Moi rodzice wynajęli prawnika, żeby ogłosił moje bankructwo na oczach wszystkich. Wszedłem na salę sądową, podczas gdy flesze aparatów błyskały, przygotowując się na publiczne upokorzenie – aż sędzia zadał pytanie, które zamarło w bezruchu z moim ojcem, starło uśmieszek z twarzy mojego brata i sprawiło, że ich prawnik zbladł na miejscu, ujawniając to, co ukrywałem przez osiem lat. – Page 3 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Moi rodzice wynajęli prawnika, żeby ogłosił moje bankructwo na oczach wszystkich. Wszedłem na salę sądową, podczas gdy flesze aparatów błyskały, przygotowując się na publiczne upokorzenie – aż sędzia zadał pytanie, które zamarło w bezruchu z moim ojcem, starło uśmieszek z twarzy mojego brata i sprawiło, że ich prawnik zbladł na miejscu, ujawniając to, co ukrywałem przez osiem lat.

Pochyliłem się.

Widziałem pieczątkę na egzemplarzu, który otrzymałem, ale byłem tak skupiony na tekście, że nie przyjrzałem się pieczęci dokładnie.

„Podpis dłużnika – pani Ross – jest sfałszowany” – powiedział Henderson. „Ale pieczęć notarialna jest autentyczna. To tłok odciśnięty na papierze. Nie jest to kopia cyfrowa”.

Przesunął lampę powiększającą.

Wypukłości pieczęci rzucały długie cienie na papier.

Przeczytałem nazwę na zewnętrznym pierścieniu koła.

Vivien E. Hawthorne, notariusz publiczny, stan Illinois.

Powietrze opuściło moje płuca.

„Moja matka” – wyszeptałem.

„Czy twoja matka ma ważne zlecenie?” – zapytała ostro Daniela.

„Kiedyś tak robiła” – powiedziałem, wracając myślami do dzieciństwa. „Była asystentką prawną w firmie mojego ojca w latach 90.”.

„Utrzymała licencję, aby móc poświadczać notarialnie dokumenty powiernicze dla klientów, ale od dwudziestu lat nie pracowała”.

„Ona to podstemplowała” – powiedział Henderson. „Odcisk jest fizyczny. To znaczy, że trzymała papier w dłoni. Nacisnęła klamkę”.

Wstałem i odszedłem od stołu, czując, że zaraz zwymiotuję.

Aż do tej chwili powtarzałem sobie kłamstwo, żeby się pocieszyć.

Powtarzałam sobie, że Bryce jest złoczyńcą, a moi rodzice tylko go do tego zmuszają – że są zaślepieni miłością do syna i robią wszystko, co im każe.

Uważałem, że mój ojciec był arogancki, a matka słaba.

Ale to było aktywne uczestnictwo.

Moja matka usiadła przy stole, wzięła dokument, o którym wiedziała, że ​​jest kłamstwem, i opatrzyła go państwową pieczęcią, aby nadać mu moc prawną.

Ona nie tylko oglądała sztukę.

Ona budowała scenografię.

Była gotowa dopuścić się oszustwa notarialnego, żeby pomóc Bryce’owi mnie zniszczyć.

„To zmienia dynamikę” – powiedziała cicho Daniela za moimi plecami. „Jeśli udowodnimy, że pieczęć została użyta w sposób oszukańczy, twoja matka nie będzie tylko świadkiem. Będzie współspiskowcem”.

„Możemy zmusić ją do złożenia zeznań, a jeśli skłamie na mównicy w sprawie dokumentu, który podstemplowała, będzie to krzywoprzysięstwo”.

„Zrób to” – powiedziałem.

Odwróciłem się.

Smutek zniknął.

Zastąpiła ją zimna, twarda przejrzystość.

„Jeśli chce brać udział w procesie prawnym, traktujmy ją jak stronę prawną”.

„Wezwij ją.”

Daniela skinęła głową.

“Zrobione.”

Wyciągnęła kolejny plik z teczki.

