Moi rodzice zakazali angielskiego i prowadzili nasz dom jak siedmiodniowe więzienie językowe – francuskie poniedziałki, niemieckie wtorki, mandaryńskie środy – aż jedno wyszeptane angielskie słowo sprawiło, że w kuchni zapadła cisza. Próbowałam przetrwać, wymyślając „dialekt”, który nie istniał, i przez dwa tygodnie wszystkich oszukiwałam… aż w końcu sprowadzono prawdziwych ekspertów, harmonogramy mnożyły się na każdej ścianie, a oddech mojego młodszego brata zaczął się łamać, wciąż przede mną. – Page 4 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Moi rodzice zakazali angielskiego i prowadzili nasz dom jak siedmiodniowe więzienie językowe – francuskie poniedziałki, niemieckie wtorki, mandaryńskie środy – aż jedno wyszeptane angielskie słowo sprawiło, że w kuchni zapadła cisza. Próbowałam przetrwać, wymyślając „dialekt”, który nie istniał, i przez dwa tygodnie wszystkich oszukiwałam… aż w końcu sprowadzono prawdziwych ekspertów, harmonogramy mnożyły się na każdej ścianie, a oddech mojego młodszego brata zaczął się łamać, wciąż przede mną.

Chciała szczegółów dotyczących kar, więc opisałem policzkowanie, rzucanie książkami, siniaki. Pokazałem jej zdjęcia na pendrive.

Potem opowiedziałem jej o nagraniach, które zrobiłem, a ona zapytała, czy mogę niektóre z nich odtworzyć.

Wybrałem ten, w którym tata groził nam w sprawie szkoły z internatem. Jego głos wypełniał pokój, gniewny i okrutny. Kiedy skończył, ona tylko skinęła głową, jakby doskonale rozumiała, jak poważna jest sytuacja.

Rozmawialiśmy prawie dwie godziny. Pytała o szkołę, przyjaciół, sen, jedzenie – o wszystko.

Pod koniec czułam się wyczerpana, ale też jakoś lżejsza, jakbym w końcu opowiedziała o tym komuś, kto naprawdę mnie wysłuchał.

Dwa dni później Isabella złożyła w CPS oficjalne oświadczenie, w którym szczegółowo opisała zalecenia, jakie otrzymała od naszych rodziców, a także wyraziła obawy dotyczące naszego bezpieczeństwa.

Nie wiedziałam, że to się dzieje, dopóki pracownica socjalna nie wspomniała o tym przez telefon. Powiedziała, że ​​opiekunka przedstawiła szczegółowy opis tego, co zaobserwowała podczas pobytu w naszym domu.

Czytając później jej zeznania za pośrednictwem adwokata, dowiedziałem się, że dokumentowała ataki paniki Wyatta podczas lekcji, widoczne obrażenia, jakie widziała u nas obojga, i ogromną presję, pod jaką byliśmy. Pisała o tym, jak nasi rodzice monitorowali każdą sesję, ale nie rozumieli, czego się uczyliśmy.

Opisała strach, jaki dostrzegła na naszych twarzach, i to, jak drgnęliśmy, gdy rodzice weszli do pokoju. Zauważyła, że ​​poziom nauczania języka znacznie przekraczał poziom odpowiedni dla danego wieku, a plan zajęć nie pozostawiał czasu na normalne dziecięce aktywności.

Wiedza o tym, że ona cały czas zwracała na mnie uwagę, sprawiła, że ​​poczułam się mniej niewidzialna, jakby przynajmniej jeden dorosły zauważył, co się naprawdę dzieje i postanowił coś z tym zrobić.

Rozprawa w trybie pilnym odbyła się w następny wtorek. Adwokat kazał nam się elegancko ubrać.

Siedzieliśmy w mniejszej sali sądowej, niż się spodziewałem — tylko sędzia, kilku prawników i protokolant sądowy.

Sędzia zapoznała się z całym materiałem dowodowym, w tym nagraniami, zdjęciami, dokumentacją medyczną i zeznaniami świadków. Odsłuchała fragmenty plików audio przez słuchawki. Jej twarz pozostała neutralna, ale w niektórych momentach brwi uniosły się w górę.

