Nasze oczy spotkały się nad stołem i w tym momencie poczułam się dostrzeżona w sposób, jakiego nie doświadczyłam od lat, może nawet w czasie mojego małżeństwa. Ten nieznajomy, ten miliarder walczący o życie, ujął moją sytuację w najczystszej postaci w sposób, który mnie jednocześnie rozbrajał i niepokoił.
„Myślę, że tak” – zgodziłam się cicho, choć w mgnieniu oka zamieniłabym metaforyczną głębię na czesne za studia mojej córki.
Wtedy zaśmiał się szczerze, co zdawało się zaskoczyć nawet jego samego, po czym na jego twarzy pojawił się lekki grymas. Pielęgniarka natychmiast zrobiła krok naprzód, ale on ją powstrzymał.
„Myślę, że będziemy się dobrze dogadywać, pani Bennett” – powiedział, uspokajając się – „i podejrzewam, że nasz układ może przynieść nam obojgu korzyści, których żadne z nas jeszcze nie rozumie”.
Pierwsza donacja odbyła się następnego ranka w nowocześnie wyposażonym pomieszczeniu, które bardziej przypominało spa niż placówkę medyczną. Rozsiadłem się na podgrzewanym skórzanym fotelu, podczas gdy zespół dr. Webera przygotowywał sprzęt z precyzją i choreografią. Proces był podobny do standardowego oddawania krwi, ale wymagał znacznie większej ilości sprzętu monitorującego i stałej opieki dwóch pielęgniarek.
„Dziś przyjmiemy jedną jednostkę” – wyjaśnił dr Weber, sprawdzając cewnik w moim ramieniu. „Pani komfort i bezpieczeństwo są dla nas priorytetem, pani Bennett. W razie jakichkolwiek dolegliwości prosimy o natychmiastowe powiadomienie”.
Skinęłam głową, patrząc, jak moja ciemnoczerwona krew spływa przez rurkę do specjalnego worka. Intensywnie szkarłatna ciecz, która wczoraj była dla mnie bezwartościowa, teraz była traktowana jak płynne złoto.
„Co sprawia, że moja krew jest tak wyjątkowa?” – zapytałem, szczerze zaciekawiony. „Rozumiem, że to rzadkość, ale czym dokładnie się różni?”
Doktor Weber poprawił okulary, najwyraźniej zadowolony z mojego zainteresowania. Większość ludzi ma antygeny Reesusa, markery białkowe, na czerwonych krwinkach. Pan ich nie ma. Pana krew nie zawiera wszystkich 61 możliwych antygenów Reesusa, co czyni ją zgodną z każdą grupą krwi w nagłych wypadkach. Co ważniejsze, w przypadku pana Richtera, Pana krew nie wywoła silnej odpowiedzi immunologicznej, która wystąpiłaby po standardowych transfuzjach. I nikt w jego rodzinie nie jest zgodny. Grupa krwi nie jest dziedziczona tak po prostu jak kolor oczu, wyjaśnił. Brak czynnika Rh jest spowodowany specyficzną mutacją genetyczną. Prawdopodobieństwo wystąpienia jej w jego rodzinie było znikome.
Donacja trwała niecałe 15 minut, ale dr Weber nalegał, abym pozostał na obserwacji przez kolejne 2 godziny. Szef kuchni dostarczył wykwintny posiłek bogaty w żelazo i białko, a także świeżo wyciskane soki i suplementy mineralne. Poziom opieki był niezwykły, co stanowiło jaskrawy kontrast z podejściem przypominającym taśmę produkcyjną, którego spodziewałem się w Chicago Donation Center.
Kiedy wróciłem do apartamentu, na stoliku kawowym zastałem małe pudełko z prezentem, do którego dołączony był odręczny liścik od Alexandra Richtera, wyraz wdzięczności za dzisiejszy wkład. Pierwszy z wielu, mam nadzieję, na literę R. W środku znajdowała się delikatna platynowa bransoletka z pojedynczym rubinowym charmsem, prosta, ale elegancka i niewątpliwie droga. Odłożyłem ją na bok, niepewny, czy wypada przyjąć taki prezent, i zadzwoniłem do Mii.
„Mamo” – odpowiedziała natychmiast. „Właśnie do ciebie dzwoniłam. Wszystko w porządku? Pobrali ci już krew?”
„Właśnie skończyłam” – zapewniłam ją. „Zabieg był prosty. Znacznie przyjemniejszy, niż sobie wyobrażałam w centrum donacji”.
Opisałem klinikę i troskliwą opiekę, jaką otrzymywałem.
„To dobrze” – powiedziała, ale wyczułam wahanie w jej głosie. „Co się stało, kochanie?”
„Tata pojawił się u cioci Clare, szukając cię”. Jej ton stał się bardziej surowy. „Kiedy Clare powiedziała mu, że jesteś w Szwajcarii, zaczął zadawać mnóstwo pytań o to, dlaczego i z kim jesteś. Wydawał się, nie wiem, wyrachowany”.
