O decyzji ukrycia się i obserwowania domu.
Mężczyźni z kluczami.
Ogień.
Tekst Quasiego jest wyrazem udawania, że go to obchodzi, podczas gdy wie, że powinniśmy być martwi.
Adwokat Zuna ani razu mi nie przerwał.
Ona po prostu słuchała, splatając palce pod brodą i wpatrując się we mnie.
Kiedy skończyłem, milczała przez dłuższą chwilę.
„Twój ojciec prosił mnie, żebym się tobą zaopiekowała, gdyby coś takiego się wydarzyło” – powiedziała w końcu. „Langston był bardzo mądrym człowiekiem. Zauważył u twojego męża rzeczy, których nie chciałaś widzieć”.
To bolało.
Ale to była prawda.
„Wiedział. Wiedział, że Quasi jest zdolny do… tego.”
„Podejrzewał, że Quasi nie jest tym, za kogo się podaje, że poślubił cię, żeby mieć do ciebie dostęp, że jest niebezpieczny”.
Wzięła łyk kawy.
„Langston zostawił mi kilka rzeczy. Dokumenty, informacje o tobie i o Quasim. Myślałem, że nigdy nie będę musiał ich użyć.”
Wstała i podeszła do zamkniętej szafki.
Wyciągnęła grubą teczkę i położyła ją na stole między nami.
„Twój ojciec 3 lata temu dyskretnie wynajął prywatnego detektywa, żeby zbadał interesy Quasiego”.
Moje serce się skurczyło.
„I co znaleźli?”
„Długi. Mnóstwo długów hazardowych, głównie. Twój mąż ma poważny problem, Ayiraa. Jest winien samotnikom, podziemnym kasynom, bardzo niebezpiecznym ludziom.”
Otworzyła teczkę, w której znajdowały się wyciągi bankowe, zdjęcia i raporty.
„Jego firmy są w stanie upadłości od dwóch lat. Pieniądze z spadku, który zostawiła ci matka, wykorzystywał na łatanie dziur, ale prawie wszystko zniknęło”.
Poczułem się, jakby ktoś uderzył mnie w brzuch.
Dziedzictwo mojej matki.
Zostawiła mi 150 000 dolarów, które wpłaciłem na wspólne konto, ponieważ byliśmy małżeństwem.
„Co moje, to i twoje, kochanie.”
„Wykorzystał wszystko, co do ostatniego tropu”.
Przewróciła stronę.
„A teraz pożyczkodawcy ściągają odsetki. Quasi jest winien prawie pół miliona.”
Tacy ludzie nie negocjują.
Albo zapłaci, albo…
Nie musiała kończyć zdania.
„Ale ja nie mam tych pieniędzy. Nie mamy ich.”
„Po co więc ubezpieczenie na życie?”
Zapytała po prostu.
„Masz polisę na życie wartą 2,5 miliona dolarów, prawda? Twój ojciec nalegał, kiedy się ożeniłeś. Pamiętasz? Mówił, że to ważne, żeby chronić ciebie i przyszłe wnuki”.
Przypomniałem sobie.
Pamiętam, że Quasi uważał wtedy, że to przesada, ale potem to zaakceptował.
Nigdy tego nie kwestionowałem.
Nigdy bym nie pomyślał.
„A gdybym zginął w wypadku” – kontynuowałem rozumowanie, czując jak żółć podchodzi mi do gardła – „Quasi otrzymałby te 2,5 miliona, spłaciłby długi i byłby wolny”.
“Dokładnie.”
Adwokat Zunayra zamknął teczkę.
„A pożar to idealny przykład wypadku. Trudno udowodnić podpalenie, jeśli zrobi się to dobrze. Trudno je namierzyć. A on ma idealne alibi. Był w innym stanie, kiedy to się stało”.
„Ale ja nie umarłem, Kenzo też nie, a on jeszcze o tym nie wie”.
Sposób, w jaki to powiedziała, sprawił, że coś we mnie zaświtało.
„Sugerujesz, żebyśmy pozwolili mu na razie myśleć, że plan zadziałał”.
Pochyliła się do przodu.
„Ayira, jeśli się teraz pojawisz, to będzie jego słowo przeciwko twojemu. Masz dowody, świadków, cokolwiek poza historią sześcioletniego chłopca, który mógł źle zrozumieć rozmowę?”
