” – powiedział po krótkim przedstawieniu. „Dostarczam do Traverse City, jakieś 45 minut na południe stamtąd”.
„Wystarczająco blisko. Tak.”
„Idealnie” – zgodziłam się, odczuwając ogromną ulgę. „I jesteś pewna, że nie narzucamy się?”
Eduardo zbagatelizował moje obawy.
„Firma i tak płaci za paliwo. Dzięki pasażerom podróż staje się mniej samotna”.
Uśmiechnął się do Betany.
„Szczególnie pasażerowie, którym może spodobać się słuchanie opowieści kierowców ciężarówek”.
Po pełnych łez podziękowaniach i obietnicach, że damy Marii znać, kiedy będziemy bezpieczni, rozstaliśmy się z Ramonem.
Eduardo pomógł nam wsiąść do zaskakująco przestronnej kabiny swojej ciężarówki, pokazując Bettany podwyższoną kabinę sypialną za siedzeniami, która zachwyciła ją swoją kompaktową funkcjonalnością.
„Jak mały domek na kółkach” – wykrzyknęła, lekko podskakując na wąskim łóżku piętrowym.
Kiedy ogromna ciężarówka z hukiem wjechała na autostradę, poczułem, jak napięcie ustępuje z moich ramion.
Oddalaliśmy się od niebezpieczeństwa, każda kolejna mila ukryta była w anonimowym strumieniu pojazdów komercyjnych przecinających kraj.
Po raz pierwszy odkąd usłyszałam szepczące ostrzeżenie Bettney na lotnisku, pozwoliłam sobie wziąć głęboki oddech.
Eduardo okazał się troskliwym towarzyszem, zabawiając Bettany starannie zredagowanymi opowieściami ze swoich 20 lat spędzonych w trasie, a mnie dając przestrzeń na przemyślenie naszej sytuacji.
Kiedy zauważył moje zmęczenie, nalegał, abym odpoczął w przedziale sypialnym, podczas gdy on i Betany kontynuowali rozmowę, siedząc na przednich siedzeniach.
Chyba zapadłem w głębszy sen, niż zamierzałem, ponieważ gdy się obudziłem, jakość światła uległa drastycznej zmianie.
Złote popołudniowe słońce wpadało przez okna, a krajobraz na zewnątrz zmienił się z rolniczych terenów Illinois w gęste lasy Michigan.
„Prawie miasto tranzytowe” – poinformował mnie Eduardo, gdy do nich dołączyłem. „Może jeszcze godzina”.
Betany z zadowoleniem kolorowała, a jej poprzednie obawy zdawały się całkowicie ignorować przygodę związaną z jazdą wielką ciężarówką.
Wyjąłem telefon na kartę z sejfu depozytowego.
Nadal nie było żadnych wiadomości, co było zarówno uspokajające, jak i niepokojące.
Czy Robert dotarł bezpiecznie do Londynu?
Czy nadal groziło mu niebezpieczeństwo?
„Czy mogę prosić o przysługę?” – zapytałem Eduardo. „Czy mógłbyś znaleźć stację informacyjną w radiu? Muszę sprawdzić, czy jest tam jakaś istotna informacja”.
Skinął głową ze zrozumieniem i przełączył radio na kanał informacyjny, na którym prezenterka właśnie mówiła w połowie zdania.
Akcje spółki gwałtownie spadają na skutek plotek o planowanym na jutro opublikowaniu ważnego raportu śledczego.
Global Meridian Investments wydało oświadczenie, w którym zaprzecza jakimkolwiek nieprawidłowościom i nazywa plotki bezpodstawnymi atakami mającymi na celu manipulację rynkiem.
Handel został tymczasowo wstrzymany po tym, jak akcje spadły o 20% w handlu popołudniowym.
Analitycy finansowi spekulują na temat
Eduardo zmienił stację na moją prośbę, ale szkoda już została wyrządzona.
Wieść już wyciekła.
„Tribune” najwyraźniej zaczął kontaktować się z Global Meridian w celu uzyskania komentarza, ustanawiając tym samym standardową praktykę dziennikarską polegającą na umożliwieniu respondentom odpowiedzi przed publikacją.
Oznaczało to również, że nasi prześladowcy wiedzieli teraz dokładnie, co ich czeka.
„Złe wieści?” zapytał cicho Eduardo, znacząco spoglądając w stronę Betany, dając do zrozumienia, że nie będzie mówił otwarcie w jej obecności.
„Skomplikowane wieści” – odpowiedziałem. „Ale potwierdzają, że musimy dotrzeć do celu tak szybko, jak to możliwe”.
Skinął głową i lekko nacisnął pedał gazu.
„Znam kilka skrótów.”
Późnym popołudniem słońce rzucało długie cienie, gdy Eduardo w końcu wjechał ciężarówką do małego przydrożnego baru około 30 mil na północ od Traverse City.
