„Myślisz, że ona to kupiła?” – zapytałem.
Skinął głową.
„Jej głos staje się wyższy na końcu wyrazów, gdy jest naprawdę szczęśliwa” – powiedział. „Była naprawdę szczęśliwa. Z powodu twojego zagubienia”.
Złość zapłonęła w mojej piersi, ostra i gorąca.
„Co teraz?” zapytał.
„Teraz” – powiedziałem – „będziemy wszystko notować. A jutro poczekamy na telefon od lekarza. Wtedy przygotujemy się na ich powrót do domu”.
Resztę wieczoru spędziliśmy przy kuchennym stole.
Damian dyktował, a ja pisałam: daty, rozmowy, drobne szczegóły, które dla kogoś innego mogłyby wydawać się bez znaczenia, ale gdy przyjrzeć się bliżej, tworzyły wzory.
„Ona prowadzi dziennik” – powiedział w pewnym momencie.
Spojrzałem w górę.
„Jaki to rodzaj dziennika?”
„Mała niebieska książeczka na jej stoliku nocnym” – powiedział. „Pisze w niej co wieczór przed snem. Chyba głównie o pieniądzach. Rachunki i plany. Ale czasami o tobie, tacie i mnie. Widziałem, jak pisała w niej w noc przed ich rejsem”.
Dziennik, którego jeszcze nie mieliśmy. Ale gdyby policja kiedyś potrzebowała wiedzieć, gdzie szukać, ten szczegół byłby ważny.
Następnego ranka, około dziesiątej, zadzwonił mój telefon.
„Lucindo” – powiedziała dr Reeves, kiedy odebrałam. Jej głos nie miał w sobie nic z jej zwykłej lekkości. „Mam wyniki twoich badań. Chciałabym, żebyś przyszła do gabinetu, ale zanim to zrobisz, powiem ci wprost: badania laboratoryjne wykazują wysokie stężenie leków, których nie ma w twojej dokumentacji”.
Usiadłem przy kuchennym stole.
„Jakie leki?” zapytałem.
„Mieszanka silnych leków nasennych i uspokajających” – powiedziała ostrożnie. „Wystarczająco dużo, by z czasem wpłynąć na twoje myślenie i pamięć. Poziomy, które obserwujemy, mówią mi, że do niedawna przyjmowałeś te substancje regularnie. Spadek stężenia w organizmie w ciągu ostatnich kilku dni sugeruje, że to, co podawałeś, nagle przestało działać”.
Mój wzrok powędrował w stronę równego rzędu torebek herbaty, które wciąż leżały na blacie.
„Więc sobie tego nie wyobrażam” – powiedziałem.
„Nie” – odpowiedział dr Reeves. „Lucindo, nie chcę cię straszyć, ale gdyby te ilości stale rosły, mogłoby to zagrażać życiu”.
To słowo zawisło między nami.
„Co mam teraz zrobić?” zapytałem.
„Mam obowiązek poinformować cię, że możesz i powinieneś skontaktować się z policją” – powiedziała. „I jeśli chcesz, poparłabym to. Udokumentuję wszystko, w tym poprawę twojego stanu od czasu, gdy podejrzewane narażenie ustało. Ale wiem też, że sytuacje rodzinne bywają skomplikowane”.
„Tak” – powiedziałem cicho. „Dziękuję, doktorze. Będę w kontakcie”.
Kiedy się rozłączyłam, Damian obserwował mnie z progu szeroko otwartymi, ale spokojnymi oczami.
„Ona je znalazła, prawda?” – zapytał.
„Tak”, powiedziałem. „To prawda. Wszystko.”
Skinął głową i spojrzał w stronę półki z książkami, gdzie mała, czerwona lampka sygnalizująca nagrywanie na razie zgasła.
„W takim razie jesteśmy gotowi” – powiedział. „Na ich powrót”.
Część czwarta – Powrót
Dzień, w którym Dean i Nyla wracali do domu, przypominał ciszę przed letnią burzą.
Dom wyglądał zwyczajnie – słońce padało na dywan, naczynia schły na suszarce, koc Damiana z dinozaurem leżał zmięty na kanapie – ale ja czułam się nieswojo.
