Mój mąż i ja pojechaliśmy obejrzeć mieszkanie sprzedawane przez zagranicznego właściciela. – Page 3 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Mój mąż i ja pojechaliśmy obejrzeć mieszkanie sprzedawane przez zagranicznego właściciela.

Marcus chodził po pokoju, oglądając książki na półkach i oprawione zdjęcia na ścianach.

„No i jak, podoba ci się?” zapytał Keshę po angielsku, nie odwracając się.

„Bardzo” – odpowiedziała szczerze. „Mieszkanie jest cudowne”.

„Tak, nieźle”. Podrapał się po brodzie. „Chociaż cena jest zawyżona, będziemy musieli się targować”.

Kesha chciała coś powiedzieć, ale milczała.

Kurt wrócił z tacą z trzema filiżankami kawy i talerzem ciasteczek. Postawił ją na stoliku kawowym i usiadł w fotelu naprzeciwko nich.

Kesha wzięła filiżankę i podziękowała mu skinieniem głowy.

Kawa była mocna, aromatyczna, prawdziwa, nie rozpuszczalna.

Curt przemówił ponownie, tym razem bardziej poważnym tonem.

Kesha słuchała uważnie.

Wyjaśnił, że mieszkał w tym mieszkaniu od 3 lat. Bardzo kochał to miejsce, ale jego umowa z lokalną firmą wygasła i musiał wrócić do domu, do rodziny.

Jego żona i dorosłe dzieci zostały tam i tęskniły za nim.

Mówił ciepło, z lekkim smutkiem, mówiąc, że szkoda mu rozstawać się z mieszkaniem, ale nie ma wyboru.

Marcus słuchał, kiwnął głową, a potem krótko tłumaczył Keshy.

„Mówi, że wychodzi do pracy. Umowa wygasła.”

Kesha zmarszczyła brwi.

Dlaczego nie powiedział jej o rodzinie i o tym, że Kurt był smutny, że musi odejść?

Szczegóły te uczyniły właściciela bardziej ludzkim, bardziej zrozumiałym, ale Marcus najwyraźniej nie uznał za konieczne, aby je przekazywać.

Następnie rozmowa zeszła na szczegóły umowy.

Kurt podał cenę.

To była wysoka cena, ale uczciwa, biorąc pod uwagę, że takie mieszkanie znajduje się w takiej okolicy.

Marcus zmarszczył brwi i pokręcił głową.

„Za drogie” – powiedział do Keshy po angielsku, po czym wrócił do tematu i zaczął targować się z Kurtem.

Kesha obserwowała ich rozmowę.

Marcus przemawiał asertywnie, przytaczając argumenty. Rynek nieruchomości jest niestabilny. Ceny spadają. Mają inne, tańsze opcje.

Kurt sprzeciwił się łagodnie, lecz stanowczo.

Mieszkanie było w doskonałym stanie. Okolica prestiżowa. Wszystkie dokumenty były czyste. Mogli wprowadzić się natychmiast po sfinalizowaniu transakcji.

Marcus nie wycofał się i zaproponował cenę o 20% niższą.

Kurt pokręcił głową, mówiąc, że to za duża zniżka. Nie mógł się zgodzić.

Kesha siedziała, ściskając kubek w dłoniach, czując się zbędna, jakby w ogóle jej tam nie było, jakby to nie było jej mieszkanie, nie jej przyszły dom, nie jej życie, a jedynie dekoracja, cicha statystka w sztuce, w której wszystkie role zostały już obsadzone.

Negocjacje trwały około 20 minut.

W końcu ustalili cenę kompromisową, nieco niższą od początkowej, ale nie na tyle, żeby Kurt czuł się zagubiony.

Mężczyźni uścisnęli sobie dłonie, zadowoleni.

Marcus uśmiechnął się.

„Zgadzam się” – powiedział do Keshy. „Dostaliśmy dobry rabat. Widzisz, jak musisz z nimi rozmawiać? Od razu miękną, kiedy czują, że nie jesteś frajerem”.