Nie miałem nic.
Tylko pewność w moim sercu.
I strach w oczach mojego syna.
„A co z mężczyznami, którzy spalili dom? Czy policja nie przeprowadzi śledztwa?”
„Zrobią to, a bez wskazówek mogliby dojść do wniosku, że to był wypadek. Wadliwa instalacja elektryczna, wyciek gazu, cokolwiek. Ci ludzie to profesjonaliści, Ayiraa. Nie zostawiają śladów.”
Westchnęła.
„Quasi zaplanował to bardzo dobrze. Jedyną wadą jego planu było… to, że Kenzo słuchał, a ja mu wierzyłem”.
Spojrzałem na mojego syna śpiącego na kanapie.
Tak mały.
Tak niewinnie.
A jednak uratował nam życie.
„Co mam więc zrobić? Nie mogę po prostu zniknąć. Mój dowód osobisty, karty, wszystko w domu spłonęło. Nie mam pieniędzy. Nie mam dokąd pójść”.
„Masz mnie” – powiedział adwokat Zumera. „I masz coś, o czym Quasi nie wie”.
“Co?”
Uśmiechnęła się.
Zimny uśmiech, który uświadomił mi, dlaczego mój ojciec jej ufał.
„Prawda i czas ją udowodnić”.
„Quasi wróci jutro. Będzie udawał zdruzgotanego. Zrobi przedstawienie przed policją i sąsiadami. Będzie szukał ciał”.
„A kiedy ich nie znajdzie, będzie wiedział, że coś poszło nie tak”.
„Tak, ale wtedy będziemy już o 10 kroków do przodu”.
Nie do końca zrozumiałem, co miała na myśli, ale byłem zbyt wyczerpany, żeby pytać.
Zbyt wyczerpany, żeby myśleć.
Ledwo mogłem utrzymać otwarte oczy.
„Ty i chłopak zostaniecie tu na noc” – postanowiła. „Z tyłu jest mały pokój. To nie Ritz, ale jest w nim łóżko. Jutro zaplanujemy dalsze kroki”.
„Panie mecenasie Zuna, dlaczego pan to robi? Po co panu tak bardzo pomagać?”
Na chwilę zamilkła, patrząc gdzieś poza mną, pogrążona we wspomnieniach.
„Langston kiedyś uratował mi życie.”
„Dawno temu, kiedy mój własny mąż próbował mnie zabić”.
Ponownie zwróciła na mnie wzrok.
„Dokładnie wiem, co teraz czujesz, Ayiraa. Szok, zdradę, strach.”
„Obiecałem twojemu ojcu, że jeśli będziesz mnie potrzebował, będę tutaj. To dług, który mam przyjemność spłacić”.
Przełknęłam łzy, które groziły połknięciem.
“Dziękuję.”
„Nie dziękuj mi jeszcze. Gra dopiero się zaczęła.”
Spałem może 3 godziny, ale miałem wrażenie, że spałem 3 minuty.
Obudziłam się, a Kenzo potrząsał mną, przestraszony i pytał gdzie jesteśmy.
Zajęło mi kilka sekund, żeby sobie to przypomnieć, a gdy mi się to udało, rzeczywistość runęła na mnie niczym wiadro lodowatej wody.
Mój mąż próbował mnie zabić.
Nieważne, ile razy powtarzałam to sobie w głowie, wciąż wydawało mi się to nierealne, surrealistyczne, jak koszmar, z którego mogłam się obudzić za chwilę.
Ale tak nie było.
A poranne wiadomości to udowodniły.
Adwokat Zuna zapukał do drzwi małego pokoju o godzinie 7:00 rano
Włącz telewizor. Kanał 2.
I tak to się stało.
Najnowsze wiadomości.
Ogromny pożar zniszczył luksusowy dom w Buckhead.
Los rodziny nieznany.
Pokazali dom, a raczej to, co z niego zostało.
Tylko osmalone ściany i dymiące gruzy.
Strażacy nadal pracują, przeszukując gruzy.
A potem mu pokazali.
Prawie.
Wysiadanie z Ubera pośród chaosu z wyrazem twarzy, który rozpoznałem.
Ten, którego używał, gdy ćwiczył ważne przemówienia przed lustrem.
Zaplanowane zmartwienie.
Zmierzony horror.
„Moja żona, mój syn. Na litość boską, niech mi ktoś powie, że ich tam nie było”.
