Zanim w ogóle zajęliśmy się sprzętem medycznym, pochłonęło to większość mojego budżetu.
„Twój wykonawca znowu tu jest” – powiedziała koordynatorka rezydencji, gdy mijałam jej biurko. „Mówi, że to pilne”.
Mike – mój wykonawca – z konieczności zaznajomił się z procedurami szpitalnymi. Nauczył się poruszać w grafiku medycznym i znajdować mnie między operacjami, gdy pojawiały się problemy, które nie mogły czekać na wieczorne telefony.
„Doktorze, mamy problem z systemem HVAC” – powiedział bez ogródek. „Urządzenie jest starsze, niż myśleliśmy. Nie sprosta wymaganiom wentylacji bloku operacyjnego”.
Koszt wymiany był trzykrotnie wyższy od pierwotnego szacunku i spowodowałby opóźnienie otwarcia o co najmniej sześć tygodni.
Stałem na korytarzu szpitala i wykonywałem obliczenia w pamięci, podczas gdy wokół nas krążyli rezydenci, pielęgniarki i pacjenci.
„Jakie mam możliwości?”
„Wymień go teraz” – powiedział Mike – „albo wymień go później, gdy nie przejdzie kontroli. Tak czy inaczej, potrzebujesz nowego systemu, żeby twoja sala operacyjna uzyskała licencję”.
Straty finansowe oznaczały rezygnację z innych planowanych ulepszeń i wykorzystanie mojego kredytu do granic możliwości.
Jednak bez odpowiedniej wentylacji nie byłoby sali operacyjnej.
Co oznaczało brak ćwiczeń.
„Zamów nowy system” – powiedziałem, czując, jak mój starannie zaplanowany budżet się rozpada.
„Jesteś pewien?”
„To spora kwota.”
„Jestem pewien.”
Tak naprawdę byłem pewien, że zobowiązałem się do zbyt wiele, żeby teraz z tego rezygnować.
Umowa najmu została podpisana.
Wykonawcy zostali zatrudnieni.
Mój pobyt zakończył się po trzech miesiącach.
Porażka nie wchodziła w grę.
Tego wieczoru siedziałem w niedokończonym pomieszczeniu kliniki, otoczony pyłem budowlanym i pudłami ze sprzętem, aktualizując swoje prognozy finansowe.
Liczby były mniejsze, niż planowałem.
Ale nadal będzie to wykonalne — jeśli wszystko pójdzie zgodnie z harmonogramem i nic innego nie pójdzie źle.
Dwa tygodnie później coś znowu poszło nie tak.
Inspektor miejski stwierdził usterkę w panelu elektrycznym.
Mike poinformował mnie o tym w przerwie obiadowej.
„Musi zostać całkowicie przebudowana, aby spełniać obecne wymogi dotyczące placówek medycznych”.
Kolejny nieoczekiwany wydatek.
Kolejne opóźnienie.
Kolejny wieczór spędziliśmy na przeglądaniu budżetów i przedłużaniu wniosków kredytowych.
„Jak długo jeszcze?” zapytałem, przechodząc przez przestrzeń, która nadal przypominała bardziej plac budowy niż placówkę medyczną.
„Osiem tygodni” – powiedział Mike. „Może dziesięć, jeśli nie spotka nas już żadna niespodzianka”.
Dziesięć tygodni oznaczałoby otwarcie drzwi dokładnie w dniu ukończenia przeze mnie szkoły.
Zakładając, że nie będzie już żadnych niespodzianek.
Zakładanie, że nie będzie już żadnych niespodzianek, było jak zakładanie, że w lutym w Bostonie nie będzie padał śnieg.
Reakcja mojej rodziny na moje aktualizacje dotyczące budowy podczas comiesięcznych obiadów była przewidywalna.
„Takie przekroczenia kosztów to właśnie powód, dla którego otwarcie własnej praktyki wymaga doświadczenia” – powiedział mój ojciec, kiedy wspomniałem o wymianie systemu HVAC. „Planowanie biznesowe to nie tylko szacowanie kosztów. To planowanie na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń”.
„Zajmuję się ewentualnościami, gdy się pojawią” – odpowiedziałem.
Pożyczając więcej pieniędzy.
Poprzez rozwiązywanie problemów.
Poprzez dostosowywanie planów w razie potrzeby.
Marcus podniósł wzrok znad telefonu.