„Teraz musimy porozmawiać o innym zagrożeniu – nieczystych zagraniach”.

„Co jeszcze mogą zrobić?” – zapytałem.

„Oni już mnie pozwali.”

„Mogą próbować zniszczyć twoją reputację, zanim jeszcze trafimy do sądu” – ostrzegła Daniela. „To powszechna taktyka w przypadku wrogich przejęć”.

„Mogą próbować podszywać się pod urzędnika sądowego lub powiernika. Mogą wysyłać listy do twoich klientów, informując, że Northbridge przechodzi restrukturyzację finansową i wszystkie płatności powinny zostać przekierowane lub konta zamrożone”.

Poczułem ucisk w żołądku.

„Umowa federalna”.

„Dokładnie” – powiedziała. „Jeśli Departament Energii otrzyma list wyglądający na oficjalny od syndyka masy upadłościowej, w którym będzie twierdził, że twoje poświadczenie bezpieczeństwa jest weryfikowane, nie zadzwonią do ciebie, żeby zapytać, czy to prawda. Po prostu odetną ci dopływ prądu”.

„Biurokracja jest uczulona na ryzyko”.

Wiedziałem, że ma rację.

Chwyciłem telefon.

„Muszę się tym zająć” – powiedziałem. „Muszę natychmiast zadzwonić do urzędnika kontraktowego”.

„Dobrze” – powiedziała Daniela. „Zachowaj profesjonalizm. Spokojnie. Powiedz im, że to złośliwy pozew i że ty się nim zajmujesz”.

Wyszedłem na korytarz, żeby wykonać telefon.

Moje ręce się trzęsły, ale mój głos był pewny.

Rozmawiałem z zastępcą dyrektora komitetu nadzorczego.

Powiedziałem mu, że niezadowolony członek rodziny złożył bezpodstawny wniosek i że wnosimy o jego oddalenie z zastrzeżeniem prawa.

Podałem mu dane kontaktowe Danieli i numer sprawy.

„Jesteśmy w pełni sprawni, proszę pana” – powiedziałem. „To atak personalny, a nie kwestia finansowa. Chciałem, żeby pan usłyszał to najpierw ode mnie”.

Cisza po drugiej stronie trwała trzy sekundy.

„Dziękuję za informację, pani Ross” – powiedział dyrektor. „Wszelką korespondencję przychodzącą dotyczącą pani statusu będziemy oznaczać do weryfikacji. Proszę utrzymać porządek w domu”.

„Tak zrobię” – powiedziałem.

Rozłączyłem się.

Obrona została ustalona.

Teraz nadszedł czas na atak.

Wróciłem do pokoju.

„Federałowie są powiadomieni” – powiedziałem. „A teraz złapmy tego szczura”.

Nadszedł czas na zastawienie pułapki, o której mówiliśmy.

Następnego ranka zwołałem nadzwyczajne zebranie mojego zespołu kierowniczego.

Było ich sześcioro: Marcus, mój główny inżynier, Sarah, architekt, Jason, kierownik projektu i trzy inne osoby, które zajmowały się operacjami i zgodnością z przepisami.

Zebraliśmy się w przeszklonej sali konferencyjnej w Northbridge.

Spojrzałem na ich twarze.

Zatrudniłem tych ludzi.

Wypiłem z nimi piwo.

Dałem im premie, gdy osiągnęliśmy jakieś kamienie milowe.

I byłem pewien z niepokojącą pewnością, że jeden z nich donosił o tym Bryce’owi.

Rzuciłem teczkę na stół.

Upewniłem się, że moje ręce lekko drżą.

Pozwoliłam, aby cienie pod oczami były widoczne.

„Mamy problem” – powiedziałem cicho i zestresowanym głosem. „Wniosek o upadłość się komplikuje. Moi prawnicy uważają… uważają, że sąd może spróbować zamrozić nasze aktywa tutaj, w Chicago”.

„Co to oznacza dla rozmieszczenia?” zapytał Jason.

Był to bystry i ambitny facet, zawsze pytający o terminy.

