Mój ojciec powiedział: „Nie ma tu dla ciebie miejsca”, a cała rodzina go poparła, więc wyszedłem z pustymi rękami, tylko z kluczami i poczuciem własnej wartości. Nie błagałem. Kiedy wzeszło słońce, cicha umowa, którą wynegocjowałem, została sfinalizowana: dom za 95 milionów dolarów na prywatnej wyspie. A kiedy w końcu zorientowali się, gdzie jestem, cisza w tym domu należała do mnie. – Page 4 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Mój ojciec powiedział: „Nie ma tu dla ciebie miejsca”, a cała rodzina go poparła, więc wyszedłem z pustymi rękami, tylko z kluczami i poczuciem własnej wartości. Nie błagałem. Kiedy wzeszło słońce, cicha umowa, którą wynegocjowałem, została sfinalizowana: dom za 95 milionów dolarów na prywatnej wyspie. A kiedy w końcu zorientowali się, gdzie jestem, cisza w tym domu należała do mnie.

„Dlaczego miałby to wszystko robić sam?” – zapytałem.

Jonas odpowiedział cicho: „Bo nikomu innemu nie można ufać”.

Światła nad nami znów zamigotały.

Harper zmarszczył brwi, patrząc na konsolę. „Drony wciąż wokół nas krążą – i są teraz głośniejsze”.

Jonas zacisnął szczękę.

„Gregory nie zamierza już dłużej czekać”.

Wyprostowałam się, czując jak ciężar słów mojej matki pali mnie w środku.

„Wtedy go wyprzedzimy” – powiedziałem. „Jaki będzie nasz następny krok?”

Harper wymieniła spojrzenia z Jonasem, po czym sięgnęła do kieszeni płaszcza i wyjęła małą kartę danych.

„To” – powiedziała – „brakujący element zeznań Williama”.

Moje serce biło szybciej.

„Zaszyfrowany plik?”

„Tak. Podzielił go na dwie połowy. Tę dał mi, a drugą zostawił dla ciebie.”

Jonas znieruchomiał.

„To oznacza, że ​​kiedy je połączymy, będziemy mieli pełne konto. A kiedy je otworzymy” – dodał Harper – „prawda będzie niezaprzeczalna”.

Wpatrywałem się w mały chip, który trzymała w dłoni.

„Ta prawda” – szepnąłem – „to ona go zabiła, prawda?”

Harper spuściła wzrok. „Tak. I to właśnie o mało nie zabiło twojej matki”.

Poczułem, jak rozpala się we mnie gniew — cichy, kontrolowany, ostrzejszy niż żal.

„Nie pozwolimy mu wygrać po raz kolejny”.

Harper skinął głową.

„W takim razie musisz zrozumieć, co zawiera zeznanie. William odnotował nie tylko oszustwo, ale także usiłowania zabójstwa z nim związane.”

Poczułem, jak ziemia się przechyla.

„Próby zabójstwa”.

„Wielu” – powiedział Harper. „Świadkowie, którzy zaginęli. Księgowi, którzy utonęli w rzekomych wypadkach na łodzi. Pracownik organizacji charytatywnej, który spadł z balkonu – wszystkie te przypadki uznano za wypadki. Ale William zbadał każdy z nich”.

Poczułem mrowienie na skórze.

„I powiązał ich wszystkich z Grzegorzem”.

Harper zawahała się. „Nie wszystkie. Ale wystarczająco dużo, żeby ujawnić pewien schemat”.

Zapadłem się w krzesło, chłonąc jego ogrom.

Mój ojciec nie był po prostu okrutny i kontrolujący.

Był niebezpieczny – człowiek, który niszczył ludzkie życia, by chronić swoje imperium.

A mnie — jego córkę — powierzył teraz William zadanie ujawnienia prawdy.

„Clara” – powiedział Jonas łagodnie. „Trzęsiesz się”.

Spojrzałem w dół.