„Ile długu zaciągasz w związku z tym miejscem?”
Pytanie miało wyraźnie pokazać, jak lekkomyślne były moje decyzje finansowe.
Ale tak naprawdę zrobiłem rozeznanie w kwestii relacji długu do dochodu dla nowych praktyk medycznych.
„W granicach normy dla startupów” – odpowiedziałem.
„Normalne dla gabinetów otwieranych przez doświadczonych lekarzy z ugruntowaną bazą pacjentów” – dodała moja mama. „Nie dla rezydentów bez doświadczenia”.
Ich obawy nie były całkowicie bezpodstawne.
Co czyniło je jeszcze bardziej frustrującymi, niż gdyby były zupełnie nietrafione.
Podejmowałem ryzyko finansowe, na które łatwiej byłoby mi sobie pozwolić, mając wsparcie rodziny lub ugruntowane koneksje.
Ale nauczyłam się czegoś podczas miesięcy samodzielnego rozwiązywania problemów:
Każde wyzwanie, które udało mi się rozwiązać samodzielnie, zwiększało moją pewność siebie przed rozwiązaniem kolejnego.
Każda decyzja, którą podejmowałam bez konsultacji z rodziną, dowodziła, że mogę ufać swojemu osądowi.
„Myślałeś o partnerach?” – zapytał mój ojciec. „Zaangażowanie uznanego lekarza, który podzieliłby koszty i zapewnił mentoring”.
„Rozważałem to” – powiedziałem – „ale chcę zachować kontrolę nad tym, jak działa ta praktyka”.
„Kontrola” – powtórzył rozbawiony Marcus. „Kreatywna kontrola nad praktyką medyczną. Sienna, to nie jest projekt artystyczny. To biznes”.
„To biznes, który odzwierciedla moje wartości i podejście do opieki nad pacjentem” – powiedziałem.
Partnerstwo oznaczałoby pójście na kompromis w tych kwestiach.
Moja matka pokręciła głową.
„Upór nie jest strategią biznesową”.
Może nie.
Ale to zaprowadziło mnie tak daleko.
Trzy tygodnie przed ukończeniem rezydentury stałam w miejscu, które wkrótce miało być moim pokojem recepcyjnym, i podjęłam decyzję, która wydawała się zarówno przerażająca, jak i nieunikniona.
Miałem zamiar zaprosić rodzinę na wielkie otwarcie kliniki.
Nie dlatego, że spodziewałem się ich przybycia.
Ale chciałem, żeby mieli okazję zobaczyć, co stworzyłem bez ich wsparcia — lub ich zgody.
Zaproszenia napisałam ręcznie na eleganckim papierze, na który wydałam sporo pieniędzy, mimo ograniczonego budżetu.
Proste, profesjonalne ogłoszenia zawierające adres kliniki, datę otwarcia i krótki opis oferowanych usług.
Jeden z listów zaadresowałem do doktora Roberta Hayesa i jego pani, a drugi do doktora Marcusa Hayesa, po czym zapieczętowałem je, zanim zdążyłem zmienić zdanie.
Gdyby zdecydowali się pójść, zobaczyliby, że ich przewidywania dotyczące mojej nieuchronnej porażki były błędne.
Gdyby nie chcieli uczestniczyć, otrzymałbym odpowiedź na temat mojej sytuacji w rodzinie.
Tak czy inaczej, byłem gotowy.
W poranek wielkiego otwarcia mojej kliniki o szóstej rano stałam w ukończonej recepcji, aby po raz ostatni sprawdzić każdy szczegół.
Przestrzeń ta została przekształcona w coś, co przekroczyło moją pierwotną wizję.
Ciepłe oświetlenie.
Wygodne siedzenia.
Oryginalne dzieła lokalnych artystów.
Atmosfera była raczej przyjazna niż kliniczna.
Wysłałem zaproszenia do mojej rodziny dwa tygodnie wcześniej, dołączając prostą, ręcznie napisaną notatkę:
Chciałbym podzielić się z Wami tym wydarzeniem.
Uroczyste otwarcie o godzinie 14:00, po którym nastąpi zwiedzanie i słodki poczęstunek.
Od tamtej pory mój telefon milczał.
Brak konieczności potwierdzania obecności.
Żadnych pytań.
Żadnego potwierdzenia, że zaproszenia zostały otrzymane.
