Odgłos jej dłoni uderzającej w mój policzek rozbrzmiał w przedsionku kościoła niczym wystrzał z pistoletu. W tej chwili – stojąc w pożyczonych perłach mojej babci, z piekącą twarzą i roztrzaskaną godnością – uświadomiłem sobie, że moja teściowa, Victoria, właśnie popełniła największy błąd w swoim życiu. Tylko jeszcze o tym nie wiedziała.
Ale wybiegam myślami w przyszłość. Nazywam się Delilah Fam. Mam 29 lat. I to jest historia o tym, jak mój dzień ślubu zamienił się w najbardziej satysfakcjonującą zemstę, jakiej nigdy nie planowałam.
Zanim przejdę dalej, proszę zostaw lajka i komentarz poniżej. Twoje wsparcie znaczy dla mnie wszystko. Dziękuję.
Ten poranek zaczął się jak każda panna młoda. Motyle w brzuchu, szampan z druhnami i łzy szczęścia mojej mamy. Marcus i ja byliśmy razem od trzech lat, a od roku zaręczeni. I pomimo ciągłych, pasywno-agresywnych komentarzy jego matki na temat mojego wietnamskiego pochodzenia i wychowania w małym miasteczku, dotarliśmy do ołtarza. A przynajmniej tak mi się zdawało.
Victoria Blackthorne była starą fortuną z Bostonu, kobietą, która nadal nazywała swoją pomoc domową „służbą” i uważała, że każdy, kto nie spędził lata na Martha’s Vineyard, jest w zasadzie bezdomny. Od pierwszego dnia dawała mi jasno do zrozumienia, że nie jestem wystarczająco dobra dla jej ukochanego Marcusa.
Ale dorastanie bez niczego wiąże się z pewną wadą: człowiek uczy się uśmiechać w każdej sytuacji, nawet wtedy, gdy ktoś próbuje go złamać.
Pierwszy sygnał kłopotów pojawił się, gdy moja suknia ślubna zniknęła z apartamentu dla nowożeńców. Nie zgubiła się – zaginęła. Pokrowiec na ubrania David’s Bridal, który tak starannie powiesiłam poprzedniego wieczoru, zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Moja druhna, Jenny, znalazła go godzinę później, upchniętego za starym kościelnym kotłem, pokrytego czymś, co podejrzanie przypominało czerwone wino.
„Wypadki się zdarzają” – powiedziała koordynatorka ślubu, choć jej oczy mówiły co innego.
Potem kwiaty dotarły – o ile można je tak nazwać. Zamiast zamówionych przeze mnie białych róż i gipsówki, ktoś przywiózł kompozycje pogrzebowe. Prawdziwe kompozycje pogrzebowe, z transparentem z napisem „Z najgłębszym współczuciem”. Kwiaciarnia przysięgała na wszystkie możliwe sposoby, że dzwoniła kobieta o nazwisku V. Blackthorne, żeby zmienić zamówienie.
Ale co było prawdziwą zagadką? Cassandra – młodsza siostra Marcusa i złote dziecko Victorii – pojawiała się wszędzie, gdziekolwiek poszłam, z telefonem w dłoni, szepcząc do niego jak jakiś szpieg ślubny. Od pierwszego dnia próbowała przekonać Marcusa, że jestem dla niego nieodpowiednia. Pewnie dlatego, że kiedyś przyłapałam ją na kradzieży portfela ich ojca, a ona wiedziała, że wiem.
Jenny odciągnęła mnie na bok, gdy próbowałam uratować swoje włosy po tym, jak stylista przypadkowo użył niewłaściwych produktów.
„Delilah, kochanie, jest coś, co powinnaś wiedzieć. Słyszałam Victorię wczoraj wieczorem na kolacji przedślubnej. Mówiła swoim znajomym z klubu wiejskiego, że ma plan, żeby sprawdzić, czy naprawdę nadajesz się na nazwisko Blackthorn”.
Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Moje zazwyczaj gładkie, czarne włosy przypominały teraz coś pomiędzy ptasim gniazdem a nieudanym eksperymentem naukowym.
„Jaki to rodzaj testu?”
„Taka, w której udowadniasz wszystkim, że jesteś kopaczką złota”.
Wtedy coś we mnie się zmieniło. Znasz ten moment, kiedy uświadamiasz sobie, że możesz być ofiarą albo grać w tę grę. Wybrałem grę.
