Mój syn postanowił, że powinnam zapłacić za jego ślub 300 000 dolarów. Kiedy odmówiłam, pozwał mnie do sądu. Ale kiedy sędzia odczytał mój pozew wzajemny, twarz mojego męża wykrzywiła się Z PRZERAŻENIA, PONIEWAŻ…
Mój syn postanowił, że to ja powinienem zapłacić za jego ślub. Kiedy odmówiłem, pozwał mnie i…
Dziś skończyłem 73 lata.
Obudziłem się o szóstej jak zwykle, choć dawno nie musiałem wstawać tak wcześnie. Nawyk, który wykształcił się przez dekady otwierania sklepu o ósmej, był dla mnie czymś naturalnym. Clive zawsze powtarzał, że wczesne wstawanie to oznaka dyscypliny.
Clive powiedział wiele rzeczy. Większość jego mądrości okazała się być tylko słowami.
Wstałem z łóżka, w którym spałem sam przez 10 lat i podszedłem do okna. Frankfurt budził się razem ze mną.
Stary listonosz, Bert, już doręczał poranną pocztę. Pani Hamilton wyprowadzała mopsa na spacer, a w piekarni Jenkinsa paliło się światło.
Widziałem to samo zdjęcie przez 50 lat. Ale twarze się zmieniają. Ojciec Birda doręczał pocztę. Pani Hamilton miała kota zamiast psa, a rodzice Jenkinsów byli właścicielami piekarni.
A ja nie byłam starą kobietą, lecz młodą kobietą z trójką dzieci i mężem, który obiecywał mi cały świat.
Moje odbicie w szybie okna uświadomiło mi, że z tej młodej kobiety niewiele zostało.
Siwe włosy, które przestałam farbować 5 lat temu. Zmarszczki, których mniej więcej w tym samym czasie przestałam ukrywać pod makijażem. Ramiona z wystającymi żyłami i powykręcanymi stawami.
Efekt wieloletniej pracy w sklepie, w którym Clive i ja sprzedawaliśmy narzędzia.
Wciąż pamiętam ciężar pudeł z gwoździami, puszkami z farbą i rolkami tapet, które trzeba było przeciągać z miejsca na miejsce.
Telefon na stoliku nocnym milczał.
Nie spodziewałem się telefonu.
Moje dzieci rzadko pamiętają o moich urodzinach.
W zeszłym roku Marilyn wysłała kartkę z trzydniowym opóźnieniem. Patrick wysłał wiadomość na Facebooku, a Edwin… no cóż, Edwin zadzwonił, ale tylko po to, żeby poprosić o pieniądze na nowe stereo.
Założyłem stary szlafrok, zszedłem do kuchni i postawiłem czajnik na ogniu.
Otworzyłem lodówkę, jak zwykle w połowie pustą.
Po co gotować dla jednej osoby?
Wyjąłem jajko, trochę sera i ostatniego pomidora.
Omlet na urodzinowe śniadanie.
Dlaczego nie?
Kiedy przygotowywałam śniadanie, moje myśli, jak zwykle, powędrowały do przeszłości.
Kiedy poznałam Clive’a Talbota na szkolnej potańcówce, miałam zaledwie 18 lat.
Miał 22 lata.
Właśnie wrócił z wojska, wyglądał bardzo przystojnie w mundurze, miał pewny siebie uśmiech i opowiadał historie o miejscach, w których był.
Nigdy nie wyjeżdżałem poza Frankfurt i słuchałem go z otwartymi ustami.
Trzy miesiące później wzięliśmy ślub, a rok później urodziła się Marilyn.
Pamiętam, jak trzymałem ją w ramionach, taką małą i bezbronną.
Clive był szczęśliwy, zwłaszcza gdy dwa lata później urodził się Patrick.
Teraz miał syna, który kontynuował nazwisko rodowe.
Mieszkaliśmy w małym mieszkaniu nad sklepem, który Clive odziedziczył po swoim ojcu.
Pieniędzy ledwo starczało, ale byliśmy młodzi i pełni nadziei.
Edwin urodził się, gdy miałam 25 lat, jako nieplanowane, ale ukochane trzecie dziecko.
Clive zaczął już wtedy pić.
Nie intensywnie, ale regularnie.
W sklepie nie wszystko szło tak dobrze, jak się spodziewał, więc topił swoje frustracje w whisky.
Zacząłem więcej pracować w sklepie, zostawiając dzieci pod opieką matki.
A kiedy mama zachorowała, byłam rozdarta między dziećmi, sklepem i opieką nad nią.
Clive coraz częściej przesiadywał w barach.
Wracał do domu coraz częściej, zataczając się i przeklinając.
Nigdy nie podniósł na mnie ręki.
Nie mogę go za to winić.