Moje ręce zaczęły mocno drżeć, choć tego nie zauważyłem.

„Wszystko w porządku” – wyszeptałam, chociaż „wszystko w porządku” było ostatnią rzeczą, jaką czułam.

Jonas zdjął koc z oparcia pobliskiego krzesła i narzucił mi go na ramiona. Ten gest złamał coś we mnie, coś, co było we mnie uśpione od dzieciństwa.

„Dziękuję” – mruknąłem.

Skinął lekko głową.

Harper odchrząknęła.

„Musimy się przygotować na coś jeszcze”.

Spojrzałem w górę.

„Gregory tego nie odpuści” – powiedziała. „Nie teraz, kiedy jesteśmy już blisko. On będzie eskalował”.

„Już to zrobił” – dodał Jonas. „Wysłał za mną ludzi, kiedy ostatnio próbowałem skontaktować się z Williamem”.

Dreszcz przebiegł mi po plecach.

“Co się stało?”

„Nie znaleźli mnie” – powiedział po prostu Jonas.

Harper skrzyżowała ramiona. „Będzie się bardziej starał z tobą”.

Zmusiłem się do oddychania.

„W takim razie ruszamy szybciej. Jaki będzie nasz następny krok?”

Harper wskazał na drugie skrzydło.

„Musisz uzyskać dostęp do pozostałych skarbców. William zostawił dodatkowe zapisy świadków, które mogą zawierać klucz uwierzytelniający potrzebny do otwarcia jego zeznań”.

Jonas skinął głową. „Skarbiec oznaczony jako Skrzydło C, Pokój 19. Jeszcze go nie otworzyliśmy”.

„Myślałem, że tylko William ma dostęp” – powiedziałem.

„Nie do końca” – odpowiedział Jonas. „Ustawił go tak, żeby odblokował się dla swojego wyznaczonego następcy”.

“Ja?”

„Tak” – powiedział. „Ale może ci się nie spodobać to, co jest w środku”.

„Nic, czego się do tej pory dowiedziałem, mi się nie spodobało” – powiedziałem, wstając. „Ale wciąż potrzebuję prawdy”.

Harper podeszła bliżej, a jej wzrok pozostał niewzruszony.

„Więc przygotuj się. Bo im głębiej kopiemy, tym mroczniejsze stają się sekrety twojego ojca”.

Nagle z głośników zamku rozległ się dźwięk syreny.

Jonas instynktownie obrócił się w stronę panelu.

„To nie pogoda” – powiedział napiętym głosem. „Ktoś bada zewnętrzne pole bezpieczeństwa”.

Mój puls przyspieszył.

„Gregory” – powiedziałem.

„Możliwe” – powiedział Harper – „albo ktoś dla niego pracujący”.

Skręciłem w stronę korytarza prowadzącego do Skrzydła C, czując palącą potrzebę przezwyciężenia strachu.

„Może krążyć po tej wyspie, ile chce” – powiedziałem. „Ale nie dotrze tu przede mną”.

Jonas chwycił latarnię.

Harper zabezpieczyła swoje pliki.

Wiatr na zewnątrz wył, jakby morze szalało, uderzając o klify, ale ten dźwięk tylko mnie dodawał sił. Szybko przemierzaliśmy korytarze, światło przed nami migotało ostrymi, nierównymi błyskami, w miarę jak burza nabierała siły.

Gdy dotarliśmy do zamkniętych drzwi Skrzydła C, skaner biometryczny słabo świecił.

Jonas stanął obok mnie.

“Gotowy?”

Wydech.

“Tak.”

Przycisnąłem rękę do skanera.

Cichy sygnał dźwiękowy.

Następnie-

DOSTĘP PRZYZNANY.
DRZWI ODBLOKOWANE.

Drzwi się otworzyły, zimne powietrze powoli przeleciało obok nas niczym oddech czegoś dawno pogrzebanego.