Przeczytała oświadczenie Isabelli i notatki pediatry. Zadała pracownikowi socjalnemu pytania o wizyty domowe i nagłe odejście ze szkoły.

Nasi rodzice siedzieli ze swoim prawnikiem, wyglądali na napiętych i złych.

Kiedy sędzia w końcu przemówiła, nakazała sporządzenie planu bezpieczeństwa.

Nasi rodzice musieli natychmiast ponownie zapisać nas do szkoły, dwa razy w tygodniu uczęszczać na zajęcia dla rodziców i poddawać się niezapowiedzianym wizytom domowym ze strony opieki społecznej. Każde naruszenie zasad skutkowałoby natychmiastowym usunięciem z klasy.

Zaleciła również kontynuację terapii, a wymiar godzin korepetycji miał zostać skrócony do nie więcej niż jednej godziny dziennie.

Nie chodziło o usunięcie, i część mnie była rozczarowana, ale o większą ochronę, niż mieliśmy wcześniej.

Mama i tata musieli podpisać plan na miejscu, w obecności sędziego.

Wychodząc z sądu, poczułem, że może sytuacja rzeczywiście się poprawi — albo przynajmniej będzie mniej gorsza.

Tego wieczoru, w domu, mama i tata prawie do nas nie mówili, poza informacją, że plan zaczyna się jutro i że lepiej nie dawać im powodu do jego zmiany.

Widziałem gniew na ich twarzach. To, jak tata zaciskał szczękę, kiedy na mnie patrzył. To, jak mama trzaskała naczyniami w kuchni.

Kiedy poszli do swojego pokoju, wyciągnąłem telefon i wyszukałem aplikacje alarmowe, takie jak ta, o której wspominała pracownica socjalna. Znalazłem taką, która łączyła się bezpośrednio z lokalną dyspozytornią policji i pozwalała wezwać pomoc za pomocą zaledwie dwóch kliknięć.

Złożenie go zajęło może dziesięć minut, ale cały czas trzęsły mi się ręce, bo wydawał się ogromny.

Aplikacja pojawiła się teraz na moim ekranie głównym. Mały czerwony przycisk, który oznaczał, że mam władzę, jakiej nigdy wcześniej nie miałem.

Mogłam natychmiast wezwać pomoc, gdyby tata czymś rzucił albo mama zamknęła nas w pokojach.

Ta myśl sprawiła, że ​​nie czułam już tak wielkiego ucisku w klatce piersiowej, jakbym po raz pierwszy odkąd wróciliśmy z rodziny zastępczej mogła porządnie oddychać.

Wyatt zapytał, co robię. Pokazałem mu aplikację, wyjaśniając, jak działa. Jego oczy rozszerzyły się i powoli skinął głową. Widziałem, że poczuł tę samą ulgę co ja.

Nie byliśmy już zupełnie bezradni.

Plan bezpieczeństwa oznaczał, że nasi rodzice musieli teraz uważać. A ta aplikacja pozwoliła nam to udowodnić, gdyby tego nie robili.

Dokumenty sądowe obejmowały skierowanie do terapeuty specjalizującego się w leczeniu traumy.

W środę siedziałam już w jej gabinecie na pierwszej sesji. Terapeutka miała może czterdzieści lat, nosiła okulary i mówiła spokojnym głosem. Jej gabinet miał delikatne oświetlenie i wygodne fotele, które nie przypominały gabinetu lekarskiego.

Poprosiła mnie, żebym opowiedział jej, co się wydarzyło.

Opowiedziałem jej w skrócie o językach, karach, wydaleniu i konieczności powrotu.

Słuchała, nie przerywając. Kiedy skończyłam, wyjaśniła, że ​​to, czego doświadczam, to normalna reakcja na ciągły stres i strach.

