Ale wiedziałem też, że nie może to trwać w nieskończoność bez konsekwencji. Każdy klient, który przeszedł z Mitchell and Associates do mojej firmy, to przychód bezpośrednio z firmy mojej rodziny do mojej.
W końcu wymusiło to rozmowę wykraczającą poza dyplomatyczne rozmowy telefoniczne Jake’a. Pytanie brzmiało, czy ta rozmowa odbędzie się w sali konferencyjnej, czy przy stole w jadalni.
I szczerze mówiąc, nie byłem pewien, co byłoby gorsze.
Branżowy biuletyn dotarł we wtorek rano, a Tom przyniósł go prosto do mojego biura z wyrazem twarzy mieszającym się z rozbawieniem i zaniepokojeniem.
„Clara, może zainteresuje cię sekcja aktualności firmy.”
Przeskanowałem stronę, aż znalazłem.
Mitchell and Associates restrukturyzuje działalność w związku ze zmianami w portfolio klientów.
Artykuł był napisany profesjonalnie, ale nie mógł ukryć faktu, który się w nim kryje: trzy duże odejścia klientów w ciągu sześciu tygodni, redukcje zatrudnienia, ograniczenie planów ekspansji.
„Restrukturyzuje działalność” – przeczytałem na głos. „To dyplomatyczny sposób powiedzenia, że trzeba się spieszyć, żeby zatamować krwawienie”.
W artykule nie wspomniano, dokąd przenieśli się byli klienci, ale wszyscy w branży połączyli fakty. Clara Mitchell odchodzi z rodzinnego biznesu, zakłada własną firmę, a nagle Mitchell and Associates przechodzi restrukturyzację, a jej byli klienci przechodzą do Mitchell Property Solutions.
Mój telefon zadzwonił godzinę po wysłaniu newslettera.
„Clara, tu David Blackstone. Słyszałem ciekawe rzeczy o twoim rozwoju.”
„Mam nadzieję, że same dobre rzeczy.”
„Bardzo dobrze. Richardson Development bardzo dobrze wypowiada się o Państwa zarządzaniu transformacją i słyszałem podobne opinie od innych klientów.”
„Jestem gotowy omówić przeniesienie całego naszego portfolio do Mitchell Property Solutions”.
Pełne portfolio Blackstone. Dwanaście budynków. 200 milionów dolarów w zarządzanych aktywach. Opłaty za zarządzanie wystarczą, żeby potroić przychody mojej firmy.
Dzięki temu Mitchell Property Solutions stanie się jedną z największych niezależnych firm zarządzających nieruchomościami w mieście.
„To ważna decyzja, panie Blackstone. Co uzasadnia tę pilność?”
„Szczerze mówiąc, testowaliśmy Wasze możliwości w czterech nieruchomościach, którymi obecnie zarządzacie, i różnica w wydajności jest ogromna. Czas reakcji serwisu, wskaźniki zadowolenia najemców, jakość raportów finansowych – wszystko się poprawiło. Chcemy, aby ten poziom usług był obecny w całej naszej działalności”.
Podpisanie umowy zaplanowano na piątek. W czwartek mój telefon dzwonił bez przerwy od innych właścicieli nieruchomości, którzy dowiedzieli się o decyzji Blackstone.
Rozeszła się wieść, że firma Clary Mitchell to miejsce, do którego udają się poważni klienci, oczekując poważnej obsługi.
Tego wieczoru zadzwoniła mama.
„Clara, kochanie, musimy porozmawiać. Możesz wpaść na obiad w niedzielę?”
Niedzielne rodzinne obiady stały się niezręczną formą spędzania czasu, odkąd założyłem firmę. Ostrożne rozmowy, unikające wzmianek o klientach, rozwoju czy czymkolwiek, co mogłoby uwypuklić kontrast między moim sukcesem a problemami Mitchell and Associates.
„Czy jest coś konkretnego, co chciałbyś omówić?” – zapytałem.
„Twój ojciec ma pewne przemyślenia na temat obecnej sytuacji.”
Obecna sytuacja oznacza, że tata w końcu jest gotowy przyznać, że jego lekceważący stosunek do moich możliwości mógł być błędny.
Już od chwili, gdy wszedłem do środka, niedzielny obiad był pełen napięcia. Tata siedział już na czele stołu, a jego wyraz twarzy był starannie neutralny.