Westchnęłam, bez zaskoczenia. „Napisał do mnie wczoraj. Wspominał, że chce porozmawiać, jak wrócę?”
„Tak. Powiedział Clare, że przemyślał sprawę i zdał sobie sprawę, że działał pochopnie. Możesz w to uwierzyć?”
Niestety, mogę.
„Czy coś na temat mojego stanu krwi pojawiło się w wiadomościach?” – zapytałem.
„Nic konkretnego, ale był krótki artykuł o tym, jak Richter Banking Group przygotowywał się do poważnego zabiegu medycznego, w który zaangażowany był ich prezes. Wspominał o sprowadzeniu z Ameryki kluczowego sprzętu medycznego. Może połączył fakty”.
Gavin zawsze był bystry, jeśli chodzi o pieniądze. Gdyby dostrzegł choćby cień mojego potencjalnego zysku, pojawiłby się jak rekin. Ironiczna metafora, biorąc pod uwagę okoliczności.
„Mamo” – kontynuowała Mia, ściszając głos – „nie… nie rozważałabyś powrotu do niego, prawda?”
„Absolutnie nie” – powiedziałam stanowczo. „25 lat małżeństwa skończyło się w chwili, gdy odszedł. Żadne pieniądze tego nie zmienią”.
Po rozłączeniu się, spędziłem popołudnie odpoczywając zgodnie z instrukcją, przeglądając szwajcarskie magazyny, tak naprawdę ich nie dostrzegając. Myślami wciąż wracałem do obserwacji Alexandra Richtora. Jak straciłem wszystko, co zewnętrzne, a mimo to wciąż nosiłem w sobie coś niezwykle cennego. Metafora nie umknęła mojej uwadze, ale nie mogłem się powstrzymać od pytania: czy moja wartość została zredukowana do tego biologicznego dziwactwa? Czy znów byłem jedynie zasobem, tym razem dla krwi, a nie dla mojej wiedzy z zakresu planowania imprez?
Pukanie przerwało moje rozmyślania. Andrea Rodriguez, pielęgniarka z Chicago, stanęła w moich drzwiach, a jej znajoma twarz była zaskakująco kojąca w tym obcym otoczeniu.
„Andrea, co ty tu robisz?” – krzyknąłem.
Uśmiechnęła się szeroko. „Dr Steuart załatwił mi dołączenie do zespołu medycznego. Ponieważ jako pierwsza zidentyfikowałam u pani brak czynnika Rh, uznali, że mogę być pomocna w procesie donacji”.
Rozejrzała się po apartamencie, wyraźnie pod wrażeniem. „Duży krok naprzód w porównaniu z naszą kliniką, prawda?”
Usiedliśmy w kąciku wypoczynkowym, a obecność Andrei nieco złagodziła moją izolację. Wyjaśniła, że specjalizowała się w rzadkich chorobach krwi podczas szkolenia, zanim konieczność finansowa zmusiła ją do przejścia na stały dochód z centrum donacji.
„Jak się trzymasz?” zapytała.
„To dużo do przetworzenia w ciągu 24 godzin. To surrealistyczne” – przyznałem. „Wczoraj desperacko potrzebowałem 40 dolarów, a dziś miliarder dał mi rubinową bransoletkę za jedną jednostkę krwi”.
Oczy Andrei rozszerzyły się. „Dał ci biżuterię?”
Pokazałem jej bransoletkę, wciąż w pudełku. „Czy to niestosowne? Jeszcze nie zdecydowałem, czy ją przyjąć”.
„To nietypowe” – powiedziała ostrożnie. „W normalnej praktyce medycznej obowiązują ścisłe wytyczne etyczne dotyczące prezentów między pacjentami a darczyńcami, ale w tej sytuacji nic nie jest normalne”.
Przerwał nam Tim Blackwood, który pojawił się z aktualizacją harmonogramu. Moje wyniki badań krwi wykazały doskonały powrót do zdrowia i chcieli przeprowadzić drugą donację następnego ranka. Operację wstępnie zaplanowano na 3 dni później.
„Pan Richter również poprosił o kolejne spotkanie z panem jutro wieczorem” – dodał Blackwood. „Uznał pańską rozmowę za stymulującą i wierzy, że obniżenie poziomu stresu wpłynie korzystnie na jego stan przedoperacyjny”.
„Czy to ma sens z medycznego punktu widzenia, czy też wykorzystuje swoją chorobę, żeby osiągnąć to, czego chce?” – zapytałem wprost.
Wyraz twarzy Blackwooda pozostał profesjonalny, ale dostrzegłam błysk rozbawienia w jego oczach. „Z mojego doświadczenia, pani Bennett, w przypadku pana Richtera te dwie rzeczy rzadko się wykluczają”.
Po jego wyjściu Andrea spojrzała na mnie zaniepokojona. „Tylko uważaj na granice, Harper. Dynamika władzy jest tu już wystarczająco skomplikowana”.
Miała rację. Oczywiście, byłem jednocześnie bezcenny i wrażliwy. Dosłownie siła napędowa mężczyzny przyzwyczajonego do posiadania ogromnej władzy, a jednocześnie uzależnionego od jego finansowego ratunku. Musiałem ostrożnie poruszać się w tej dziwnej relacji.