„To jest najdalej, jak pozwala mi trasa” – wyjaśnił przepraszająco. „Ale właścicielka, Maggie, może pomóc. Jej syn jeździ ciężarówką do wywozu drewna w pobliżu Cedar Lake”.
Więcej połączeń, więcej życzliwości ze strony nieznajomych.
To tak, jakby ścieżka okruchów chleba Roberta została uzupełniona o nieoczekiwaną sieć wsparcia, która zmaterializowała się wtedy, gdy najbardziej jej potrzebowaliśmy.
Maggie okazała się być uczciwą kobietą po sześćdziesiątce, która nie znosi bzdur i po krótkim, prywatnym wyjaśnieniu Eduardo nie zadawała zbyt wielu pytań.
W ciągu godziny przyjechał jej syn Derek swoim pick-upem, gotowy, by zawieźć nas w ostatnią część podróży do Cedar Lake.
Kiedy dziękowaliśmy Eduardo i przygotowywaliśmy się do przesiadki do samochodu Derericka, Bettany nagle objęła ramionami potężną nogę kierowcy ciężarówki.
„Dziękuję za te historie” – powiedziała uroczyście – „i za pomoc w naszej grze”.
Eduardo uklęknął do jej poziomu, jego zniszczona twarz była łagodna.
„Proszę bardzo, maleńka. Bądź grzeczna dla swojej abueli. Tak, jest bardzo dzielna.”
Te proste słowa utkwiły mi w piersi, nie dlatego, że były szczególnie głębokie, ale dlatego, że odzwierciedlały, jak bardzo zmieniła się nasza rzeczywistość.
Dwa dni temu byłam emerytowaną nauczycielką i cieszyłam się na spokojny tydzień spędzony z wnuczką, podczas gdy mój syn był w podróży służbowej.
Teraz obcy ludzie nazywali mnie odważnym, bo pomagałem nam uciekać przed niebezpiecznymi ludźmi.
Gdy pickup Derericka turkotał na północ w kierunku Cedar Lake i obiecanego schronienia Roberta, zastanawiałam się, czy rzeczywiście jestem odważna, czy też po prostu babcią, która nie ma innego wyboru, jak tylko iść naprzód, krok po kroku, w stronę tego, co czekało na nas na końcu tej coraz bardziej niebezpiecznej drogi.
Jezioro Cedar wyłoniło się z zapadającego zmroku niczym wspomnienie przybierające fizyczną formę – gładka tafla wody odbijała coraz głębszy błękit wieczornego nieba, otoczona gęstymi lasami sosnowymi, które przez dziesięciolecia, aż do śmierci, były azylem mojego męża Jamesa.
Mała chata z bali, która stanowiła bazę wypadową dla niezliczonych wypraw wędkarskich ojca i syna, stała na łagodnym wzniesieniu z widokiem na wodę. Jej okna były ciemne i zamknięte.
Derrick zatrzymał ciężarówkę na końcu wyboistej drogi gruntowej, około 50 metrów od domku.
„To jest tak blisko, jak tylko mogę” – wyjaśnił. „Droga jest niszczona każdej wiosny, a nikt nie zawraca sobie głowy jej naprawianiem”.
„To jest idealne” – zapewniłam go, zbierając nasze skromne zapasy. „Byłeś niesamowicie miły”.
Zignorował moje podziękowania ze skromnością, którą zaczynałem kojarzyć z tą spontaniczną koleją podziemną, która przewiozła nas z Chicago do północnego Michigan.
„Mama nie chciałaby, żeby było inaczej. Potrzebujesz czegoś, skoro tu jesteś? W domku jest radio. Kanał 3 dociera do naszego domu, jeśli odbiór jest dobry.”
Zawahał się, po czym dodał: „Nieważne, jakie kłopoty pani przeżywa, proszę pani. Mam nadzieję, że szybko miną”.
Skinąłem głową na znak uznania i pomogłem śpiącej Bettany wysiąść z ciężarówki.
Oglądaliśmy, jak tylne światła samochodu Dereka znikają na wąskiej drodze, zanim skręciliśmy w stronę domku, który miał być naszym schronieniem na dłużej.
dni,
tygodni?
Instrukcje Roberta nie były szczegółowe, a ja z lekkim dreszczem uświadomiłem sobie, że teraz jesteśmy zdani sami na siebie, odcięci zarówno od prześladowców, jak i sojuszników.
„Czy to tutaj tata i dziadek łowili ryby?” zapytała Bettany, nagle bardziej czujna, gdy rozejrzała się po okolicy.
„Tak, kochanie. Przyjeżdżali tu każdego lata, kiedy twój tata był mniej więcej w twoim wieku.”
„Też przyszedłeś?”
Potrząsnąłem głową i na mojej twarzy pojawił się słodko-gorzki uśmiech.
„Nie, to było ich specjalne miejsce, tylko dla nich. Przyjechałem tylko raz, żeby pomóc twojemu dziadkowi je zamknąć na zimę, rok przed jego śmiercią.”
To było prawie 15 lat temu.