Ale słowa czasami ranią bardziej niż ciosy, zwłaszcza gdy wypowiada je osoba, którą kochasz.
Pamiętam, jak Marilyn pytała mnie, gdy miałam 12 lat, dlaczego nie odeszłam od taty.
Bo rodzina jest na pierwszym miejscu, kochanie – odpowiedziałem wtedy.
Ale prawda była taka, że nie miałam pojęcia, jak sama utrzymam trójkę dzieci, bez wykształcenia, umiejętności, wsparcia.
Moja matka już wtedy zmarła, zostawiając mi jedynie stare fotografie i zniszczoną Biblię.
Omlet się przypalił, gdy tak wspominałem.
Wyłączyłam kuchenkę i przełożyłam danie na talerz.
Spalone śniadanie w dniu moich urodzin jest odpowiednim symbolem mojego życia.
Zawsze czułem, że w końcu znajdę czas, żeby zrobić coś dobrze.
Ale w ostatniej chwili coś poszło nie tak.
Marilyn wyrosła na upartą i zdeterminowaną osobę.
Uczyła się świetnie i zawsze przynosiła do domu nagrody.
Z zewnątrz była bardzo podobna do mnie, ale w środku była inna.
Nigdy nie wiedziałam, jak się bronić, ale ona umiała to robić odkąd była małą dziewczynką.
W wieku 18 lat dostała stypendium na studia prawnicze i wyjechała, rzadko wracając do domu.
Teraz jest odnoszącą sukcesy prawniczką w Chicago, żoną równie odnoszącego sukcesy biznesmena.
Mają dwójkę dzieci, moje wnuki, które widziałam tylko na zdjęciach w mediach społecznościowych.
Patrick poszedł w ślady ojca, ale nie pod względem picia, ale pod względem braku ambicji.
Ukończył college, dostał pracę jako urzędnik w firmie ubezpieczeniowej i poślubił miłą dziewczynę o imieniu Dearree.
Mają trójkę dzieci i mieszkają dwie godziny drogi ode mnie.
Dzwonią od czasu do czasu, raz w roku na Boże Narodzenie.
Patrick zawsze był cichym, nierzucającym się w oczy dzieckiem i taki też stał się jako dorosły.
A potem był Edwin.
Mój najmłodszy.
Najprzystojniejszy z moich dzieci, z dołeczkami w policzkach i uroczym uśmiechem.
Clive rozpieszczał go, gdy był trzeźwy.
„To mój mały książę” – mawiał, podrzucając chichoczące dziecko w stronę sufitu.
A potem szedł wieczorem do baru, zostawiając mnie samą z płaczącym dzieckiem, obowiązkami domowymi i rachunkami.
Edwin dorastał ze świadomością, że może dostać wszystko, czego zapragnie, po prostu się uśmiechając i prosząc.
Najpierw ode mnie, potem od nauczycieli, a na końcu od dziewcząt.
Zmieniał uczelnie jak świeże bułeczki.
Nigdzie nie mógł znaleźć czegoś, co by mu się naprawdę podobało.
Równie często zmieniałem pracę i zawsze wracałem do domu, gdy kończyły mi się pieniądze.
Dopiłem herbatę i spojrzałem na zegarek.
Była prawie 8.
Czas przygotować się na spotkanie klubu książki, jedynej rozrywki, na jaką sobie pozwalam.
Raz w tygodniu spotykamy się w bibliotece z kobietami w podobnym wieku i omawiamy książki, które raczej nie zainteresują nikogo poniżej 60. roku życia.
Wchodzę powoli po schodach, czując ból w kolanach.
Choroba zwyrodnieniowa stawów postępuje, ale staram się ją ignorować.
Lekarz powiedział, że konieczna jest operacja, ale kto zajmie się mną później?
Edwin?
Nie sądzę.
Clive zmarł 10 lat temu.
Zawał serca w sklepie wśród puszek z farbą i pudełek z gwoździami.
Znalazłem go, kiedy wróciłem z lunchu.
Leżał na podłodze i wpatrywał się w sufit pustym wzrokiem.
Po pogrzebie sprzedałem sklep.
Wystarczyło mi na spłatę długów i odłożenie pewnej sumy na starość.
Ubrałam się i spojrzałam na siebie w lustrze.
Ciemnoniebieska sukienka.
Perłowa broszka, którą Clive dał mi z okazji 20. rocznicy ślubu.
Rzadki moment hojności.
Moje siwe włosy były spięte w schludny kok.
Nałożyłam odrobinę szminki, jako mały gest próżności.
Zadzwonił telefon, a ja aż się wzdrygnęłam ze zdziwienia.
Edwin w końcu przypomniał sobie o urodzinach swojej matki.
Dzień dobry, pani Talbot. Tu Janet z klubu książki. Chciałam tylko powiedzieć, że dzisiaj nie ma spotkania. Margaret ma grypę, a Elizabeth jest u córek.
