Mój mąż pojechał do Miami do pracy na 40 dni. W następnym tygodniu ja również musiałam podpisać umowę. Przybywając do hotelu, żeby się zameldować, niespodziewanie go zobaczyłam, jak obejmuje ramieniem talię swojej ukochanej. Podeszłam, uśmiechnęłam się i wypowiedziałam jedno zdanie, które sprawiło, że zbladł i poszłam za nim.
Miami powitało mnie ciepłą, ulewną mżawką i podmuchami wiatru, które wdzierały się przez szpary w taksówce, niosąc wilgotne powietrze tak charakterystyczne dla południowej Florydy pod koniec zimy. Długi lot z Nowego Jorku wyczerpał moje ciało. Ale myśl o spotkaniu z moim mężem, Jacobem, po 40 dniach rozłąki była jak zastrzyk adrenaliny, który dodawał mi sił. Jake był tu od ponad miesiąca w interesach, zarządzając najważniejszym projektem w swojej karierze. Ja natomiast byłam tak zasypana rocznymi sprawozdaniami finansowymi w mojej firmie, że musiałam przełożyć podróż z nim. W zeszłym tygodniu nasz partner w Miami nagle poprosił o podpisanie dodatkowej umowy. A jako dyrektor finansowa moja obecność była niezbędna, aby dopracować klauzule prawne. Zastanawiałam się, czy nie dać znać Jake’owi, ale potem zrezygnowałam. Chciałam zrobić mu małą niespodziankę w środku jego stresujących dni pracy poza domem. Wyobraziłam sobie jego zdumioną twarz, gdy zobaczył mnie stojącą w drzwiach swojego pokoju hotelowego, i jak mocno mnie przytuli, wciągając moje perfumy, te, które zawsze mówił, że są jego środkiem uspokajającym. Na tę myśl uśmiech zagościł na moich ustach, częściowo odpędzając wilgotny chłód z zewnątrz.
Taksówka zatrzymała się przed holem luksusowego pięciogwiazdkowego hotelu. Rozejrzałam się, planując zameldować się, zanim wyślę mu SMS-a z prośbą o wielką niespodziankę, ale nagle mój wzrok utkwił w dyskretnym kącie niedaleko wind. Tam, w delikatnym złotym świetle holu, stała osoba, którą znałam doskonale – wysoka, szczupła postać w szarym płaszczu, który sama wyprasowałam przed jego wyjściem. To był Jake, mój mąż. Ale najbardziej niepokojące było to, że nie był sam. Obok niego stała szczupła kobieta z długimi, kręconymi włosami opadającymi kaskadą na ramiona, ubrana w elegancką, kremową sukienkę z dzianiny. Odległość między nimi była minimalna, zdecydowanie zbyt minimalna, tak mała, że naruszała wszelkie normy profesjonalnej uprzejmości między kolegami czy partnerami.
Stałam sparaliżowana, serce waliło mi tak mocno, że czułam, jakby miało mi wyskoczyć z piersi. Moje dłonie zacisnęły się na rączce walizki tak mocno, że aż zbielały mi kostki. Patrzyłam, jak Jake się pochyla. Jego spojrzenie skierowane na tę kobietę wyrażało czułość i uczucie, jakich dawno nie widziałam skierowane do mnie. Uniósł rękę, by ostrożnie poprawić szalik, który przekrzywił się wokół jej szyi. Był to delikatny gest, tak naturalny, jakby był nawykiem zakorzenionym w jego podświadomości. Kobieta spojrzała na niego z promiennym uśmiechem na twarzy. Jej oczy błyszczały jak gwiazdy, wypełnione uczuciem, które nie wymagało słów, by je zrozumieć. W tej chwili mój świat się roztrzaskał, moje uszy wypełnił ryk, a ja słyszałam tylko, jak moje serce rozpada się na tysiąc kawałków.