W pomieszczeniu panował półmrok, ale nic się nie zmieniło. Ściany były zastawione półkami, a pod zakurzonym świetlikiem stał pojedynczy stół. Na środku stołu leżało rzeźbione drewniane pudełko ze znajomym symbolem wplecionym w wieko.

W L.

Ścisnęło mnie w gardle.

Harper szepnęła: „Clara… to należało do twojej matki”.

Podszedłem do niego, stawiając każdy krok pewnie, mimo burzy dudniącej mi w piersi. Kiedy dotarłem do stołu, położyłem obie dłonie na pokrywie.

Jonas i Harper stali za mną w milczeniu.

Na zewnątrz wiatr wył.

Prawda czekała w środku.

Otworzyłem pudełko.

Drewniane pudełko otworzyło się z cichym, niechętnym westchnieniem, jakby wstrzymywało oddech od lat. Powoli uniosłam wieko, trochę bojąc się, że coś kruchego w środku może się rozpaść pod moim dotykiem.

Zawartość jednak zachowała się w idealnym stanie: dokumenty zawinięte w ochronne koszulki, srebrny klucz, inny niż ten, który dał mi William, i mała, oprawiona w skórę książeczka z wytłoczonymi dwoma inicjałami.

L H.

Inicjały mojej matki.

Fala emocji uderzyła mnie tak nagle, że niemal ugięły się pode mną kolana, ale Harper podtrzymała mnie delikatnym dotknięciem łokcia.

„Możesz spojrzeć” – wyszeptała.

Usiadłem przy stole i otworzyłem książkę.

Na pierwszej stronie widniała data sprzed ponad dwóch dekad i jedno zdanie napisane delikatnym, pochyłym pismem:

Jeśli coś mi się stanie, prawda musi gdzieś być.

Gardło mi się ścisnęło, gdy przeglądałam wpisy — krótkie, niekompletne, pisane na szybko fragmenty opowieści o kobiecie próbującej uciec przed zalewającą ją burzą.

Niektórzy mówili o liczbach — rozbieżnych rachunkach, mężczyznach odwiedzających Gregory’ego późną nocą.

Inni mówili o strachu. Cichym, duszącym strachu.

Ale ostatni wpis całkowicie mnie zmroził.

On wie. Przyjdzie po mnie. William próbuje pomóc, ale ja nie mogę zostać. Jeśli Clara kiedykolwiek to znajdzie, powiedz jej, że nigdy nie przestałem walczyć.

Mój wzrok stał się niewyraźny.

Harper sięgnęła po książkę, ale trzymałam ją przy piersi jak uderzenie serca, którego nie byłam gotowa puścić.

W skarbcu rozległ się cichy sygnał alarmowy — taki, którego wcześniej nie słyszałem.

Jonas gwałtownie się odwrócił.

„To jest z zewnętrznego obwodu.”

Podbiegł do panelu zamontowanego przy drzwiach skarbca i przeskanował monitory. Zacisnął szczękę.

„Na południowym klifie widać ruch” – powiedział. „Ktoś wylądował”.

Puls walił mi w żebra.

„Ludzie Gregory’ego.”

„To prawdopodobne” – powiedział ponuro Jonas. „Szukają punktu wejścia”.

Harper wyprostowała się, jej wzrok był przenikliwy.

„Idziemy teraz na górę. To pudełko” – wskazała na listy mojej matki – „to dźwignia, a to znaczy, że jest też celem”.

Zamknęłam książkę i schowałam ją pod płaszczem. Skóra uciskała moje serce niczym przysięga, której jeszcze nie wypowiedziałam.

Pospiesznie wyszliśmy ze skarbca, a drzwi zamknęły się za nami z metalicznym sykiem. Korytarze zrobiły się chłodniejsze, ściany wibrowały lekko od odległego, rytmicznego stukotu wirników helikopterów.

Gdy dotarliśmy do głównego korytarza, centralny ekran zamku samoczynnie ożył.