Tego wieczoru dostałam kolejną wiadomość od Gavina: dzwonił do Clare i cię szukał. Czemu mi nie powiedziałaś o Szwajcarii? Jaki zabieg medyczny wymaga podróży zagranicznej? Powinniśmy to omówić razem, jako rodzina. Wpatrywałam się w wiadomość, a gniew kipiał z jakiegoś głębokiego rezerwuaru, który, jak myślałam, wysechł już wiele miesięcy temu. Jak rodzina, powiedziałam na głos do pustego pokoju. Ta zuchwałość zapierała dech w piersiach. Mężczyzna, który opróżnił nasze konta i zamieszkał z inną kobietą, gdy wciąż byłam w szoku po stracie firmy, teraz chciał powołać się na więzi rodzinne.
Napisałam odpowiedź, kilka razy usuwając i przepisując, zanim zdecydowałam się na: Nie jesteśmy już rodziną, Gavin. Dałeś mi to jasno do zrozumienia, kiedy odchodziłeś. Moje decyzje medyczne nie są już twoją sprawą.
Jego odpowiedź nadeszła natychmiast: Nie spiesz się, Harper. Ludzie popełniają błędy. Ostatnio dużo o nas myślałem.
Założę się, że tak – mruknęłam, odkładając telefon bez odpowiedzi. Podeszłam do okna, obserwując światła migoczące wzdłuż brzegu Jeziora Genewskiego. Jutro pobiorą mi więcej krwi, tej substancji, która nagle przemieniła mnie z bezwartościowej w bezcenną w oczach świata. Ale jej wartość zawsze tam była, nierozpoznana, płynęła w moich żyłach każdego dnia mojego życia. Uświadomienie sobie tego przyniosło nieoczekiwane poczucie spokoju. Cokolwiek stało się z Alexandrem Richtorem, cokolwiek Gavin knuł, cokolwiek niosła przyszłość, nosiłam w sobie swoją prawdziwą wartość i zawsze ją nosiłam.
Trzeciego dnia personel kliniki przyzwyczaił się do mojej obecności. Pielęgniarki witały mnie po imieniu. Szef kuchni przygotowywał posiłki po donacji krwi zgodnie z moimi preferencjami, a nawet Tim Blackwood nieco złagodził swój formalny ton. Oddałem dwie jednostki krwi, a trzecią zaplanowano na jutro, a dzięki troskliwej opiece, jaką mi zapewniono, moje ciało dobrze się trzymało. Nie spodziewałem się jednak, że Alexander Richtor będzie nadal interesował się moją firmą. Po naszej pierwszej kolacji poprosił o kolejne spotkanie, a potem o kolejne. Każda rozmowa odsłaniała kolejne płaszczyzny tego złożonego człowieka, który miał tak wielką władzę w świecie finansów, a teraz był całkowicie zależny od biologicznej osobliwości nieznajomej.
„Wiesz, nie musiałeś się zgadzać” – zauważył podczas naszego trzeciego spotkania, lunchu w prywatnym ogrodzie kliniki. „Pomimo swojego wątłego wyglądu, upierał się, żeby przebywać na świeżym powietrzu, kiedy tylko było to możliwe. Mogłeś podać swoją cenę, zażądać 10 milionów, 20 milionów. Na moim miejscu bym zapłacił”.
Zastanawiałem się nad tym, popijając wodę mineralną. Może dlatego jesteś bankierem, a ja prowadzę firmę eventową. Zupełnie inne instynkty.
Jego przenikliwe spojrzenie badało mnie, choć podejrzewam, że chodziło o coś więcej. Szybko się zgodziłaś, ale ostrożnie negocjowałaś warunki. Protokoły bezpieczeństwa medycznego, ograniczenia czasowe, jasne granice. Chciałaś sprawiedliwego wynagrodzenia, a nie wykorzystywania. To świadczy o charakterze.
Wzruszyłem ramionami, czując się nieswojo z jego analizą. A może po prostu kierując się zmysłem biznesowym. Moja firma może i upadła, ale przez 20 lat nauczyłem się kilku rzeczy.
„Opowiedz mi o tym” – powiedział, zaskakując mnie. „Twoja firma. Co ją wyróżniało przed incydentem?”
Nikt nie pytał mnie o Elegance by Harper od czasu jego upadku. Ludzie albo całkowicie unikali tematu, albo mówili o nim szeptem, z politowaniem, ale pytanie Alexandra przepełniała autentyczna ciekawość. Opisywałam więc firmę, którą zbudowałam od jednoosobowej działalności w swoim mieszkaniu do zespołu liczącego 47 osób i obsługującego klientów korporacyjnych na całym Środkowym Zachodzie. Naszą wizytówką była personalizacja. Nigdy nie korzystaliśmy z szablonów. Każde wydarzenie było tworzone od podstaw w oparciu o wizję i potrzeby klienta. Duma wkradła się do mojego głosu, mimo że sama się tego nie spodziewałam. Byliśmy znani z rozwiązywania niemożliwych problemów. Burmistrz kiedyś nazwał nas Navy SEALs planowania imprez. Jeśli coś wydawało się logistycznie niemożliwe, to właśnie do nas zwracali się z taką prośbą.