Byli tam również Jake i Ryan, co wskazywało na to, że nie była to rodzinna kolacja, a raczej spotkanie biznesowe przebrane za czas spędzony z rodziną.
„Clara” – zaczął tata, gdy zakończyliśmy obowiązkową pogawędkę – „wydaje mi się, że doszło do pewnego nieporozumienia w kwestii twoich działań biznesowych”.
Nieporozumienie. Jakby zbudowanie przeze mnie dobrze prosperującej firmy było w jakiś sposób nieporozumieniem, a nie świadomym wyborem.
„Jakiego rodzaju nieporozumienie?” – zapytałem.
„Cóż, wygląda na to, że na rynku może panować pewne zamieszanie w związku z pańską relacją z Mitchell and Associates. Niektórzy klienci mogą pomyśleć, że reprezentuje pan nasze interesy, podczas gdy w rzeczywistości z nami konkuruje”.
Odłożyłam widelec i spojrzałam mu prosto w oczy.
„Tato, nie ma wątpliwości. Na moich wizytówkach wyraźnie jest napisane Mitchell Property Solutions. W umowach wyraźnie określam się jako niezależny dostawca usług. Każda moja interakcja z klientem jest transparentnie oddzielona od Mitchell and Associates.”
„Ale ty wykorzystujesz relacje, które rozwinąłeś pracując dla nas” – wtrącił Jake.
„Wykorzystuję profesjonalne relacje, które zbudowałem dzięki kompetentnemu świadczeniu usług. Relacje te istnieją, ponieważ klienci ufają mojej pracy, a nie dlatego, że należą do jakiejkolwiek firmy”.
Ryan pochylił się do przodu.
„Daj spokój, Claro. Musisz przyznać, że to źle wygląda. Były pracownik rodziny zaczyna konkurować z innymi. Odbiera głównych klientów. Ludzie gadają.”
Ludzie gadają. Koszmar plotek branżowych o kobiecie, która odnosi sukcesy na własną rękę.
„Ryan, co dokładnie twoim zdaniem powinienem zrobić?” – zapytałem. „Ograniczyć rozwój firmy, żeby zapewnić sobie komfort?”
„Myślimy” – powiedział ostrożnie tata – „że istnieje szansa, żeby cię z powrotem zatrudnić. Stanowisko starszego wiceprezesa, znaczny wzrost pensji, udziały w firmie. Mógłbyś kierować działem operacyjnym i mieć realny wpływ na świadczenie usług”.
Przez chwilę naprawdę straciłem mowę.
Po wszystkim – dyskryminacji, zwolnieniu, publicznym upokorzeniu – chcieli mi zaoferować pracę. Nie przeprosiny, nie przyznanie się do winy, ale zatrudnienie, jakby to było wszystko, czego kiedykolwiek pragnąłem.
„Pozwól mi to dobrze zrozumieć” – powiedziałem powoli. „Chcesz, żebym rozwiązał swój dobrze prosperujący biznes, porzucił klientów i wrócił do pracy dla ciebie w zamian za to, co powinno być zaoferowane lata temu?”
„To hojna oferta, Claro” – powiedziała mama delikatnie. „I dzięki niej wszystko zostanie w rodzinie”.
Niech wszystko pozostanie w rodzinie. Znów to założenie, że lojalność rodzinna powinna górować nad osądem zawodowym i godnością osobistą.
„Nie” – powiedziałem cicho.
Brwi taty uniosły się.
„Nie, do której części?”
„Nie dla wszystkich. Nie zamykam firmy. Nie porzucam klientów, którzy mi ufają, i nie wracam do pracy dla ludzi, którzy fundamentalnie nie szanują moich możliwości”.
Nastąpiła ogłuszająca cisza.
W końcu Jake przemówił.
„Więc zamierzasz dalej z nami konkurować? Nadal odbierać nam klientów?”
„Będę nadal obsługiwać klientów, którzy zdecydują się z nami współpracować. Jeśli to jest rywalizacja, to tak, będę nadal rywalizować i nadal wygrywać”.
Wstałem od stołu.
„Dzięki za kolację, mamo. Jak zawsze była pouczająca.”
Idąc do samochodu, usłyszałem podniesione głosy dochodzące z wnętrza domu. Rozmowa, którą właśnie zakończyłem, najwyraźniej toczyła się dalej beze mnie.