Jednak dokładnie pamiętałem, gdzie James ukrył zapasowy klucz, pod charakterystycznym, czerwonym kamieniem obok schodów tylnego ganku.
Co zadziwiające, list wciąż tam był, dokładnie tak, jak Robert obiecał w swojej notatce.
Wnętrze kabiny było proste, ale dobrze utrzymane.
główny pokój z kamiennym kominkiem, mały aneks kuchenny, dwie sypialnie i podstawowa łazienka z prysznicem pobierającym wodę z jeziora.
Wszystko pokrywała cienka warstwa kurzu, ale poza tym wyglądało na to, że ktoś, prawdopodobnie Robert, dbał o to, by to miejsce przez lata pozostawało w dobrym stanie.
„W środku też czuć zapach sosen” – zauważyła Bettany, gdy zapalałam lampy propanowe. Ich ciepłe światło rzucało tańczące cienie na ściany z bali.
„Twój dziadek uwielbiał zapach sosny” – powiedziałem jej, wdzięczny za rozproszenie uwagi, jakie dawały praktyczne zadania. Sprawdzanie zbiornika z propanem, uruchamianie generatora prądu, szukanie pościeli do łóżek. „Powiedział, że oczyszcza mu to umysł lepiej niż jakiekolwiek lekarstwo”.
Dzięki wspólnej pracy udało nam się wkrótce stworzyć w kabinie dość komfortową kabinę.
Odnalazłem obiecane radio i krótko je przetestowałem. Odebrałem tylko szum, ale potwierdziło się, że ma zasilanie.
W kuchennych szafkach znalazły się podstawowe produkty: konserwy, makaron, ryż, uzupełnione o produkty, które kupiliśmy na parkingu dla ciężarówek.
W końcu będziemy musieli wyruszyć w poszukiwaniu świeżego jedzenia, ale nie od razu.
Kiedy Bettany została nakarmiona, wykąpana i położona na jednym z wąskich łóżek w mniejszej sypialni, po raz pierwszy pozwoliłem sobie na szczere przemyślenie naszej sytuacji.
Telefon na kartę z sejfu depozytowego milczał.
Brak kontaktu alarmowego od Roberta.
W domku nie było telewizji ani łącza internetowego, przez co byliśmy całkowicie odcięci od doniesień o demaskatorskich artykułach Tribune i ich konsekwencjach.
Znalazłem się przy oknie z widokiem na jezioro, obserwując, jak światło księżyca migocze na jego powierzchni, i próbując uspokoić pytania krążące w mojej głowie.
Czy Thomas Miller pomyślnie opublikował tę historię?
Czy Global Meridian odkrył, kto przekazał ich sekrety prasie?
Czy Robert był bezpieczny w Londynie?
Czy ich zasięg rozciągał się poza oceany?
Moje odbicie w szkle mnie zaskoczyło.
Zmęczona kobieta o srebrnych włosach i zmartwionych oczach.
Tak bardzo różni się od pewnej siebie nauczycielki, która 36 godzin wcześniej odprowadzała syna i wnuczkę na lotnisko.
Ta kobieta żyła w świecie planów lekcji, klubów książki, list zakupów i kartek urodzinowych.
Ta kobieta istniała w mrocznym świecie zakodowanych wiadomości i bezpiecznych domów, które były obiektem ataków bezimiennych zagrożeń.
Moją zadumę przerwał cichy dźwięk za mną.
Bettany wchodzi do głównego pokoju w pożyczonej piżamie.
Pan Marchewka przytulił się do jej piersi.
„Nie mogę spać” – powiedziała po prostu. „Łóżko jest dziwne”.
Otworzyłem ramiona, a ona bez wahania podeszła do mnie, jej małe ciało ogrzewało się przy moim, gdy podnosiłem ją i sadzałem sobie na kolanach w starym bujanym fotelu przy kominku.
„To nowe miejsce” – przyznałem. „Przyzwyczajenie się do nowych miejsc wymaga czasu”.
„Kiedy tatuś wróci?”
W pytaniu nie było narzekania ani jęku, tylko szczera chęć dziecka, żeby zrozumieć.
Ostrożnie dobierałem słowa.
„Liczy na to, że okażemy mu odwagę i cierpliwość, gdy tylko skończy swoją ważną pracę”.
„Czy on walczy ze złymi ludźmi? Jak w moich książkach?” – proste pytanie oddało istotę naszej sytuacji z nieoczekiwaną jasnością.
„W pewnym sensie tak. Twój tata odkrył, że niektórzy ludzie w jego firmie robili bardzo złe rzeczy, szkodząc innym. Upewnia się, że nie będą mogli dalej tak postępować”.
Bettany skinęła głową, najwyraźniej usatysfakcjonowana tym wyjaśnieniem.
„Dlatego mężczyźni na lotnisku chcieli nas zatrzymać, bo mieliśmy tajne dowody tatusia”.
Nie powinno mnie dziwić jej zrozumienie.