Krzyczał do kamery, do policjantów i do każdego, kto chciał słuchać.
Reporter wyjaśnił, że podróżował służbowo, właśnie wylądował i od razu udał się na miejsce zdarzenia.
„Zdesperowany mąż poszukuje swojej zaginionej rodziny” – opowiedziała poważnym głosem prezenterki wiadomości.
Poczułem, jak Kenzo kurczy się obok mnie.
„Kłamie” – wyszeptał mój syn. „Udaje, że mu zależy”.
I tak było.
Można to zobaczyć, jeśli się dobrze przyjrzysz.
Sposób, w jaki sprawdzał kąty kamery, zanim rozpłakał się.
Jak jego oczy były suche, mimo że zakrywał twarz dłońmi.
Jak zapytał szefa straży pożarnej: „Czy znaleźliście już ciała?” z pilnością, która nie była oznaką nadziei, lecz potrzeby potwierdzenia.
Chciał mieć pewność, że nie żyjemy.
Adwokat Zunaira wyłączył telewizor.
„Będzie szukał ciał cały dzień. Kiedy ich nie znajdzie, zacznie podejrzewać. Mamy może 24 godziny, zanim zorientuje się, że uciekłeś, a potem… wtedy wpadnie w panikę”.
„A ludzie w panice popełniają błędy”.
Usiadła na brzegu łóżka.
„Ayiraa, musisz mi powiedzieć. Znasz kombinację do sejfu, który Quasi ma w swoim biurze?”
Zastanowiłem się przez chwilę.
„Wiem. To jego data urodzenia. Zbyt oczywiste, ale działa. Trzyma tam ważne dokumenty. Chyba tak. Nigdy nie zwracałem na to większej uwagi”.
„Potrzebujemy tych dokumentów. Zwłaszcza jeśli jest na tyle głupi, żeby zachować coś, co łączy go z ludźmi, których zatrudnił”.
„Ale jak? W domu roi się od policji.”
„To potrwa kilka godzin. Ale w nocy, kiedy pójdzie do hotelu, bo nie będzie chciał spać w spalonym pancerzu, możemy wejść.”
Spojrzałem na nią jak na wariatkę.
„Chcesz, żebym włamał się do własnego domu?”
„Technicznie rzecz biorąc, jeśli tam mieszkasz, to nie jest włamanie.”
Znów uśmiechnęła się w ten zimny sposób.
„Poza tym, będziemy potrzebować dowodu. Dowodu. Czegoś konkretnego, co udowodni, że Quasi to zaplanował.”
„Idę z tobą” – powiedział nagle Kenzo.
„Nie ma mowy. Zostajesz tutaj, kochanie.”
„Mamo, wiem gdzie tata chowa rzeczy.”
Jego głos był cichy, ale zdecydowany.
„Są miejsca, których nie znasz. Wiem, bo obserwuję. Zawsze obserwuję.”
I on oglądał.
Mój cichy syn, którego wszyscy uważali za nieśmiałego, tak naprawdę był niesamowicie spostrzegawczy.
Zauważył rzeczy, które ja przeoczyłem.
„Ma rację.”
Adwokat Zanara skinął głową.
„Dzieci widzą to, czego dorośli nie dostrzegają. Jeśli coś jest ukryte, będą wiedziały, gdzie szukać”.
Nie podobał mi się ten pomysł.
Nie chciałem znów narażać Kenzo na niebezpieczeństwo.
Ale wiedziałem też, że potrzebujemy dowodów.
A czasu było coraz mniej.
Dzień mijał powoli.
Siedzieliśmy zamknięci w biurze, oglądaliśmy wiadomości i przyglądaliśmy się występom Quasiego w teatrze.
Udzielił wywiadów trzem różnym kanałom, zawsze opowiadając tę samą historię.
Zrozpaczony biznesmen poszukuje swojej rodziny.
Nadzieja ojca.
Udręka niewiedzy.
Kłamstwa.
Wszystko kłamstwa.
Dzięki kamerom bezpieczeństwa w okolicy, do których Zuna miała dostęp poprzez kontakt, obserwowaliśmy, jak Quasi został zabrany na komisariat, aby złożyć zeznania.
Widzieliśmy, jak wrócił i stał przed zniszczonym domem przez wiele godzin, rozmawiając z sąsiadami, z policją, z każdym, kto się pojawił.