Ale to było w porządku. Miałem własny biznes do prowadzenia, własnych klientów do obsługi i własny sukces do zbudowania.
I w przeciwieństwie do rodzinnych obiadów, interesy szły świetnie.
Nadejście grudnia przyniosło zarówno świąteczne dekoracje, jak i niespodziewane zaproszenie.
Roczna gala wręczenia nagród za doskonałość w branży nieruchomości komercyjnych była największym wydarzeniem networkingowym w branży. W tym roku firma Mitchell Property Solutions została nominowana do nagrody Rising Company of the Year.
Nominacja do nagrody po niecałym roku działalności.
Wpatrywałem się w zaproszenie, przypominając sobie zeszłoroczną uroczystość, w której uczestniczyłem jako pracownik taty i obserwowałem z tyłu sali, jak uznani przedsiębiorcy otrzymywali wyróżnienia.
W tym roku zasiadłbym przy stole nominowanych.
Ironia losu była kusząca, ale termin był skomplikowany. Uroczysta gala wręczenia nagród miała się odbyć 15 grudnia, w tym samym tygodniu, w którym branża miała opublikować ankietę satysfakcji klientów na koniec roku.
Mitchell Property Solutions uzyskało 98. percentyl. Mitchell and Associates spadło na 72. percentyl.
„Clara, myślisz, że twoja rodzina też będzie?” zapytała Sarah, pomagając mi przejrzeć plan rozmieszczenia gości, który otrzymaliśmy wraz z zaproszeniem.
„Prawdopodobnie. Mitchell and Associates zazwyczaj kupuje stolik.”
„Czy to będzie niezręczne?”
Niezręcznie to za mało powiedziane. Publiczne uznanie za doskonałość w biznesie, podczas gdy moja poprzednia firma rodzinna zmagała się z utrzymaniem klientów, nie było po prostu niezręczne.
Sprawiedliwości stało się zadość, ale z domieszką profesjonalnego uznania.
Tydzień przed uroczystą galą wręczenia nagród wydarzył się kolejny, niespodziewany rozwój sytuacji. Tom wręczył mi kartkę z zapisanym numerem telefonu do biura taty.
„Zadzwonił osobiście” – powiedział Tom. „Prosił, żebyś oddzwonił, kiedy będzie ci wygodnie”.
Tata nigdy nie dzwonił do nikogo osobiście. Miał do tego asystentów.
Była to albo bardzo dobra, albo bardzo zła wiadomość.
„Klara.”
Kiedy oddzwoniłem, jego głos był starannie kontrolowany.
Zastanawiałem się, czy moglibyśmy zjeść lunch w tym tygodniu. Tylko we dwoje.
„Czy jest coś konkretnego, co chciałbyś omówić?”
„Myślę, że nadszedł czas, abyśmy szczerze porozmawiali o tym, jak obecnie wygląda sytuacja”.
Obiad był zaplanowany w tej samej restauracji, w której poznałem Davida Blackstone’a kilka miesięcy wcześniej. Tata przybył punktualnie, wyglądając starzej, niż zauważyłem podczas naszych rodzinnych kolacji.
Stres związany z utratą ważnych klientów widocznie odbił się na nim negatywnie.
„Wyglądasz dobrze” – zaczął, gdy złożyliśmy zamówienie. „Wygląda na to, że interesy traktują cię dobrze”.
„Tak. Mamy dobry rok.”
Skinął głową i bez zbędnej uwagi zaczął mieszać kawę.
„Myślałem o naszej rozmowie przy niedzielnym obiedzie i o ofercie, którą mu złożyliśmy.”
„Tato, moje stanowisko się nie zmieniło. Nie jestem zainteresowany ponowną pracą w Mitchell and Associates”.
„Wiem” – powiedział – „i zaczynam rozumieć dlaczego”.
To było nieoczekiwane. Tata zazwyczaj nie oddawał się autorefleksji, zwłaszcza w kwestiach decyzji biznesowych.
„Być może niedoceniłem twoich możliwości” – kontynuował ostrożnie. „Sukces, który osiągnąłeś samodzielnie, dowodzi umiejętności, których być może nie do końca doceniałem, kiedy dla nas pracowałeś”.
Być może nie doceniłem tego w pełni.