Dzieci przyswajają o wiele więcej, niż dorośli często potrafią uznać za wiarygodne.
Ale jej rzeczowe podsumowanie i tak mnie zaskoczyło.
„Tak” – przyznałem. „Ale zrobiliśmy dokładnie to, o co prosił nas twój ojciec. Dostarczyliśmy dowody do właściwej osoby i teraz wszyscy poznają prawdę, a potem będziemy mogli wrócić do domu”.
To niewinne pytanie przeniknęło moje serce.
Nie miałam pojęcia, czy kiedykolwiek wrócimy do naszego poprzedniego życia.
Gdyby ujawnienie przestępstw Global Meridian zapewniło nam bezpieczeństwo lub uczyniło nas na stałe celem.
Prawda była taka, że nie wiedziałem, jak będzie wyglądał mój dom po tym wszystkim.
„Znowu będziemy z twoim tatą” – obiecałem. „To jest najważniejsze”.
Zgodziła się na to, a jej powieki zrobiły się ciężkie, gdy delikatnie kołysałem się w przód i w tył.
W ciągu kilku minut znów zasnęła. Jej oddech był głęboki i równy, a twarz spokojna w świetle lampy.
Kontynuowałem kołysanie, nie chcąc zakłócać jej snu, przenosząc ją z powrotem do łóżka.
Na zewnątrz słychać było sowy przelatujące przez jezioro. Ten przejmujący dźwięk zdawał się odzwierciedlać niepewność naszej przyszłości.
Jednak w tamtej chwili, czując na sobie ciężar Betty, poczułem niespodziewaną jasność celu.
Cokolwiek by się wydarzyło, jakiekolwiek wyzwania i niebezpieczeństwa nam jeszcze grożą, będę chronić to dziecko.
Nie tylko dlatego, że była moją wnuczką i że Robert powierzył ją mojej opiece, ale dlatego, że w świecie, w którym potężni ludzie mogli bezkarnie autoryzować transakcje dotyczące broni, które mogłyby zabić tysiące osób lub prać pieniądze terrorystów, ochrona niewinnych i prawdy stała się aktem nieposłuszeństwa.
Przez dziesięciolecia uczyłem studentów o historycznych momentach, gdy zwykli ludzie stawali w obliczu niezwykłych wyborów.
Teraz, siedząc w ciszy odległej chatki, trzymając w ramionach śpiące dziecko, uświadomiłam sobie, że stałam się jedną z tych osób, którą okoliczności popchnęły w stronę momentu, który miał zdefiniować nie tylko moje życie, ale potencjalnie także życie wielu innych.
Ta myśl była przerażająca i w jakiś dziwny sposób dodająca mi sił.
Poranek nastał z zadziwiającym pięknem.
Promienie słońca przebijały się przez gałęzie sosnowe, rzucając cętkowane wzory na podłogę kabiny, podczas gdy powietrze na zewnątrz wypełniał śpiew ptaków.
Przez chwilę niemal uwierzyłem, że po prostu jesteśmy na wakacjach, że Robert wyjdzie z drugiej sypialni, ziewając i pytając o śniadanie, że naszym największym zmartwieniem będzie to, czy ryby będą dzisiaj brały.
Rzeczywistość wróciła, gdy sprawdziłem telefon na kartę.
Nadal żadnych wiadomości.
i automatycznie przeskanował linię drzew w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak nieoczekiwanego ruchu.
Stare nawyki, które wykształciłam zaledwie po dwóch dniach życia w ucieczce, zakorzeniły się we mnie tak, jakbym żyła w ten sposób od lat.
Betany jednak przyjęła nowe otoczenie z dziecięcą łatwością.
Po śniadaniu składającym się z owsianki i brzoskwiń z puszki z radością zwiedzała chatkę. W szafie znalazła sprzęt wędkarski, pod łóżkiem gry planszowe z brakującymi elementami oraz kolekcję przewodników po miejscowej przyrodzie, które od razu ją zainteresowały.
„Babciu, możemy iść szukać ptaków?” – zapytała, pokazując mi szczegółowe ilustracje piskląt i pełzaczy. „W książce jest napisane, że jest ich tu mnóstwo”.
Zawahałem się, rozdarty między ostrożnością a potrzebą zachowania pozorów normalności dla jej dobra.
Według tego, co zapamiętałem z opisów Jamesa, chata znajdowała się na odludziu, a najbliższy sąsiad był oddalony o co najmniej milę.
Krótki spacer brzegiem jeziora z pewnością będzie wystarczająco bezpieczny.
„Zostaniemy blisko domku” – postanowiłem, pomagając jej włożyć kurtkę. „A jeśli powiem, że musimy wracać, to od razu. Żadnych pytań”.
skinęła głową uroczyście, akceptując te warunki z powagą naszej trwającej gry.
Razem wyszliśmy na zewnątrz, trzymając się drzew, gdzie w razie potrzeby mogliśmy się szybko schować i znaleźć schronienie.