I w końcu, gdy słońce zaczęło zachodzić, zobaczyliśmy, jak wsiadł do samochodu i odjechał.
„Teraz” – powiedział adwokat Zunara.
Dała mi ciemne ubrania, rękawiczki i małą latarkę, zrobiła to samo dla Kenzo.
Wyglądaliśmy jak złodzieje, którzy zaraz dokonają włamania.
I w pewnym sensie dokładnie tak było.
Dojechaliśmy w milczeniu do skraju osiedla, ale nie weszliśmy do środka od frontu.
Zunaira znał przejście z tyłu, gdzie ściana była niższa i nie było kamer.
„Korzyści z tego, że broniłam dewelopera w jego rozwodzie” – wyjaśniła.
Wspięliśmy się na mur.
No więc ona i ja się wspinałyśmy.
Podnieśliśmy Kenzo.
Po drugiej stronie było ciemno.
Zapach dymu nadal był silny.
„20 minut” – wyszeptał Zunaira. „Wsiadaj. Weź, co potrzebujesz. Wynoś się. Zostanę tu i będę obserwował”.
Wziąłem Kenza za rękę i poszliśmy w stronę domu, a raczej tego, co z niego zostało.
Tylne drzwi kuchenne zostały częściowo spalone, ale nadal można je było otworzyć.
Weszliśmy.
Bóg.
Zniszczenie było całkowite.
Zaciemnione ściany.
Sufit częściowo się zawalił.
Zapach popiołu i chemikaliów.
Wszystko co było moim życiem uległo zniszczeniu.
Ale nie mieliśmy czasu na żałobę.
„Biuro” – szepnąłem do Kenzo. „Gdzie ono jest?”
Poprowadził mnie przez zniszczony salon i wszedł po niepewnych stopniach schodów.
Biuro Quasiego znajdowało się na drugim piętrze i, co dziwne, nie spłonęło tak bardzo jak pozostałe.
Drzwi były zablokowane, ale udało mi się je otworzyć siłą.
Sejf nadal tam był, wmurowany w ścianę, za obrazem, który spłonął.
Wprowadziłem datę urodzenia Quasiego.
Brzęczyk.
Zielone światło.
Otwarte.
W środku znajdowały się dokumenty.
Dużo gotówki, prawdopodobnie na nielegalne płatności.
I stary telefon na kartę.
„Weź wszystko” – głos Kenzo dobiegł z drugiego końca pokoju. „Mamo, spójrz tutaj”.
Wskazywał miejsce pod luźną deską podłogową.
Kryjówka, o której istnieniu nigdy bym się nie dowiedział.
Podniosłem deskę.
W środku znajdował się kolejny telefon, czarny notatnik i koperta.
Szybko chwyciłem wszystko, co miałem przy sobie i upchnąłem do plecaka, który ze sobą zabrałem.
„Chodźmy. Szybko.”
Byliśmy już prawie przy drzwiach, gdy usłyszeliśmy głosy na dole.
„Jesteś pewien, że nikogo tu nie ma?”
„Tak. Policja już udostępniła stronę. Tylko to sprawdzamy.”
Krew mi zamarzła.
Spojrzałem na Kenzo.
Był blady.
Nie mogliśmy zejść w dół.
Ktokolwiek blokował nam jedyne wyjście.
Złapałem Kenzo i wcisnęliśmy się do biurowej szafy.
Moje serce biło tak mocno, że byłem pewien, że nas usłyszą.
Przez szparę w drzwiach szafy widziałem promienie latarki padające na schody.
Dwóch mężczyzn.
Nie policja.
Rozpoznałem głosy.
To byli ci sami mężczyźni, którzy podłożyli ogień.
„Szef kazał sprawdzić, czy praca została skończona” – powiedział jeden z nich.
Głęboki głos.
Losowanie na południu.
„Wygląda na to, że jeszcze nie znaleźli ciał”.
„Niemożliwe. Ogień był tak gorący, że nic by z niego nie zostało. Może już zabrali ich do kostnicy.”
„Lepiej się upewnić. Sprawdź pokoje.”
Usłyszałem kroki rozdzielające nas, jedne zmierzały w stronę sypialni głównej, drugie w naszym kierunku.
Drzwi biura się otworzyły.
Kenzo ścisnął moją dłoń tak mocno, że aż zabolało.