Tego ranka przeprowadziliśmy ostatnie ćwiczenia.
„Pamiętaj” – powiedział Damian z powagą małego generała – „jesteś zmęczony, zdezorientowany, ale nie całkiem umarłeś. Jeśli będziesz się zachowywał zbyt dziwnie, mama może pomyśleć, że coś jest nie tak”.
„Zrozumiałem” – powiedziałem. „A ty?”
Lekko wzruszył ramionami.
„Znowu staję się cichym dzieciakiem” – powiedział. „Wpatruję się w podłogę. Trochę się kiwam. Nie odpowiadam, kiedy do mnie mówią”.
Nienawidziłem tego. Nienawidziłem myśli, że znowu założy tę maskę.
„Tylko na chwilę” – przypomniałem mu. „Wystarczająco długo, żeby to skończyć”.
Skinął głową.
Schowaliśmy dyktafon cyfrowy na półce w salonie, za stertą starych książek w miękkiej oprawie. Włączyłem go i schowałem kabel, żeby nie był widoczny.
O wpół do trzeciej po południu usłyszałem znajomy dźwięk samochodu Deana skręcającego na podjazd.
Serce mi waliło. Opadłam na ulubiony fotel i owinęłam ramiona starym kocem afgańskim. Pozwoliłam włosom pozostać lekko potarganymi, nie zawracałam sobie głowy szminką i złagodziłam postawę, aż wyglądałam na mniejszą.
Damian siedział na dywanie obok moich stóp, zabawki walały się wokół niego, ciało miał nieruchome, ale oczy czujne.
Drzwi wejściowe otworzyły się z brzękiem kluczy.
„Mamo?” zawołał Dean. „Wróciliśmy!”
„Tutaj” – odpowiedziałem, pozwalając, by mój głos zabrzmiał cienko i powoli.
Weszli do salonu.
Nyla spojrzała na mnie i zamarła. Przez ułamek sekundy, zanim przypomniała sobie o poprawieniu wyrazu twarzy, zobaczyłem to – satysfakcję. Nie troskę. Nie litość.
Zadowolenie.
Potem rzuciła się naprzód.
„O mój Boże, Lucinda” – powiedziała. „Wyglądasz na wyczerpaną. Dobrze się czujesz?”
Przyłożyła chłodną dłoń do mojego czoła, jakby sprawdzała, czy mam gorączkę.
Dean stał z tyłu przy drzwiach, z torbą podróżną przewieszoną przez ramię. Opalenizna z rejsu uwydatniała cienie pod oczami.
„Mamo” – powiedział napiętym głosem – „wyglądasz… inaczej”.
„Mam problemy” – mruknęłam, pozwalając, by moje słowa lekko się zamazały. „Mam problemy z zapamiętywaniem. Herbata trochę pomogła. Ale jestem strasznie zmęczona”.
„Widzę to” – powiedziała Nyla, zerkając na Deana. „Okropnie się pogorszyła w ciągu zaledwie tygodnia”.
Odwróciła się do mnie.
„Pijesz herbatę, tak jak ci kazałam, prawda?” – zapytała. „Całą? Saszetki, które zrobiłam, były mocniejsze niż zwykle. Powinny pomóc ci na problemy ze snem”.
„O tak” – powiedziałam, powstrzymując się przed spojrzeniem w stronę kuchennego kosza na śmieci, gdzie ostatnia nienaruszona paczka leżała zakopana pod skorupkami jajek. „Każdego ranka i każdego wieczoru. Tak jak mówiłeś”.
Nyla wypuściła powietrze, wydając z siebie cichy, przyjemny dźwięk.
„Dobrze” – powiedziała. „Konsekwencja jest niezwykle ważna w kwestiach medycznych”.
Dean w końcu usiadł w fotelu naprzeciwko mnie.
„Mamo, rozmawiałaś z doktorem Reevesem?” – zapytał. „Może powinniśmy umówić się na wizytę w sprawie tych problemów z pamięcią”.
„Właściwie” – wtrąciła gładko Nyla – „nie jestem już pewna, czy dr Reeves jest właściwą osobą. To może przekraczać jej możliwości. Może potrzebować specjalisty – kogoś, kto zajmuje się zaawansowanymi przypadkami utraty pamięci”.