Kesha uśmiechnęła się słabo w odpowiedzi.

Kurt coś powiedział, a ona ożywiła się i zaczęła uważnie słuchać.

Zaproponował omówienie szczegółów. Kiedy przeprowadzić zamknięcie transakcji, jakie dokumenty są potrzebne i jak najlepiej sporządzić umowę.

Marcus skinął głową, zgadzając się, że tak, wszystko trzeba omówić szczegółowo.

„Rozumiesz” – zaczął Kurt, zwracając się do Marcusa, a Kesha zamarła. „Takie umowy są lepiej ustrukturyzowane i prostsze. Mniej papierkowej roboty, mniej obciążeń podatkowych w moim kraju. Mogę pomóc z dokumentami. Mam kontakt do notariusza. Załatwi wszystko szybko i sprawnie”.

Marcus pochylił się do przodu z zainteresowaniem.

„Co proponujesz?”

„No, na przykład” – Curt mówił spokojnie, jakby omawiał pogodę. „Możesz zapisać wszystko na jednego właściciela. Z bankiem jest prościej i załatwisz formalności. Możesz to załatwić w rodzinie później, jeśli będziesz musiał dodać żonę. Tak zrobiłem z moimi nieruchomościami tutaj. Najpierw wszystko na moje nazwisko, a potem po cichu rozdzieliłem udziały. Wygodnie i korzystnie”.

Kesha poczuła, jak wszystko w jej wnętrzu stygnie.

Ścisnęła kubek tak mocno, że aż zbielały jej kostki.

Zapisz to na nazwisko jednego właściciela.

W imieniu Marcusa, bez niej.

Marcus milczał, jakby rozważał tę sugestię.

Następnie powoli skinął głową.

„Brzmi rozsądnie. Po co komplikować sprawę? Pomyślę o tym.”

„Oczywiście, decyzja należy do ciebie”. Kurt rozłożył ręce. „Po prostu dzielę się doświadczeniem. Masz czas do namysłu. Mogę wysłać dane kontaktowe notariusza. Wyjaśni ci więcej, jeśli jesteś zainteresowany”.

„Tak, proszę o wysłanie.”

Kesha siedziała nieruchomo, starając się nie zdradzać swoich emocji.

Wewnątrz szalała burza.

Marcus nie wspomniał jej ani słowem o tej rozmowie.

Nie przetłumaczono.

Udawał, że nic ważnego się nie wydarzyło.

kontynuowałem miłą rozmowę z Kurtem na temat remontów, mebli, tego, co zostanie w mieszkaniu i tego, co Kurt zabierze ze sobą.

Spojrzała na męża, na jego pewną siebie twarz, na to, jak swobodnie odchylił się na sofie, gestykulując, jakby coś mówił Curtowi.

Wyglądał na zadowolonego i zrelaksowanego, podczas gdy ona siedziała obok niego, czując, że grunt usuwa jej się spod stóp.

Czy on naprawdę planował przepisać mieszkanie wyłącznie na swoje nazwisko?

Czy on naprawdę miał zamiar to przed nią ukryć?

powiedzieć, że tak musiało być, że to było prostsze, że dodadzą ją do tytułu później, a potem po prostu zapomną lub nie zapomną, ale celowo jej nie dodadzą, tak aby nie została z niczym, co byłoby całkowicie od niego zależne.

Myśli krążyły jej po głowie, jedna straszniejsza od drugiej.

Może przesadzała.

Być może rzeczywiście miał zamiar dopełnić formalności później, ale teraz postanowił uprościć procedurę.

Ale dlaczego w takim razie jej nie powiedział?

Dlaczego o tym nie rozmawiał?

Po co ukrywać tę rozmowę?

Przygryzła wargę, starając się nie płakać.

Nie tutaj.

Nie teraz.

Musiała się trzymać razem.

Musiała wysłuchać do końca tego spotkania.