Przygryzłam wargę, żeby nie wydać żadnego dźwięku.
Mężczyzna wszedł do pokoju, oświetlając je latarką.
Zatrzymał się na otwartym sejfie.
„Hej, Marcus, spójrz na to.”
Pojawił się drugi facet.
“Co się stało?”
„Sejf jest otwarty. Nie był taki, kiedy wychodziliśmy.”
„Jesteś pewien?”
„Zdecydowanie. Nawet nie tknęliśmy sejfu, po prostu go zapaliliśmy i wyszliśmy.”
Napięta cisza.
„Ktoś tu był” – podsumował ten o imieniu Marcus. „Ostatnio kurz wokół niego został poruszony. Chyba to była policja”.
„Policjanci nie kradną gotówki”.
„I spójrz, są tam małe ślady stóp.”
Skierował latarkę na podłogę.
Za mały, żeby być dorosłym.
Poczułem ucisk w żołądku.
„Dzieciak” – powiedział powoli pierwszy mężczyzna. „Myślisz?”
„Myślę, że mamy problem.”
Marcus wyciągnął telefon z kieszeni.
„Dzwonię do szefa. Musi wiedzieć.”
Nie mogłem na to pozwolić.
Jeśli zadzwonił do Quasiego.
Gdyby mu powiedział, że ktoś tam był.
Że być może żyjemy.
Ale co mogłem zrobić?
Byłem zamknięty w szafie z moim sześcioletnim dzieckiem.
Bezbronny.
Uwięziony.
Wtedy usłyszałem krzyk.
Doszło z zewnątrz.
Krzyk kobiety.
Głośny.
Pełen grozy.
„Co to, do cholery, było?”
Marcus zbiegł po schodach.
Drugi mężczyzna poszedł za nim.
Nie traciłem czasu.
Wziąłem Kenzo i pobiegłem.
Zbiegłam po schodach tak szybko, że prawie się przewróciłam.
Tylne drzwi były otwarte.
Musieli wejść tędy.
Pobiegliśmy do ściany.
Zuna był tam, dysząc.
„To ty krzyczałaś?” zapytałem, pomagając jej przeskoczyć mur.
„Musiałem ich stamtąd wydostać.”
„Czy to zadziałało?”
“Tak.”
Pokazałem jej plecak.
„Mam wszystko.”
Pobiegliśmy do jej samochodu zaparkowanego dwie przecznice dalej.
Dopiero gdy byliśmy już w środku, drzwi były zamknięte, silnik pracował, a my odjechaliśmy, mogłem odetchnąć.
„Ci ludzie widzieli, że ktoś dotykał sejfu” – powiedziałem. „Powiedzą Quasiemu”.
“Doskonały.”
Spojrzałem na nią jak na wariatkę.
„Co masz na myśli, mówiąc „doskonale”? Teraz będzie wiedział, że żyjesz. Będzie wiedział, że masz dowody. Wpadnie w panikę”.
Uśmiechała się podczas jazdy.
„A ludzie w panice robią głupie rzeczy”.
Nie wiem, czy zgadzałem się z jej logiką, ale byłem zbyt wyczerpany, żeby się kłócić.
Wróciwszy do biura, wysypaliśmy zawartość plecaka na biurko.
Dokumenty.
Telefony.
Pieniądze.
Czarny notatnik.
Zuna wzięła najpierw notes, otworzyła go i zaczęła czytać. Im dłużej czytała, tym szerszy stawał się jej uśmiech.
„Bingo” – mruknęła.
„O co chodzi? Czy twój mąż jest skrupulatny, czy po prostu głupi?”
„Prawdopodobnie jedno i drugie.”
Obróciła notatnik w moją stronę.
„Spójrz na to. Daty, kwoty, nazwiska. Udokumentował każdego centa, którego pożyczył, od kogo i kiedy musiał oddać. Miał nawet notatki o rozmowach z samotnymi rekinami.”
Przejrzałem strony.
Wszystko tam było.
Każdy dług.
Każde otrzymane przez niego zagrożenie.
A potem na ostatnich stronach.
ostateczne rozwiązanie.
Ubezpieczenie na życie Ayiry na 2,5 roku
wypadek musi wyglądać naturalnie
skontaktuj się z Marcusem za 50 000 dolarów
połowa z góry
data 2 listopada
To było dzisiaj.