Ale powiedziałem sobie, że to niekoniecznie oznacza, że nie przyjdą.
Może chcieli mi zrobić niespodziankę.
O godzinie trzynastej zaczęli przybywać goście.
Doktor Rodriguez z kliniki weekendowej.
Kilka pielęgniarek, z którymi współpracowałam podczas rezydentury.
Mój wykonawca Mike i jego żona.
Agent nieruchomości, który pomógł mi znaleźć tę przestrzeń.
I około dwudziestu innych osób, które na różne sposoby wspierały moją podróż.
O godzinie 14:00 stałam przed nową recepcją i zdałam sobie sprawę, że moja rodzina nie przyjdzie.
Rozejrzałem się po pokoju jeszcze raz, mając nadzieję, że zobaczę znajome twarze przechodzące przez drzwi.
Byli tylko ludzie, którzy we mnie wierzyli, gdy było to potrzebne.
„Dziękuję wam wszystkim za to, że tu jesteście” – zacząłem, a mój głos był spokojniejszy, niż się czułem. „Dwa lata temu to był tylko pomysł, który większość ludzi uważała za nierealny. Dziś jest realny dzięki wsparciu ludzi takich jak wy – którzy pomogli go zrealizować”.
Przemówienie, które przygotowałem, zawierało słowa: Dziękuję mojej rodzinie.
Pominąłem ten rozdział.
Po oficjalnym otwarciu goście zwiedzili ośrodek, a ja odpowiadałem na pytania dotyczące oferowanych usług i umawiania wizyt.
Odzew był ogromny i pozytywny.
Kilka osób zapisało się na konsultacje od razu.
A dr Rodriguez wspomniał o kierowaniu do mnie odpowiednich przypadków.
„To imponujące, Sienna” – powiedziała mi Janet – jedna z pielęgniarek z rezydentury. „Powinnaś być naprawdę dumna z tego, co osiągnęłaś”.
Byłem dumny.
Ale tam, gdzie powinno być rodzinne świętowanie, pozostała pustka.
O godzinie piątej po wyjściu ostatniego gościa, usiadłem sam w moim nowym biurze i sprawdziłem telefon.
Trzy wiadomości tekstowe.
Nikt z rodziny.
Następnie otworzyłam grupowy czat rodzinny, którego unikałam przez kilka tygodni.
Wiadomości były sprzed trzech godzin.
Dokładnie w czasie, gdy odbywała się moja ceremonia otwarcia.
„Tato, dziś otwiera się mała klinika Sienny” – ktoś napisał.
„Cieszymy się, że nie utożsamiamy się z czymś, co z pewnością będzie nieuniknioną porażką”.
Marcus wtrącił się:
„Operacja plastyczna jest wystarczająco żenująca i nie musi się z nią wiązać nazwisko Hayes”.
Moja matka dodała:
„Mam tylko nadzieję, że nie będzie oczekiwać od nas, że będziemy kierować pacjentów do innych ośrodków, kiedy to nie przyniesie rezultatu”.
Rozmowa trwała jeszcze kilka wiadomości — każda z nich odrzucała moją praktykę jako projekt dla próżności, który po roku okaże się klapą.
Przez cały mój pierwszy dzień aktywnie liczyli na moją porażkę.
I upewniłam się, że pozostali członkowie rodziny nie chcą mieć nic wspólnego z moim „żenującym” wyborem kariery.
Przeczytałem każdą wiadomość dwa razy.
Następnie cicho opuściłem czat grupowy.
Nie wysłałem gniewnej odpowiedzi.
Nie broniłem swoich wyborów.
Nie skorygowałem ich założeń.
Po prostu całkowicie wycofałem się z rozmowy.
Po przeczytaniu tych wiadomości cisza w mojej klinice wydała mi się inna.
Nie do końca samotny.
Wyjaśniając.
Byli to ludzie, którzy woleliby zobaczyć moją porażkę, niż zobaczyć mój sukces, którego nie akceptowaliby.
Zamknęłam drzwi kliniki i pojechałam do swojego małego mieszkania, gdzie zamówiłam chińskie jedzenie na wynos i otworzyłam butelkę wina, którą trzymałam na tę okazję.
Zjadłem kolację sam.
Ale nie jest to smutne.
Było coś wyzwalającego w tym, że byłam całkowicie szczera co do tego, jakie stanowisko zajmuję wobec swojej rodziny.