Przez ostatnie 40 dni, za każdym razem, gdy rozmawialiśmy przez wideo, mówił mi, że jest zajęty spotkaniami, że jest zmęczony, że po prostu chce spać. Na ekranie telefonu zawsze widniała gładka, biała ściana jego pokoju hotelowego. Okazało się, że jego zapracowanie miało postać innej kobiety, a zmęczenie łagodziły takie uważne gesty. Krew uderzyła mi do głowy. Ogarnęła mnie fala zazdrości i upokorzenia. Jakiś impuls nakazywał mi podejść i zrobić scenę, ale rozsądek doświadczonej kobiety mnie powstrzymał. Wzięłam głęboki oddech, próbując przełknąć łzy, które groziły potoczeniem się. Wyprostowałam kołnierzyk marynarki i wymusiłam uśmiech. Byłam pewna, że to był najpiękniejszy, ale i najostrzejszy uśmiech w moim życiu.
Pociągnęłam walizkę do przodu. Dźwięk kółek na marmurowej podłodze był suchy i terkoczący, co przyciągnęło uwagę kilku osób. Gdy byłam już zaledwie kilka kroków od nich, a Jake i kobieta wciąż pogrążeni byli w swoim świecie, odezwałam się głosem czystym, ale równie chłodnym jak wiatr na zewnątrz. Patrząc prosto na Jake’a, powiedziałam:
„Przepraszam pana. Pańska żona jest olśniewająca. Ma pan szczęście, że ona też się o pana troszczy.”
Mój wyrok uderzył ich niczym wiadro lodowatej wody, zamrażając na chwilę atmosferę. Jake zesztywniał. Jego ręka, wciąż uniesiona w powietrzu po poprawieniu szalika, powoli opadła wzdłuż ciała. Odwrócił się gwałtownie, by spojrzeć na mnie, jakby zobaczył ducha. Twarz mu zbladła, a oczy rozszerzyły się w panice. Uśmiech z ust kobiety również zniknął, zastąpiony przez zmieszanie i strach. Stałam tam z wysoko uniesioną głową, ale moja dusza krzyczała z bólu sięgającego niebios. Bólu żony, która właśnie na własne oczy zobaczyła zdradę.
Jake się zająknął. Jego usta poruszyły się kilka razy, nie mogąc wydobyć z siebie słowa. Zajęło mu kilka sekund, zanim odzyskał resztki opanowania. Głos mu drżał.
„Sophia, co? Co tu robisz? Czemu mi nie powiedziałaś, że przyjdziesz?”
Nie odpowiedziałam na oczywiste pytanie. Mój wzrok przesunął się z niego na twarz kobiety u jego boku. Wyglądała dziwnie znajomo, jakbym widziała ją na starym zdjęciu mojego męża ze studiów. Miała kruchą, delikatną urodę – typ kobiety, która zawsze budzi w mężczyźnie instynkt opiekuńczy, co stanowiło jaskrawy kontrast z wizerunkiem silnej, bystrej osoby, jaki wyrobiłam sobie przez lata w świecie biznesu. Widząc, że się na nią gapię, cofnęła się o krok, instynktownie chowając się za ramieniem Jake’a. Jej wzrok nerwowo błądził, nie śmiąc spojrzeć mi w oczy.
Przedłużająca się cisza jeszcze bardziej rozdrażniła Jake’a. Szybko stanął między nami, machając rękami, jakby chciał coś wyjaśnić.
„Nie zrozumcie mnie źle. To jest… to jest Clare, partnerka w tym projekcie. Właśnie wróciliśmy ze spotkania z klientem”.
Claire, imię, które brzmiało tak słodko, ale było jak igła wbijająca się w moje serce, przywołująca historie o nierozwiązanym romansie na studiach, o którym opowiadali mi kiedyś jego przyjaciele. Szybko odzyskała panowanie nad sobą, wyszła zza Jake’a i wyciągnęła w moją stronę szczupłą, zadbaną dłoń, wymuszając uprzejmy uśmiech.
Cześć, Sophia. Tyle o tobie słyszałam. Miło cię w końcu poznać. Jake ciągle o tobie wspomina.
Spojrzałem na jej dłoń zawieszoną w powietrzu, śmiejąc się w duchu z tego bezczelnego kłamstwa, że ciągle o mnie wspomina. Ale i tak z grzeczności uścisnąłem ją chłodno i obojętnie. Jej dłoń była lodowata, co stanowiło zupełne przeciwieństwo ognia szalejącego we mnie. Szybko cofnąłem dłoń, a mój głos brzmiał spokojnie.
„Cześć, Clare. Ja też o tobie słyszałam – ze starych opowieści.”
Moja dosadna uwaga odebrała jej mowę. Uśmiech zamarł jej na twarzy. Szybko przeprosiła, mówiąc, że jest zmęczona.