„To znaczy, że nie możemy tu trzymać sprzętu” – skłamałem. „Jeśli zamkną drzwi, stracimy serwery projektu Gary. Nie możemy do tego dopuścić”.

Otworzyłem folder.

W środku znajdował się fałszywy plan, który napisałem poprzedniego wieczoru.

„Wprowadzam protokół awaryjny” – powiedziałem, patrząc każdemu z nich w oczy.

„Dziś o północy przeniesiemy główne szafy serwerowe i kopie zapasowe kodu źródłowego do bezpiecznego, zewnętrznego obiektu”.

„Gdzie?” zapytał Marcus.

„Milwaukee” – powiedziałem. „Wynająłem prywatny schowek w Third Ward. Jest nierejestrowany. Można płacić tylko gotówką”.

„Sąd o tym nie wie i moja rodzina o tym nie wie”.

Przesunąłem papier po stole.

Zawierał fałszywy adres w Milwaukee i szczegółowy spis inwentarza.

„To opuszcza budynek dziś wieczorem” – powiedziałem. „Nie wysyłajcie tego do maila. Nie wrzucajcie tego na Slacka. Tylko polecenia ustne”.

„Jeśli ktoś pyta, serwery są nieczynne z powodu konserwacji”.

Obejrzałem ich.

Sarah wyglądała na zaniepokojoną.

Marcus wyglądał na zirytowanego dodatkową pracą.

Jason spojrzał na kartkę.

Przestudiował adres.

Nie zapisał tego, ale widziałem, że śledził wzrokiem linijki, zapamiętując je.

„Czy to legalne?” zapytał Jason, podnosząc wzrok. „Przenoszenie aktywów w trakcie postępowania upadłościowego”.

„To przetrwanie” – powiedziałem. „Jesteś ze mną czy nie?”

„Jesteśmy z tobą, Sydney” – powiedziała Sarah.

„Dobrze” – powiedziałem. „Rozejść się”.

Wyszli.

Zostałem w pokoju, obserwując przez szybę.

Dziesięć minut później zobaczyłem Jasona wychodzącego na parking.

Przyłożył telefon do ucha.

Chodził tam i z powrotem obok swojego samochodu i ożywił rozmowę.

Nie musiałem słuchać tej rozmowy.

Wiedziałem, do kogo dzwonił.

Minęły dwa dni.

Cisza w obozie Hawthorne była ogłuszająca.

Następnie, rano przed rozprawą, Daniela do mnie zadzwoniła.

„Sprawdź swoją pocztę” – powiedziała. „Vance właśnie złożył wniosek o pilne postępowanie”.

Otworzyłam dokument, a serce waliło mi jak młotem.

Wniosek o wydanie nakazu tymczasowego i pilne zajęcie mienia.

Powód Bryce Hawthorne otrzymał wiarygodne informacje, że dłużnik próbuje ukryć aktywa, aby oszukać wierzycieli, a konkretnie spiskuje w celu przetransportowania kluczowego sprzętu i własności intelektualnej do nieznanej lokalizacji w Milwaukee w stanie Wisconsin, aby uniknąć jurysdykcji tego sądu.

Wypuściłam oddech, którego nie byłam świadoma, że ​​wstrzymywałam.

„Złapali przynętę” – powiedziałem do pustego pokoju.

„Połknęli to w całości” – powiedziała Daniela. „Złożył w Milwaukee zeznanie pod przysięgą. Właśnie udowodnił, że ma nieautoryzowany dostęp do waszej wewnętrznej – fałszywej – komunikacji firmowej”.

„Mamy go” – powiedziałem.

„Mamy go” – zgodziła się. „Złóż ten wniosek jutro w sądzie. To gwóźdź do trumny”.

Zamknąłem laptopa.

Słońce zachodziło nad panoramą Chicago, zamieniając budynki w sylwetki ze złota i stali.

Jutro rano stanę na sali sądowej i stanę twarzą w twarz z ludźmi, którzy mnie wychowali.