Nie muszę już zastanawiać się, czy oni mnie potajemnie wspierają.
Nie miałem już nadziei, że zmienią zdanie, gdy zobaczą mój sukces.
Nie udawałem już, że ich aprobata ma wpływ na moje prawdziwe szczęście.
Podniosłem kieliszek wina w stronę pustego mieszkania.
„Zbudować coś, co według nich było niemożliwe” – powiedziałem na głos.
„I robimy to bez ludzi, którzy i tak w to nie wierzyli”.
Następnego ranka – mojego pierwszego oficjalnego dnia ćwiczeń – przybyłem o siódmej rano i zobaczyłem przed swoimi drzwiami kilkanaście pięknych kompozycji kwiatowych.
Kartki od kolegów.
Sprzedawcy.
Nowi przyjaciele składają mi gratulacje z okazji otwarcia.
Ani jedna z umów nie pochodziła od rodziny.
Wniosłam je do środka i poukładałam w recepcji i gabinetach konsultacyjnych.
Klinika stała się jeszcze bardziej przyjazna, gdy dodano kwiaty.
I zdałem sobie sprawę, że właśnie tak powinien wyglądać nowy początek.
Mój pierwszy pacjent był umówiony na dziewiątą rano
Konsultacja w sprawie zmniejszenia piersi, które poprawiłoby jej komfort fizyczny i pewność siebie.
Prawdziwe lekarstwo.
Taki, który poprawia czyjąś jakość życia.
Niezależnie od tego, co moja rodzina myślała o wartości operacji plastycznych.
Przygotowując się do konsultacji, przyłapałam się na tym, że patrzę w lustro i się uśmiecham.
Wyglądałam na osobę, która pasuje do swojej własnej praktyki.
Osoba, która zdobyła prawo podejmowania decyzji medycznych mających znaczenie dla jej pacjentów.
Kobieta w lustrze nie potrzebowała aprobaty rodziny, aby wiedzieć, że wykonuje wartościową pracę.
I to uświadomienie było lepsze, niż gdybym przeczytał jakiekolwiek gratulacje.
Po sześciu miesiącach prowadzenia własnej praktyki samotność przerodziła się w coś przypominającego spokojne skupienie.
Moje dni były wypełnione konsultacjami, operacjami i biznesowymi aspektami prowadzenia praktyki medycznej, o których nikt mnie nie uczył na studiach medycznych.
Liczba pacjentów stale rosła, dzięki rekomendacjom lekarzy i szczeremu zadowoleniu z rezultatów.
Wykonywałam wszystkie rodzaje zabiegów, od chirurgii rekonstrukcyjnej u ofiar wypadków po zabiegi kosmetyczne dla osób chcących poczuć się pewniej we własnej skórze.
Każdy przypadek utwierdzał mnie w przekonaniu, że chirurgia plastyczna to prawdziwa medycyna, niezależnie od tego, co myślała moja rodzina.
Presja finansowa nieco zmalała w miarę wzrostu przychodów, chociaż nadal działałem przy niewielkich marżach i reinwestowałem większość zysków w sprzęt i udoskonalanie obiektów.
Spłata pożyczki dla firmy była możliwa do spłacenia.
I zacząłem nawet płacić sobie skromną pensję.
Moje stosunki z rodziną ustabilizowały się na zasadzie uprzejmego dystansu.
Miesięczne obiady stały się kwartalnymi spotkaniami.
Nasze rozmowy koncentrowały się na bezpiecznych tematach, takich jak pogoda i bieżące wydarzenia.
Pytali o pracę w sposób niejasny, unikając podania, czym właściwie się zajmuję.
„Jak idzie praktyka?” zapytała moja mama podczas jednej z naszych nielicznych rozmów telefonicznych.
„No cóż, dziękuję” – powiedziałem. „Jesteśmy zajęci”.
„To miło, kochanie” – odpowiedziała. „Marcus właśnie awansował na starszego rezydenta. Kierownik oddziału mówi, że to jeden z najbardziej obiecujących młodych kardiologów, jakich widzieli”.
Porównywanie zawsze było obecne.
Subtelny.
Ale niepodważalne.
Osiągnięcia Marcusa były świętowane.
Moje uwagi zostały uprzejmie potwierdzone.
Ale zaczęło się dziać coś interesującego.