„Do czasu incydentu z owocami morza” – zauważył niemiłosiernie.
„Do tego czasu” – zgodziłem się. „Jedna awaria sprzętu, jedna fatalna noc i 20 lat reputacji przepadło”.
Aleksander poruszył się na krześle, a lekkie drgnięcie zdradzało jego dyskomfort, mimo prób ukrycia go. Świat biznesu bywa pod tym względem bezlitosny. Jeden błąd niweczy tysiące sukcesów.
„To ci się przydarzyło?” – zapytałem śmiało. „Pomyłka?”
Uniósł brew, najwyraźniej nieprzyzwyczajony do tak bezpośrednich pytań. Moja przypadłość jest wrodzona, to wada wrodzona, choć poważne objawy pojawiły się dopiero niedawno.
„Miałam na myśli twoją rodzinę” – wyjaśniłam. „Zauważyłam, że nikt cię nie odwiedził. Jak na kogoś, kto przygotowuje się do operacji zagrażającej życiu, wydajesz się zadziwiająco samotny”.
Cień przemknął mu przez twarz. Moja sytuacja rodzinna jest skomplikowana. Moja była żona mieszka w Monako z trzecim mężem. Mój syn zarządza naszymi operacjami w Azji z Singapuru. Oczywiście zostali powiadomieni, ale jeszcze nie przyjechali. Będą na moim pogrzebie, jeśli będzie trzeba – powiedział z zaskakującym dystansem. – Albo na konferencji prasowej ogłaszającej mój powrót do zdrowia, jeśli tobie i dr. Weberowi się uda.
Uderzyła mnie jego nonszalancja w nawiązaniu do swojej możliwej śmierci. Nie przeszkadza ci to, że jesteś sam w takiej chwili?
Wskazał gestem prywatną klinikę. Nie jestem sama. Mam cały zespół medyczny, personel dbający o każdą moją potrzebę, a teraz Ty, mój złocistokrwisty wybawco.
„To nie to samo, co rodzina”.
„Może nie”. Przyjrzał mi się z nowym zainteresowaniem. „Ale pani sama rzadko otacza się bliskimi, pani Bennett. Pani córka nadal mieszka w Chicago, a z tego, co pani wspominała o siostrze, wasze stosunki wydają się co najmniej napięte”.
Ta obserwacja zabolała, bo była trafna. Zmieniłem temat. Czy jest coś, co chciałbyś zrobić przed operacją? Gdziekolwiek chciałbyś pojechać, póki jeszcze możesz?
Wydawał się rozbawiony tym pytaniem. Brzmisz, jakbyś oferował spełnienie ostatniej woli umierającego.
„Proponuję ci rozproszenie uwagi” – poprawiłam. „Siedzenie tutaj i odliczanie do operacji nie może dobrze wpływać na poziom stresu”.
Ku mojemu zaskoczeniu, poważnie rozważył tę sugestię. Na starówce jest mała galeria sztuki. Wystawiają kolekcję, którą bardzo chciałem zobaczyć.
„W takim razie powinniśmy iść” – powiedziałem impulsywnie. „Jeśli doktor Wabber wyrazi zgodę, oczywiście”.
Tego popołudnia, po długich negocjacjach z zespołem medycznym, udaliśmy się do galerii prywatną limuzyną Alexandra. Towarzyszyła nam pielęgniarka, dyskretnie monitorując jego funkcje życiowe za pomocą małego urządzenia, które nosił pod nieskazitelnym garniturem. Galeria była zamknięta dla zwiedzających na czas naszej wizyty, co stanowiło kolejne przypomnienie o władzy, jaką ten człowiek władał, nawet z łóżka. Na wystawie prezentowano prace współczesnych europejskich artystów, którzy zgłębiali tematykę przemijania i trwałości – temat, który wydał mi się wręcz zbyt oczywisty, biorąc pod uwagę nasze okoliczności.
Alexander powoli poruszał się po przestrzeni, od czasu do czasu zatrzymując się, by bliżej przyjrzeć się jakiemuś dziełu. Zauważyłem, że szczególnie pociągały go prace bardziej prowokacyjne, te, które podważały konwencjonalną estetykę lub prezentowały niewygodne zestawienia.
„Co widzisz na tym zdjęciu?” zapytał, zatrzymując się przed dużym płótnem, które dla mojego niewprawnego oka wyglądało jak chaotyczne plamy czerwieni na ciemnym tle.
„Szczerze mówiąc, wygląda to jak krwawa łaźnia” – powiedziałem bez zastanowienia.
Ku mojej uldze, roześmiał się. Prawdziwy dźwięk, który na chwilę odmienił jego surowe rysy. Właśnie dlatego cenię sobie pani towarzystwo, pani Bennett. Bez sztucznej analizy, bez pretensjonalności. Harper, powiedziałam nagle. Skoro mamy być dosłownie związani więzami krwi, równie dobrze możesz używać mojego imienia.