A potem już nie wiedziała, co się wydarzy.

Rozmowa trwała jeszcze 40 minut.

Omówili harmonogram wizyty niezależnego rzeczoznawcy, weryfikację dokumentów i datę wyprowadzki.

Kurt był profesjonalny i życzliwy.

Marcus był stanowczy i rzeczowy.

Kesha siedziała w milczeniu, mechanicznie, dopijając zimną kawę i czując, jak z każdą minutą w jej wnętrzu narasta lodowata pustka.

Następnie mężczyźni zaczęli omawiać warunki umowy przedwstępnej.

Kurt wyjął laptopa, otworzył dokument i zaczął pokazywać Marcusowi standardowy formularz.

Pochylali się nad ekranem i o czymś dyskutowali.

Marcus zadawał pytania.

Kurt odpowiedział.

Kesha obserwowała ich z boku.

Dwóch mężczyzn decydowało o ważnych sprawach, a ona była tylko częścią wnętrza, bezgłośnym cieniem.

W pewnym momencie Kurt podniósł wzrok i przyjrzał się jej uważnie, badawczo.

Kesha spuściła wzrok, ale czuła, że ​​on nadal ją obserwuje.

Następnie zwrócił się do Marcusa i wypowiedział zdanie, które zaparło Keshy dech w piersiach.

„Ona nie wie, że dokumenty zostaną sporządzone tylko na twoje nazwisko, prawda?” – zapytał cicho, ale wyraźnie. „Czy dobrze rozumiem?”

Czas zdawał się stać w miejscu.

Kesha siedziała bez oddechu, bez ruchu, wpatrując się w pustkę przed sobą.

W środku wszystko pękło.

Marcus nie był zawstydzony.

Nawet nie drgnął.

Tylko zaśmiał się cicho i pokręcił głową.

„Co za różnica?” – powiedział w tym samym języku, nonszalancko machając ręką. „Ona i tak nie rozumie. I szczerze mówiąc, to nie jej sprawa. Ja zarabiam pieniądze, ja płacę i ja decyduję. Ona po prostu żyje i cieszy się tym, co jej daję. Więc wszystko w porządku. Nie martw się.”

Kurt skinął głową, ale na jego twarzy przemknął cień wątpliwości lub dezaprobaty. Mimo to milczał i wrócił do ekranu laptopa.

Kesha siedziała nieruchomo, ale w jej wnętrzu wszystko się gotowało.

Szok, ból, wściekłość, rozpacz – wszystko to zmieszało się w jedną gulę, która utkwiła jej w gardle i utrudniła oddychanie.

Ona nie rozumie.

Nie jej sprawa.

po prostu żyje i cieszy się.

Tak ją widzi.

W taki sposób się do niej odnosi.

Nie jako żona, nie jako partnerka, nie jako człowiek, ale jak zwierzę, które trzeba nakarmić i wyprowadzić na spacer, ale nie ma prawa głosu.

15 lat małżeństwa.

Przez 15 lat gotowała mu, prała, sprzątała, wspierała, tolerowała jego humory, zaniedbania i protekcjonalność.

Przez 15 lat miała nadzieję, że on się zmieni, że wszystko się ułoży, że znów będą sobie bliscy.

I nawet nie uznał za konieczne, by poinformować ją, że ich wspólne mieszkanie będzie własnością wyłącznie jego.

Zacisnęła zęby tak mocno, że aż poczuła ból szczęki, ale nie dała tego po sobie poznać.

Ona nadal siedziała cicho, pokornie, niezauważona, tak jak był do tego przyzwyczajony, tak jak od niej oczekiwał.

Spotkanie dobiegało końca.

Marcus i Kurt wymienili się numerami telefonów i umówili się, że zadzwonią za kilka dni, aby ustalić datę kolejnego spotkania z notariuszem.

Kurt był uprzejmy i kulturalny, odprowadził ich do drzwi, ponownie uścisnął dłoń Marcusa i skinął głową w stronę Keshy z uśmiechem.