„No cóż, wybaczcie, pójdę do swojego pokoju. Porozmawiajcie. Jutro dokończymy kontrakt.”
Po tych słowach odwróciła się i szybko ruszyła w stronę windy. Patrzyłem, jak odjeżdża, naciskając przycisk 12. piętra, poziomu VIP zarezerwowanego dla najbardziej ekskluzywnych klientów hotelu.
Kiedy zostaliśmy sami, Jake złapał mnie za rękę. Była zimna i wilgotna. Jego głos brzmiał natarczywie.
„Sophia, proszę, uwierz mi. Wpadłyśmy na siebie przypadkiem w holu. Pracujemy razem nad projektem. To wszystko.”
Wyrwałam dłoń z jego uścisku i cofnęłam się o krok, żeby zachować dystans. Mój wzrok padł na beżowy szalik w paski, który pokazała mi Clare, odwracając się. Ten szalik, ten wzór, ta marka. Jak mogłabym o nim zapomnieć, skoro widziałam go w koszyku mojego męża na Amazonie zaledwie dwa tygodnie temu. Uśmiechnęłam się gorzko, wskazując na znikającą za drzwiami windy postać Clare. Mój głos był cichy, ale pełen zjadliwej ironii.
„Ten szalik? Widziałam go w twoim koszyku na Amazonie w zeszłym tygodniu. Myślałam, że kupisz mi go na rocznicę. Co za zbieg okoliczności, że twój partner ma taki sam.”
Jake’owi zbladła cała twarz. Stał tam sparaliżowany, z otwartymi ustami, niezdolny wykrztusić z siebie choćby jednego słowa. Jego milczenie było najokrutniejszą odpowiedzią, potwierdzającą wszystkie moje podejrzenia. Ten szalik nie był przypadkiem. Był dowodem na to, jak bardzo troskliwie opiekował się kimś innym.
Nie chciałam słuchać dalszych wyjaśnień. Bałam się, że stracę panowanie nad sobą i rozpłaczę się na miejscu, stając się widowiskiem dla wszystkich. Odwróciłam się i poszłam do recepcji, żeby się zameldować, zostawiając Jake’a samego na środku ogromnego holu. Chłodno, nie odwracając się, powiedziałam na tyle głośno, żeby usłyszał:
„Idź i zajmij się swoimi sprawami. Jestem na szesnastym piętrze, w pokoju zarezerwowanym przez firmę. Nie będę zakłócał twojej prywatnej przestrzeni z partnerem”.
Z kluczem do pokoju w ręku ciągnęłam walizkę do windy, starając się trzymać plecy prosto. Ale w środku czułam przerażającą pustkę. Dwunaste i szesnaste piętro dzieliły zaledwie cztery poziomy. Teraz jednak wydawały się dwoma równoległymi światami, oddzielającymi mnie i mojego męża niewidzialną ścianą kłamstw i zdrady.
Opadłam na brzeg łóżka. Szorstka, zimna, biała pościel przyprawiła mnie o dreszcz. A może ten chłód pochodził z mojego własnego, krwawiącego serca. Przez 40 dni żyłam w oczekiwaniu i tęsknocie, odliczając dni do ponownego spotkania z mężem, do usłyszenia jego ciepłego głosu na żywo, a nie przez drżący ekran telefonu. A po długiej podróży jedyne, co pozostało mi z tej podróży, to obraz, jak czule poprawia szalik innej kobiety, to łagodne spojrzenie, które kiedyś było moim wyłącznym przywilejem.
Telefon w mojej torebce zawibrował gwałtownie, przerywając przytłaczającą ciszę pokoju. Wyciągnęłam go. Ekran rozświetlił się imieniem mojej ukochanej i powodzią wiadomości. Jake napisał:
„Jesteś w swoim pokoju? Nie zrozum mnie źle. Clare to tylko moja partnerka. Tak naprawdę spotkaliśmy się przypadkiem, bo oboje pracujemy z grupą z Miami”.
Czytałam i czytałam jego słowa. Każdy list zdawał się kpić z mojej naiwności. Partner? Jacy partnerzy patrzą na siebie z tak rażącą intymnością, że nawet obcy człowiek by się zarumienił? Nie odpowiedziałam. Przesuwałam palcami po ekranie, nieświadomie szukając wskazówek, które zignorowałam, bo za bardzo ufałam mężowi.