Wiosenne powietrze niosło ze sobą chłód, ale słońce grzało nam twarze, gdy powoli szliśmy wzdłuż brzegu.
Betany ściskała swojego ptasiego przewodnika i z podekscytowaniem wskazywała na każdy trzepot skrzydeł.
Jednocześnie byłam nadmiernie czujna i czułam dziwny spokój, nieustannie rozglądając się za zagrożeniami, a jednocześnie chłonąc prostą radość z obserwowania, jak moja wnuczka odkrywa coś nowego.
Czy to samo czuły matki na terenach objętych wojną w krótkich chwilach normalności?
To dysonansowe połączenie niebezpieczeństwa i domowego spokoju.
Zidentyfikowaliśmy siedem gatunków ptaków i zebraliśmy wiele interesujących kamieni, gdy nagle odległy dźwięk silnika pojazdu sprawił, że krew ścisnęła mi się w żyłach.
Złapałem Betany za rękę i pociągnąłem ją w stronę drzew.
„Do środka, już!” – wyszeptałam, a wszystkie moje zmysły nagle się wyostrzyły.
Pośpieszyliśmy z powrotem do domku, wchodząc przez tylne drzwi i zabezpieczając je za sobą.
Umieściłem Bettany w mniejszej sypialni, z dala od okien.
„Zostań tu, aż po ciebie przyjdę” – poleciłam, starając się zachować spokój, mimo łomotu serca. „Pamiętaj, jak ćwiczyliśmy, bardzo cicho”.
skinęła głową, mocno ściskając Pana Marchewkę, a jej oczy były szeroko otwarte, ale pełne zaufania.
Bezszelestnie podszedłem do przedniego okna, ustawiając się tak, aby móc patrzeć, nie będąc widzianym.
Na końcu drogi gruntowej zatrzymała się ciężarówka, starszy model, z pordzewiałymi nadkolami.
Pojawiła się jedna postać.
Starszy mężczyzna ubrany we flanelową koszulę i robocze buty, niosący coś, co wyglądało na papierową torbę na zakupy.
Poczułem ulgę, gdy rozpoznałem podany przez Dereka opis jego ojca, dozorcy posiadłości, który okresowo zaglądał do chaty.
Mimo wszystko zachowałem ostrożność, obserwując, jak podchodzi i mocno puka do drzwi wejściowych.
„Pani Carter” – zawołał. „Tu Jim Lawson. Dererick przysłał mi trochę zapasów”.
Odzyskałem Bettany przed odpowiedzią, nie chcąc spuszczać jej z oczu nawet na chwilę.
Razem otworzyliśmy drzwi i zobaczyliśmy zniszczonego mężczyznę po siedemdziesiątce, z dobrymi oczami i pomarszczoną twarzą od dziesięcioleci pracy na świeżym powietrzu.
„Nie chciałem was przestraszyć” – powiedział, wyciągając torbę z zakupami. „Derek wspominał, że możecie potrzebować czegoś świeżego. Mleko, jajka, chleb. Żona przysłała też zapiekankę”.
„To niezwykle miłe” – powiedziałam, z wdzięcznością przyjmując torbę. „Proszę, podziękuj jej ode mnie”.
Jim skinął głową, a jego oczy ogarnęły kabinę profesjonalną oceną.
„Miejsce trzyma się dobrze. Nie zaglądałem tam zbyt często tej zimy.”
„Jest idealny” – zapewniłem go. „Twoja konserwacja utrzymała go w doskonałym stanie”.
Wydawał się tym usatysfakcjonowany, ale zawahał się, zanim dodał: „Nie chcę być wścibski, proszę pani, ale Derek wspomniał, że może pani mieć jakieś kłopoty. Na coś powinniśmy uważać? Na obcych zadających pytania, takie tam”.
Bezpośrednie pytanie zaskoczyło mnie, ale jego bezpośredni sposób bycia sugerował raczej szczere zainteresowanie niż wścibską ciekawość.
„To skomplikowane” – przyznałem. „Ale tak, mogą być ludzie, którzy nas szukają”.
„Gdyby ktoś pytał, nikt cię nie widział” – zakończył, kiwając znacząco głową. „Tak właśnie myślałem. Ludzie tutaj zajmują się swoimi sprawami, ale my też dbamy o siebie nawzajem”.
Spojrzał na Bettany, która była na wpół ukryta za moimi nogami.
„Wy dwoje, siedźcie spokojnie. Będę wpadać co kilka dni z zapasami.”
„Potrzebujesz czegoś konkretnego? Zostaw po prostu liścik pod tą doniczką na ganku.”
Po jego odejściu byłem niespodziewanie wzruszony ciągiem życzliwości okazywanych mi przez nieznajomych.
Każda osoba wykonuje swoją małą część, nie żądając wyjaśnień i nie wydając osądów.
Stanowiło to jaskrawy kontrast z działalnością korporacyjnych przestępców, których działania ujawnił Robert, a których ogromne zasoby i powiązania były wykorzystywane do ochrony ich zdolności do czerpania korzyści z cierpienia.
