Część I
Było trzęsienie ziemi.
Nie taki filmowy, z walącymi się wieżowcami – po prostu gwałtowny wstrząs, który sprawił, że ściany zadrżały, a szafki zaczęły krzyczeć. Talerze zgasły na kafelkach, a przez chwilę świat zabrzmiał jak szuflada pełna sztućców potrząsana przez olbrzyma.
Kiedy się zatrzymał, moja córka stanęła w drzwiach, ściskając pluszowego lisa, jakby ten miał zamiar odgryźć mi trzęsienie ziemi.
„Mamo” – wyszeptała Ruby.
„W porządku” – powiedziałem i skłamałem.
Rano inspektor miejski w kasku użył słowa „nie do życia ”. Przykleił czerwoną naklejkę na moich drzwiach wejściowych, skinął głową, jakby chciał powiedzieć „Powodzenia” i wrócił do swojej ciężarówki. W okolicy unosił się zapach kurzu i wilgotnych płyt gipsowo-kartonowych. Gdzieś w kierunku autostrady międzystanowej zawyła syrena.
Spojrzałem na małą dłoń Ruby w mojej i pomyślałem: Nie ma planu B.
Zadzwoniłem więc do rodziców.
Mama odebrała po drugim dzwonku. „Oczywiście, kochanie. Możesz przyjść” – powiedziała – ciepło i szybko, jakby nic ją to nie kosztowało.
Ulga rozluźniła mi płuca. Nie prosiłam o wyjaśnienia. Nie powiedziałam, że możesz przyjść z moją pięcioletnią córką. Nie sądziłam, że muszę. Kto dzwoni do matki, żeby potwierdzić, czy może zabrać ze sobą dziecko?
Moi rodzice mieszkali pięć godzin drogi stąd, w tym samym domu na Środkowym Zachodzie, w którym dorastałem. Byli z nimi moja starsza siostra Brittany, jej chłopak Shane i trójka dzieci Brittany z pierwszego małżeństwa. Dom był pełen, owszem, ale mieli też wolne pokoje. I byli rodziną.
Ruby i ja spakowaliśmy się szybko – ubrania, szczoteczki do zębów, lis, jedna torba z przekąskami. Kiedy ją zapinałem, zapytała, czy dom jest naprawdę zniszczony. Powiedziałem, że tak. Zapytała, czy dom babci jest duży. „Wystarczająco duży” – powiedziałem.
Zapadał już prawie zachód słońca, kiedy wjechaliśmy na podjazd domu rodziców. Lampa na ganku paliła się, jak zawsze w święta. Przez chwilę poczułam się bezpiecznie.
Mama otworzyła drzwi, zanim zdążyłam zapukać. „Mara, udało ci się”.
Jej uśmiech zniknął, gdy zobaczyła Ruby za mną.
„Och… ty ją przyprowadziłeś.”
Czekałem na puentę. Nie nadeszła.
„Yyy, tak” – powiedziałem. „Trudno zostawić pięciolatka samego w domu”.
Mama mrugnęła, już zdenerwowana. „Po prostu myśleliśmy, że to ty. Dom jest pełen. Brittany jest tu z dziećmi. Shane korzysta z pokoju dziennego. W piwnicy jest pokój zabaw. Nie ma gdzie umieścić kolejnego dziecka”.
Ruby, chowając się za moją nogą, wyszeptała: „Mogę spać na kanapie”.
Mama westchnęła. „Kochanie, to nie takie proste”.
„To nie dla dzieci Brittany” – powiedziałem.
„Mieszkają tutaj” – odparła.
Jasne. Oni tu mieszkają. Tłumaczenie: Ty nie.
Pojawiła się Brittany – idealne włosy, telefon w dłoni. „Hej, Mara. Szalone trzęsienie ziemi, co? Cieszę się, że nic ci nie jest, ale nie mamy już łóżek”.
Twarz Ruby poczerwieniała. Jej dłoń zacisnęła się na moim płaszczu.
Mama skrzyżowała ramiona. „Możesz zostać. Damy radę przez kilka nocy, ale może Ruby mogłaby przenocować gdzie indziej. To po prostu za duży chaos dla malucha”.
Przez chwilę myślałem, że źle usłyszałem.
„Bez dziecka?”
Mama skinęła głową, jakby proponowała rozsądne rozwiązanie. „Tylko do czasu, aż wszystko się uspokoi”.
Głos Ruby się załamał. „Będzie dobrze, babciu”.
Mama uśmiechnęła się do niej tak, jak ludzie uśmiechają się do bezdomnych kociąt. „Nie chodzi o grzeczność, kochanie. Tylko o pełny dom”.
Z tylnego pokoju dobiegał śmiech i odgłosy gier wideo.
Zaśmiałem się raz. „Jasne. Nie chciałbym przeszkadzać Shane’owi w biurze”.
„To miejsce pracy” – zawołał.
„Jasne” – powiedziałem. „Bardzo profesjonalnie”.
Ruby zaczęła płakać — cicho, jakby żałowała swojego istnienia.
„Mamo” – powiedziałem. „Myślisz, że ją zostawiam? Mówiłaś, że możemy przyjść”.
Jej uprzejmy uśmiech nie drgnął. „Mara, proszę, nie utrudniaj tego”.
„Trudniejsze niż powiedzenie wnuczce, że nie pasuje?”
„Nie dramatyzuj.”
To mnie prawie rozbawiło. Zapięłam płaszcz Ruby. „Chodź, kochanie”.
„Dokąd idziemy?”
„Gdzieś z przestrzenią.”
Nie trzasnąłem drzwiami. Po prostu wyszedłem, a ich śmiech sączył się przez ściany jak z telewizora na hotelowym korytarzu.
Motel był pięć przecznic dalej – neon z obietnicą kolorowej telewizji i ceny za nocleg w tygodniu sprawił, że żołądek mi się ścisnął. Zameldowałem się, nie patrząc na recepcjonistę. W pokoju pachniało wybielaczem i przesiąkniętym deszczem dywanem. Ruby zwinęła się w kłębek na jednym łóżku i zasnęła, zanim jeszcze zdjęła buty. Ja usiadłem na drugim, wpatrując się w pęknięcie w suficie, które dzieliło pokój na dwie części. Pasujące. To teraz my. Czysty rozłam.
Około trzeciej nad ranem Ruby mruknęła: „Czy niedługo wracamy do domu?”


Yo Make również polubił
Przepis na śniadanie z kapustą i jajkami
Naturalna Przekąska na Obniżenie Poziomu Cukru: Owoce z Nasionami Chia i Cynamonem
Bazlama: przepis na pyszny turecki placek
Przepis na staromodne szwajcarskie ciasto czekoladowe