Harper, powtórzył, jakby sprawdzał brzmienie. A ja jestem Alexander, choć większość mówi do mnie Alex.
„Nie pan Richter?” – zapytałem z lekkim sarkazmem.
„Tylko ci, którzy czegoś ode mnie chcą” – odpowiedział Riley.
Kontynuowaliśmy przechadzkę po galerii, nasza rozmowa płynęła teraz bardziej naturalnie. Kiedy wróciliśmy do kliniki, uświadomiłam sobie, że spędziłam popołudnie nie myśląc o SMS-ach Gavina, mojej sytuacji finansowej, ani nawet o dziwności mojej obecnej sytuacji. Przez kilka godzin byłam po prostu znów Harper – zaangażowaną, ciekawą, obecną.
Wróciwszy do apartamentu, znalazłem trzy nieodebrane połączenia od Mii i SMS-a, który zmroził mi krew w żyłach. Tata pojawił się w moim mieszkaniu. Wie o sytuacji z RTOR. Teraz jest o tym w prasie finansowej. Jakiś artykuł o rzadkim dawcy krwi ratuje bankowego potentata. Mówi o interesach rodzinnych i prawnej wspólności majątkowej. Zadzwoń do mnie jak najszybciej.
Zadzwoniłem do niej natychmiast, ręce mi się lekko trzęsły. Co on właściwie powiedział?
„Twierdzi, że skoro byliście jeszcze prawnie małżeństwem, kiedy podpisaliście umowę z RTOR, należy mu się połowa odszkodowania z tytułu majątku wspólnego”. Głos Mii drżał z gniewu. „Skonsultował się z prawnikiem, mamo”.
Zamknęłam oczy. Krótka popołudniowa normalność rozsypała się wokół mnie. Oczywiście, Gavin znajdzie sposób, żeby wmieszać się w tę sytuację. Oczywiście, będzie próbował odebrać to, co moje.
„Czy on ci groził?” – zapytałam, czując nagłą matczyną opiekuńczość.
„Niezupełnie” – powiedziała Mia. „Próbował być czarujący. Wiesz, jak się zachowuje, kiedy czegoś chce. Ale kiedy kazałam mu odejść, powiedział, że powinnam zastanowić się nad swoją przyszłością i nad tym, jak te pieniądze mogłyby przynieść korzyści nam wszystkim jako rodzinie”.
Znajome taktyki manipulacji sprawiły, że zrobiło mi się niedobrze. Zajmę się tym, obiecałem jej. Rozwód może nie być sfinalizowany, ale mamy podpisaną umowę separacyjną, która jasno określa podział majątku. Nie może tego tknąć.
Ale nawet gdy uspokajałem Mię, wkradły się wątpliwości. Umowa separacyjna została podpisana, zanim którekolwiek z nas dowiedziało się o mojej złotej krwi i o tym, jakie odszkodowanie to przyniesie. Czy miałoby to jakieś znaczenie prawne?
Po tym, jak się rozłączyliśmy, usiadłam na skraju łóżka, nagle wyczerpana w sposób, który nie miał nic wspólnego z oddawaniem krwi. Wszechświat zdawał się uparcie przypominać mi, że każda pozytywna strona niesie ze sobą nową chmurę. Znalazłam niespodziewaną deskę ratunku, tylko po to, by Gavin wyciągnął do mnie ręce.
Ciche pukanie do drzwi przerwało moje myśli. Andrea stała tam z widocznym zaniepokojeniem na twarzy.
„Złe wieści z domu?” – zapytała. „Wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha”.
„Mój były” – wyjaśniłam ze zmęczeniem. „Plotkuje, że chce wziąć połowę pieniędzy z RTOR”.
Wyraz twarzy Andrei stwardniał. Niektórzy ludzie naprawdę pokazują swoje prawdziwe oblicze, gdy w grę wchodzą pieniądze, prawda?
Gavin pokazał swoje prawdziwe oblicze miesiące temu, odpowiedziałem. To tylko występ na bis.
Ranek w dniu operacji Alexandra wstał pogodny i rześki, a Alpy wyraźnie rysowały się na tle idealnie błękitnego nieba. Poprzedniego dnia oddałam ostatnią krew przed operacją i czułam się zaskakująco silna dzięki intensywnemu wsparciu żywieniowemu i protokołom dotyczącym odpoczynku w klinice. Z balkonu obserwowałam, jak helikopter medyczny ląduje na dachu kliniki, przywożąc, jak przypuszczałam, wyspecjalizowany zespół chirurgów, który miał przeprowadzić zabieg.
Mój telefon zawibrował, gdy dostałem SMS-a od Mii. Myślę dziś o Tobie, daj znać, jak idzie operacja pana R. Uśmiechnąłem się, widząc troskliwość mojej córki. Pomimo wszystkiego, przez co przeszła – przerwanej edukacji, wywróconego do góry nogami stabilnego życia, zdrady ojca – Mia wciąż zachowała wrodzoną empatię. Przynajmniej dobrze ją wychowałem.