„Nie chcę być ciężarem” – powiedziałam drżącym głosem.
„Nie jesteś ciężarem” – szybko powiedział Dean.
„Najlepiej” – dodała Nyla – „to profesjonalna opieka. Ludzie, którzy wiedzą, jak zapewnić bezpieczeństwo komuś takiemu jak ty. Rozmawialiśmy o tym, pamiętasz? Alternatywne warunki zamieszkania”.
Alternatywne warunki zamieszkania. Ładne, proste określenie miejsca, które badała – ośrodków kosztujących małą fortunę, które z łatwością mogły stać się ostatnim przystankiem dla kogoś, o kim wszyscy mówili, że „uciekał”.
Na chwilę pozwoliłem, by mój wzrok stracił skupienie, po czym zwróciłem go na nią z ostrożnym zaufaniem.
„Tak dobrze się mną opiekujesz” – powiedziałam cicho. „Dbasz o to, żebym miała wszystko, czego potrzebuję. Herbatę… zawsze wiesz, co do niej dodać”.
Coś w jej wyrazie twarzy się zaostrzyło.
„Cóż” – powiedziała – „robię, co mogę. Zauważyłaś, że czujesz się spokojniejsza? Bardziej senna?”
„Bardzo senny” – zgodziłem się. „Czasami budzę się i nie wiem, jaki jest dzień. Wczoraj myślałem, że jest niedziela, a była środa”.
Jej usta drgnęły.
„To się zdarza” – powiedziała. „Ale my się tobą zajmiemy”.
Zwróciła się do Damiana.
„A jak się czuje?” zapytała energicznie. „Jakieś wybuchy?”
Wpatrywał się w zabawkę, którą trzymał w rękach, lekko kołysząc ciałem.
„Był milczący” – powiedziałem. „Bardziej niż zwykle”.
„Dobrze” – powiedziała. „Im mniej bodźców dla ciebie, tym lepiej”.
Moja szczęka się zacisnęła.
Postanowiłem, że nadszedł czas.
„Damian” – powiedziałam, dotykając jego ramienia – „czy mógłbyś przynieść babci szklankę wody, kochanie? Czuję lekkie zawroty głowy”.
Ćwiczyliśmy ten moment. Wiedział dokładnie, dokąd iść.
Wstał, ale zamiast iść do kuchni, podszedł do półki z książkami.
„Damian, kuchnia jest tam” – powiedziała Nyla zirytowana, wskazując na drzwi.
Zignorował ją.
Sięgnął za rząd książek i wyciągnął mały dyktafon cyfrowy, którego maleńka lampka wciąż się świeciła.
Odwrócił się, przeszedł na środek pokoju i stanął twarzą do rodziców.
Kiedy przemówił, jego głos był wyraźny i pewny.
„To nie do wody” – powiedział. „To dyktafon. Używałem go, żeby pomóc babci. Nagrywałem wszystko – łącznie z każdym razem, gdy mówiłaś o tym, co dodajesz jej do herbaty, mamo”.
W pokoju zapadła grobowa cisza.
Nyla zbladła.
Deanowi opadła szczęka.
„To… to niemożliwe” – wyjąkała Nyla. „On nie mówi. Nie może mówić”.
„Potrafię mówić” – powiedział Damian. „Zawsze umiałem. Tak mnie wystraszyłeś, że musiałem udawać, że nie potrafię”.
Dean patrzył na niego, jakby widział go po raz pierwszy w życiu.
„Damian?” powiedział łamiącym się głosem. „Koleś… jak długo…?”
„Całe moje życie” – powiedział Damian. Przysunął się bliżej mojego krzesła. „Mama powiedziała mi, że jeśli kiedykolwiek się odezwę, kiedy nie powinienem, odeśle mnie i skrzywdzi babcię. Więc milczałem. Ale słyszałem wszystko”.
Nyla obróciła się w moją stronę.
„Co to jest?” zapytała. „Co robisz?”
Wyprostowałam się na krześle, pozwalając mgle opaść z mojej twarzy niczym kurtynie.