Jonas zmarszczył brwi. „To niemożliwe”.

Ekran rozjaśnił się.

Pojawiła się twarz mojego ojca.

Gregory Hawthorne siedział przy biurku w swoim gabinecie, nieskazitelnie ubrany w ciemny garnitur, a herb Hawthorne’a lśnił za nim. Jego wyraz twarzy był spokojny, elegancki, pełen jadu.

„Moja droga Claro” – zaczął spokojnym, fałszywie czułym głosem – „słyszałem, że odizolowałaś się na działce, która do ciebie nie należy”.

Instynktownie zesztywniałem.

Harper mruknął: „Ujawnił się publicznie”.

Gregory kontynuował.

„Twoje zachowanie wzbudziło zaniepokojenie rodziny, przyjaciół i partnerów prawnych. Obawiamy się, że uległeś wpływom osób, które chcą cię wykorzystać. Apeluję do ciebie – wróć do domu. Pozwól nam ci pomóc, zanim sytuacja się pogorszy”.

Uśmiechnął się.

Nie dotarło do jego oczu.

Transmisja nagle się zakończyła, a światła na zamku zamigotały w nagłej ciszy.

„On przygotowuje grunt pod rozgrywkę” – powiedziała cicho Harper. „Maluje cię niestabilną, samotną, zmanipulowaną”.

Ścisnęło mnie w żołądku.

„Przygotowanie społeczeństwa na coś”.

„Tak” – powiedział Harper. „Więc kiedy wystąpi przeciwko tobie, nikt tego nie będzie kwestionował”.

W powietrzu rozległ się niski, brzęczący dźwięk — inny niż odgłos helikoptera, inny niż odgłos burzy.

Jonas odwrócił się.

„Dron” – powiedział. „Duży. Blisko.”

Pobiegliśmy do okna, z którego roztaczał się widok na niższe klify.

Ogromny dron zawisł tuż nad falami, a jego światła skanujące przesuwały się po skale niczym palce w poszukiwaniu pulsu.

Harper chwyciła lornetkę.

„To rekonesans. Mapują fundamenty zamku.”

„Po co?” wyszeptałem.

Jonas początkowo nie odpowiedział. Potem powoli odwrócił się w moją stronę, z bladą twarzą.

„Naruszenie.”

Oddech mi się załamał.

„Oni się włamią.”

„Spróbują” – powiedział Jonas. „Ale jeszcze nie. Czekają na rozkaz twojego ojca”.

Przenikliwy dźwięk dzwonka przeciął salę.

Jonas sprawdził konsolę.

„Otrzymaliśmy zgłoszenie”.

„Od kogo?” zapytała Harper.

Jonas wpatrywał się w ekran i gdy przemówił, w jego głosie słychać było niedowierzanie.

„Harper… to twój numer.”

Harper zamarła.

„Nie” – wyszeptała. „Do nikogo nie dzwoniłam”.

Linia połączyła się automatycznie.

Z oddali dobiegł drżący, zdyszany głos młodego mężczyzny.

“Mama-”

Harper gwałtownie wciągnęła powietrze, a jej twarz zbladła.

„Eli. Mamo—”

„Eli” – powiedziała. „Eli, oni… oni przyszli do domu. Nie wiem, kim oni są. Ja…”

Dźwięk ucichł, zastąpiony szelestem, stłumionym westchnieniem, odgłosem walki.

Potem męski głos — zimny, gładki, znajomy.

„Chciałabyś go jeszcze raz zobaczyć, Harper?”

Harper zatoczyła się do tyłu, zakrywając usta dłonią.

„Gregory” – wyszeptała. „Gregory…”

Mężczyzna po drugiej stronie linii kontynuował spokojnie:

„Sprawiłeś mi mnóstwo kłopotu. Myślę, że najwyższy czas to naprawić”.

Dłonie Harpera trzęsły się niekontrolowanie.

„Czego chcesz?”