Dzień mijał powoli, wypełniony prostymi zajęciami, które zajmowały Bettany.
gry planszowe, czytanie książek z małej kolekcji książek w domku, rozpoznawanie ptaków przez okna.
Oszczędzałem paliwo, oszczędzając energię za pomocą generatora i korzystając ze światła naturalnego oraz lamp propanowych, gdy zbliżał się wieczór.
Po kolacji spróbowałem ponownie włączyć radio.
Tym razem udało mi się nawiązać połączenie z częstotliwością, o której wspomniał Derrick.
Jego głos przebił się przez szum, potwierdzając, że ojciec nawiązał kontakt i pytając, czy czegoś jeszcze potrzebujemy.
Poprosiłem o gazety i wszelkie ogólnokrajowe publikacje, jakie tylko mogli znaleźć, a on obiecał je przesłać przy następnej dostawie.
Zapadła noc, a wraz z nią zapadła głęboka cisza, jakiej nie można było doświadczyć w naszym podmiejskim życiu.
Ułożyłem Bettany spać, czytając jej kolejną opowieść o dziecięcych przygodach jej ojca na rybach nad tym samym jeziorem, po czym rozsiadłem się w bujanym fotelu z lampą naftową i jedną ze starych powieści kryminalnych Jamesa otwartą na kolanach, choć moje oczy rzadko skupiały się na słowach.
Około północy w końcu zadzwonił telefon na kartę.
Pojedyncza wiadomość tekstowa z niezarejestrowanego numeru.
Historia opublikowana.
Akcje Global Meridian zawieszone.
Siedziba oceniona przez FBI.
Pozostawać w miejscu.
Skontaktujemy się za 3 dni.
Na razie wszystko jest bezpieczne.
Wiadomość od Tura nie zawierała żadnych informacji o bezpieczeństwie Roberta, lecz potwierdzała, że nasza misja zakończyła się sukcesem.
Thomas Miller opublikował artykuł demaskatorski i koła sprawiedliwości, choć niedoskonałe, zaczęły się kręcić.
Pozwoliłem sobie na chwilę satysfakcji, zanim zarejestrowano skutki kontaktu, który miał nastąpić za 3 dni.
Do chaty miał przybyć ktoś, ktoś, komu Robert ufał na tyle, żeby go do nas wysłać.
Kolejne trzy dni czekania, podskakiwania na każdy dźwięk i zachowywania dzielnej miny wobec Bettany, podczas gdy mój własny niepokój gotował się pod powierzchnią.
Pozostały nam jeszcze trzy dni, zanim dowiemy się, co czeka nas w tym nieoczekiwanym rozdziale naszego życia.
Przed pójściem spać ostatni raz sprawdziłem wszystkie drzwi i okna.
Załadowany karabin, który znalazłem w szafie w domku, teraz leżał obok mojego łóżka.
James nauczył mnie strzelać dziesiątki lat temu, nigdy wcześniej nie wyobrażałem sobie, że będę potrzebował tej umiejętności.
Zapadając w niespokojny sen, przyłapałem się na katalogowaniu zmian, jakie zaszły we mnie od tamtej chwili na lotnisku.
Helena Carter, która przybyła do tej chaty, nie była tą samą kobietą, która usłyszała szeptane ostrzeżenie swojej wnuczki.
Życie tej kobiety było wypełnione przewidywalnymi rutyną i rozsądnymi oczekiwaniami.
Ta kobieta, ta, która leżała bezsennie z karabinem w zasięgu ręki, odkryła w sobie zdolności, o których istnieniu nie miała pojęcia.
zdecydowanie pod presją, myślenie strategiczne, umiejętność radzenia sobie z niebezpieczeństwami przy jednoczesnej ochronie tego, co najważniejsze.
Pozostaje pytanie, czy zmiany te będą stanowiły ulepszenia, czy też po prostu konieczne dostosowania do nadzwyczajnych okoliczności.
Ale gdy w końcu uległem wyczerpaniu, jedna rzecz pozostała pewna.
Nie reagowałem już wyłącznie na zdarzenia, na które nie miałem wpływu.
Stawałem się aktywnym uczestnikiem historii, która wciąż się rozwijała.
Na dobre i na złe.
Gazety dotarły następnego dnia, dostarczone przez Jima wraz z większą ilością materiałów i radiem zasilanym bateriami.
Nagłówki potwierdziły to, co sugerowała wiadomość tekstowa.
Na pierwszych stronach gazet dominowały artykuły o uwikłaniu Global Meridian w masowe przestępstwa finansowe. Pojawiały się tam zdjęcia agentów FBI niosących paczki z siedziby firmy w Chicago.
W widocznym miejscu znalazł się wpis Thomasa Millera, jego starannie napisany reportaż ujawniający dowody zebrane przez Roberta z porażającą precyzją.