A raczej to było wczoraj.
Zapisał wszystko.
Szepnąłem z niedowierzaniem.
Dlaczego ktoś miałby to zrobić?
„Ubezpieczenie” – wyjaśnił Zuna. „Gdyby coś poszło nie tak, mógłby to wykorzystać jako argument przeciwko ludziom, których zatrudnił. Udowodnił, że oni też byli w to zamieszani”.
Podniosła jeden z telefonów.
„I obstawiam, że tych palących jest jeszcze więcej dowodów. SMS-y, telefony.”
Zbadanie wszystkiego zajęło całą noc.
Telefony były chronione hasłem, ale Zanera miał kontakt z technikiem, który zdołał je odblokować.
I to wszystko.
Wiadomości między Quasim i Marcusem.
Potrzebuję tego dnia, bo podróżuję.
Solidne alibi.
Musi wyglądać na przypadkowe.
Ogień jest dobry. Trudno go wyśledzić.
A dzieciak, jak pytał Marcus, też nie może nikogo zostawić.
Quasi pisał chłodno o zabiciu naszego syna, jakby to był drobny szczegół, niedogodność, którą trzeba rozwiązać.
Poczułem, jak we mnie narasta nienawiść.
Zimna, ostra nienawiść.
Nie byłam już tą samą kobietą, która wyszła za mąż wierząc, że znalazła miłość.
Byłam matką chroniącą swoje dziecko.
Matki są niebezpieczne, gdy ich dzieciom grozi niebezpieczeństwo.
„Czy to wystarczy, żeby go aresztować?” – zapytałem.
„Wystarczająco dużo, żeby aresztować, skazać i wyrzucić klucz” – potwierdził Zuna. „Ale musimy to zrobić dobrze. Jeśli oddamy to w ręce niewłaściwej policji, Quasi będzie miał wystarczająco dużo pieniędzy i powiązań, żeby to zniknęło, albo, co gorsza, żebyś zniknął”.
„Więc co robimy?”
Zastanowiła się przez chwilę.
„Znam uczciwego detektywa. Detektyw High Tower. Zabójstwo, nieprzekupny. Jeśli przedstawimy mu sprawę z tymi wszystkimi dowodami, Quasi nie będzie miał dokąd uciec.”
“Gdy?”
“Jutro rano.”
„Ale zanim to nastąpi” – spojrzała na telefon – „twój mąż próbował się do ciebie dodzwonić siedem razy w ciągu ostatniej godziny i wysłał 15 SMS-ów”.
Podniosłem słuchawkę telefonu.
System był wyciszony, ale ekran rozjaśniał się od powiadomienia do powiadomienia.
Ayiraa, na litość boską, gdzie jesteś, kochanie?
Jestem zdesperowany.
Proszę mi odpowiedzieć.
Policja twierdzi, że nie znalazła twojego ciała.
Gdzie jesteś?
Jesteś ranna, Ayra?
Odpowiedz mi.
A ostatni został wysłany 5 minut temu.
Wiem, że żyjesz.
I wiem, że zabrałeś rzeczy z sejfu.
Musimy porozmawiać.
Pilny.
Maska opadła.
„On wie” – powiedziałem.
“Doskonały.”
„Odpowiedz mu.”
„Co? Zwariowałeś?”
„Odpowiedz mu. Powiedz mu, że chcesz się z nim spotkać jutro rano w miejscu publicznym.”
“Dlaczego?”
Zunara się uśmiechnął.
Tego uśmiechu nauczyłem się jednocześnie bać i podziwiać.
„Bo damy mu szansę, żeby się powiesił”.
Drżącymi palcami wpisałem odpowiedź.
Park Olimpijski Stulecia, niedaleko fontanny. Jutro, 10:00. Przyjdź sam.
Odpowiedź Quasiego nadeszła w ciągu kilku sekund.
Będę tam, Ayura. Musimy porozmawiać. Nie jest tak, jak myślisz.
Sprawy nie mają się tak, jak myślisz.
Jakbym to ja był tym szaleńcem w tej historii, jakbym nie widział, jak dwaj mężczyźni podpalają mój dom moimi własnymi kluczami.
„Doskonale” – powiedział Zuna.
Spotkasz się z nim jutro rano.
Ale nie będziesz sam.
Wyjaśniła plan.
To było ryzykowne, może szalone, ale mogło zadziałać.