Zjechali windą w milczeniu.

Marcus mruknął coś pod nosem, wyraźnie zadowolony.

Wyszli na ulicę.

Słońce świeciło jasno.

Było ciepło i wiosennie.

Ludzie spacerowali po ścieżkach.

Dzieci bawiły się na pobliskim placu zabaw.

Zwykły dzień, zwyczajne życie.

Kesha szła obok męża, mając wrażenie, że przeniosła się do jakiejś równoległej rzeczywistości.

Wszystko wokół wyglądało normalnie, ale w jej wnętrzu szalał huragan.

Wsiedli do samochodu.

Marcus uruchomił silnik i włączył wesołą muzykę pop.

„No, Kesha, fajne miejsce, prawda?” zapytał, wyjeżdżając z parkingu. „Mówiłem ci, że znajdziemy przyzwoitą opcję. Ten Niemiec okazał się rozsądny. W przeciwieństwie do tych skąpców, których widzieliśmy wcześniej. Bez problemu zeszliśmy z ceny. Dobrze mi poszło, prawda?”

Kesha spojrzała przez okno.

W jej wnętrzu wszystko wrzało, lecz gdy się odezwała, jej głos brzmiał spokojnie, niemal obojętnie.

„Tak, ładne mieszkanie.”

„Widzisz?” Marcus stukał palcami w kierownicę w rytm muzyki. „Za tydzień podpiszemy umowę przedwstępną, wpłacimy zaliczkę i mieszkanie będzie gotowe. Za półtora miesiąca lub dwa się wprowadzimy. Możesz zacząć planować remont, jeśli chcesz coś zmienić. Chociaż i tak wszystko tam wygląda świetnie, tak mi się wydaje”.

„Aha.”

To było wszystko, co Kesha była w stanie wydusić.

Marcus niczego nie zauważył.

Nadal rozmawiał o mieszkaniu, o tym, jak na szczęście wszystko się układa, jak bardzo jest zadowolony, że ta sprawa w końcu zostanie rozwiązana.

Kesha słuchała jednym uchem.

Wciąż odtwarzała w głowie te zdania, które usłyszała w mieszkaniu Curta.

Dokumenty będą sporządzane wyłącznie na Twoje nazwisko.

Ona nie rozumie.

Nie jej sprawa.

Każde słowo tnie jak nóż.

Przez tyle lat żyła w złudzeniu, że są rodziną, że są razem, że on się o nią troszczy, a on po prostu trzymał ją przy sobie, niczym wygodną gospodynię, która nie protestuje, nie żąda, nie wtrąca się.

Nudności podchodziły jej do gardła.

Zamknęła oczy i próbowała się ogarnąć.

Teraz nie mogę płakać.

Nie można okazywać słabości.

Trzeba pomyśleć.

Trzeba zdecydować, co robić dalej.

Dotarli do domu.

Marcus natychmiast rzucił się na kanapę i włączył telewizor.

Kesha poszła do kuchni, nalała sobie wody i wypiła ją jednym haustem.

Jej ręce drżały.

Wstawiła szklankę do zlewu, oparła się o blat i spojrzała przez okno na szare podwórka swojej dzielnicy.

Co teraz?

Co ona może zrobić?

Jeśli zapyta go wprost, dlaczego chce przepisać mieszkanie na siebie, z pewnością znajdzie piękne wytłumaczenie. Powie, że to prostsze dla podatków, że później wszystko przerejestruje, że ona nie rozumie tych spraw i żeby się nie martwiła.

A ona pewnie by w to uwierzyła, bo chce wierzyć, bo przeraża ją konieczność przyznania, że ​​osoba, z którą spędziła połowę życia, nie jest tak naprawdę tą, za którą się podaje.

Ale teraz zna prawdę.

Słyszała jego słowa, jego ton, jego postawę.

Ona nie rozumie.

Nawet nie próbował ukryć pogardy, bo był pewien, że ona i tak nie usłyszy, nie zrozumie, nie dowie się.