Zniszczeniu sukni i pędowi czasu musiałam dać radę, zakładając suknię ślubną mojej babci – piękną, ale staromodną kreację z lat 60., która całkowicie odmieniła moją sylwetkę. W połączeniu z katastrofą, jaką były teraz moje włosy, ukryte pod awaryjnym welonem, i grubym makijażem vintage, który nałożyła mi artystka, żeby ukryć pokrzywkę, nie przypominałam siebie.
I wtedy mnie olśniło.
Victoria poznała mnie tylko przez okropne wideorozmowy, podczas których połączenie ciągle się zrywało. Nalegała, żeby w połowie rozmów był tylko dźwięk, bo nie ufała nowoczesnym technologiom. Kobieta nie miała pojęcia, jak naprawdę wyglądam na żywo.
„Jenny” – szepnąłem – „chcę, żebyś zrobiła dla mnie coś szalonego”.
Gdy wyjaśniałem jej swój plan, jej oczy robiły się coraz szersze i szersze.
„Chcesz udawać koordynatorkę ślubu, choć przez chwilę? Muszę wiedzieć, co planuje”.
Wszechświat zdawał się zgadzać z moją improwizacją, ponieważ w tym momencie koordynatorka ślubu miała pilną sprawę rodzinną i musiała wyjść. Wskoczyłam w jej wygodne balerinki – dzięki Bogu, że nosiłyśmy ten sam rozmiar – chwyciłam jej notes i przemieniłam się w kogoś zupełnie innego.
Wiktoria przewodziła w głównej sali kościoła, otoczona przyjaciółmi z towarzystwa, wszyscy ubrani tak, jakby brali udział w królewskim ślubie, a nie ceremonii w skromnym kościele w Maryland. Miała na sobie białą suknię. Oczywiście. Była bardziej wyszukana niż cokolwiek, na co mnie było stać, z taką ilością diamentów, że wystarczyłoby na sfinansowanie małego kraju.
„Gdzie jest ta niekompetentna dziewczyna?” – warknęła, nie zwracając się do nikogo konkretnego. „Koordynatorka, panna młoda – ktokolwiek, kto ma choć trochę rozumu?”
Podszedłem, ściskając kurczowo swoją podkładkę do pisania niczym zbroję.
„Pani Blackthornne, zastępuję koordynatora. W czym mogę pomóc?”
Patrzyła prosto przeze mnie. Nie na mnie – przeze mnie, jakbym była meblem.
„Wreszcie ktoś, kto może się naprawdę przydać. W przeciwieństwie do tej chciwej niczyjej, z którą mój syn upiera się, żeby się ożenić”.
Ona się śmiała, a jej przyjaciele chichotali jak tresowane ptaki.
„Mówiłem wszystkim, że chodzi jej o rodzinne pieniądze. Wietnamczycy, wiesz. Wszyscy szukają zielonych kart i kont bankowych”.
Ścisnęłam podkładkę tak mocno, że myślałam, że pęknie, ale starałam się mówić spokojnie. Profesjonalnie.
„Jestem pewien, że twój syn bardzo ją kocha.”
„Miłość” – prychnęła Wiktoria. „Miłość nie spłaca kredytów, kochanie. Dlatego przygotowałam małą niespodziankę. Cassandra już odkryła, że dziewczyna okrada Marcusa. Mamy dowody”.
No cóż – sfabrykowany dowód. Ale kto go zakwestionuje, kiedy go przedstawię podczas ceremonii?
Jedna z jej przyjaciółek, kobieta z twarzą tak ściągniętą, że wyglądała na wiecznie zaskoczoną, aż sapnęła z zachwytu.
„Victoria, jesteś taka mądra.”
„A co jeśli Marcus się zdenerwuje?”
„Och, proszę. Mój syn zawsze wraca do matki. Zawsze wracał. Zawsze będzie wracał. Jak zobaczy, z jakim śmieciem prawie się ożenił, to mi podziękuje”.
Przeprosiłem i poszedłem do łazienki, żeby napisać Jenny SMS-a z całą resztą. Odpisała mi serią emotikonów, które przyprawiłyby marynarza o rumieniec. Potem dodała: „Cassandra właśnie próbuje uwieść Toma, drużbę Marcusa, w szafie na płaszcze”.
Wszystko zaczynało zamieniać się w operę mydlaną, a przecież ceremonia nawet się jeszcze nie zaczęła.
Kiedy wróciłam do głównej sali, Victoria pokazywała już znajomym listę – laminowaną listę zatytułowaną „wymagania dla panny młodej z Blackthornne”. Znalazły się na niej takie pozycje, jak konieczność ukończenia szkoły Ivy League, możliwość wykazania pokrewieństwa z Mayflower oraz, co jest moim ulubionym, konieczność znajomości różnicy między widelcami do krewetek a widelcami do ostryg.