„Wiesz, czego chcę” – powiedział Gregory. „Akta Williama. Zeznania. Przywieź je na stały ląd do północy. Sam na sam”.

Moja krew zamieniła się w lód.

„Jeśli odmówisz” – dodał Gregory – „twój syn zniknie, tak jak wszyscy inni, którzy podeszli za blisko”.

Harper zakrztusiła się szlochem.

„Eli, proszę…”

Linia się urwała.

Nastała cisza, która mnie przytłaczała.

„Nie” – wyszeptała Harper. „Nie… nie Eli. On nie zasługuje na…”

Podszedłem do niej i chwyciłem ją za ramiona.

„Odzyskamy go.”

Jej oczy napełniły się łzami.

„Clara, nie rozumiesz. Gregory nie negocjuje. On niszczy.”

Jonas wyglądał ponuro, miał zaciśniętą szczękę.

„Zabrał syna Harpera, żeby nas do tego zmusić” – powiedział.

„On się nie zatrzyma” – wyszeptała Harper. „Będzie ścigał każdego. Ciebie, Jonasa… każdego, kto zbliży się do prawdy”.

Poczułam, jak coś we mnie się porusza – jakby węzeł, który trzymał mnie razem przez lata, nagle się rozluźnił.

„Nie” – powiedziałem cicho. „Nie tym razem”.

Harper pokręciła głową.

„Clara, nie możemy z nim walczyć i jednocześnie ratować Eliego. Nie możemy obu.”

„Tak” – powiedziałem. „Możemy”.

„Jak?” wyszeptała.

Sięgnąłem pod płaszcz i wyciągnąłem z pudełka mały srebrny kluczyk. Jego powierzchnia była chłodna, pokryta wytrawionymi znakami, których nie rozpoznawałem.

„Ten klucz” – powiedziałem – „nie jest do pokoju”.

Oczy Jonasa rozszerzyły się.

„Skarbiec pomocniczy”.

„Co to jest?” zapytała Harper łamiącym się głosem.

„Zabezpieczenie, które William przygotował” – powiedział Jonas. „Zabezpieczenie awaryjne. Jeśli główne zeznania zostały naruszone, w skarbcu pomocniczym znajdują się kopie – i coś jeszcze”.

„Co jeszcze?” zapytała Harper.

Jonas spojrzał na mnie, jakby chciał sprawdzić, czy już zgadłem.

„Mam przewagę” – wyszeptałem – „na Gregory’ego”.

Harper wpatrywał się.

„Wystarczająco dużo, żeby go powstrzymać.”

„Wystarczająco” – powiedział Jonas – „żeby go złamać”.

Wiatr walił w okna. Brzęczyk zbliżał się, a jego światło przecinało burzę. Wszystko w zamku zdawało się być na krawędzi zawalenia.

Harper otarła łzy, wyprostowała się i uniosła brodę.

„Powiedz mi, co robimy.”

Zamknęłam notes mojej matki, czując, jak jej siła przenika moje kości.

Wtedy spojrzałem im w oczy.

„Idziemy do skarbca pomocniczego” – powiedziałem. „Dokończymy to, co zaczął William. Ujawnimy prawdę, którą Gregory próbował ukryć”.

Kolejny grzmot wstrząsnął podłogą.

Jonas skinął głową.

Harper uspokoiła oddech.

I razem poszliśmy w stronę ukrytego przejścia – w stronę miejsca, gdzie czekał ostatni sekret Williama.

Nadszedł moment, którego Gregory Hawthorne obawiał się przez dwadzieścia lat.

Gregory przybył bez wahania, jakby wyspa nigdy nie była przed nim zamknięta, jakby nadal wierzył, że świat ugina się pod ciężarem jego kroków.

Jonas i ja obserwowaliśmy z górnego balkonu, jak czarny helikopter przecinał gasnące światło, a wiatr ryczał na dziedzińcu ostrymi, wściekłymi podmuchami. Lądował jak groźba – powoli, rozmyślnie – zapowiadając się z pewnością człowieka, któremu nigdy nie odmówiono.