Nauczyła mnie ćwiczenia uziemiającego — nazwij pięć rzeczy, które możesz zobaczyć, cztery rzeczy, których możesz dotknąć, trzy rzeczy, które możesz usłyszeć, dwie rzeczy, które możesz poczuć zapach i jedną rzecz, którą możesz posmakować.

Ćwiczyliśmy to razem. Pod koniec czułem się bardziej obecny w swoim ciele, zamiast unosić się gdzieś nad nim.

Powiedziała,

„Moje przyspieszone bicie serca, problemy ze snem i ciągły niepokój nie są oznakami, że jestem złamana czy słaba. To moje ciało próbuje mnie chronić przed realnym zagrożeniem”.

Usłyszenie tego jakoś mi pomogło. Może nie byłem aż tak pokiereszowany, jak mi się wydawało. Może gdybym oddalił się od niebezpieczeństwa, moje ciało w końcu by się uspokoiło.

Dała mi arkusz z dodatkowymi ćwiczeniami do wykonywania w domu i zaplanowaliśmy kolejne zajęcia na przyszły tydzień.

Wszystko rozpadło się w następną sobotę, w trakcie porannej sesji korepetycyjnej Wyatta.

Siedziałem w pokoju i odrabiałem lekcje, gdy usłyszałem na dole coraz głośniejszy głos taty. Ten konkretny ton oznaczał, że zaraz straci panowanie nad sobą.

Chwyciłem telefon i na wszelki wypadek włączyłem aplikację z alertami bezpieczeństwa, po czym podkradłem się na górę schodów, żeby posłuchać.

Tata krzyczał na Wyatta za pomylenie struktury gramatycznej w mandaryńskim, mówiąc, że nie wkłada wystarczająco dużo wysiłku i marnuje czas wszystkich. Korepetytorka próbowała go uspokoić, ale tata ją zignorował.

Wtedy usłyszałem odgłos uderzenia w ścianę i krzyk Wyatta.

Nawet nie pomyślałem. Nacisnąłem przycisk alarmowy dwa razy, tak jak pokazała mi aplikacja.

Pojawił się komunikat informujący, że powiadomiono policję i wysłano moją lokalizację.

Zbiegłam na dół i zobaczyłam Wyatta leżącego na podłodze, trzymającego się za rękę, a tatę stojącego nad nim z podręcznikiem w ręku. Nauczyciel wyglądał na zszokowanego i przestraszonego. Mama wybiegła z kuchni i zapytała, co się stało.

Stanęłam między tatą a Wyattem i powiedziałam mu, że zadzwoniłam na policję i że zaraz przyjadą.

Twarz taty z czerwonej zrobiła się blada w ciągu dwóch sekund. Zaczął mówić, że to był wypadek, że Wyatt jest cały i zdrowy, że muszę do nich oddzwonić i odwołać spotkanie.

Nie ruszyłem się.

Wyatt wciąż płakał, a ja widziałam, że na jego ramieniu pojawia się czerwony ślad w miejscu, gdzie trafiła go książka.

Nauczycielka po cichu spakowała materiały i powiedziała, że ​​musi wyjść. Mama błagała ją, żeby została i wyjaśniła, że ​​to tylko nieporozumienie, ale nauczycielka wyszła, nie oglądając się za siebie.

Czekaliśmy w strasznej ciszy przez około piętnaście minut, aż dwóch policjantów zapukało do drzwi.

Weszli i zapytali, co się stało. Pokazałem im alarm bezpieczeństwa, który uruchomiłem. Poprosili o rozmowę z Wyattem na osobności, a on powiedział im, że tata rzucił w niego książką podczas lekcji.

Policjanci zrobili zdjęcia śladu na jego ramieniu i książki leżącej na podłodze. Zapisali imię i nazwisko nauczyciela oraz dane kontaktowe.

Jeden z funkcjonariuszy powiedział ojcu, że rzucanie przedmiotami w dziecko narusza plan bezpieczeństwa i że zamierzają udokumentować ten incydent dla sądu.

Tata próbował argumentować, że Wyatt prawie nie został dotknięty, a on był po prostu sfrustrowany, ale funkcjonariusz mu przerwał i powiedział, że sędzia zadecyduje, co będzie dalej.