Detektyw High Tower zgodziła się pomóc, gdy zadzwoniła i wyjaśniła sytuację.
Umieściłby w parku funkcjonariuszy po cywilnemu, podsłuchy, kamery.
Wszystko, czego potrzebowaliśmy, to zmusić Quasiego do przyznania się.
„On nigdy się nie przyzna, wiedząc, że może być nagrywany” – argumentowałem.
„Nie musi wyznawać słowami” – odpowiedziała. „Po prostu musi działać. A zdesperowani mężczyźni zawsze działają”.
Tej nocy nie mogłem spać.
Ciągle wyobrażałem sobie to spotkanie.
Co bym powiedział.
Jak spojrzałabym w oczy człowiekowi, który próbował mnie zabić i udawałabym, że jestem normalna.
Kenzo spał obok mnie, w końcu zaznając spokoju po dniach grozy.
Przynajmniej jedno z nas mogło odpocząć.
O godzinie 9:30 następnego ranka byliśmy już na miejscu.
Ja siedzę na ławce w Centennial Park, ubrany w kurtkę z wbudowanym kablem.
Kenzo jest bezpieczny w biurze, a Zunayra obserwuje wszystko za pośrednictwem kamery ustawionej przez policję.
Detektyw High Totower i jego zespół rozproszyli się po parku, przebrani za turystów, sprzedawców hot dogów, ludzi wyprowadzających psy.
A potem zobaczyłem Quasiego.
Pojawił się punktualnie o 10:00 rano
Miał na sobie pogniecione ubranie, prawdopodobnie takie samo jak wczoraj.
Głębokie cienie pod oczami.
Nieogolona broda.
Po raz pierwszy odkąd go poznałam, wyglądał jak człowiek.
Wrażliwy.
Ale znałem prawdę.
Zobaczył mnie i niemal podbiegł.
„Ayura, dzięki Bogu, że nic ci nie jest.”
Próbował mnie przytulić.
Cofnąłem się.
„Nie dotykaj mnie.”
Maska na sekundę opadła.
Zobaczyłem wściekłość w jego oczach.
Zanim powrócił do wyrażania zaniepokojenia.
„Kochanie, wiem, że się boisz, ale musisz mnie posłuchać.”
„Słuchać cię? Co ty mówisz, Quasi? Że to wszystko była pomyłka? Że ci ludzie, którzy spalili nasz dom naszymi kluczami, to po prostu włamywacze?”
Zamrugał i zaczął kalkulować.
„Ty… ty widziałeś—”
„Widziałem wszystko. Byłem tam. Kenzo i ja widzieliśmy wszystko.”
Zbladł.
Rozejrzał się nerwowo.
„Nie tutaj. Chodźmy w jakieś ustronne miejsce.”
„Nigdzie z tobą nie pójdę.”
Starałem się mówić spokojnie, chociaż serce waliło mi jak młotem.
„Mów tu. Teraz. Dlaczego próbowałeś mnie zabić?”
„Nie zrobiłem tego. To nie było tak.”
Przeczesał włosy dłonią.
„Ayiraa, nie rozumiesz? Mam kłopoty. Jestem winien dużo pieniędzy bardzo niebezpiecznym ludziom. Grozili ci. Grozili Kenzo.”
„Więc postanowiłeś nas zabić? Co to za logika?”
„Nie, miałem zamiar wywieźć cię z kraju. Z pieniędzmi z ubezpieczenia moglibyśmy zacząć od nowa gdzie indziej, z dala od tych facetów”.
To było tak bezczelne kłamstwo, że aż się roześmiałem.
„Mówisz o ubezpieczeniu, które wypłaca odszkodowanie tylko w razie mojej śmierci?”
Zamarł.
Zdał sobie sprawę ze swojego błędu.
„Airaa.”


Yo Make również polubił
Moja bogata „przyjaciółka mama” próbowała mnie upokorzyć ceną mojej „taniej” sukienki. Kiedy jej koleżanka ją odcięła, obie zamarły, widząc cenę 18 500 dolarów. Jestem główną projektantką.
Rogaliki z nadzieniem z kurczaka
Turecka lemoniada: napój, który gasi pragnienie w 100 procentach. Dzielę się pysznym przepisem
Kształt twoich stóp ujawnia fascynujące rzeczy o twojej osobowości