Nie było już kontaktu z Gavinem, odkąd poleciłam mojej adwokatce rozwodowej wysłanie mu stanowczego listu z żądaniem zaprzestania naruszeń. Czy to go zniechęci, dopiero się okaże, ale dziś odłożyłam te obawy na bok. Dziś chodziło o Alexandra i dziwny zbieg okoliczności, który nas połączył.
Pukanie oznajmiło obecność Tima Blackwooda, ubranego bardziej formalnie niż zwykle w ciemny garnitur i krawat.
„Pani Bennett-Harper” – poprawił się, przyjmując bardziej osobisty zwrot, który zainicjował Alexander. „Pan Richter prosił o spotkanie przed operacją”.
„Czy to dozwolone?” – zapytałem zaskoczony. „Myślałem, że już go przygotowują”.
„Tak” – potwierdził Blackwood. „To nietypowe, ale on bardzo nalegał”.
Poszedłem za nim na oddział chirurgiczny, gdzie dostałem sterylne ubranie do założenia na ubranie, zanim wpuszczono mnie do sali przedoperacyjnej. Alexander leżał na noszach, do jego szczupłej sylwetki podłączone były różne monitory, a wenflon był już założony. Wyglądał jakoś na mniejszego, bardziej bezbronnego, szpitalna koszula zastąpiła jego zwykłe garnitury szyte na miarę.
„Harper” – powiedział, gdy mnie zobaczył, głosem spokojnym pomimo okoliczności. „Dziękuję, że przyszłaś”.
„Oczywiście” – odpowiedziałem, podchodząc bliżej. „Jak się czujesz?”
„Fizycznie? Mniej więcej tak, jak można by się spodziewać przed rozcięciem klatki piersiowej”. Próba żartu nie zdołała zamaskować napięcia w głosie. „Psychicznie? Dlatego prosiłem o spotkanie”.
Gestem nakazał mi podejść bliżej, ściszając głos, żeby pielęgniarka po drugiej stronie sali nie mogła go usłyszeć. Możliwe, że tego nie przeżyję.
„Lekarze wydają się bardzo pewni siebie” – zacząłem, ale przerwał mi, lekko kręcąc głową. Są znakomici, a twoja krew dała mi największą możliwą szansę, ale rzeczywistość pozostaje taka sama. Mam 62 lata i wrodzoną wadę serca. Szanse są znaczne – przerwał, patrząc mi w oczy. – Jeśli sprawy potoczą się źle, Blackwood ma instrukcje dotyczące twojego odszkodowania. I tak otrzymasz pełną kwotę.
„O to się nie martwiłem” – powiedziałem szczerze.
„Wiem. Właśnie dlatego poczułem potrzebę, żeby ci powiedzieć”. Jego dłoń lekko przesunęła się w moją stronę, na poręczy noszaka, niemal go nie dotykając. Podczas naszej krótkiej znajomości pokazałeś mi więcej autentycznej ludzkiej więzi niż większość ludzi w moim życiu. Przyszedłeś do punktu donacji, żeby pomóc córce, a nie sobie. Negocjowałeś stanowczo, ale uczciwie. Traktowałeś mnie jak człowieka, a nie jak konto bankowe. To dla mnie ważne.
Przełknęłam ślinę, niespodziewanie poruszona jego słowami. Wszystko będzie dobrze, Aleksandrze. A kiedy wyzdrowiejesz, może wykorzystasz część z tych miliardów, żeby znaleźć więcej nas, złotokrwistych jednorożców, żeby następna osoba w twojej sytuacji nie musiała się tak desperacko miotać.
Cień uśmiechu przemknął mu przez usta. Już myślał jak filantrop. Pieniądze zmieniają ludzi, Harper. Uważaj.
„Mówi miliarder-bankier” – odparłem.
„Dokładnie.” Jego wyraz twarzy znów spoważniał. „Nie zawsze byłem bogaty. Zbudowałem RTOR Banking Group z małej, regionalnej firmy w międzynarodową potęgę. Widziałem, co pieniądze robią z innymi i ze mną.”
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, wszedł dr Weber, a jego wyraz twarzy jasno dawał do zrozumienia, że nasz czas dobiegł końca. Musimy kontynuować, panie Richter.
Aleksander skinął głową. Chwileczkę. Odwrócił się do mnie. Cokolwiek się stanie, dziękuję ci za twoją złotą krew, Harper Bennett. Jest warta o wiele więcej niż 3 miliony dolarów.
„W takim razie przepłaciłeś” – powiedziałam lekko, próbując złagodzić nagły ciężar między nami.
„Podejrzewam, że na końcu okaże się, że zrobiłem naprawdę dobrą interesówkę”.
Z tym enigmatycznym stwierdzeniem skinął głową do dr. Webera, dając mi do zrozumienia, że jest gotowy. Zostałem odprowadzony z powrotem do mojego apartamentu, gdzie czekała Andrea z lekkim śniadaniem i surowymi instrukcjami, żebym odpoczywał. Operacja potrwa co najmniej 8 godzin, poinformowała mnie. Nie pozostaje mi nic innego, jak czekać.