Najbliższa rzecz, jaką mogłem usłyszeć, to przyznanie się do błędu.
Zastanawiam się, czy nie byłoby miejsca na jakąś formę współpracy. Nie na zasadzie zatrudnienia, a partnerstwa. Mitchell and Associates mogłoby obsługiwać dużych klientów instytucjonalnych, a twoja firma mogłaby zarządzać klientami z rynku średniego. Moglibyśmy odsyłać klientów, dzielić się zasobami, a może nawet koordynować większe projekty.
Przyglądałem się jego twarzy, szukając odpowiedniego kąta, który, jak wiedziałem, musiał się w niej znaleźć. Tata nie proponował partnerstw z hojności. Proponował je z konieczności.
„Jaka będzie struktura tego partnerstwa?” zapytałem.
„Moglibyśmy zacząć nieformalnie. W razie potrzeby, polecając się nawzajem. Może jakieś wspólne działania marketingowe. Z czasem, jeśli się powiedzie, moglibyśmy rozważyć bardziej formalne rozwiązania”.
Polecenia krzyżowe w razie potrzeby. Innymi słowy: kiedy Mitchell and Associates nie radziło sobie z obciążeniem pracą lub chciało pozbyć się trudnych klientów, odsyłali ich do mnie. Kiedy nawiązywałem udane relacje z rozwijającymi się firmami, odsyłałem je z powrotem do firmy rodzinnej.
„Tato, to, co opisujesz, to nie jest partnerstwo” – powiedziałem. „To outsourcing”.
Jego szczęka lekko się zacisnęła.
„Nie to sugeruję.”
„Czyż nie? Chcesz nieformalnych poleceń, które przyniosą korzyści Mitchell and Associates, z możliwością bardziej formalnych ustaleń, jeśli okażę się wystarczająco przydatny. Co dokładnie zyskam dzięki tej relacji?”
„Zyskasz wsparcie rodziny, dostęp do naszych zasobów i sieci klientów”.
Wsparcie rodziny — coś, czego wyraźnie mi brakowało, gdy byłem częścią rodzinnego biznesu.
„Mam już dostęp do klientów, którzy cenią moje usługi. Zbudowałem własne zasoby i wsparcie rodziny”.
Zatrzymałem się i ostrożnie dobierałem słowa.
„Rok temu, kiedy zarabiałem połowę tego, co moi bracia, wykonując dwa razy więcej pracy, wsparcie rodziny byłoby przydatne”.
Tata milczał przez dłuższą chwilę.
„Clara, wiem, że źle sobie radziliśmy, kiedy dla nas pracowałaś, ale czy nie moglibyśmy tego przezwyciężyć? Skupmy się na tym, co najlepsze dla wszystkich”.
To, co najlepsze dla wszystkich. Rodzina zawsze powstrzymuje się, gdy sukces jednostki zagraża zbiorowemu komfortowi.
„Tato, dla mnie najlepsze jest to, że mogę dalej rozwijać własny biznes, obsługiwać klientów, którzy wybierają moje usługi na podstawie zasług i każdego dnia udowadniać, że kobieta, która wydaje tylko pieniądze, była najcenniejszym kapitałem, jaki kiedykolwiek miała firma Mitchell and Associates”.
Jego twarz lekko się zarumieniła. Zacytowałem mu jego słowa i oboje o tym wiedzieliśmy.
„Nie miałem tego na myśli”.
„Tak, zrobiłeś.”
„I dlatego nie będzie żadnego partnerstwa, współpracy ani wzajemnego polecania. Bo tak naprawdę nadal nie rozumiesz, co straciłeś, pozwalając mi wyjść z tego biura”.
Wstałem, zostawiając na stole pieniądze za nietknięty posiłek.
„Do zobaczenia na gali wręczenia nagród, tato. Powodzenia w restrukturyzacji”.
Kiedy odchodziłem, poczułem coś, czego się nie spodziewałem.
Szkoda.
Nie dla borykającego się z problemami przedsiębiorstwa, ale dla człowieka, z którym przez lata pracowali wybitni ludzie, ale który był zbyt zaślepiony uprzedzeniami, aby to zauważyć, dopóki nie było za późno.
Ale litość była luksusem, na który mnie nie było stać. Miałem firmę do prowadzenia i nagrodę do zdobycia.
