Oboje się roześmiali.
Jordan zacisnął dłonie wokół kubka z kawą.
Jego kostki zrobiły się białe.
Nie uraziło go to osobiście, ale fakt, że jego pracownicy naśmiewali się z klienta — a co dopiero z osoby, która mogła być bezdomna — bardzo go zabolał.
Założył swoją firmę, aby pomagać takim ludziom: ciężko pracującym, uczciwym, którzy przechodzą przez trudne chwile.
A teraz jego personel traktował ich jak śmieci.
Obserwował, jak inny mężczyzna w mundurze budowlańca wszedł do środka i poprosił o wodę, podczas gdy on czekał na swoje zamówienie.
Denise spojrzała na niego surowo i rzekła: „Jeśli nie zamierzasz już niczego kupić, nie stój tam”.
Wystarczająco.
Jordan powoli wstał, nie ruszając swojej kanapki, i podszedł do lady.
Stał kilka kroków od lady, wciąż trzymając w ręku kanapkę śniadaniową.
Pracownik, oszołomiony chłodną reakcją Denise, spokojnie usiadł w kącie.
Młoda kasjerka w różowym fartuchu znów się roześmiała, patrząc na telefon, nieświadoma burzy, która za chwilę miała nadejść.
Jordan odchrząknął.
Żadna z kobiet nie podniosła wzroku.
„Przepraszam” powiedział głośniej.
Denise przewróciła oczami i w końcu podniosła wzrok. „Proszę pana, jeśli ma pan problem, numer obsługi klienta jest na odwrocie paragonu”.
„Nie potrzebuję tego numeru” – odpowiedział spokojnie Jordan. „Chcę tylko wiedzieć jedno. Czy traktujesz tak wszystkich swoich klientów, czy tylko tych, którzy twoim zdaniem nie mają pieniędzy?”
Denise mrugnęła. „Co?”
Młody kasjer wtrącił się: „Nie zrobiliśmy nic złego…”
„Nic złego nie zrobiłeś?” powtórzył Jordan, jego głos nie był już tak łagodny. „Naśmiewałeś się ze mnie za plecami, bo wydawało mi się, że tu nie pasuję. A potem rozmawiałeś z klientem jak ze śmieciem. To nie jest bar plotkarski ani prywatny klub. To restauracja. Moja restauracja”.
Obie kobiety zamarły.
Denise otworzyła usta, żeby odpowiedzieć, ale nie wydobyła z siebie ani jednego słowa.
„Nazywam się Jordan Ellis” – powiedział, zdejmując kaptur i kapelusz. „To miejsce jest moje”.
W restauracji zapadła cisza.
Kilku klientów siedzących w pobliżu odwróciło się, żeby popatrzeć.
Kucharz zajrzał przez okno.
„Nie ma mowy” – szepnęła młodsza kobieta.
„Tak” – powiedział chłodno Jordan. „Otworzyłem tę restaurację własnymi rękami. Moja mama piekła tu ciasta. Zbudowaliśmy to miejsce, żeby służyć wszystkim. Robotnikom budowlanym. Seniorom. Matkom z dziećmi. Ludziom ledwo wiążącym koniec z końcem. Nie da się decydować, kto zasługuje na życzliwość”.
Denise zbladła.
Młodsza kobieta upuściła telefon.
„Pozwól, że wyjaśnię…” zaczęła Denise.
„Nie” – przerwał Jordan. „Słyszałem już wystarczająco dużo. I kamery też”.
Zerknął w róg sufitu, gdzie wisiała dyskretna kamera bezpieczeństwa. „Te mikrofony? Tak, działają. Każde twoje słowo jest nagrywane. I to nie pierwszy raz”.
W tym momencie z kuchni wyszedł kierownik restauracji, mężczyzna w średnim wieku o imieniu Rubén.
Wydawał się oszołomiony, gdy zobaczył Jordana.
„Pan Ellis?!”
„Hej, Ruben” – powiedział Jordan. „Musimy porozmawiać”.
Ruben skinął głową, szeroko otwierając oczy.
Jordan zwrócił się do kobiet. „Oboje jesteście zawieszeni. Ze skutkiem natychmiastowym. Rubén zdecyduje, czy wrócicie po treningu, jeśli tak. Tymczasem ja będę tu pracował za ladą przez resztę dnia. Jeśli chcecie wiedzieć, jak traktować klientów, spójrzcie na mnie”.
Młodszy zaczął płakać, ale Jordan się nie ruszył.
Nie płaczesz, bo cię złapią. Zmieniasz się, bo to czujesz.
Wyszli w milczeniu, ze spuszczonymi głowami, gdy Jordan stanął za ladą.
Założył fartuch, nalał sobie filiżankę świeżej kawy i podszedł do pracownika.
„Hej, kolego” – powiedział Jordan, odstawiając kubek. „Stawiam na siebie. I dzięki za cierpliwość”.
Mężczyzna wydawał się zaskoczony. „Czekaj, czy jesteś właścicielem?”
„Tak. I bardzo mi przykro z powodu tego, przez co przeszłaś. To nie jest to, kim jesteśmy.”
Przez następną godzinę Jordan sam obsługiwał ladę.
Z uśmiechem witał każdego klienta, dolewał kawę bez proszenia i pomógł matce zanieść tacę do stolika, podczas gdy jej mały synek płakał.
Żartował z kucharzem, zbierał serwetki z podłogi i koniecznie uścisnął dłoń stałej klientce, pani Thompson, od 2016 roku.
Klienci zaczęli szeptać: „To naprawdę on?”
Yo Make również polubił
Zamówiliśmy sałatkę, ale w jedzeniu były małe czarne plamki – trafiliśmy prosto do szpitala
Widziałem ten hack ostatnio i pomyślałem, że jest genialny
Neurobiolodzy w końcu odkryli klej, który pozwala, aby wspomnienia pozostały utrwalone na całe życie
Kwadraty z marakują i bitą śmietaną Porcja od 8 do 10 | Przygotowanie: 30 minut | Czas gotowania: 20 minut | Odpoczynek: 1 godzina