Airbnb pachnie rozmarynem i spaloną ambicją, gdy przekraczam próg. Okna od podłogi do sufitu oprawiają centrum Austin niczym pocztówka, o którą nikt nie prosił, same szklane wieże i listopadowy zachód słońca krwawiący pomarańczą nad rzeką Kolorado. Moja mama już nakryła stół na Święto Dziękczynienia kremowymi obrusami, które przywiozła z domu, bo nie ufa wypożyczonym sztućcom.
Kalen podłącza laptopa do ogromnego telewizora zamontowanego nad wapiennym kominkiem. Trzęsą mu się ręce. Ma trzydzieści lat i wciąż bawi się kablem HDMI, jakby miał go ugryźć.
„Już prawie gotowy” – mówi do nikogo konkretnego.
Zajmuję miejsce między Piper a jakimś kuzynem drugiego stopnia, którego imienia już zapomniałem. Warren, mój ojciec, nalewa wino z uwagą człowieka inwestującego w przyszłość syna.
Blythe krąży przy ramieniu Kalena, prostując kołnierzyk, chociaż jesteśmy rodziną, chociaż nic z tego nie wymaga aktorstwa.
Ale tak właśnie jest. Zawsze tak jest z nim.
Na ekranie pojawia się pierwszy slajd programu PowerPoint.
Galeria sztuki AI. Rewolucjonizujemy przestrzenie kreatywne.
Czcionka to Comic Sans.
Zaciskam usta i przyglądam się szklance z wodą.
„Więc” – zaczyna Kalen, a jego głos lekko się łamie – „pracuję nad tym konceptem od ośmiu miesięcy”.
Osiem miesięcy. Tyle samo czasu, ile poświęciłem na sfinalizowanie transakcji Riverside Plaza w Chicago, która przyniosła mojej firmie cztery miliony dolarów w opłatach za zarządzanie.
Klika, żeby przejść do następnego slajdu. To rozmazany zrzut ekranu czegoś, co może być obrazami generowanymi przez sztuczną inteligencję, a może po prostu abstrakcyjnymi plamami, które znalazł na jakiejś stronie internetowej.
„Połączenie technologii i ludzkiej kreatywności” – czyta bezpośrednio ze slajdu – „stanowi niewykorzystaną szansę rynkową”.
Warren kiwa głową, jakby Kalen właśnie zacytowała fragment Pisma Świętego. Blythe faktycznie robi notatki na małym notesie, który wyciąga z torebki.
Pokroiłem indyka. Mięso jest suche.
„Potrzebna inwestycja początkowa” – kontynuuje Kalen, przechodząc do slajdu, na którym znajdują się jedynie liczby w różnokolorowych czcionkach. „Sto tysięcy dolarów. Obejmuje to wynajem powierzchni galerii, wstępną licencję na oprogramowanie AI oraz koszty operacyjne przez pierwsze sześć miesięcy”.
Piper przesuwa się obok mnie. To moja kuzynka, córka siostry mojej matki i jedyna osoba przy tym stole, która kiedykolwiek zadała mi bezpośrednie pytanie o moje prawdziwe życie.
„Brzmi ambitnie” – mówi Warren i już widzę, jak w myślach coś likwiduje. Pewnie ten fundusz inwestycyjny, o którym mówił, że jest na emeryturę.
Kalen zaczyna analizować przewidywane strumienie przychodów, które opierają się wyłącznie na słowach takich jak synergia i przełom. Liczę, ile razy mówi „zasadniczo”. Siedemnaście.
Kiedy w końcu przestaje mówić, Blythe ociera oczy.
„To cudowne, kochanie” – mówi. „Takie nowatorskie”.


Yo Make również polubił
Cztery dni po mojej ukończeniu szkoły mama napisała SMS-a: „Potrzebuję 1800 dolarów na Sweet 16 dla twojej siostry do piątku”. Wysłałam jej dolara z gratulacjami z okazji imprezy, wymieniłam zamki i myślałam, że to już koniec. Dwa dni później policja pod moimi drzwiami, skradziona tożsamość i wiadomość od zablokowanej ciotki obnażyły kłamstwo naszej idealnej rodziny.
6 rzeczy, które możesz zrobić zaraz po przebudzeniu… zamiast patrzeć w telefon
Pieczone ziemniaki vSpicy: sekret, jak sprawić, by były pyszne
Wróciłem na święta. Zastałem córkę siedzącą samotnie bez prezentów. Notatka od teściowej: „Świętujemy bez niej na Bahamach. Ona jest twoim ciężarem”. Nie płakała. Spojrzała na mnie i powiedziała: „Tato, kiedy się pakowali, znalazłam coś w biurze dziadka. Nie wiedzą, że to mam”. Podała mi to. Zobaczyłem to i się roześmiałem. Zadzwoniłem. Nie mieli pojęcia, co ich czeka, kiedy WRÓCĄ…