Kesha się wyprostowała.

Nie, wystarczy.

Dość bycia wygodnym, cichym, uległym.

Dość już przymykania oczu na prawdę i liczenia na to, że wszystko samo się ułoży.

Wróciła do salonu.

Marcus oglądał jakiś talk-show i śmiał się z żartów prowadzącego.

Kesha zatrzymała się w drzwiach i spojrzała na niego.

Osoba ta zamierzała ją oszukać, pozbawić dachu nad głową, zostawić ją z niczym.

A myślał, że ona nawet się o tym nie dowie.

„Marcus!” – zawołała.

„Mhm.” Nie oderwał wzroku od ekranu. „Muszę z tobą później porozmawiać, Kesha. Nie widzisz, że jestem zajęty?”

Wcześniej by się wycofała, odeszła, milczała, odłożyła rozmowę na później.

Ale nie teraz.

Niedzisiejszy.

NIE.

Teraz odwrócił głowę i spojrzał na nią ze zdziwieniem.

W jej głosie słychać było taką stanowczość, jakiej prawdopodobnie nigdy wcześniej u niej nie słyszał.

„Czemu się tak denerwujesz?” Zmarszczył brwi. „Coś się stało?”

„Coś się stało”. Kesha weszła do pokoju. „Powiedz mi, na czyje nazwisko planujesz wpisać ten akt własności?”

Zamrugał, najwyraźniej nie spodziewając się takiego pytania.

„W obu przypadkach, oczywiście. Dlaczego?”

Skłamał jej prosto w twarz.

Jakie kłamstwo.

„O czym ty w ogóle mówisz?”

Kesha spojrzała mu prosto w oczy.

Jej serce waliło tak mocno, że wydawało się, iż zaraz wyskoczy z piersi.

Straszne było stanąć z nim twarzą w twarz, nie wycofać się, zażądać prawdy.

Ale ona już przekroczyła tę granicę.

Nie było drogi powrotnej.

„Kurt zasugerował, żebyś wszystko zapisał na jednego właściciela, na swoje nazwisko, i ty się zgodziłeś.”

Twarz Marcusa drgnęła, a jego oczy się zwęziły.

„Jak się masz?” – wyjąkał. „Podsłuchiwałeś?”

„Słyszałem waszą rozmowę.”

„Ale ty nie rozumiesz” – urwał, a Kesha zobaczyła, że ​​zaczyna do niego docierać.

„Nie rozumiesz?” Zaśmiała się gorzko. „Jesteś tego taki pewien?”

W powietrzu zawisła cisza.

Marcus spojrzał na nią tak, jakby widział ją po raz pierwszy.

Następnie powoli wstał z sofy.

„Ty… Ty znasz ten język?” W jego głosie słychać było niedowierzanie zmieszane z zakłopotaniem.

Kesha nie odpowiedziała, po prostu stała i patrzyła na niego, czekając na to, co powie dalej.

Marcus przesunął dłonią po twarzy, jakby próbował odzyskać przytomność.

Następnie zrobił gwałtowny krok w jej stronę.

„Jak długo?” zapytał szorstko. „Od jak dawna znasz ten język?”

„Co za różnica?” Kesha instynktownie się cofnęła. „Liczy się coś innego. Chciałeś mnie oszukać”.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Nagle padło imię nowego papieża. Tego życzyłby sobie sam Franciszek

Symbolika imienia nowego papieża Po wyborze, nowy papież zostanie zapytany: „Quo nomine vis vocari?” (Jakim imieniem chcesz być nazywany?). Wybór imienia ma ...

Mąż przyprowadza kochankę do domu i krzyczy na żonę: „Nie zasługujesz na to, żeby mieszkać w tej willi”

Emily zwróciła się do Vanessy, która zdawała się nie wiedzieć, co powiedzieć. „Obawiam się, Vanesso, że będziesz musiała znaleźć sobie ...

Leave a Comment