Pomyślałem o pieczęci notarialnej mojej matki.

Myślałem o zdradzie Jasona na parkingu.

Pomyślałem o numerze routingu, który do niczego nie prowadzi.

Przez całe życie powtarzali mi, że nie jestem wystarczająco dobry.

Zatrudnili prawników, żeby pozbawić mnie mojego nazwiska i mojej pracy.

Chcieli show.

Chcieli publicznej egzekucji mojej godności.

Wstałam i wygładziłam marynarkę.

„Dobrze” – powiedziałem na głos do pustego biura. „Chcesz show? Zrobię ci show”.

W poranek rozprawy niebo nad Chicago było płaskie i przytłaczająco szare — pogoda ta przypominała raczej nastrój sprzyjający pogrzebowi niż zjawisko meteorologiczne.

Wysiadłem z taksówki kilka przecznic od federalnego sądu, bo potrzebowałem chwili wytchnienia przed wejściem na arenę.

Miałem na sobie granatowy kombinezon, który kupiłem specjalnie na ten dzień, a w ręku trzymałem jedną cienką teczkę.

Daniela spotkała mnie na rogu.

Wyglądała nieskazitelnie, jej wyraz twarzy był nastawiony na częstotliwość profesjonalnej śmiercionośności.

Ale gdy skręciliśmy za róg w stronę schodów sądu, zatrzymała się i złapała mnie za łokieć.

„Nie patrz w lewo” – ostrzegła cicho. „I idź dalej”.

Spojrzałem w lewo.

Nie mogłem się powstrzymać.

Przy wejściu stał zaparkowany samochód dostawczy z anteną satelitarną na dachu.

Na betonowych schodach stały trzy ekipy filmowe i grupa reporterów trzymających mikrofony z logo kanałów.

Rozpoznałem ich.

„Po co oni tu są?” – zapytałem, czując ucisk w żołądku. „Przesłuchania w sprawie upadłości są nudne. To kwestia administracyjna”.

„Nie, jeśli oskarżony jest Hawthorne’em” – powiedziała Daniela, kierując mnie dalej. „Ktoś ich ostrzegł. Ta narracja już się upowszechniła”.

„Dziedziczka Sydney Tech trwoni rodzinną fortunę na fałszywy startup”. To prawdziwy clickbait. Chcą zobaczyć, jak wyglądasz na zdruzgotaną.

Gdy wchodziliśmy po schodach, zaczęły strzelać flesze.

To było dezorientujące — efekt stroboskopowy w przyćmionym porannym świetle.

Reporter z lokalnego tabloidu przysunął mi mikrofon do twarzy.

„Pani Ross, czy to prawda, że ​​oszukała pani brata na dwa i cztery miliony dolarów?”

„Pani Ross, czy ma pani komentarz do zarzutów, że Northbridge jest spółką-fiszem?”

Trzymałem wzrok skierowany przed siebie, wpatrując się w obrotowe mosiężne drzwi.

Chciałem krzyczeć.

Chciałem chwycić mikrofon i powiedzieć im, że to ja, kosztem potu i nieprzespanych nocy, zbudowałem swoją firmę, podczas gdy mój brat kupował samochody sportowe.

Ale wiedziałem, że właśnie tego chcieli.

Kobieta wściekła jest kobietą niestabilną.

Cicha kobieta jest tajemnicą.

Przeszliśmy przez drzwi do holu.

Hałas ulicy ucichł natychmiast, gdy za nami zamknęło się ciężkie szkło.

Ale scena w środku była niewątpliwie gorsza.

Hol federalnego sądu jest zwykle miejscem spokojnego tranzytu — prawnicy sprawdzają zegarki, oskarżeni przyglądają się swoim butom.

Dziś w Lake Forest Country Club było jak na przyjęciu koktajlowym.

Mój ojciec, Graham Hawthorne, stał w pobliżu punktu kontrolnego.

Nie patrzył w telefon i nie przeglądał dokumentów ze swoim zespołem prawnym.