Clare. To imię. Przypomniałam sobie, jak na zjeździe absolwentów jego najbliżsi przyjaciele niedbale wspomnieli o pewnej studentce z wydziału literatury angielskiej, Clare. Okazuje się, że świat jest mały. Na tyle mały, że moja była dziewczyna i mój mąż mogli się przypadkiem spotkać w odległym mieście, razem pracować i spędzać czas z dala od domu.
Dźwięk nowej wiadomości. Tym razem zaproszenia.
„Co masz ochotę na kolację? Przyjadę po ciebie dziś wieczorem. W restauracji na drugim piętrze są te kamienne kraby, które tak uwielbiasz. Chcę ci wszystko spokojnie wyjaśnić.”
Uśmiechnęłam się gorzko. Gorąca łza spłynęła mi po policzku, lądując na dłoni, piekąc i piekąc. Wciąż pamiętał, że lubię kraby kamienne, ale nie wiedział, że nie jadłam ich od dawna z powodu problemów żołądkowych. A może pomylił moje gusta z czyimiś. Wzięłam głęboki oddech, próbując odzyskać panowanie nad sobą, i napisałam szybką odpowiedź.
„Jestem zmęczony podróżą. Zamówiłem już obsługę pokoju. Proszę bardzo. Do zobaczenia jutro.”
Po wysłaniu wiadomości odłożyłam telefon i zwinęłam się pod ciężką kołdrą, szukając odrobiny ciepła w tym obcym miejscu. Potrzebowałam czasu, żeby uporządkować myśli i przygotować się na to, co miało nadejść, bo wiedziałam, że gdyby ta kolacja się odbyła, byłaby to niezręczna szarada, na którą nie miałabym siły.
Ta noc w Miami nie miała końca. Leżałam bezsennie, słuchając świstu wiatru za oknem, zastanawiając się, co mój mąż robi w swoim pokoju na 12. piętrze. Czy naprawdę żałował i martwił się o mnie? A może odetchnął z ulgą, bo żona kupiła jego niezdarne kłamstwo, pozwalając mu kontynuować niedokończone historie z piękną partnerką?
Następnego ranka spojrzałam na siebie w lustrze. Opuchnięte powieki od całonocnego płaczu były umiejętnie ukryte pod warstwą podkładu i drogiego korektora. Nałożyłam wyrazistą czerwoną szminkę, włożyłam nieskazitelny kostium i powiedziałam sobie, że nawet jeśli moje serce jest złamane, mój wygląd musi być nieskazitelny i promienny.
Zszedłem do hotelowej restauracji, która serwowała śniadanie w formie bufetu z kuszącym wyborem dań. Aromat świeżo parzonej kawy unosił się w powietrzu, ale nie był w stanie rozproszyć goryczy w ustach. Wybrałem stolik przy oknie z widokiem na imponującą panoramę Miami w oddali. Gdy tylko usiadłem, pojawił się Jake z tacą jedzenia, a na jego twarzy malowało się wyraźne zmęczenie. Oczy miał przekrwione, a pod nimi cienie, co dowodziło, że on również spędził nieprzespaną noc, a przynajmniej nie spał dobrze ze strachu.
Jake postawił tacę na stole i usiadł naprzeciwko mnie. Spojrzał na mnie z mieszaniną badawczego zainteresowania i nieśmiałości, rzadkiej u człowieka jego sukcesu. Przerwał ciszę, mówiąc ostrożnie.
„Dobrze spałeś? Dzwoniłem do pokoju, ale nie odbierałeś. Martwiłem się.”
Odkroiłem kawałek kiełbasy nie podnosząc wzroku.
„Wyciszyłem telefon, żeby odpocząć. Mam dziś ważne spotkanie z partnerami i nie mogę pozwolić sobie na to, żeby wyglądać na wyczerpanego”.
Jake westchnął, mieszając kawę. Zawahał się przez chwilę, po czym wrócił do wczorajszego tematu.
„Jeśli chodzi o wczorajszy wieczór – Clare jest kierownikiem projektu w naszej firmie partnerskiej. Właśnie omówiliśmy ostateczny plan. Dlatego zeszliśmy razem do holu”.
