Nie padły już żadne czułe słowa, żaden pocieszający dotyk, tylko ściana lodu między nimi stawała się coraz grubsza.
Michael próbował wziąć Tiffany za rękę, ale ona delikatnie ją cofnęła, tłumacząc się, że była lepka i spocona.
Michael stłumił rozczarowanie, myśląc, że Tiffany być może po prostu doznaje szoku po tym, jak zobaczyła, jak płoną jego rzeczy.
Po dotarciu do holu budynku mieszkalnego, za który Michael w całości zapłacił roczny czynsz, korzystając z premii otrzymanej w poprzednim roku, Tiffany szybko ruszyła w stronę windy.
Michael podążał za nią jak zagubiony szczeniak.
Jego ubranie było pogniecione i cuchnęło kwaśną wonią od potu, który zgromadził się na komisariacie policji.
Kiedy drzwi mieszkania się otworzyły, Tiffany nie przywitała go z właściwą sobie serdecznością.
Rzuciła klucze na stół, usiadła na sofie i arogancko założyła nogę na nogę.
Michael wszedł niepewnie, cicho zamknął drzwi i spróbował usiąść obok niej.
Ale zanim zdążył dotknąć kanapy, Tiffany podniosła rękę, dając mu znak, żeby się zatrzymał.
Spojrzenie Tiffany, kiedyś pełne podziwu, zmieniło się w spojrzenie wyrachowane, ostre i przenikliwe.
Tiffany zapytała płaskim, pozbawionym emocji głosem, tylko po to, by upewnić się co do jednej rzeczy.
Zapytała, czy to prawda, że wszystkie aktywa, dom, samochody i konta bankowe, którymi Michael chwalił się przez cały ten czas, należą do Grace, czy też przynajmniej zostały zamrożone na jej nazwisko.
Michael na chwilę zamilkł, po czym powoli skinął głową, próbując wyjaśnić, że jest to jedynie kwestia formalna, którą można rozwiązać.
Stwierdził, że nadal otrzymuje dobrą pensję i zajmuje stanowisko dyrektora w firmie, więc pieniądze nie będą stanowić problemu.
Jednak Tiffany najwyraźniej nie chciała usłyszeć takiej odpowiedzi.
Kobieta prychnęła ostro.
Z jej jaskrawoczerwonych ust wydobył się cyniczny śmiech.
Tiffany wstała i spojrzała na Michaela od góry do dołu z wyrazem pogardy, który roztrzaskał jego dumę na milion kawałków.
Tiffany zaczęła ujawniać wszystko, co przez cały ten czas ukrywała za swoją słodką maską.
Powiedziała mu, że była z Michaelem, ponieważ był on człowiekiem sukcesu, który mógł zabierać ją na zakupy do luksusowych butików, jadać w pięciogwiazdkowych restauracjach i zapewnić jej styl życia, o jakim marzyła.
Nie interesował jej zbankrutowany mężczyzna w średnim wieku z kryminalną przeszłością, którego wyrzucono z własnego domu jak bezdomnego kota.
Słowa te były niczym ostre ostrza wbijające się w serce Michaela.
Stał z otwartymi ustami, nie mogąc uwierzyć w to, co słyszał.
Próbował przypomnieć Tiffany o miłości, która ich łączyła, o słodkich obietnicach bycia razem aż do śmierci, które szeptali sobie w łóżku.
Michael uklęknął u stóp Tiffany, błagając o zrozumienie i mówiąc, że teraz potrzebuje jej bardziej niż kiedykolwiek.
Ale krokodyle łzy Michaela nie zrobiły żadnego wrażenia na Tiffany.
Kobieta była zniesmaczona.
Delikatnie odepchnęła go stopą od ramienia, żeby się odsunął.
Tiffany krzyczała, że nie jest organizacją charytatywną dla bezdomnych.
Przypomniała mu, że umowa najmu tego mieszkania wygasa w przyszłym miesiącu i że bez pieniędzy od Michaela będzie musiała jak najszybciej znaleźć nowego sponsora.
Obecność Michaela jedynie utrudniłaby jej poszukiwania kolejnego bogatego mężczyzny.
Cruy, Tiffany chwyciła to, co pozostało z rzeczy Michaela, tylko portfel i telefon, i rzuciła je w stronę drzwi wejściowych.
Kazała mu natychmiast opuścić budynek, po czym zadzwoniła do ochrony i zgłosiła go jako intruza zakłócającego porządek publiczny.
Michael wstał, jego ciało drżało.
W jego oczach płonął ból i wściekłość, których nie potrafił dać upustu.
Spojrzał na twarz Tiffany po raz ostatni, szukając w niej jakiegokolwiek śladu kobiety, którą kiedyś uważał za anioła.
Jednak znalazł jedynie postać chciwego potwora.
Jakże prawdziwe było powiedzenie: „Pieniądze mówią. Bez nich jesteś niewidzialny”.
Michael wyszedł z mieszkania ciężkim krokiem.
Drzwi zatrzasnęły się tuż za nim, a potem rozległ się dźwięk dwukrotnie przekręcanej zasuwy.
Michael stał w cichym korytarzu budynku, samotny, bezdomny, bez grosza przy duszy i teraz także pozbawiony miłości, którą tak dumnie afiszował.
Uświadomił sobie, jak głupio postąpił, poświęcając diament Grace na rzecz ostrego kamienia Tiffany, która teraz ciąła go, aż do krwi.