Ściskał dłoń radnego miejskiego, który akurat tamtędy przejeżdżał.

Mój ojciec odrzucił głowę do tyłu i wybuchnął głośnym śmiechem, który odbił się echem od marmurowych ścian.

Wyglądał na zrelaksowanego, silnego i całkowicie panującego nad sytuacją.

Potraktował zniszczenie mojego życia jako okazję do nawiązania kontaktów.

A potem była moja matka.

Vivien Hawthorne siedziała nieopodal na drewnianej ławce, otoczona dwójką swoich przyjaciół z zarządu organizacji charytatywnej.

Była ubrana całkowicie na czarno – nie na szykowną, biznesową czerń, lecz na ciężką, żałobną czerń.

Twarz miała zasłoniętą welonem z siateczki, na tyle przezroczystym, że odsłaniał jej zaczerwienione oczy.

To był kostium.

Była ubrana na pogrzeb reputacji swojej córki.

„Spójrz na nich” – szepnąłem do Danieli. „Cieszą się tym”.

„Oczywiście, że tak” – odpowiedziała Daniela, rejestrując nas przy stanowisku ochrony. „To ich scena. Jesteś tylko rekwizytem”.

Gdy przeszliśmy przez bramkę wykrywającą metale i zabraliśmy nasze bagaże, Bryce oderwał się od swojego prawnika i podszedł do nas.

Miał na sobie garnitur, który prawdopodobnie kosztował więcej niż mój pierwszy samochód.

Zatrzymał się pięć stóp dalej, wiedząc dokładnie, gdzie znajduje się pole widzenia reporterów, którzy wciąż stali przy szklanych drzwiach na zewnątrz.

Spojrzał na mnie z wyrazem smutnej rezygnacji.

„Sydney” – powiedział, a jego głos był na tyle głośny, by dotarł do widzów. „To nie musiało się tak skończyć. Próbowałem ci pomóc. Naprawdę”.

Poczułem, jak policzki zaczynają mi płonąć.

Ta zuchwałość była przytłaczająca.

„Sfałszowałeś kontrakt, Bryce” – powiedziałem, a mój głos drżał pomimo wszelkich starań.

Podszedł bliżej.

Jego oczy były zimne i martwe.

„W końcu nadszedł czas, żebyś zapłacił cenę” – powiedział z uśmiechem – uśmiechem, który nie sięgał jego oczu. „Do południa będziesz nikim”.

Otworzyłem usta, żeby odpowiedzieć, opowiedzieć mu o numerze rozliczeniowym, o pieczęci notarialnej, o kłamstwie, w którym żyje każdego dnia.

Ręka Danieli mocno zacisnęła się na moim ramieniu.

„Nie rób tego” – syknęła mi do ucha. „On próbuje wywołać reakcję. Jeśli będziesz na niego krzyczeć w holu, będziesz wyglądać na niezrównoważonego”.

„Jeśli wyglądasz na niezrównoważonego, sędzia zastanawia się, czy jesteś w stanie poprowadzić firmę. Odejdź.”

Miała rację.

Przełknęłam żółć i odwróciłam się do niego plecami.

Poszliśmy w stronę wind, zostawiając tam Bryce’a, który pozował przed publicznością, która nie wiedziała, że ​​sztuka ta ma zmienić gatunek.

Byliśmy w połowie korytarza w kierunku sali sądowej numer 7, gdy mój telefon zawibrował w kieszeni.

Zignorowałem to.

Znów zabrzęczało.

A potem po raz trzeci.

Długotrwała, utrzymująca się wibracja — połączenie przychodzące.

Wyciągnąłem to.

Zatrzymałem się w miejscu, widząc numer dzwoniącego.

Był dyrektorem ds. informatyki regionalnej sieci szpitali.

Jeden z naszych najstarszych i najważniejszych klientów.

„Muszę to odebrać” – powiedziałem do Danieli.

„Sydney, zaczynamy za dziesięć minut” – ostrzegła.

„To szpital” – powiedziałem, już naciskając przycisk odbierania połączeń.