W artykule szczegółowo opisano operacje defraudacji pieniędzy przez kartele narkotykowe i organizacje terrorystyczne, nielegalny handel bronią naruszający międzynarodowe sankcje oraz systematyczne przekupywanie urzędników regulacyjnych.
Kilku wysoko postawionych dyrektorów zostało już aresztowanych, podczas gdy inni, w tym dyrektor generalny, rzekomo współpracowali z władzami federalnymi w zamian za łagodniejszy wyrok.
„To firma tatusia?” zapytała Bettany, zerkając mi przez ramię na gazetę rozłożoną na kuchennym stole.
„Tak” – odpowiedziałem szybko, składając kartkę, żeby ukryć bardziej niepokojące szczegóły. „Twój ojciec pomógł reporterom zrozumieć bardzo skomplikowane rzeczy, które się tam działy”.
Skinęła głową, akceptując to uproszczone wyjaśnienie.
„Właśnie dlatego przeżywamy naszą przygodę. Żeby złoczyńcy nie mogli go powstrzymać”.
„Dokładnie” – potwierdziłem po raz kolejny, pod wrażeniem jej spostrzegawczości. „I zadziałało. Dowody twojego taty pomagają teraz wielu ludziom”.
Dni mijały w męczącym powolaniu.
Nasza izolacja, będąca jednocześnie ochroną i więzieniem.
Utrzymywałem rutynę ze względu na Bettney.
posiłki o regularnych porach, spacery pośród natury, pozostawanie w pobliżu domku, czytanie i gry wieczorami.
W radiu akumulatorowym odtwarzane były aktualności, których słuchałem, gdy spała, chłonąc narastający skandal, w miarę jak przestępstwa Global Meridian przyciągały uwagę całego kraju.
Zaplanowano przesłuchania w Kongresie.
Wydano międzynarodowe nakazy aresztowania dyrektorów, którzy uciekli z kraju.
Środki klientów zostały zamrożone do czasu zakończenia dochodzenia.
Jednakże nigdzie w relacjach nie wspomniano o Robercie Sullivanie, sygnaliście, który to wszystko umożliwił.
Było to celowe zaniedbanie, które moim zdaniem miało uchronić go przed odwetem.
Trzeciego dnia rano obudziłem się jeszcze przed świtem, czując narastające we mnie napięcie na myśl o spodziewanym gościu.
Kogo wysłałby Robert?
Jak mieliby nas znaleźć?
Jakie wieści przyniosą?
Ubrałem się starannie, wybierając strój umożliwiający szybkie poruszanie się, jeśli zajdzie taka potrzeba, i usiadłem na ganku z filiżanką kawy i starą lornetką Jamesa.
Bettany nadal spała spokojnie, nieświadoma znaczenia tego szczególnego dnia.
Słońce właśnie wynurzyło się zza drzew, gdy dostrzegłem ruch na drodze gruntowej.
Nie pojazd, lecz pojedyncza postać pieszo, zbliżająca się nieubłaganie.
Wyjąłem karabin zza drzwi, trzymając go w zasięgu wzroku, ale nie celując bezpośrednio.
Gdy zwiedzający się zbliżył, poranna mgła częściowo zasłoniła jego rysy, ale mogłem dostrzec kobietę średniego wzrostu niosącą plecak, ubraną w praktyczne buty turystyczne i warstwowe ubrania.
Gdy podeszła na odległość 50 jardów, poczułem, że ją rozpoznałem, niczym fizyczny cios.
Rachel Sullivan,
Była żona Roberta i matka Betine.
Natychmiast opuściłem karabin, czując, jak we mnie kotłuje się szok i zagubienie.
Rachel przeprowadziła się do Kalifornii po rozwodzie 2 lata temu, rozpoczynając nowe życie, w którym nie miała praktycznie kontaktu z córką.
Jej opieka rodzicielska ograniczała się do miesięcznych rozmów wideo i wizyt świątecznych. Główną opiekę nad dzieckiem powierzono Robertowi, a ja pełniłam funkcję opiekuna drugorzędnego, gdy jego obowiązki służbowe wymagały wyjazdów.
„Heleno” – zawołała, unosząc rękę na powitanie, zbliżając się do ganku. „To tylko ja”.
Odłożyłem karabin i podszedłem do niej u podnóża schodów.
Wyglądała na wyczerpaną, miała cienie pod oczami, a jej zazwyczaj nienaganny wygląd był pognieciony od podróży.
„Rachel” – odpowiedziałem, wciąż przetwarzając jej niespodziewane przybycie. „Jak się czułaś?”
„Robert wszystko załatwił” – przerwała, rzucając plecak na ziemię. „Skontaktował się ze mną 5 dni temu i wyjaśnił, co się dzieje. Podróżowałam pod fałszywym nazwiskiem, płacąc tylko gotówką i zmieniając środki transportu co kilka godzin”.
Z jej ust wyrwał się ponury śmiech.
„Najwyraźniej te powieści kryminalne, które zawsze czytał, przydały mu się do planowania logistyki ucieczki”.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, drzwi kabiny otworzyły się gwałtownie i na ganek wpadła Bettany, a na jej twarzy malowała się niedowierzająca radość.