Czekanie nigdy nie było moją mocną stroną. Jako organizatorka imprez, byłam przyzwyczajona do ciągłego ruchu, rozwiązywania problemów, podejmowania decyzji. Wymuszona bezczynność sprawiała, że czułam się niespokojna. Po zjedzeniu śniadania próbowałam czytać, potem oglądać telewizję, a potem przeglądać strony z wiadomościami na tablecie. Robiłam wszystko, żeby odwrócić uwagę od dziwnego niepokoju, który czułam przed operacją Alexandra.
„Naprawdę się o niego martwisz, prawda?” – zauważyła Andrea, przynosząc mi herbatę w środku poranka.
„Czy to dziwne?” – zapytałem. „Tydzień temu w ogóle o nim nie słyszałem. Teraz krążę jak zatroskany przyjaciel”.
„To nic dziwnego” – zasugerowała. „Dosłownie oddałeś swoją krew, żeby uratować mu życie. To tworzy więź”.
„To coś więcej” – przyznałem. „Dużo rozmawialiśmy w ostatnich dniach. Nie jest taki, jakiego się spodziewałem”.
Andrea spojrzała na mnie znacząco. Reputacja RTOR w kręgach finansowych jest dość bezwzględna. Niektórzy nazywają go „alpejskim rekinem”.
„Widzę w nim tę stronę” – przyznałem. „Ale jest coś więcej. Pod całą tą władzą i kontrolą jest po prostu człowiekiem, samotnie stawiającym czoła swojej śmiertelności”.
„Tak jak wtedy, gdy odszedł twój mąż i upadł twój biznes” – zauważyła cicho.
Paralela nie umknęła mojej uwadze. Być może to wyjaśniało nieoczekiwaną relację między nami. Dwie osoby przyzwyczajone do kontroli nagle skonfrontowane z własną bezsilnością.
Około południa pojawił się Blackwood z lunchem i krótką aktualizacją. Operacja przebiegała zgodnie z oczekiwaniami i jak dotąd bez komplikacji. Wydawał się zaskoczony moim wyraźnym zaniepokojeniem.
„Bardzo interesujesz się losem pana Richtera” – zauważył.
„Czy nie powinnam być zainteresowana wynikiem operacji, do której potrzebna jest moja rzadka grupa krwi?” – odparłam z wahaniem.
Blackwood przyglądał mi się uważnie. Przez 15 lat pracy z Alexandrem Richterem rzadko widziałem, żeby nawiązywał z kimś taką więź, jak z tobą. To nieoczekiwane.
„Nie jesteśmy przyjaciółmi” – zaprotestowałem. „Właśnie rozmawialiśmy kilka razy, kiedy oddawałem krew”.
Pan Richter nie ogranicza się do rozmów, odpowiedział Blackwood. Każda interakcja ma swój cel.
Jego słowa mnie zaniepokoiły, sugerując ukryty cel w pozornej otwartości Aleksandra. Czy byłem naiwny? Czy nasze dyskusje miały charakter strategiczny, a nie szczery?
Mój telefon zawibrował z powiadomieniem, na szczęście przerywając ten niepokojący tok myślenia. To był e-mail od mojego adwokata rozwodowego. Prawnik Gavina formalnie zażądał ujawnienia umowy RTOR w ramach postępowania rozwodowego. Musimy jak najszybciej omówić strategię.
Zalała mnie nowa fala frustracji. Nawet tutaj, tysiące mil stąd, zachłanny wpływ Gavina dosięgnął mnie. Przesłałem e-mail do prawniczki, którą Blackwood zatrudnił do obsługi umowy RTOR, prosząc o jej opinię na temat konsekwencji rozwodowych.
Reszta dnia minęła w przeraźliwie powolnym tempie. Odebrałam telefon od Clare, która wydawała się rozdarta między troską a urazą z powodu mojej nagłej zmiany losu. Ponownie porozmawiałam z Mią, uspokajając ją o moim zdrowiu, jednocześnie starannie unikając szczegółów dotyczących Alexandra, które mogłyby dotrzeć do Gavina.
O godzinie 19:00 tego wieczoru dr Weber w końcu pojawił się w moich drzwiach, wciąż w fartuchu chirurgicznym, z widocznym wyczerpaniem na twarzy. Operacja zakończona, oznajmił. Pan Richtor przeżył zabieg.
„A jego prognozy?” zapytałem, a moje serce niespodziewanie zaczęło bić mocniej.
„Następne 48 godzin jest krytyczne” – powiedział ostrożnie dr Weber. „Ale chirurgicznie osiągnęliśmy wszystko, czego oczekiwaliśmy. Twoja krew działała dokładnie tak, jak tego potrzebowaliśmy. Bez niej…”
Pozostawił zdanie niedokończone, ale jego sens był jasny. Zapadłem się w krzesło, zaskoczony intensywnością ulgi, jaką poczułem.