Na początku nic nie czułam.

Bez strachu.

Żadnego smutku.

Tylko napięta, tląca się przejrzystość narastała pod moimi żebrami.

Jonas dotknął mojego łokcia.

„Pamiętaj” – mruknął. „Będzie próbował dyktować ton. Nie pozwól mu”.

Skinąłem głową, chociaż puls walił mi tak mocno, że aż bolała mnie kość.

Drzwi helikoptera się otworzyły. Najpierw wyszli dwaj uzbrojeni mężczyźni, z wprawną precyzją rozglądając się po dziedzińcu.

Potem pojawił się Gregory — wysoki, nieskazitelny w grafitowym płaszczu, z włosami idealnie uczesanymi pomimo wiatru, z emblematem Hawthorne błyszczącym niczym ostrze na klapie marynarki.

Wyglądał starzej, niż pamiętałem, ale też zimniej. Bardziej bystro.

Człowiek pozbawiony kontroli.

„Klaro” – zawołał w górę, głosem gładkim i wystarczająco silnym, by przebić się przez ryk ostrzy. „Chodź. Przywitaj się z ojcem”.

Ojciec.

Słowo to nie oznaczało już tego, co myślał.

Wyszedłem z cienia balkonu i zszedłem po kamiennych schodach na dziedziniec.

Jonas poszedł za mną, ale trzymał się ode mnie z szacunkiem.

Oczy Gregory’ego zabłysły, gdy patrzył, jak się zbliżam.

„Zrobiłeś z siebie niezłe widowisko.”

„Przyszedłeś bez zaproszenia” – powiedziałem cicho. „Wygląda na to, że to ty robisz widowisko”.

Na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech – protekcjonalny, lekceważący, przepełniony pewnością siebie człowieka, który uważał, że jest właścicielem każdego pomieszczenia, do którego wszedł.

„Nie udawajmy” – powiedział. „Jesteś na krawędzi. Ta wyspa, ta farsa, którą William dla ciebie urządził – to obciążenie, którego nie rozumiesz”.

Podmuch wiatru uderzył w dziedziniec, niosąc ze sobą zapach morskiej bryzy.

Utrzymałem swoją pozycję.

„Rozumiem więcej, niż ci się wydaje” – powiedziałem.

Przechylił głowę.

„Naprawdę? Bo z mojego punktu widzenia wygląda na to, że manipulowały tobą dwie osoby, które chcą, żeby ta rodzina spłonęła”.

„Harper mówi prawdę” – powiedziałem.

„Harper Lane” – powiedział z drwiną – „wypalony dziennikarz, desperacko pragnący aktualności. A Jonas… po prostu sługa, którego William zmanipulował, żeby uwierzył w mity”.

Jonas nawet nie drgnął.

„Udajesz, że odwracasz uwagę” – powiedziałem spokojnie. „Nie przyszedłeś tu, żeby ich obrażać. Przyszedłeś tu po zeznania”.

Jego uśmiech zniknął.

Ach.

Oto była prawda ukryta pod fasadą.

„Nie wiesz, o czym mówisz” – powiedział.

„Tak” – wyszeptałem. „Tak.”

Podszedł bliżej i zniżył głos do poziomu niewiele wyższego od warczenia.

„W takim razie pozwól mi wyrazić się jasno. Jeśli oddasz akta, możemy zakończyć to pokojowo. Koniec ze skandalami. Koniec batalii sądowych. Wróć do domu, a my razem odbudujemy rodzinę”.

Prawie się roześmiałem.

Przywrócić co?

Iluzja?

Nie mrugnął.

„Jesteś moją córką, Claro.”

„Nie jesteś moim ojcem” – powiedziałem. „Zmarnowałeś to tej nocy, kiedy kazałeś mi się wynosić – i długo wcześniej, kiedy ukradłeś mi matkę”.