Branżowy biuletyn, który dotarł do mnie w poniedziałek po moim lunchu z tatą, zawierał niewielką informację, przez którą Sarah zakrztusiła się kawą.
„Firma Mitchell and Associates analizuje opcje strategiczne w odpowiedzi na zmiany na rynku”.
„Opcje strategiczne” – przeczytała na głos. „To biznesowy język, bo mamy kłopoty i rozważamy sprzedaż”.
Myśl o sprzedaży mojej rodzinnej firmy była surrealistyczna. Tata zbudował firmę Mitchell and Associates od zera i przez 30 lat była ona jego tożsamością, a zarazem źródłem utrzymania.
Teraz rozważano opcje strategiczne, ponieważ klienci woleli pracować z córką, którą uznał za niekompetentną.
Gala wręczenia nagród miała się odbyć za trzy dni, a kampania reklamowa przed wydarzeniem przyciągnęła więcej uwagi, niż się spodziewałem. Lokalny dziennik biznesowy opublikował artykuł o nowych firmach, które zmieniają oblicze rynku nieruchomości komercyjnych, a Mitchell Property Solutions znalazł się w centrum uwagi.
W artykule zamieszczono zdjęcie mnie w biurze, na którym widać ślady szybkiego wzrostu.
Tego wieczoru zadzwoniła mama.
„Clara, kochanie, widziałam artykuł w czasopiśmie biznesowym. Wyglądasz bardzo profesjonalnie.”
“Dziękuję.”
„Twój ojciec przeżywa to wszystko z trudem. Firma ma kłopoty, odkąd odszedłeś. A teraz zbliża się kolacja z wręczeniem nagród…”
Czekałem, aż skończy, ale wyglądało na to, że szuka odpowiednich słów.
„Mamo, co chcesz, żebym zrobił?”
„Nie wiem. Może nie iść. A jeśli pójdziesz, to może usiądź z rodziną. Okaż trochę jedności w tym trudnym czasie”.
Okaż trochę jedności. Udawaj, że mój sukces nie został osiągnięty kosztem ich porażek. Udawaj, że wszyscy jesteśmy w jednej drużynie, kiedy jasno dali mi do zrozumienia, że nie jestem nawet mile widziany w ich składzie.
„Mamo, jestem nominowana do nagrody za firmę, którą zbudowałam po tym, jak powiedziano mi, że jestem nic niewarta. Nie ukrywam tego osiągnięcia, żeby oszczędzić tacie uczuć”.
„Wygląda to po prostu źle, kochanie. Jakbyś świętowała nasze zmagania.”
„Nie świętuję twoich zmagań” – powiedziałem. „Świętuję swój sukces. To robi różnicę”.
„Naprawdę?”
Pytanie zawisło w powietrzu.
Czy istniała różnica między świętowaniem moich osiągnięć a świętowaniem ich porażek? Skoro mój sukces opierał się częściowo na klientach, którzy odeszli z powodu złej obsługi, czy świętowałem oba jednocześnie?
„Tak, mamo. Jest różnica. Nie doprowadziłem do utraty klientów przez Mitchell and Associates. Nie zmuszałem ich do świadczenia usług na niskim poziomie. Po prostu oferowałem alternatywę, gdy klienci byli niezadowoleni. To rywalizacja biznesowa, a nie zdrada rodzinna”.
„Twoi bracia nie widzą tego w ten sposób”.
„Moi bracia mogą postrzegać rzeczywistość tak, jak chcą, ale ich perspektywa nie zmieni jej”.
Uroczysta kolacja wręczenia nagród odbyła się w Grand Ballroom w centrum miasta, w tym samym miejscu, w którym jako przedstawiciel Mitchell and Associates uczestniczyłem w dziesiątkach branżowych wydarzeń.
Tym razem przyszedłem jako właściciel Mitchell Property Solutions, ubrany w granatowy garnitur, który kosztował więcej niż moja miesięczna pensja w rodzinnym biznesie.
Kiedy przybyłem, przyjęcie z okazji nominacji było już w pełnym toku: gratulacje od kolegów z branży, którzy obserwowali mój szybki awans, z uznaniem zawodowym; rozmowy z potencjalnymi klientami, którzy słyszeli o moich usługach; wyrazy uznania od rówieśników, którzy cenili kompetencje bardziej niż kontakty.