„Kiedy będę mógł go zobaczyć?”
Doktor Wayber uniósł brew. Będzie nieprzytomny na oddziale intensywnej terapii przez co najmniej 24 godziny. Nie ma potrzeby, żebyś…
„Kiedy będę mógł go zobaczyć?” powtórzyłem stanowczo.
Przyglądał mi się przez chwilę, zanim ustąpił. Może jutro wieczorem, jeśli jego stan się na chwilę ustabilizuje.
Po jego wyjściu stałam przy oknie, obserwując zapadający zmrok nad Jeziorem Genewskim. Światła miasta lśniły niczym gwiazdy na Ziemi. Alexander przeżył operację. Pierwsza przeszkoda została pokonana. Dlaczego to miało dla mnie tak wielkie znaczenie, wykraczające poza praktyczne implikacje naszej umowy, to pytanie, na które nie byłam jeszcze gotowa.
Alexander pozostał na oddziale intensywnej terapii przez 3 dni. Jego rekonwalescencja postępowała wolniej, niż zespół medyczny się spodziewał, ale bez poważnych powikłań. W tym czasie znajdowałem się w dziwnym zawieszeniu – nie byłem już aktywnym krwiodawcą, ale nie mogłem jeszcze wrócić do domu. Blackwood wyjaśnił, że muszę pozostać dostępny do ewentualnych dodatkowych donacji w trakcie rekonwalescencji Alexandra, ale podejrzewałem, że moja dalsza obecność w klinice wynikała z czegoś więcej niż tylko konieczności medycznej.
Czwartego dnia po operacji w końcu pozwolono mi odwiedzić Alexandra. Był przytomny, ale pod wpływem silnych leków. Jego zwykła, ostra czujność została przytępiona przez środki przeciwbólowe i zmęczenie. Różne rurki i monitory były podłączone do maszyn, które wydawały dźwięki i brzęczały, śledząc jego funkcje życiowe z kliniczną precyzją.
„Harper” – powiedział, gdy mnie zobaczył, a jego głos brzmiał chrapliwie, jak zwykle. „Wciąż tu jesteś”.
„Gdzie indziej miałbym być?” – odpowiedziałem, siadając na krześle obok jego łóżka. „Ktoś musi dopilnować, żeby cała ta złota krew się nie zmarnowała”.
Cień jego zwykłego uśmiechu musnął jego blade usta. „Zawsze praktyczny”.
Siedzieliśmy w przyjacielskiej ciszy przez kilka minut. Pikanie monitorów stanowiło dziwny kontrapunkt dla niewypowiedzianej elektryczności między nami. W końcu odezwał się ponownie, a każde słowo wyraźnie wymagało wysiłku. Miałem sen podczas operacji. Byłeś tam.
„Czy planowałem jakieś wydarzenie?” – zapytałem lekko.
Nie. Jego wzrok, choć przyćmiony lekami, utkwił we mnie. Stałaś na rozdrożu, trzymając w dłoniach coś jasnego. Podałaś mi to, ale wtedy lekko zmarszczył brwi, a wspomnienie uleciało. Nie pamiętam już reszty.
„Brzmi jak sen o znieczuleniu” – powiedziałem, dziwnie zaniepokojony jego opisem.
Może, poruszył się lekko, skrzywił się. A może symbolicznie. Dosłownie ofiarowałeś mi swoją siłę życiową.


Yo Make również polubił
Mój mąż zarezerwował stolik w eleganckiej restauracji, żeby uczcić moje urodziny. Cały dzień szykowałam się, podekscytowana tym, co – jak myślałam – miało być niespodzianką od niego. Ale tego wieczoru drzwi się otworzyły – i wyszła moja teściowa w lśniącej sukni wieczorowej. „Synu, jestem gotowy!” Spojrzał na mnie z uśmieszkiem. „Naprawdę myślałaś, że to dla ciebie?” Nie sprzeciwiłam się. Po prostu obserwowałam… i czekałam. Blisko północy mój telefon nie przestawał dzwonić: „Kochanie, zablokowali mi kartę! Potrzebuję dwadzieścia osiem tysięcy gotówki, natychmiast!” Uśmiechnęłam się i powiedziałam to, co całkowicie go uciszyło: „Przepraszam… ale to już nie są twoje pieniądze”.
Na pogrzebie dziadka moja rodzina odziedziczyła jego jacht, penthouse, luksusowe samochody i firmę. Prawnik wręczył mi jedynie małą kopertę z biletem lotniczym do Monako. „Chyba twój dziadek nie kochał cię aż tak bardzo” – zaśmiała się moja matka. Zraniona, ale ciekawa, postanowiłam pojechać. Kiedy dotarłam na miejsce, kierowca trzymał tabliczkę z moim imieniem: „Proszę pani, książę chce się z panią widzieć”.
Mój tata wysłał mi zimnego SMS-a, w którym mnie zerwał, więc po cichu zakończyłem każde wsparcie, a dwa dni później zadzwoniła do mnie mama w szoku
Rozkoszny kremowy sernik bez pieczenia