Jego szczęka się zacisnęła — ledwo widoczna, ale wystarczająca.

„Nic o niej nie wiesz” – powiedział. „Leora była niestabilna. Bezbronna. Wyobrażała sobie spiski. Kłamała. William jej uwierzył. Powiedziałem, że William jest głupcem. Zginął za to, co wiedział”.

W oczach Gregory’ego zabłysło coś nieomylnego.

Strach.

Było krótkie, kontrolowane, ale prawdziwe.

„Nie masz żadnych dowodów” – powiedział.

Zrobiłem krok naprzód i dzieliło nas zaledwie kilka stóp.

„Mam wszystko” – powiedziałem. „Notatki Williama. Zapiski mojej matki. I jego głos – zeznania, w których cię wymieniono”.

Jego oddech ucichł. Dziedziniec zdawał się zamarzać wraz z nim.

„Blefujesz” – powiedział.

„Nie” – wyszeptałam. „W końcu mówię prawdę”.

Spojrzał ponad moimi plecami w stronę helikoptera, w stronę zamku, w stronę skrzydeł, gdzie sekrety, które pochował, zaczynały się odradzać. Pewność siebie, która niosła go na wyspę, zaczęła pękać.

Ostro skinął na swego ochroniarza, który wyszedł naprzód, niosąc srebrną teczkę.

„Otwórz” – rozkazał Gregory.

Strażnik postawił walizkę na kamiennej ławie i otworzył ją. Wewnątrz znajdowała się teczka grubsza niż cokolwiek, co kiedykolwiek widziałem, z moim imieniem wypisanym na górze.

Nie ruszyłem się.

Gregory stuknął w teczkę.

„Wszystko, co tu jest, jest gotowe do złożenia. Transakcje bankowe. Skradzione hasła. Oświadczenia o niestabilności psychicznej. Zeznania świadków, którzy opisują cię jako osobę niestabilną, paranoiczną i chorą.”

Ostatnie słowo wypowiedział łagodnie, jakby chciał pocieszyć.

Aż mi ciarki przeszły.

„Ty to wszystko sfałszowałeś” – wyszeptałem.

„Nie” – powiedział. „Stworzyłem to. Dla twojego dobra”.

„O mój Boże” – powtórzyłem.

„Tak” – powiedział Gregory, podchodząc na tyle blisko, że jego oddech musnął mój policzek. „Bo jeśli będziesz dalej tak postępować – jeśli nas zawstydzisz, jeśli mnie wyzwiesz – twoje życie skończy się w sądzie. Albo i gorzej”.

Wpatrywałam się w niego, studiując mężczyznę, którego kiedyś tak bardzo starałam się kochać.

„Wiesz, co sobie uświadomiłem?” – powiedziałem cicho. „Nigdy nie chodziło o ochronę mnie, rodziny ani dziedzictwa”.

Przechylił głowę i czekał.

„Chodziło o kontrolę” – powiedziałem. „Twoja. Zawsze twoja”.

Po raz pierwszy stracił opanowanie.

„Ty dziecko” – syknął. „Nie masz pojęcia, co dla ciebie zrobiłem”.

„Ukradł mi matkę. Skłamał o jej śmierci. Skłamał o Williamie. Skłamał o wszystkim”.

Cofnął się, z twarzą pełną wściekłości, i dał znak swoim ludziom.

„Skończyliśmy. Zabierzcie akta i zabierzcie ją do helikoptera”.

Jonas natychmiast ruszył naprzód i stanął między nami.

„Nie dotkniesz jej.”

Gregory skrzywił się.

„Zapominasz o swoim miejscu, Hail.”

„Nie” – powiedział Jonas. „Po raz pierwszy to pamiętam”.

Gregory rzucił się—

Ale byłem szybszy.