Obserwowanie twarzy taty, gdy zdał sobie sprawę, że zasady naprawdę się zmieniły, dało mi nieoczekiwaną satysfakcję.

Nie mógł już robić, co mu się żywnie podobało. Teraz były realne konsekwencje.

W poniedziałkowy poranek po raz pierwszy od kilku tygodni wróciłam do normalnej szkoły. Czułam się jednocześnie dziwnie i wspaniale.

Pani Sutherland spotkała mnie w biurze przed pierwszą lekcją i wręczyła mi teczkę z moim planem emerytalnym 504. Wyjaśniła, że ​​zarówno Wyatt, jak i ja mamy teraz udogodnienia, w tym dodatkowy czas na testy i zadania, pozwolenie na robienie przerw w razie potrzeby oraz przepustkę, żeby w każdej chwili móc się z nią spotkać.

Zaaranżowała mi także lunch w jej biurze, gdyby w stołówce zrobiło się zbyt tłoczno.

Idąc korytarzami w stronę moich pierwszych zajęć, słyszałam wokół siebie studentów mówiących po angielsku. Nikt nie kontrolował, jakiego języka używam, ani nie mierzył czasu moich odpowiedzi.

Odpowiedziałem znajomemu na pytanie dotyczące pracy domowej prostym językiem, nie musząc najpierw tłumaczyć go w myślach ani martwić się, że użyję niewłaściwego języka.

Ulga była tak wielka, że ​​prawie rozpłakałam się przy szafkach.

Na lekcji angielskiego nauczyciel oddał mi wypracowanie, które napisałem przed tym wszystkim. Dostałem ocenę 3-, co normalnie by mnie zestresowało, ale dziś wydawało się to po prostu do opanowania.

Podczas lunchu siedziałem z grupą dzieci z klasy naukowej. Zapytali, gdzie byłem. Odpowiedziałem wymijająco, mówiąc o sprawach rodzinnych.

Nikt nie naciskał na szczegóły.

Normalność tego wszystkiego – nudna, codzienna rutyna szkoły – wydawała się najlepszą rzeczą, jaka mi się kiedykolwiek przytrafiła.

W środę podczas lunchu Wyatt siedział z grupą dzieci ze swojej klasy w stołówce, gdy nagle zobaczyłem, że wstał i zaczął zbyt szybko oddychać.

Upuściłam kanapkę i podbiegłam do niego, a on chwycił się krawędzi stołu. Był blady i przestraszony.

Kilkoro dzieci cofnęło się, czując się nieswojo, ale dwie dziewczyny z jego klasy podeszły bliżej i zapytały, czy wszystko w porządku.

Usiadłam obok niego i zastosowałam ćwiczenie uziemiające, którego nauczyła mnie moja terapeutka. Poinstruowałam go, jak nazywać rzeczy, które mógł zobaczyć i dotknąć.

Jedna z dziewcząt wezwała pielęgniarkę szkolną. Przyniosła mu papierową torbę, w którą mógł oddychać.

Minęło może dziesięć minut, zanim Wyatt uspokoił się na tyle, żeby móc mówić. Do tego czasu połowa stołówki gapiła się na niego.

Pielęgniarka odprowadziła go do swojego gabinetu, a ja poszłam za nią. Czułam się jednocześnie zawstydzona i opiekuńcza.

Po szkole, gdy mijałem dzieciaki na korytarzu, zaczęły szeptać. Wiedziałem, że rozmawiają o nas.

Jednak tej nocy sprawdziłam swoje wiadomości i zobaczyłam, że troje różnych uczniów wysłało mi SMS-y z wyrazami wsparcia, w których wyrazili nadzieję, że z Wyattem wszystko w porządku, i zapytali, czy mogą w jakiś sposób pomóc.

Pewna dziewczyna napisała, że ​​jej kuzyn również miał ataki paniki i podzieliła się kilkoma materiałami, które jej rodzina uznała za pomocne.