„Przestałem pić twoją herbatę pięć dni temu” – powiedziałem spokojnie. „Mój lekarz zlecił mi badania. Wykryła w mojej krwi mieszankę silnych leków – leków, których nigdy mi nie przepisano. Wie, że regularnie je brałem i że nagle przestałem je brać. To wyjaśnia, dlaczego teraz myślę jasno”.
Oczy Nyli błysnęły.
„Jesteś zdezorientowany” – warknęła. „Masz atak. Myślisz…”
„Czy jestem zdezorientowany?” – przerwałem.
Sięgnąłem po teczkę leżącą na stoliku nocnym i otworzyłem ją.
„Ponieważ dla mnie wygląda to całkiem jasno.”
Czytałem na głos z jej notatek.
„1 października” – powiedziałem. „„Rosnące ciśnienie. Trzeba przyspieszyć termin. Temat musi zniknąć przed kolejnym przeglądem finansowym”. 10 października: „Przygotowaliśmy mocniejsze pakiety na tydzień rejsowy. Obliczone ilości dla trwałego rozwiązania w ciągu 48–72 godzin po regularnym stosowaniu”.
Z twarzy Deana zniknął wszelki kolor.
Nyla wpatrywała się w kartkę, jakby mogła siłą woli sprawić, że słowa znikną.
„O czym ona mówi?” wyszeptał Dean.
„Mówi o tym, jak mama od dawna krzywdziła babcię” – powiedział cicho Damian. „I o tym, jak ten tydzień miał wyglądać, kiedy się skończy. Powiedziała, że będziesz na rejsie i wszyscy pomyślą, że babcia po prostu zachorowała w domu”.
„Kłamiesz” – powiedziała Nyla, podnosząc głos. „Oboje kłamiecie. On… on ma upośledzenie umysłowe. Wszyscy o tym wiedzą. Nikt nie uwierzy zdezorientowanej staruszce i dziecku, które nawet nie potrafi…”
„Dziecko, które potrafi mówić pełnymi zdaniami, czytać artykuły medyczne i dokładnie wyjaśniać, co widziało przez ostatnie cztery lata” – przerwałem. „Dr Reeves ma moje wyniki badań laboratoryjnych. Mój prawnik ma kopie tych notatek. A ten mały dyktafon…” Skinąłem głową w stronę ręki Damiana. „Cóż, jestem pewien, że detektyw z biura szeryfa hrabstwa będzie bardzo zainteresowany tym, co wykrył”.
Wyciągnąłem telefon komórkowy z kieszeni kardiganu.
„Lucindo, nie” – powiedział Dean, wyglądając na spanikowanego.
„Próbowała mnie zabić” – powiedziałem, a mój głos stał się teraz spokojny. „Używała twojego syna jako tarczy i narzędzia, kiedy to robiła. Skończyłem z jej ochroną”.
Panowanie Nyli uległo zmianie.
„Nie masz żadnych dowodów” – warknęła. „Nikt ci nie uwierzy”.
„Mamy dokumentację medyczną” – powiedziałem. „Mamy wydrukowane wyniki twoich badań. Mamy twoje notatki dotyczące harmonogramów i „rozwiązań”. Mamy ośmiolatka, którego zmusiłeś do milczenia, i mamy nagranie, na którym mówisz mi, żebym nie szukał pomocy, jeśli zacznę mieć problemy z oddychaniem”.
Gdy zacząłem wybierać numer, Nyla rzuciła się – nie na mnie, lecz na Damiana.
„Dawaj to!” krzyknęła, sięgając po dyktafon.


Yo Make również polubił
Jej córka zniknęła w toalecie w centrum handlowym — dwa lata później, spacerując po kalifornijskiej plaży, zatrzymała się, słysząc głos nieznajomego.
Soda oczyszczona może czyścić i nabłyszczać płytki. Oto jak jej używać.
DIY Beauty Boost: Maska kolagenowa z pietruszki i wazeliny
Zostawił na stole złoty zegarek, portfel i gotówkę, żeby sprawdzić uczciwość swojej służącej – ale to, co wydarzyło się później, go oszołomiło