„Dzień dobry, tu Sydney.”

„Sydney, co do cholery się dzieje?”

Głos po drugiej stronie był wysoki, graniczący z paniką.

„Właśnie otrzymaliśmy flagę z naszej zapory sieciowej. Ktoś próbuje uzyskać dostęp do panelu administracyjnego serwerów regulacji tlenu”.

“Co?”

Mocniej ścisnęłam telefon.

“Kto?”

„Dziesięć minut temu otrzymaliśmy e-maila” – krzyknął dyrektor ds. informatyki. „To od syndyka, Bryce’a Hawthorne’a. Informuje on, że Northbridge jest w stanie likwidacji i zgodnie z nakazem sądowym jesteśmy zobowiązani do natychmiastowego przekazania mu haseł root w celu weryfikacji aktywów. Załączył dokument sądowy”.

Krew mi zamarła.

„Nic mu nie dawaj” – rozkazałem, schodząc do tonu, którego używałem podczas cyberataków.

„To próba phishingu. Zablokuj system. Dodaj tylko mój adres IP do białej listy. Zrób to teraz.”

„Już to zablokowałem” – powiedział dyrektor ds. informatyki. „Ale, Sydney… ten e-mail. Jest konkretny. Odnosi się do migracji serwera”.

„W artykule napisano, że potrzebuje dostępu, aby zweryfikować transfer do Milwaukee, zanim zasoby zostaną odłączone od sieci”.

Zamarłem.

Świat zdawał się zwalniać.

„Powiedz to jeszcze raz” – wyszeptałem.

„W e-mailu napisano, że musi zweryfikować zapasy, zanim przetransportuje je do zakładu w Milwaukee” – powtórzył dyrektor ds. informatyki.

Spojrzałem na Danielę.

Przyglądała się mojej twarzy.

Widziała moment, w którym to do mnie dotarło.

„Wyślij mi tego maila” – powiedziałem do dyrektora ds. informatyki. „Prześlij mi go natychmiast i dołącz nagłówki”.

„Wysłane” – powiedział.

Rozłączyłem się.

Mój telefon natychmiast wysłał sygnał nowej wiadomości.

Otworzyłem.

Było to czarno na białym.

Wiadomość e-mail wysłana z Hawthorne Crest.

Do klienta posiadającego infrastrukturę krytyczną.

Temat: Pilne — zajęcie mienia na mocy nakazu sądowego (protokół transferowy Milwaukee).

Szanowni Państwo, Jako wyznaczony przez sąd powiernik majątku Sydneya Rossa, potrzebuję natychmiastowego dostępu administracyjnego w celu weryfikacji zasobów oprogramowania przed ich przeniesieniem do magazynu w Milwaukee.

Podałem telefon Danieli.

Moja ręka już się nie trzęsła.

Było stabilne jak skała.

„Dał się nabrać” – powiedziałem cicho.

Daniela przeczytała e-mail.

Jej oczy się rozszerzyły.

„On się po prostu nie nabrał” – powiedziała. „Po prostu popełnił oszustwo. Podszywa się pod powiernika federalnego”.

„Domaga się dostępu do infrastruktury podtrzymującej życie szpitala, opierając się na kłamstwie, którym karmiliśmy go czterdzieści osiem godzin temu”.

„Pułapka Milwaukee” – powiedziałem. „Myśli, że serwery przeniosą się tam dzisiaj. Dlatego panikuje”.

„Chce przejąć kod, zanim opuści on granice stanu”.

„To wszystko dowodzi.”

Myśli Danieli już krążyły w galopie.

„To dowodzi, że ma on poufne informacje – złe informacje, ale jednak poufne”.

„To dowodzi, że jest on gotów narazić bezpieczeństwo publiczne, aby wygrać osobistą zemstę”.

„I to dowodzi, że kłamie, twierdząc, że jest pasywnym inwestorem. Inwestorzy nie żądają haseł root do butli z tlenem”.

Spojrzała na mnie.