Dziwnie było wiedzieć, że ludzie wiedzą o naszym biznesie, ale jednocześnie miło było nie nosić już w sobie tej wielkiej tajemnicy.

Może dzięki świadkom byliśmy w jakiś sposób bezpieczniejsi.

W piątek po południu pracownik socjalny CPS wyciągnął Wyatta i mnie z klasy i zaprowadził nas na spotkanie do biura pani Sutherland.

Przyniosła ze sobą dokumentację incydentu z weekendu i wyjaśniła, że ​​w związku z poprzednimi wykroczeniami, zaleca ponowne umieszczenie nas w rodzinie zastępczej.

Powiedziała, że ​​nasi rodzice okazali się niezdolni do przestrzegania planu bezpieczeństwa i że nasze dobro będzie zagrożone, jeśli pozostaniemy w ich domu. Rekomendacja trafi do sędziego w przyszłym tygodniu.

Poczułem, jak ogarnia mnie dziwna mieszanka poczucia winy i ulgi.

Część mnie chciała być bezpieczna i nie bać się nieustannego strachu przed tym, co tata może zrobić.

Ale jakaś część mnie czuła, że ​​porzucam rodziców, chociaż logicznie rzecz biorąc wiedziałam, że sami stworzyli całą tę sytuację.

Wyatt wyglądał na przestraszonego, gdy pracownik socjalny wspomniał o pieczy zastępczej. Wyciągnąłem rękę i ścisnąłem go.

Pracownik socjalny powiedział, że prawdopodobnie wrócimy do tej samej rodziny zastępczej, która nas wcześniej wychowywała, ponieważ ona już znała naszą sprawę.

To sprawiło, że było trochę mniej przerażająco. Przynajmniej ją znaliśmy. Przynajmniej była dla nas miła.

Pani Sutherland powiedziała, że ​​pomoże nam zabrać nasze rzeczy z domu i dopilnuje, aby przeprowadzka przebiegła gładko.

Wracając później na zajęcia, miałam wrażenie, że śnię – że to dzieje się komuś innemu, a ja po prostu obserwuję to spoza swojego ciała.

W następny poniedziałek pracownik socjalny odebrał nas ze szkoły, wziął worki na śmieci na nasze ubrania i zawiózł do domu dziecka.

Mama zastępcza otworzyła drzwi i szybko nas oboje przytuliła, mówiąc, że cieszy się, że wróciliśmy, choć wolałaby, żeby to się stało w lepszych okolicznościach.

Dom wyglądał dokładnie tak, jak go zapamiętałem — wygodnie, cicho i normalnie.

Zaprowadziła nas do naszych pokoi, w których nadal stały te same łóżka i komody, których używaliśmy wcześniej.

Na kolację było spaghetti.

Nie kazała nam mówić po angielsku. Nie pytała nas o słownictwo ani gramatykę. Nie kontrolowała tego, co mówiliśmy.

Po prostu jedliśmy i rozmawialiśmy o zwykłych rzeczach, takich jak szkoła, prace domowe i to, co chcieliśmy później obejrzeć w telewizji.

Brak presji był ogromny. Nie wiedziałam, co zrobić z całą pustką w mojej głowie, w której kiedyś mieszkał stres.

Po obiedzie pomogłem załadować zmywarkę. Mama zastępcza podziękowała mi, ale nie zrobiła z tego lekcji ani testu. To była zwykła praca domowa.

Tej nocy, leżąc w łóżku, wsłuchując się w ciszę domu, zdałem sobie sprawę, że nie boję się tego, co przyniesie jutro.

Nikt nie miał zamiaru wpaść i zacząć krzyczeć o obcych językach, rzucać przedmiotami ani zamykać mnie w tym pokoju.

Miałam zamiar po prostu się obudzić, pójść do szkoły, wrócić tutaj, odrobić pracę domową i położyć się spać.

Prostota tego wszystkiego wydawała się niemal zbyt piękna, aby mogła być prawdziwa.

Dwa tygodnie później znów byliśmy w sądzie rodzinnym. Sędzia zapoznał się z całą dokumentacją, w tym z incydentem z weekendu, zeznaniem wychowawcy i raportem policyjnym.