Pacjenci zaczęli zwracać się do mnie z konkretnymi, skomplikowanymi przypadkami.
Dr Rodriguez skierował mnie do specjalisty w trudnym przypadku rekonstrukcji, którego inni chirurdzy odrzucili.
W środowisku medycznym rozeszła się wieść, że moja klinika osiąga wyjątkowe wyniki.
„Doktorze Hayes, dzwoni do pana dr Mitchell z Boston Presbyterian” – oznajmiła Sarah, kierowniczka mojego biura. „Ma skierowanie, które chciałby omówić”.
Doktor Mitchell był szefem chirurgii plastycznej w jednym z najbardziej prestiżowych szpitali w Bostonie.
Jego telefon z poleceniem był zarówno zaskakujący, jak i ważny pod względem zawodowym.
„Doktorze Hayes” – powiedział, kiedy oddzwoniłem – „słyszałem świetne opinie o pańskiej pracy. Mam pacjenta, który zwrócił się do pana z prośbą po obejrzeniu efektów rekonstrukcji urazów twarzy Marii Santos”.
Sprawa Marii Santos była dla mnie najtrudniejsza.
Gruntowna rekonstrukcja twarzy po ciężkim wypadku samochodowym.
Operacja trwała osiem godzin i wymagała wielu zabiegów następczych.
Jednak rezultaty przerosły oczekiwania wszystkich.
„Z przyjemnością przeprowadzę ocenę każdego pacjenta, którego zechce pan skierować” – powiedziałem doktorowi Mitchellowi.
„Doskonale” – powiedział. „Powinienem wspomnieć, że ta pacjentka jest dość znana. Rozmawiało z nią kilku chirurgów, ale chce z tobą współpracować ze względu na twoją reputację w zakresie naturalnych efektów”.
Po rozłączeniu się siedziałem w swoim biurze i analizowałem to, co się właśnie wydarzyło.
Sześć miesięcy temu moja rodzina przepowiedziała, że moja praktyka lekarska okaże się kompletną porażką.
Teraz otrzymywałem skierowania od kierowników oddziałów w dużych szpitalach.
Tego wieczoru przejechałem obok dzielnicy, w której się wychowałem – obok dużego domu w stylu kolonialnym, w którym moja rodzina nadal zbierała się na niedzielne obiady, na które mnie już nie zapraszano.
Kontrast między ich tradycyjnym sukcesem medycznym a moją niezależną drogą nigdy nie był wyraźniejszy.
Mój telefon zawibrował, gdy przyszła wiadomość od nieznanego numeru.
„Doktorze Hayes, tu Jennifer Walsh. W zeszłym miesiącu przeprowadził Pan u mnie zabieg zmniejszenia piersi. Chciałam Pana poinformować, że trzy moje przyjaciółki poprosiły o Pana dane kontaktowe po obejrzeniu moich wyników. Dziękuję za przywrócenie mi życia”.
Wiadomości takie jak ta od Jennifer stały się czymś normalnym.
Pacjenci, którzy czuli szczerą wdzięczność — nie tylko za umiejętności chirurgiczne, ale także za to, że zostali wysłuchani i traktowani z szacunkiem przez cały okres leczenia.
W kolejnym tygodniu odbyła się konsultacja, która całkowicie zmieniła moje spojrzenie na przyszłość mojej praktyki.
„Doktorze Hayes, nazywam się Catherine Morrison” – powiedziała kobieta, wchodząc do mojego gabinetu. „Jestem prawniczką specjalizującą się w branży rozrywkowej i reprezentuję kilka aktorek i osobistości publicznych zainteresowanych dyskretnymi zabiegami kosmetycznymi”.
Wyjaśniła, że jej klienci cenią sobie prywatność, naturalne rezultaty i współpracę z chirurgami, którzy rozumieją szczególną presję związaną z oczekiwaniami dotyczącymi publicznego wyglądu.
„Badaliśmy praktyki stosowane w całej Nowej Anglii” – powiedziała – „i twoje nazwisko stale pojawia się jako nazwisko osoby, która osiąga wyjątkowe wyniki, bez egoizmu i szukania rozgłosu, z czym czasami spotykamy się w tej dziedzinie”.
Potencjał poleceń ze strony klientów Catherine może pomóc mi przekształcić moją praktykę z odnoszącej lokalne sukcesy w rozpoznawalną regionalnie.
