Dziękuję, powiedziałem szczerze. Przyznanie się do winy to pierwszy krok. Nie chodzi o masową karę.
Chodzi o reset. To powiedziawszy, to, co tolerujemy, ma swoje konsekwencje. Oto, co się stanie.
Przeszedłem do następnego slajdu. Trzy podpunkty. Po pierwsze, wprowadzamy jasne i skuteczne polityki antymobbingowe i antyzastraszające, a nie tylko plakaty dla działu HR, szkolenia, kanały zgłaszania i działania.
Po drugie, każda osoba bezpośrednio zaangażowana w zachęcanie do zachowań nadużyciowych lub uczestniczenie w nich, co zostało udokumentowane w skargach i wiadomościach, spotka się z działem HR w przyszłym tygodniu, aby omówić wyniki i dopasowanie. Niektóre z tych rozmów zakończą się planami poprawy. Kilka zakończy się rozstaniem.
Nie będę tu wymieniał tych osób z nazwiska, ale wiedzą, kim są i co napisali. Zawahałem się przed trzecim punktem, ale w końcu postanowiłem go zrealizować. Po trzecie, i to jest ważne, jeśli śmiałeś się tamtej nocy i naprawdę chcesz się poprawić, nie zwolnię cię za ani chwilę złego osądu.
Zapraszam cię, żebyś udowodnił, że możesz być częścią kultury, którą budujemy, a nie tej, którą właśnie zniszczyliśmy. Możesz pomyśleć: „Zaraz, a co z tytułem? Czy to nie ty wyrzuciłeś wszystkich ze śmiechu?”. Prawda jest taka, że wyrzuciłem każdego, kto upierał się, żeby pozostać osobą, która się śmieje.
Garstka osób wybrała tę drogę. Przewracali oczami na spotkaniach z działem HR, nazywali to wszystko przesadą i jasno dawali do zrozumienia, że się nie zmienią. Ich kontrakty się kończyły, a identyfikatory dezaktywowano.
Dostali takie samo traktowanie jak Dylan, tyle że bez komplikacji związanych z rodzeństwem. Ale inni płakali. Przepraszali bezpośrednio kolegów, których skrzywdzili.
Zgłosili się na ochotnika, żeby pomóc przepisać nasz podręcznik kultury. Pytali szczerze: „Co mogę zrobić, żeby to naprawić?”. To właśnie ich zatrzymałem. Nie dlatego, że byli idealni, ale dlatego, że chcieli.
„Nie interesuje mnie prowadzenie firmy pełnej nieskazitelnych ludzi” – powiedziałem do zebranych. Interesuje mnie prowadzenie firmy pełnej ludzi, którym zależy na rozwoju. Jeśli jesteście tu po to, jestem tu z wami.
Jeśli nie, to prawdopodobnie nie jest to miejsce dla ciebie i w porządku. Ale nie pozwolę, żeby Bright Line stał się placem zabaw dla egoistów kosztem wszystkich innych. Po spotkaniu coś się zmieniło.
Plotki nie ustały z dnia na dzień, ale zmienił się ton. Ludzie zaczęli się nawzajem zapraszać do środka, zamiast po prostu wychodzić. Żarty stały się ostrzejsze, ale i łagodniejsze, nastawione na konkretne sytuacje, a nie na tożsamość czy poczucie niepewności.
Nowi pracownicy usłyszeli historię właścicielki, która zwolniła własnego brata, nie jako soczysty dramat, ale jako przypomnienie, że naprawdę mówi poważnie o szacunku. Jeśli chodzi o moją rodzinę, to sytuacja była bardziej skomplikowana. Mama zadzwoniła do mnie z płaczem, oskarżając mnie o zrujnowanie życia twojego brata.
Powiedziałem jej spokojnie, że wybory Dylana do tego doprowadziły. Mój tata był bardziej powściągliwy, ale pewnej nocy zadzwonił i powiedział: „Nie zdawałem sobie sprawy, jak wielkie jest Bright Line. Jestem z ciebie dumny”. Nie były to pełne przeprosiny za lata lekceważenia, ale raczej pęknięcie w murze.
Wziąłem to. Dylan nie odzywał się do mnie tygodniami. Kiedy w końcu się odezwał, był to krótki SMS.


Yo Make również polubił
Przez miesiące zbierałem 2000 dolarów, żeby kupić córce laptopa, dzieci mojej siostry wrzuciły go prosto do paleniska na środku podwórka, moi rodzice siedzieli tam i śmiali się radośnie – ona uśmiechała się ironicznie: „To ją nauczy, żeby nie była taka wymagająca”… Ja tylko się uśmiechnąłem, odstawiłem szklankę na stół i wypowiedziałem jedno zdanie, które uciszyło całą rodzinę.
Wróciłam wcześniej z podróży i chciałam zrobić mężowi niespodziankę, więc schowałam się pod łóżkiem. Jednak po podsłuchaniu jego rozmowy telefonicznej byłam przerażona.
„To moja leniwa, pulchna teściowa” – zaśmiała się moja przyszła synowa, a cała sala wybuchnęła śmiechem. Wtedy jej szef odchrząknął i powiedział: „Lucy… to prezes firmy, dla której pracujemy”. Mój syn dosłownie opluł winem stół.
Skurcze, które budzą Cię w nocy: co oznaczają?