A po drugiej stronie sali, stół Mitchell and Associates – tata w standardowym czarnym smokingu, wyglądający na dystyngowanego, ale zmęczonego. Mama obok niego, ubrana elegancko, ale z napiętym wyrazem twarzy osoby uczestniczącej w pogrzebie.
Jake i Ryan stanęli obok nich. Obaj częściej sprawdzali swoje telefony niż rozmawiali.
Kiedy rozpoczęła się kolacja, siedziałem przy stole nominowanych przez Rising Company. Sześć firm zostało wyróżnionych za wyjątkowy rozwój i doskonałość obsługi.
Prowadzący odczytał nasze osiągnięcia: procenty wzrostu liczby klientów, wyniki satysfakcji, wskaźniki wpływu na branżę.
„Mitchell Property Solutions” – ogłosił prezenter – „osiągnęło 340-procentowy wzrost liczby klientów, 98-procentowy poziom zadowolenia i pomyślnie przekazało zarządzane aktywa o wartości ponad 400 milionów dolarów w ciągu pierwszego roku działalności”.
Uprzejme brawa z większości sali. Kamienna cisza przy stole nr 12.
A potem:
„Wschodząca Firma Roku… Mitchell Property Solutions”.
Oklaski były szczere i długie.
Wstałem, aby odebrać nagrodę – kryształową tabliczkę, będącą wyrazem uznania dla doskonałości w świadczeniu usług i rozwoju firmy.
Z podium, patrząc na ponad 500 profesjonalistów z branży, wyraźnie widziałem stół mojej rodziny. Twarz taty była starannie neutralna. Mama klaskała grzecznie. Jake i Ryan wpatrywali się w swoje talerze z niezwykłą intensywnością.
„Dziękuję za to uznanie” – zacząłem. „Mitchell Property Solutions istnieje, ponieważ wierzymy, że kompetencje powinny napędzać relacje z klientami, a nie budowanie relacji. Wierzymy, że doskonałość powinna być nagradzana, a nie pomijana. Wierzymy też, że czasami najbardziej udana droga naprzód wymaga odwagi, by odejść od tego, co znane, i zbudować coś lepszego”.
Przemówienie było krótkie i profesjonalne. Żadnych odniesień do rodziny, żadnych osobistych usprawiedliwień – tylko zasady biznesowe przekazane profesjonalistom biznesu.
Ale wszyscy w tym pokoju zrozumieli podtekst.
Po ceremonii nasi koledzy z branży otoczyli nasz stół gratulacjami i wizytówkami, potencjalni klienci wyrażali zainteresowanie naszymi usługami, a koledzy wyrażali uznanie zawodowe, ceniąc wyniki bardziej niż relacje.
Pod koniec wieczoru spotkałem się twarzą w twarz z tatą w holu hotelowym.
„Gratulacje” – powiedział cicho. „To było znaczące osiągnięcie”.
“Dziękuję.”
„Mam nadzieję, że wiesz, że jestem dumny z tego, co zbudowałeś, nawet jeśli okoliczności okazały się trudne dla naszej rodziny”.
Dumny. Słowo, które pragnąłem usłyszeć od lat, w końcu padło, gdy przestało mieć znaczenie.
„Tato, doceniam to. Ale duma to nie to samo, co szacunek. A szacunek to nie to samo, co równość. Gdybyś był dumny z mojej pracy, kiedy pracowałem w twojej firmie, moglibyśmy tego wszystkiego uniknąć”.
Powoli skinął głową.


Yo Make również polubił
Naturalny cud dla zdrowia mózgu, stanów zapalnych i bólu stawów
Gotuję tę zupę warzywną prawie codziennie – sprawdź, dlaczego warto!
Jechałem 6 godzin do domu na Święto Dziękczynienia, moja siostra otworzyła drzwi, spojrzała na mnie bez wyrazu, a potem zamknęła je: „Nie spodziewaliśmy się ciebie”. Pięć minut później mój kuzyn napisał: „Mówili, że psujesz atmosferę”. Odpisałem po prostu: „Załatwione”. Następnego ranka cała moja rodzina wpadła w panikę i dzwoniła do mnie 47 razy.
„Mój duży palec u nogi płonął… Dopóki nie odkryłem tych 5 napojów, które naturalnie eliminują kwas moczowy!”