Prawie się roześmiałem. Prawie.
Zamiast tego patrzyłem, jak pomyliła jedną z gości – blondynkę w drogim garniturze – ze mną i zaczęła do mnie podchodzić. Biedna kobieta wyglądała na zdezorientowaną, gdy Victoria zaczęła ją wypytywać o jej zamiary wobec Marcusa.
Rola koordynatora pozwoliła mi obserwować z bliska narastającą desperację Victorii. W miarę jak zbliżał się czas ceremonii, nie mogła zrozumieć, dlaczego panna młoda jeszcze się nie pojawiła. Blondynka uciekła, gdy Victoria oskarżyła ją o bycie oszustką pnącą się w górę drabiny społecznej, co, prawdę mówiąc, było w połowie słuszne, ponieważ była oszustką. Tyle że nie taką, której Victoria szukała.
„Gdzie ona jest?” – syknęła Victoria po raz dziesiąty. „Ceremonia zaczyna się za trzydzieści minut”.
„Sprawdzę apartament dla nowożeńców” – zaproponowałam, ukrywając uśmiech.
Ale najpierw zajrzałem do szafy na ubrania, gdzie Jenny zgłosiła sprawę Cassandry. I rzeczywiście, była tam – przytulona do Toma jak okładka przecenionego romansu, z rękami tam, gdzie zdecydowanie nie powinny być, trzymając drużbę brata.
„Och” – krzyknęłam głośno, starając się, aby mój głos niósł się głośniej – „przepraszam, że przerywam”.
Tom odskoczył, jakby porażony prądem, a jego twarz przybrała barwę róż pogrzebowych. Cassandra jednak tylko wpatrywała się we mnie tymi zimnymi, czarnymi oczami.
„Zajmij się swoimi sprawami. Pomocy!” – zadrwiła.
„Oczywiście, panno Blackthornne, choć może chciałabyś wiedzieć, że twoja matka cię szuka. Coś w tym planie.”
W jej oczach pojawił się złośliwy błysk radości.
„O, racja. Dowód na kradzież tej szmaciarki. Podrzuciłem jej go wcześniej do torebki. Mama ją zdemaskuje przy ołtarzu. Będzie pysznie.”
Tom spojrzał na nas, a na jego twarzy malowało się przerażenie.
„Cassandra, o czym ty mówisz? Delilah nigdy by niczego nie ukradła.”
„Och, Tom” – mruknęła Cassandra, próbując się do niego doczołgać. „Jesteś taki naiwny. Właśnie to w tobie kocham”.
Ale Tom już się wycofywał.
„Jesteście szaleni. Oboje. Ty i twoja matka. Marcus zasługuje na coś lepszego.”
Wyszedł, a Cassandra zwróciła swoją wściekłość na mnie.
„Ty głupi, mały nikim. Zniszczyłeś wszystko.”
To słowo – „głupi”. Obróci się przeciwko nim wszystkim.
Jeśli podoba Ci się ta historia, poświęć chwilę, aby kliknąć przycisk subskrypcji i polubić ten film. To naprawdę pomaga mi tworzyć dla Ciebie więcej treści i szczerze mówiąc, Twoje wsparcie dodaje mi sił. Bardzo dziękuję.
Wróciłem do Victorii z wiadomością, że panna młoda szykuje się i wkrótce zejdzie. Przechadzała się, a jej biała suknia szeleściła dramatycznie przy każdym obrocie. Kościół zapełniał się gośćmi. Widziałem Marcusa przy ołtarzu, przystojnego, ale zdenerwowanego w smokingu.
„To śmieszne” – wybuchnęła Wiktoria. „Co za dziewczyna bez klasy spóźnia się na własny ślub?”
Jej matka, energiczna osiemdziesięciopięcioletnia kobieta o nazwisku Elellaner, podjechała na wózku inwalidzkim.
„Ta sama dziewczyna, która musi radzić sobie z twoimi bzdurami. Victoria, usiądź, zanim dostaniesz udaru.”
„Mamo, proszę. Nie teraz.”
„Och. Eee, myślę, że to idealny moment.”
Elellaner spojrzała na mnie i puściła mi oko. Naprawdę puściła.


Yo Make również polubił
Rozkosz w 3 minuty, z zaledwie 2 składników: prosta i kusząca!
Zupa z kapusty spalająca tłuszcz
Objawy zawału serca, które każdy powinien znać❗
Cały internet współpracował i nie mógł znaleźć, co to jest. Nie jestem pewien, co to jest, dziewięćdziesiąt procent ludzi też nie wie…