„Musimy to teraz wydrukować. Na końcu korytarza jest centrum biznesowe.”

„Poczekaj” – powiedziałem.

Patrzyłem na znacznik czasu.

Wysłano dwadzieścia minut temu.

„Wysłał to ze swojego telefonu” – powiedziałem. „Jest w budynku”.

„On jest taki arogancki. Myśli, że może oczerniać moich klientów, czekając, aż sędzia uderzy młotkiem”.

Pobiegliśmy do centrum biznesowego.

Podczas gdy drukarka drukowała pięć kopii obciążającego e-maila — niezbitego dowodu świadczącego o desperacji mojego brata — myślałem o chronologii wydarzeń.

Dwa dni temu udostępniłem mojemu zespołowi fałszywą notatkę z Milwaukee.

Bryce miał dziś tę informację.

Oznaczało to, że wyciek nastąpił szybko.

Bezpośredni.

Zebraliśmy świeże papiery, gorące prosto z drukarki i ruszyliśmy z powrotem w stronę sali sądowej nr 7.

Komornik właśnie otwierał drzwi.

Galeria się zapełniała.

Moi rodzice siedzieli już w pierwszym rzędzie, wyglądali poważnie i dostojnie.

Bryce siedział przy stole powoda, spoglądał na zegarek i sprawiał wrażenie zirytowanego tym, że nie otrzymał jeszcze haseł.

Podszedłem do stołu oskarżonego.

Nie usiadłem od razu.

Odwróciłam się i rozejrzałam po pokoju.

Galeria była pełna reporterów, aplikantów adwokackich i ciekawskich gapiów.

Ale w ostatnim rzędzie, skulony w kącie niedaleko znaku wyjścia, dostrzegłem znajomą twarz.

Miał na głowie czapkę baseballową nasuniętą nisko na głowę, ale kurtkę rozpoznałem.

To była kurtka firmy Northbridge.

Dałem mu to na ostatnie Boże Narodzenie.

Jason.

Mój kierownik projektu.

Mężczyzna, który pytał, czy przeniesienie serwerów jest legalne.

Mężczyzna, który wyszedł na parking, żeby wykonać telefon.

Siedział ze skrzyżowanymi ramionami i wpatrywał się w podłogę.

Nie było go tu, żeby mnie wesprzeć.

Gdyby tu był, siedziałby za stołem obrońców.

Siedział tam, gdzie siedział widz.

Siedział w miejscu, w którym mógł dać sygnał Bryce’owi.

Nasze oczy spotkały się na drugim końcu pokoju.

Przez sekundę wyglądał na przerażonego.

Zobaczył, że na niego patrzę.

Widział, jak patrzyłem na Bryce’a.

Wtedy zobaczył stos świeżo wydrukowanych e-maili w ręku Danieli.

Zbladł.

Zaczął wstawać – może chciał wyjść – ale głos strażnika rozległ się po pokoju.

„Wszyscy wstańcie.”

Wchodził sędzia Keane.

Drzwi się zamknęły.

Jason opadł z powrotem na siedzenie.

Uwięziony.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Chrupiące brzuchy nadziewane dymką – spektakularne danie, które pokochasz!

1. Przygotowanie brzucha wieprzowego Oczyść mięso i dokładnie osusz je papierowym ręcznikiem. Natrzyj mięso solą i pieprzem, a następnie ponacinaj ...

Dlaczego ktoś miałby chorować, skoro ta zieleń rośnie w jego ogrodzie? Oczyszcza krew i wszystkie organy!

Następnie odcedź mieszaninę. Pij jedną łyżkę stołową rano i wieczorem, a Twoje problemy trawienne znikną. Maść na hemoroidy Wymieszaj równe ...

Ciasteczka poranne, które przygotowywała mi moja babcia: w końcu znalazłam przepis, którego tak długo szukałam!

Ciasteczka poranne, które przygotowywała mi moja babcia: w końcu znalazłam przepis, którego tak długo szukałam! Ciasteczka serowe idealnie nadają się ...

Leave a Comment