Sięgnąłem do kieszeni płaszcza i wyciągnąłem małe urządzenie audio, które wcześniej dał mi Jonas.

Nacisnąłem „play”.

Głos Williama wypełnił dziedziniec — upiorny, stały, niezaprzeczalny.

„Jeśli to słyszysz, Claro, to znaczy, że Gregory spełnił swoje groźby. Okradł tych, którzy mu ufali. Uciszył tych, którzy próbowali go zdemaskować. A jeśli cię skrzywdzi, niech ten zapis będzie prawdą, której nie może zniszczyć”.

Grzegorz zamarł.

Strażnicy zamarli.

Nawet wiatr zdawał się ustać na tyle długo, aby można było usłyszeć głos zmarłych.

Spojrzałem Gregory’emu w oczy, gdy William kontynuował.

„Mojemu bratu nie można powierzyć władzy. Nie można mu powierzyć nazwiska Hawthorne. I nie można mu powierzyć mojej siostrzenicy, która jest silniejsza, niż kiedykolwiek pozwalał sobie wierzyć”.

Zapadła cisza — ciężka, druzgocąca, całkowita.

Twarz Gregory’ego rozwarła się, a na jej twarzy malowało się coś pomiędzy wściekłością a przerażeniem.

„Ty…” – wyjąkał. – „Nie masz reszty.”

„Nie potrzebuję reszty” – powiedziałem. „Chciałem tylko, żebyś usłyszał jego głos”.

Cofnął się, jakby został uderzony.

Podniosłem brodę.

„Opuść wyspę.”

Pokręcił głową. „Nie. Nie zrobię tego.”

„W takim razie patrz uważnie” – powiedziałem – „bo tym razem to ja wydaję rozkazy”.

Jonas nacisnął przycisk na panelu sterowania przy bramie na dziedziniec.

Drzwi zamku zatrzasnęły się z hukiem.

Zewnętrzne reflektory rozbłysły oślepiającym białym światłem, a na klifach zawyła syrena, sygnalizując wszystkie systemy obronne na wyspie.

Gregory wzdrygnął się, jego pewność siebie legła w gruzach.

Podszedłem do niego, w końcu spokojny.

„Boisz się” – wyszeptałam. „Nie mnie. Prawdy. Tego, co zostawił William. Tego, co wiedziała moja matka”.

Głos Gregory’ego się załamał.

„Myślisz, że wygrałeś?”

„Nie” – powiedziałem. „Zwycięstwo przyjdzie później. To dopiero początek”.

Wykonał ostatni, desperacki ruch w stronę teczki, jakby jej odzyskanie mogło coś uratować.

Jonas złapał go za ramię – nie gwałtownie, ale z taką pewnością, że Gregory’emu zrobiło się słabo.

„Twój czas się skończył” – powiedział Jonas.

Spojrzenie Gregory’ego przeskakiwało między nami, kalkulując, rozplątując, niszcząc się w czasie rzeczywistym.

Następnie szarpnął ręką i ruszył w stronę helikoptera, dając strażnikom sygnał, żeby się wycofali.

Podążali za nim w pełnym napięcia milczeniu, rozumiejąc zmianę władzy na długo zanim on sam ją zaakceptował.

Chwilę później helikopter wzbił się w burzliwe niebo, pochłonięty przez ciemność i wiatr.

Jonas zamknął za nami bramę dziedzińca.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Rolada z sernika dyniowego

Instrukcje Do ciasta: Rozgrzej piekarnik: Rozgrzej piekarnik do 350°F (175°C). Wyłóż blachę do pieczenia rolady o wymiarach 15” x 10” ...

CIASTO SEROWE CHUCK-BAM w wyjątkowym wydaniu, gotowe do pieczenia w 5 minut.

WYKONANIE: Zaczynamy od ubicia jajek w misce, następnie dodajemy mleko NOUNOU. Do pustego opakowania po NOUNOU wsypujemy 100 g wody ...

Leave a Comment