„Och” – to było wszystko, co mogłam powiedzieć, gdy zalało mnie rozczarowanie.
„Dziękuję za informację.”
„Wszystkiego najlepszego, nawiasem mówiąc. Pamiętamy. Tak się złożyło, że odwołali.”
„W porządku, Janet. Dzięki za życzenia urodzinowe.”
Odłożyłam słuchawkę i ponownie spojrzałam na swoje odbicie w lustrze.
Miałem przed sobą cały dzień i nie miałem czym go wypełnić.
Możemy pójść do parku i nakarmić kaczki.
Możemy pójść do supermarketu i kupić trochę artykułów spożywczych.
Moglibyśmy oglądać telewizję.
Mój wzrok padł na fotografię stojącą na komodzie.
Wszyscy razem na pikniku w parku.
Marilyn ma około 12 lat, warkoczyki i poważny wygląd.
Patrick ma około 10 lat, złamane kolano i uśmiech, w którym brakuje dwóch przednich zębów.
Edwin, mały, około 5 lat, siedzi mi na kolanach.
A Clive, trzeźwy, uśmiechający się, trzymający rękę na moim ramieniu.
Rzadka chwila rodzinnego szczęścia uchwycona przez przypadkowego przechodnia.
Pamiętam ten dzień.
Jak piekliśmy hot dogi na węglach.
Jak dzieci bawiły się w złą rękawiczkę.
Jak Clive opowiadał dowcipy, które wszystkich nas rozśmieszały do łez.
To było zanim Marilyn zaczęła nas zawstydzać.
Zanim Patrick się wycofał.
Zanim Edwin zdał sobie sprawę, że może manipulować ludźmi.
Telefon zadzwonił ponownie.
Tym razem podniosłem go powoli.
Dzwoni telefon komórkowy.
Cześć, mamo. Tu Edwin.
Moje serce zadrżało, jak zawsze, na dźwięk jego głosu.
Bez względu na wszystko, on nadal jest moim małym chłopcem.
„Edwin, cześć.”
„Wszystkiego najlepszego, mamo. Przepraszam, że tak wcześnie, ale mam dziś dużo do zrobienia”.
„Dziękuję, kochanie. Jak się masz?”
„Wszystko w porządku. Świetnie. Słuchaj, mam dla ciebie wiadomość. Przyjadę do ciebie w ten weekend, dobrze? Jest coś ważnego do omówienia”.
Znam ten ton.
Kiedyś oznaczało to, że nie zdałem egzaminów.
Potem wyrzucili mnie z pracy.
A ostatnio coraz częściej potrzebuję pieniędzy.
„Oczywiście, kochanie. Bardzo chętnie cię zobaczę.”
„Świetnie. I… eee… nie przyjdę sam. Przedstawię ci kogoś bardzo wyjątkowego. Przyjaciółkę.”
Edwin zmieniał dziewczyny równie często, jak zmieniał pracę.
„Kobieta mojego życia, mamo. Ale porozmawiamy o tym, kiedy się spotkamy. Muszę lecieć. Kocham cię”.
Rozłączył się zanim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć.
Typowy Edwin.
Zawsze w pośpiechu.
Zawsze w biegu.
Powoli opadłem na brzeg łóżka.
Kobieta jego życia.
Ostatni raz mówił tak o Veronique, francuskiej kelnerce, która rzuciła go po miesiącu, gdy zdała sobie sprawę, że nie ma pieniędzy.
Albo o Zoe, początkującej aktorce, która wykorzystywała jego mieszkanie, aby ćwiczyć ze swoim prawdziwym chłopakiem.
Albo o Danielle, której to nie przeszkadzało.
Wstałem i zdecydowanym krokiem ruszyłem w stronę szafy.
Ponieważ klub książki został odwołany, mogłam zrobić coś pożytecznego, na przykład przejrzeć stare książki, które od dawna chciałam oddać na cele charytatywne.
W szafie, wśród pudeł ze zdjęciami i starymi listami, znalazłem album z rysunkami dzieci.
Rysunki Edwina są jasne i chaotyczne, przedstawiają dom, rodzinę i słońce.
Na jednym z zdjęć trzymam jego dłoń, narysowaną jako niemal dwa razy wyższy niż jest w rzeczywistości, z ogromnym uśmiechem i włosami przypominającymi koronę.
Moja mama jest najlepsza, głoszą litery u dołu.
Kiedy przestał tak myśleć?


Yo Make również polubił
To ciasto jest tak pyszne, że pożałujesz, jeśli jeszcze go nie próbowałeś.
Ten napój niszczy kości
TARTA KREMOWA I TRUSKAWKOWA
Domowe sposoby, aby szybko zasnąć i obudzić się wypoczętym.