Te same nudne wymówki powtarzane jak zdarta płyta, próbujące wybielić niejednoznaczną relację, w której nawet on czuł się nieswojo. Odłożyłam sztućce na talerz. Rozległ się brzęk metalu o porcelanę, sprawiając, że Jake wzdrygnął się i spojrzał na mnie. Spotkałam się z jego wzrokiem, z półuśmiechem na ustach, głosem miękkim, ale ostrym jak brzytwa.
„Nie musisz tyle tłumaczyć. Wczoraj powiedziałem tylko, że jest przepiękna. Dlaczego zareagowałeś tak gwałtownie?”
Zatrzymałam się, obserwując napiętą minę mojego męża, po czym dodałam:
„Czy komplementowanie partnerki mojego męża za to, że jest piękna i uważna, jest złe? A może masz wyrzuty sumienia i dlatego jesteś taka zdenerwowana?”
Moje pytanie trafiło w sedno, pozostawiając Jake’a bez słowa. Jego twarz poczerwieniała, a potem zbladła, niezdolny znaleźć argumentu, który by zaprzeczył mojej śmiertelnej niewinności. Atmosfera przy stole stała się tak napięta, że trudno było oddychać. Jake spuścił wzrok na talerz z zimnymi już jajkami sadzonymi, nie śmiąc spojrzeć mi w oczy. Wiedział, że im więcej będzie tłumaczył, tym więcej błędów popełni. Im bardziej będzie próbował to ukryć, tym bardziej oczywista stanie się prawda dla jego przebiegłej żony.
Spojrzałem na zegarek, wstałem i poprawiłem marynarkę.
„Skończyłem. Muszę przygotować dokumenty na spotkanie o 9:00. Nie spiesz się ze śniadaniem.”
Odszedłem, a dźwięk moich obcasów stukał o kafelkową podłogę. Zostawiłem za sobą samotnego mężczyznę pośrodku zatłoczonej restauracji z zimnym śniadaniem i stertą kłamstw.
Spotkanie z partnerami z Miami poszło lepiej, niż się spodziewałem. Liczby i klauzule kontraktu pozwoliły mi na chwilę zapomnieć o bałaganie w moim życiu osobistym. Pochłonęła mnie praca, ostro dyskutowałem i zdecydowanie kończyłem tematy. Mój profesjonalizm zrobił wrażenie na drugiej stronie, ale w głębi duszy obraz Jake’a i kobiety o imieniu Clare nawiedzał mnie niczym duch za każdym razem, gdy zapadała chwila ciszy.
Jadłem lunch z delegacją partnerów w restauracji z widokiem na zatokę Biscayne, gdy mój telefon zawibrował. Na ekranie pojawił się nieznany numer z numerem kierunkowym do Miami. Przeprosiłem, żeby odebrać, czując narastające złe przeczucie. Moja kobieca intuicja podpowiadała mi, że ten telefon ma związek z wczorajszym wieczorem. Odebrałem. Po drugiej stronie usłyszałem cichy, wyraźny kobiecy głos.
„Halo, czy to Sophia? To Clare.”
Serce zabiło mi mocniej. Mocno ścisnęłam telefon, ale mój głos pozostał zaskakująco spokojny.
Cześć, Clare. W czym mogę pomóc?
Po drugiej stronie zapadła cisza, która trwała kilka sekund, po czym kobieta cicho westchnęła i kontynuowała.
„Miałem nadzieję, że się z tobą spotkam. Jestem w kawiarni naprzeciwko twojego hotelu. Chyba musimy porozmawiać o Jake’u.”
Jej bezpośrednia, rzeczowa propozycja trochę mnie zaskoczyła, ale jednocześnie wzbudziła moją ciekawość i lekki niepokój. Czy to będzie scena pełnych łez przeprosin, czy raczej wypowiedzenie wojny przez osobę trzecią, która próbuje ukraść moje szczęście? Spojrzałem na zegarek. Miałem około godziny do popołudniowego spotkania. Odpowiedziałem zwięźle.
„Dobrze. Będę za 15 minut.”
