„Britt” – powiedziałem cicho. „Może czuje się zastraszony, bo czuje się niekompetentny. Może niedocenia wszystkich wokół, bo przecenia siebie”.
Nie odpowiedziała. Usłyszałem stłumiony szloch, a potem połączenie się urwało.
Stałam tam przez dłuższą chwilę, przytłoczona ciszą gabinetu. Uświadomiłam sobie coś głębokiego. Moja rodzina nie odrzuciła mnie, bo byłam problemem. Odrzuciła mnie, bo wyrosłam z wersji mnie, z którą czuli się komfortowo. Potrzebowali mnie jako „trudnej” siostry, żeby Britney mogła być tą „idealną”.
Dobrze. Mogli zatrzymać swoją małą wersję mnie. Życie miało większe plany.
Tego wieczoru, gdy kończyłem zatwierdzać ostatnie wizualizacje fasady Skyline , weszła Jenna , trzymając w ręku grubą, szarą kopertę.
„To przyszło prywatnym kurierem” – powiedziała, marszcząc brwi. „Oznaczono jako pilne. To z działu prawnego”.
Zmarszczyłem brwi. „Nie prosiłem dziś o nic Działu Prawnego”.
Otworzyłem zapięcie. Wewnątrz znajdował się gruby dossier z prostym, mrożącym krew w żyłach nagłówkiem: RAPORT: TYLER MORRIS.
Poniżej pieczątka: Zleceniodawca: KLIENT 00492.
„Kto o to prosił?” – zapytałem, przeglądając stronę tytułową.
Jenna zawahała się, przestępując z nogi na nogę. „Kurier powiedział… że to od twojej matki”.
Zamrugałam. Moja matka? Ta kobieta, która właśnie wyprosiła mnie z rodzinnych wakacji?
Serce mi się ścisnęło, tym razem nie z bólu, ale z zimnego, narastającego podejrzenia. Dlaczego moja matka, która uwielbiała Tylera , miałaby go sprawdzać?
Przewróciłem stronę. I wtedy przestałem oddychać.
Plik był cmentarzyskiem finansowej ruiny. Tyler miał długi. Ogromne. Były pożyczki osobiste od drapieżnych pożyczkodawców, stare niespłacone karty kredytowe sprzed pięciu lat i „technologiczny startup”, który był niczym więcej niż piramidą finansową, o której wygodnie zapomniał wspomnieć.
Ale było jeszcze gorzej.
Na trzeciej stronie, zaznaczonej na żółto, znajdował się niedawny wniosek o prywatną pożyczkę inwestycyjną w wysokości 200 000 dolarów.
Imię i nazwisko wnioskodawcy: Britney Hayes-Morris .
Materiały dodatkowe: The House .
Powoli usiadłem, skórzany fotel zaskrzypiał pod nagłym przeniesieniem ciężaru ciała.
Dlatego pojawił się w moim biurze. Nie szukał po prostu zwykłego inwestora. Był zdesperowany. Tonął. I nie chciał mnie na Sylwestra nie dlatego, że byłem „spięty”, ale dlatego, że bał się, że ja – jedyna osoba w rodzinie, która znała się na pieniądzach – przejrzę go na wylot. Musiał trzymać mnie z dala od Britney na tyle długo, żeby ją zrujnować.
Na samym dole raportu do strony przypięta była odręczna notatka. Pismo było drżące, znajome.
Morgan, nie wiedziałam, do kogo innego zwrócić się z prośbą. Bank dzwonił do domu, szukając go. Jeśli zaszkodzi Britney finansowo, proszę, chroń ją. Nie dam rady sama.
Dotarło do mnie to od razu. Moja matka nie odpychała mnie z własnej woli. Owszem, chroniła pokój, ale jednocześnie była przerażona. Paraliżował ją strach, że jeśli skonfrontuje się z Tylerem , odbierze mu Britney albo zrobi jej krzywdę.
Dziwna mieszanka smutku i żelaznej stali przeszyła mnie. Nadal nie ufali mi na tyle, by rozmawiać ze mną bezpośrednio. Nie ufali mi na tyle, by wpuścić mnie do domu. Ale ufali mi na tyle, by wykonać brudną robotę. Ufali moim kompetencjom, choć nie mojemu charakterowi.
Zamknąłem plik. Dźwięk był ostateczny.
Dobrze. Gdyby chcieli, żebym wyszedł z sylwestra, dostaliby dokładnie to, o co prosili. Ale najpierw musiałem coś dostarczyć.
Chwyciłem trencz, wrzuciłem teczkę pod pachę i ruszyłem do drzwi. Szedłem do jedynego miejsca, w którym to mogło się skończyć: domu Tylera i Britney .
Nie walczyć. Nie krzyczeć. Żeby to zakończyć.


Yo Make również polubił
Wypij tę herbatę, a raz na zawsze pozbędziesz się opuchniętych nóg, kostek i stóp!
🧁 Angielskie Babeczki Jogurtowe Light
Moja rodzina celowo o mnie zapomniała przez 8 lat z rzędu; ciągle dzwoniłem, wysyłałem prezenty, a oni nigdy nie oddzwonili, nawet nie odwiedzili; po tylu naleganiach zmęczyłem się i postanowiłem z tym skończyć; zmieniłem nazwisko, sprzedałem dom, anulowałem telefon i po sześciu miesiącach zniknąłem bez śladu…
Chleb witalny: owies i nasiona chia bez mąki