Przedłużyła nasz pobyt w pieczy zastępczej o co najmniej sześć miesięcy i nakazała naszym rodzicom ukończenie zajęć dla rodziców i skorzystanie z terapii radzenia sobie z gniewem, zanim w ogóle mogli odbywać nadzorowane wizyty u nas.

Sędzia stanowczo stwierdził, że plan bezpieczeństwa jest dla nich szansą na udowodnienie, że potrafią właściwie wychowywać dzieci, ale nie zdali tego testu.

Mama płakała na sali sądowej.

Tata siedział tam, wyglądając na wściekłego i pokonanego.

Louise też tam była. Spojrzała na mnie wzrokiem, jakby chciała powiedzieć:

„To wszystko moja wina.”

Ale nie odwróciłem wzroku.

Decyzja sędziego była taka, jakby ktoś na stanowisku w końcu potwierdził, że to, co nam się przydarzyło, było prawdziwe i złe – nie wynikało to tylko z tego, że byliśmy trudnymi dziećmi, które nie doceniały wysiłków rodziców.

Wychodząc później z sądu, poczułem się lżejszy, jakby ciężar, który nosiłem przez lata, spadł mi z ramion.

Pracownik socjalny powiedział, że będziemy się spotykać co miesiąc i że terapia będzie kontynuowana, ale na razie jesteśmy bezpieczni tam, gdzie jesteśmy.

W nowej szkole zdecydowałam się na wybór języka hiszpańskiego jako przedmiotu dodatkowego, ponieważ naprawdę chciałam się go nauczyć, skoro nikt mnie do tego nie zmuszał.

Nauczycielka była młoda i pełna entuzjazmu, dzięki czemu nauka języka była przyjemnością, a nie testem, który można oblać. Nauczyła nas piosenek, gier i informacji kulturowych o krajach hiszpańskojęzycznych.

Kiedy pomyliłem odmianę czasownika, delikatnie mnie poprawiała i szła dalej. Bez kary. Bez złości. Bez rozczarowania.

Pozostali uczniowie uczyli się w różnym tempie i nikt nie traktował tego jako moralnego upadku.

Zrozumiałem, że nauka języków obcych może być przyjemna, jeśli podejmujesz świadomy wybór, a błędy traktujesz jako normalną część procesu.

Podczas jednych zajęć oglądaliśmy film o festiwalu w Hiszpanii. Nauczycielka zapytała, co o nim myślimy. Odpowiedziałem po angielsku, nawet się nad tym nie zastanawiając, i nauczycielka była z tym całkowicie w porządku.

Możliwość używania dowolnego języka, którego potrzebowałam, aby się wyrazić, wydawała mi się czymś rewolucyjnym.

Może kiedyś faktycznie będę mówić po hiszpańsku płynnie, ale stanie się tak, ponieważ sam będę tego chciał, a nie dlatego, że ktoś będzie mi tego straszył.

Po trzech tygodniach pobytu w rodzinie zastępczej Wyatt zaczął przesypiać większość nocy i nie budzić się z powodu koszmarów.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Ojciec milioner wrócił do domu wcześniej i zastał syna zranionego – to, co zrozumiał, zmieniło wszystko

Zdobywanie punktów odwagi Wracając do domu, Oliver kopnął kamyk leżący na chodniku. „Tato?” "Tak?" „Czy dorośli otrzymują Punkty Odwagi?” Richard ...

Uważaj na te cztery części kurczaka! Wiele osób je je, nie wiedząc, co je.

Część 4: Płuca kurczaka – Wielka Niewiadoma, którą powinieneś wyrzucić Niewiele osób o tym mówi, ale płuca kurczaka nadal można ...

Oto przepis na pyszny makaron w kremowym sosie śmietanowym z kurczakiem i grzybami!

Na patelni rozpuść kawałek masła i podsmaż cebulę, aż będzie szklista. Dodaj pokrojonego kurczaka i smaż, aż się zarumieni. Następnie ...

Leave a Comment