Później, w blasku świecy, Vincent sięgnął po moją dłoń.
„Tęsknisz czasem za tym, co było?” – zapytał cicho.
Zastanowiłem się przez chwilę, a potem powiedziałem: „Czasami. Ale kocham to, co jest”.
I to, moim zdaniem, jest prawdziwy koniec – nie na salach sądowych, w wyciągach bankowych, ani nawet na weselach w ogródku, ale w takich cichych chwilach. Gdzie serce, zranione, ale nie złamane, postanawia pozostać otwarte. Gdzie dom – mój dom – pozostaje prosto. Nie dlatego, że jest nietknięty, ale dlatego, że przetrwał.
Teraz, gdy nocne owady zaczynają swój cichy chór, a światło na ganku rzuca ciepłą poświatę na cegły, siedzę z kawą, długopisem i mężczyzną, który postanowił zostać – nie z obowiązku, ale z miłości. I po raz pierwszy od dawna myślę, że nie tylko przetrwam.


Yo Make również polubił
Ciasto ze śliwkami w 15 minut
Niedobór witaminy B12 – subtelne sygnały, które wysyła Ci organizm
Właśnie zakładałam płaszcz, idąc na „brunch makijażowy” do mojej siostry, gdy mój prawnik wysłał mi SMS-a składającego się z zaledwie trzech słów WIELKIMI LITERAMI: „ZADZWOŃ DO MNIE TERAZ!” — 20 minut później rzucił na stół grubą teczkę… i wtedy zrozumiałam dokładnie, dlaczego moja siostra chciała, żebym NIGDY WIĘCEJ nie przekraczała tego progu.
Młodsi nie wiedzą, co to jest i do czego służy.