Ale co ważniejsze, potwierdziło słuszność mojego podejścia.
Pełen szacunku.
Wykwalifikowany.
Skupiamy się na zadowoleniu pacjenta, a nie na autopromocji.
„Byłbym zaszczycony, mogąc pracować z twoimi klientami” – powiedziałem jej. „Dyskrecja i zadowolenie pacjenta są zawsze moimi priorytetami”.
Po wyjściu Catherine zaprosiłem Sarę do biura.
„Myślę, że musimy zacząć planować ekspansję” – powiedziałem. „Będziemy potrzebować więcej dostępnych terminów wizyt i być może więcej czasu na zabiegi”.
„Doktorze Hayes, to wspaniała wiadomość” – powiedziała Sarah. „Czy powinnam zacząć szukać dodatkowego personelu?”
„Jeszcze nie” – powiedziałem. „Ale wkrótce. Pozwól mi przemyśleć logistykę rozbudowy bez obniżania jakości opieki nad pacjentem”.
Tej nocy siedziałem w swoim mieszkaniu i przeglądałem prośby o konsultacje, które nagromadziły się przez cały tydzień.
Praktyka, którą rozwinąłem bez wsparcia rodziny i stałych kontaktów, odniosła sukces, który przerósł moje najbardziej optymistyczne oczekiwania.
Pomyślałem, że zadzwonię do rodziców i podzielę się z nimi dobrą nowiną.
Potem jednak zrezygnowałem z tego pomysłu.
Ten sukces był moją zasługą — i ludzi, którzy wspierali mnie przez całą drogę.
Rodzina, która przewidziała moją porażkę, nie zasługiwała na to, by świętować z nią mój sukces.
Po osiemnastu miesiącach prowadzenia mojej praktyki coś się zmieniło.
Stały wzrost nagle przerodził się w to, co mogę określić jedynie jako eksplozję sukcesu.
Wszystko zaczęło się od Amandy Chen — aktorki z Broadwayu, która po cichu poleciała do Bostonu na subtelną korektę nosa.
„Doktorze Hayes, nie mogę panu wystarczająco podziękować” – powiedziała Amanda podczas ostatniej wizyty kontrolnej. „Efekt jest dokładnie taki, jakiego oczekiwałam. Całkowicie naturalny. Nikt nie zauważy, że miałam zabieg, ale czuję się o wiele pewniej”.
Nie spodziewałam się, że Amanda zamieści na portalach społecznościowych wpis na temat swoich doświadczeń — nie podając nazw zabiegów, nie pokazując zdjęć przed i po, ale wyrażając wdzięczność za to, że czuje się najlepszą wersją siebie i oznaczając miejsce, w którym wykonywałam zabieg.
W ciągu tygodnia mój terminarz wizyt rozrósł się do niewyobrażalnych rozmiarów.
„Doktorze Hayes, mamy problem” – oznajmiła Sarah w środę rano.
„Mamy komplet rezerwacji na najbliższe trzy miesiące” – powiedziała – „a na liście oczekujących jest ponad czterdzieści osób”.
Problem — jeśli rekordowy popyt można nazwać problemem — polegał na tym, że sukces w chirurgii plastycznej przyciąga kolejne sukcesy.
Dyskretne poparcie Amandy dotarło do jej grona aktorek, modelek i profesjonalistów z branży rozrywkowej.
„Potrzebuję konsultacji z doktorem Hayesem” – to zdanie Sarah słyszała wielokrotnie każdego dnia.
Nie „spotkanie”.
Nie „konsultacja z kimś”.
A konkretnie ja.
Potem pojawiła się Miranda Wells.
Supermodelka, której twarz zdobiła okładki magazynów o zasięgu międzynarodowym.


Yo Make również polubił
Moja mama wstała na moim przyjęciu z okazji ukończenia szkoły i oświadczyła, że skoro ja zapłaciłam za twoją edukację, to zapłacisz tylko połowę
Najlepsze rogaliki na świecie: pyszne i łatwe do wykonania. Smaczniejsze niż jakikolwiek croissant!
Ciasto Bez Pieczenia: Sekretny Przepis, Który Zawojuje Internet!
Nieznajomy zostawił niebieskie pudełko na moim stoliku w kawiarni i powiedział, że będzie mi potrzebne dziś wieczorem