Tej nocy Michael spędził godziny w toalecie stacji benzynowej niedaleko budynku Tiffany.
Nie mógł dobrze spać z powodu komarów i zimnej, kafelkowej podłogi, ale głód skręcający jego żołądek był o wiele bardziej dokuczliwy.
Miał w portfelu tylko kilka dolarów.
Zmiana w stosunku do zakupu papierosów 2 dni temu.
Kupił bochenek chleba i butelkę wody, zjadł je łapczywie, przeklinając swój los.
Jednak pośród całego tego nieszczęścia w jego umyśle pojawiła się iskierka fałszywej nadziei.
Przypomniał sobie swoją pracę, swoją karierę.
Był dyrektorem marketingu najwyższej klasy.
Firma nie mogła go zwolnić z powodu problemów osobistych.
Następnego ranka poszedł do biura, wyjaśnił wszystko prezesowi firmy i wystąpił o pożyczkę.
Z tym przekonaniem Michael próbował zamknąć oczy, mając nadzieję, że Dawn uratuje resztkę jego godności.
Poranne słońce, które zwykle dodawało mu sił, teraz paliło nieumytą, lepką skórę Michaela.
Próbował się jak najlepiej ogarnąć w publicznej toalecie na stacji benzynowej, myjąc twarz i przeczesując włosy palcami.
Jego koszula była strasznie pognieciona, a na rękawie widniała plama brudu, ale zmusił się do wyprostowania ramion i nałożenia maski autorytetu, którą zwykle nosił.
Ostatnie pieniądze wydał na przejazd współdzielonym samochodem do wieżowca w dzielnicy finansowej miasta, w którym pracował przez ostatnie 10 lat, budując swoją reputację jako utalentowany młody dyrektor.
Dotarłszy do majestatycznego holu z lśniącą marmurową podłogą, Michael wszedł do środka pewnym krokiem.
Oczekiwał, że ochroniarze przywitają go z szacunkiem, jak zwykle, otworzą mu drzwi i zapytają, jak się czuje, ale stało się odwrotnie.
Dwaj strażnicy pełniący wartę przy głównym wejściu szeptali do siebie, gdy się zbliżał.
Ich spojrzenia były dziwne, wyrażały mieszaninę obrzydzenia i litości.
Nie otworzyli mu drzwi, więc Michael musiał sam popchnąć ciężkie, szklane drzwi.
Michael to zignorował.
Myśląc, że po prostu są leniwi, podszedł do bramki kontroli bezpieczeństwa przy windach i przeciągnął swoją pracowniczą legitymację.
Kontrolka urządzenia zaświeciła się na czerwono, po czym rozległ się długi sygnał dźwiękowy oznaczający odmowę dostępu.
Michael zmarszczył brwi i próbował raz po raz użyć swojej karty.
Wynik był taki sam.
Odmowa dostępu.
Kolejka pracowników za nim robiła się coraz dłuższa.
Szmer zaczął się rozprzestrzeniać.
Michael odwrócił się i zobaczył dziesiątki par oczu wpatrujących się w niego.
Nie były to już spojrzenia pełne podziwu, lecz pogardy.
Niektóre pracownice zasłaniały usta, szepcząc coś do swoich kolegów i wskazując na niego.
Michaelowi dzwoniło w uszach.
Wychwycił fragmenty zdań w rodzaju: „To on, ten, który pieprzy swoją żonę”. „Jaki bezwstyd!”
Serce mu waliło.
Wiadomość najwyraźniej rozprzestrzeniła się szybciej niż wirus.
Kierownik działu kadr, pan Roberts, który kiedyś był podwładnym Michaela, wyszedł z windy i podszedł do niego.
Twarz pana Robertsa była pozbawiona wyrazu i formalna, pozbawiona przyjaznego uśmiechu, który zwykle pokazywał.
Pan Roberts, nie podając mu ręki, poprosił go, aby przyszedł do specjalnego pokoju na parterze, a nie do swojego biura na piętrze.
Michael próbował protestować, pytając, dlaczego zablokowano mu dostęp, ale pan Roberts odpowiedział krótko, że jest to standardowa procedura w przypadku pracowników ubiegających się o zwolnienie.
Słowo „zakończenie” uderzyło Michaela w pierś niczym młot kowalski.
Szedł za panem Robertsem na drżących nogach, mijając po schodach oskarżycielsko reagujących recepcjonistów i pracowników lobby.
W małym pomieszczeniu siedział już dyrektor generalny firmy, pan Sterling.
Starszy mężczyzna, który zazwyczaj zachowywał się ojcowsko, spojrzał teraz na Michaela oczami pełnymi tłumionego gniewu.


Yo Make również polubił
Koperek stanie się rarytasem, gdy wszyscy dowiedzą się o tym genialnym przepisie!
Ocet to sposób na zmiękczenie ręczników, wybielenie prania i nadanie ubraniom przyjemnego zapachu.
Ból balonowy: delikatny i szybki przepis
Mój syn opuścił pogrzeb ojca, by pójść na przyjęcie urodzinowe, a potem wszedł do mojego apartamentu w Chicago i poprosił o lot do Aspen… nie wiedząc, że jego ojciec zostawił mi jedno zdanie, które mogłoby wymazać jego „dziedzictwo” w jeden poranek