„Mamo!” – krzyknęła, niemal spadając ze schodów w pośpiechu.
Rachel uklękła i rozłożyła ramiona, gdy Betany rzuciła się w jej objęcia.
„Hej, Bug” – powiedziała, używając przezwiska, które nadała córce, gdy była niemowlęciem. „Bardzo za tobą tęskniłam”.
Odsunąłem się, dając im przestrzeń na ponowne spotkanie, jednocześnie próbując uporządkować swoje postrzeganie naszej sytuacji.
Obecność Rachel zmieniła wszystko, wywołała nowe pytania, stworzyła nowe możliwości i komplikacje.
Kiedy emocje opadły, weszliśmy do środka, gdzie Rachel przyjęła kawę i zaczęła uzupełniać poważne luki w moim zrozumieniu.
„Robert skontaktował się ze mną przez stary adres e-mail, który przechowywaliśmy na wypadek nagłych wypadków” – wyjaśniła, ogrzewając dłonie na kubku. „Wiedział, że będą monitorować jego zwykłą komunikację, ale ten adres był sprzed naszego ślubu. Nie ma związku z jego obecną tożsamością”.
„Powiedział ci wszystko?” – zapytałem, wciąż rozważając implikacje.
Skinęła głową.
„O praniu brudnych pieniędzy, handlu bronią, o wszystkim. Powiedział, że nie mógł cię ostrzec bezpośrednio, bo obserwowali go zbyt uważnie. Ale wiedział, że ochronisz Bettany, jeśli da jej odpowiednie instrukcje”.
Błysk czegoś,
żal,
wstyd,
przemknęła jej przez twarz.
„Ufał ci całkowicie. Helena powiedziała, że jesteś najsilniejszą osobą, jaką znał”.
Betany przywiązała się do strony matki i wyraźnie nie chciała zerwać kontaktu fizycznego po ich długiej rozłące.
Wysłalam ją, żeby się umyła i przebrała, ponieważ potrzebowałam chwili, żeby porozmawiać z Rachel w cztery oczy.
„Gdzie on teraz jest?” – zapytałem, gdy Bettany była już poza zasięgiem słuchu. „Czy jest bezpieczny?”
Rachel spojrzała w stronę korytarza, po czym zniżyła głos.
„Nigdy nie pojechał do Londynu. Bilet był dywersją. Był w Kanadzie i współpracował z międzynarodowymi władzami, aby śledzić konta zagraniczne”.
Zawahała się, ale kontynuowała.
„Powodem, dla którego mnie tu wysłał, jest to, że wszyscy musimy się ruszyć, jeszcze dziś wieczorem”.
Spokój, który pielęgnowałem przez ostatnie dni, rozpadł się w jednej chwili.
„Dlaczego? Co się stało?”
„Śledztwo ujawnia powiązania wykraczające poza to, czego nawet Robert się spodziewał. Urzędnicy państwowi, agencje wywiadowcze, interesy zagraniczne – wszyscy są skompromitowani. Kilku bardzo wpływowych ludzi grozi więzienie lub coś gorszego, a oni powiązali przeciek z Robertem”.
Jej oczy spotkały się z moimi.
Strach był widoczny, mimo opanowanego tonu.
„Zidentyfikowali jego rodzinę jako osobę wpływową. Doszło do incydentu w moim mieszkaniu w Kalifornii. Mężczyźni włamali się i splądrowali mieszkanie”.
„Kontakt Roberta w FBI twierdzi, że zawężają zakres poszukiwań, skupiając się na nieruchomościach powiązanych z rodziną”.
Poczułem zimny dreszcz w żołądku.


Yo Make również polubił
Macocha zniszczyła suknię ślubną mojej zmarłej mamy – tę, którą trzymałam na swój wielki dzień. Kilka miesięcy później poprosiła mnie o pożyczenie domku na plaży na rocznicę ślubu. Uśmiechnęłam się i zgodziłam… celowo zapominając wspomnieć o zatorze w kanalizacji, który odkryłam tydzień wcześniej. Jej „idealne” przyjęcie zamieniło się w katastrofę – dosłownie.
Jak pozbyć się tłuszczu i zapachów kuchennych z szafek kuchennych
„Już się wszystkim podzieliliśmy” – oznajmiła moja ciotka. „Nie zaproszono cię bez powodu”. Prawnik poprawił okulary i powiedział spokojnie: „To dziwne – tylko jej nazwisko figuruje w testamencie”. W pokoju zapadła absolutna cisza.
Zostawiłam moją pięcioletnią córkę u teściowej na jedną noc. Następnego ranka córka wyszeptała do mnie: „Mamo, babcia mówiła, żebym ci nigdy nie mówiła, co widziałam”. Zapytałam: „Kochanie, co widziałaś?”. Jej odpowiedź sprawiła, że natychmiast zadzwoniłam na policję.