Wróciłem do stolika, przeprosiłem partnerów, mówiąc, że mam osobistą sprawę do załatwienia, i wziąłem taksówkę prosto na miejsce spotkania, z bijącym sercem. Kawiarnia znajdowała się na rogu, urządzona w cichym, klasycznym stylu i niezatłoczona. Delikatna muzyka jazzowa w tle dodawała romantycznego, a zarazem melancholijnego akcentu. Wszedłem, rozejrzałem się i szybko rozpoznałem Clare, siedzącą przy odosobnionym stoliku przy oknie, roztargnionym wzrokiem wpatrującą się w tętniącą życiem ulicę. Dziś miała na sobie nieskazitelną białą sukienkę, rozpuszczone włosy i lekki makijaż, wyglądając znacznie młodziej i bardziej krucho niż poprzedniego wieczoru w ciemnym płaszczu. Widząc ją, przypomniały mi się muzy z romansów, o których marzą studenci. Jej delikatna uroda łatwo budziła instynkt opiekuńczy mężczyzn.
Wziąłem głęboki oddech, podszedłem i usiadłem naprzeciwko niej. Clare była zaskoczona, odwróciła się i uśmiechnęła do mnie uprzejmie, ale jej oczy nie potrafiły ukryć badawczego spojrzenia. Odezwała się pierwsza, jej głos wciąż był cichy, ale z ukrytą przenikliwością.
„Dziękuję, Sophio, że poświęciłaś mi trochę swojego cennego czasu.”
Zamówiłem czarną kawę bez cukru. Odchyliłem się na krześle, skrzyżowałem ramiona i spojrzałem na nią uważnie.
„Clare, nie bądźmy tacy formalni. Jeśli masz coś do powiedzenia, powiedz to wprost. Nie lubię owijać w bawełnę”.
Zapadła cisza między dwiema kobietami. Jedna, prawowita żona. Druga, niejednoznaczna partnerka. Rozpoczęła się psychologiczna walka – napięta od pierwszej chwili. Wiedziałem, że cokolwiek powie, nie będzie to łatwe i może całkowicie odmienić małżeństwo, które próbowałem uratować.
Clare powoli mieszała sok pomarańczowy, wpatrując się w topniejące kostki lodu, jakby szukała odwagi, by zacząć. Po chwili podniosła wzrok, jej oczy były błyszczące i załzawione, ale z nutą przebiegłej kalkulacji. Powiedziała ponurym głosem:
„Prawda jest taka, że Jake i ja nie jesteśmy tylko partnerami. Jak ci powiedział wczoraj wieczorem, byliśmy razem na studiach”.
To wyznanie mnie nie zaskoczyło, ale usłyszenie go z jej własnych ust wciąż mnie bolało. Kontynuowała monotonnym głosem, jakby wspominała piękną przeszłość. Byliśmy razem przez 3 lata. To była nasza pierwsza miłość, ale po studiach nasze drogi zawodowe się rozeszły i musieliśmy się rozstać, choć bardzo bolało. Clare przerwała, żeby ocenić moją reakcję. Widząc, że mój wyraz twarzy pozostał zimny, szybko wyjaśniła:
„Ale możesz być pewien, że nasza relacja ma teraz charakter czysto zawodowy. Nie przekroczyliśmy żadnych fizycznych granic”.
Podkreśliła słowo „fizyczny”, jakby chciała potwierdzić swoją niewinność, ale to tylko spotęgowało mój wstręt. Kontynuowała:
„Wiem, że jesteś podejrzliwy, ale nasze spotkanie było czystym zbiegiem okoliczności, związanym z pracą. Jake bardzo mi pomógł, bo jestem tu nowy i nie znam dobrze okolicy”.
Nagle zniżyła głos i wypowiedziała słowa, które niczym zatrute igły wbijały się w moją dumę.


Yo Make również polubił
krążki jabłek
Langos węgierski z czosnkiem, najlepszy jaki kiedykolwiek piekłam
Nigdy nie powiedziałam rodzinie, że jestem właścicielką imperium wartego miliard dolarów. Nadal uważają mnie za porażkę, więc zaprosili mnie na kolację wigilijną, żeby mnie upokorzyć, żeby uczcić fakt, że moja młodsza siostra została dyrektorem generalnym i zarabia 500 000 dolarów rocznie. Chciałam zobaczyć, jak traktują kogoś, kogo uważają za biednego, więc udawałam złamaną, naiwną dziewczynę — ale w chwili, gdy przekroczyłam próg…
Babciny tort twarogowo-wiśniowy przygotowany w niecałe 5 minut